• cichociemni@elitadywersji.org

Aktualności

Film Cichociemni. Pług – Profesjonalizm z usterkami

1 października 2025 miała miejsce premiera świetnego filmu „Cichociemni. Pług”, wyprodukowanego z udziałem bardzo wielu szacownych instytucji. Ponieważ zachwyty już minęły, czas na krytyczną analizę tego dzieła. Autorzy nie ustrzegli się bowiem istotnych usterek…

 

plug-film-300x204 Film Cichociemni. Pług - Profesjonalizm z usterkamiLista twórców i podmiotów wspierających tę produkcję jest długa i zacna: Urząd Dzielnicy Śródmieście, Muzeum Powstania Warszawskiego redakcja „Polski Zbrojnej”, JW GROM, JW „Agat”,Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, JW Komandosów, Archiwum Akt Nowych, Ministerstwo Obrony Narodowej, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej. Uff, mam nadzieję że wymieniłem wszystkich, bowiem twórcy filmu przedstawili podmioty wspierające w sposób trochę nieuporządkowany. Film można obejrzeć na YouTube na profilu Polski Zbrojnej lub na stronie z biogramem Cichociemnego Adama Borysa.

Wydawać by się mogło, że takie nagromadzenie szacownych instytucji powinno być gwarancją rzetelnej oraz merytorycznie poprawnej produkcji. Film jest świetny, profesjonalnie zrobiony, zasługuje na najwyższe oceny. Szkoda jednak, że twórcy nie skonsultowali swojej produkcji z kompetentną osobą znającą dobrze tematykę zagadnienia.W mojej ocenie nie ustrzegli się bowiem istotnych usterek, przez co film, choć mógłby być doskonałym materiałem edukacyjnym, doskonały nie jest. Oto moje uwagi.

 

Borys-Adam-elitadywersji-org-1-174x250 Film Cichociemni. Pług - Profesjonalizm z usterkami

ppłk cc Adam Borys

Fotografia z dokumentu urzędowego, edytowana cyfrowo, mojego autorstwa, przekazana do domeny publicznej
© CC BY elitadywersji.org

Zrozumiałe jest, że twórcy filmu skupili się na Cichociemnym Adamie Borysie, taką bowiem przyjęli koncepcję filmu. Ale ma on również przekazywać podstawowe informacje nt. Cichociemnych. Wśród tych najbardziej podstawowych zabrakło mi tej fundamentalnej – jaki był cel koncepcji Cichociemnych. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego pominięto informację, iż strategicznym celem Armii Krajowej – a także Cichociemnych oraz żołnierzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej (przed oddaniem jej w służbę Anglikom) było przygotowanie powstania powszechnego w okupowanej Polsce, w finalnej fazie wojny. To słabo znany fakt, ale Armia Krajowa miała kryptonim „Polski Związek Powstańczy”, a część Cichociemnych w Oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza określano także wprost mianem „powstańców”. Może dla kogoś są to niuanse, ale przecież właśnie wokół przygotowań do powstania powszechnego skupiała się strategiczna robota konspiracyjna w Polsce.

Układ treści filmu, jak można przypuszczać, został ułożony wg. zasady „co tygrysy lubią najbardziej” – ma natomiast niewiele wspólnego z logiczną prezentacją fundamentalnej wiedzy o Cichociemnych. Mamy więc kolejno: strzelanie, walkę wręcz, walkę nożem, trening fizyczny, trening spadochronowy, skok. Pominięto pozostałe elementy szkolenia przyszłych Cichociemnych, ale także fundamentalną informację – jaki był zasadniczy cel tego szkolenia.   

Informacje nt. Adama Borysa („najbardziej cenił strzelanie”) oraz utworzonego przezeń oddziału do walki z gestapo („Agat”, „Parasol”), także treści dotyczące akcji bojowych przeciwko Niemcom, mogą tworzyć błędne wrażenie, że Cichociemni byli kimś w rodzaju grupy kilerów, których celem była likwidacja Niemców najbardziej gorliwych w walce z Polakami. Zabrakło w filmie informacji, jakie inne konspiracyjne zadania realizowali Cichociemni w okupowanej Polsce. 

 

cc-skok-z-samolotu-250x166 Film Cichociemni. Pług - Profesjonalizm z usterkami

Skok z samolotu…

Twórcy filmu rozpowszechniają nieprawdziwą (dez)informację, jakoby do okupowanej Polski „zrzucono 316 Cichociemnych”. Otóż nie 316 i nie „zrzucono”. Podkreślić należy, że podczas wojny do okupowanej Polski przerzucono 314 Cichociemnych (306 skoczyło ze spadochronem, 8 wysiadło z samolotu na polowym lądowisku). Dwójka skoczków, kurierzy: Jan Nowak Jeziorański oraz Elżbieta Zawacka zostali uznani Cichociemnymi dopiero kilka lat po wojnie. Co więcej, Elżbieta Zawacka w chwili skoku nie była nawet żołnierzem AK – dopiero 27 października 1943 prezydent R.P. dopuścił kobiety do służby w wojsku. Warto także zauważyć, że podczas pobytu w Londynie Zawacka oszukała oficerów Oddziału VI (Specjalnego) oraz dwóch Naczelnych Wodzów, nie tylko ukrywając swą tożsamość, ale także kłamiąc jakoby była „żoną kapitana służby stałej”. Oddział VI (Specjalny) nie wysłał jej do Polski, aby realizowała zadania Cichociemnych, umożliwiono jej tylko szybki powrót do Polski. Z tych powodów nie można więc uznać, aby w chwili skoku była Cichociemną. Zanim fundacja jej imienia zbudowała propagandową narrację na ten temat, zgodnie z prawdą mówiła cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”.

 

Chciałbym zaprotestować wobec używania frazy o „zrzuceniu Cichociemnych”. Jest bezkrytycznie powtarzana od wielu lat. W mojej ocenie takie sformułowanie urąga pamięci Cichociemnych. Nie ma żadnego powodu, aby traktować Ich przedmiotowo, jak rzecz: paczkę czy zasobnik. Cichociemni byli inteligentnymi, kulturalnymi, świetnie wyszkolonymi żołnierzami. Sami podejmowali decyzję o służbie w okupowanej Polsce, nikt Ich z samolotu nie wypychał – sami skakali. Przyznam, że niegdyś także używałem tej frazy, obecnie zastępuję ją bardziej zgodną z prawdą i wyrażającą szacunek  informacją o skoku 🙂 

 

Fairbairn-e1594789144473-244x350 Film Cichociemni. Pług - Profesjonalizm z usterkami

Wiliam E. Fairbairn

W filmie w kilku miejscach pojawiają się napisy, mające być uzupełnieniem narracji lektora. Niestety, kilka z nich jest dość długa a czas ich emisji za krótki. Nawet osoby przeszkolone w szybkim czytaniu nie mają szans ich przeczytać podczas normalnego odtwarzania filmu. Taka sytuacja w filmie tej rangi nie powinna mieć miejsca.

 

Generalnie należy bardzo wysoko ocenić pracę twórców filmu; zawiera on treści bardzo wartościowe edukacyjnie – w tym szczególnie informacje nt. szkolenia Cichociemnych przez kpt. Williama Ewarta Fairbairn’a. Są to informacje bardzo słabo znane, pisałem o tym w lipcu 2020 w artykule pt. Cichociemni, IRA i chińska mafia. Kilka dni temu opublikowałem go ponownie na Facebooku, ma obecnie ponad 37 tys. wyświetleń (i wciąż rośnie)…

 

 

 

Igrzyska historii. Inspirująco o Cichociemnych

20250531_173011-249x250 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychIgrzyska Historii. Tropem Cichociemnych – pod taką nazwą Jednostka Wojskowa NIL oraz Zespół Szkół nr 1 im. Ignacego Łukasiewicza w Gorlicach, przy współpracy dr Łukasza Płatka z Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie oraz Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Gorlickiej, zorganizowali w dniach 29-30 maja 2025 niezwykłe przedsięwzięcie edukacyjne, upamiętniające 31 Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. Projekt przygotował Marcin Radzik, nauczyciel historii z ZS nr 1. Okazał się logicznie skonstruowany, ciekawy, atrakcyjny dla młodzieży, inspirujący i wartościowy poznawczo. Zawierał elementy rajdu, wymagał wysiłku fizycznego oraz wytężenia młodych umysłów. Cieszę się, że mogłem w tym Projekcie także uczestniczyć 🙂 

 

02__DSC08099-138x250 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychW materiałach tego niezwykłego Projektu czytamy m.in. – Trudno przejść obojętnie wobec fenomenu Cichociemnych, również pod kątem losów ich rodzin. Te poruszające historie staną się nam bliższe, gdyż dotyczą naszych rodzinnych stron – i poznamy je osobiście. Staniemy np. nad sądeckim grobem CC „Orczyka” (Jurka Iszkowskiego) – czyli słynną mogiłą ze śmigłem, Trzeciego dnia wojny 25-letni Jurek, pilot bombowy 2 Pułku Lotniczego, w trakcie lotu do Lwowa ląduje pod Krakowem, by oświadczyć się ukochanej i wziąć z nią ślub w więcławickim kościele (wstąpimy do niego drugiego dnia rajdu). Do Lwowa Jurek odleciał przed zmierzchem. Kolejny raz nowożeńcy zobaczą się za 7 lat, gdy po burzliwych wojennych i powojennych losach, CC „Orczyk” wyjdzie z komunistycznego więzienia, a wcześniej cudem ujdzie śmierci z rąk SS.

Takich historii nie zabraknie, a każda pomoże uczestnikom rajdu nabyć większego szacunku do Ojczyzny i narodowej Tradycji. Jeszcze żyjemy w świecie gdzie „wszystko jest na sprzedaż”, ale wchodzimy w czas, gdy świadectwo CC wielu z nas bardziej zrozumie i doceni… 

Uczestnicy rajdu szybko zauważą, że drogi ich codzienności biegną czasem niewiarygodnie blisko ścieżek życia komandosów AK. Oto bowiem w 11 różnych miejscach czeka na uczestników 15 poruszających życiorysów CC (i ich bliskich), których nasz region gościł na swojej ziemi. Dla pełnego kontekstu tematów przewidzianych do prezentacji na rajdzie, jego scenariusz wzbogaciliśmy o 16 kolejnych historii dotyczących kolegów owych 15 bohaterów, którzy również weszli w szeregi polskich specjalsów z lat II wojny.

 

04_DSC08139-300x197 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychDo udziału w rajdzie zaproszono trzynaście czteroosobowych zespołów młodych ludzi, reprezentujących szkoły wybrane z trzech małopolskich powiatów: gorlickiego, nowosądeckiego i limanowskiego. Zespoły uczestniczyły w „Igrzyskach Historii” pod opieką swych nauczycieli, ale także komandosów Jednostki Wojskowej NIL. Oprócz interakcji intelektualnych, związanych z poznawaniem historii Cichociemnych, młodzież mogła uczestniczyć w zawodach strzeleckich, siłowych i sprawnościowych. Uczestnicy odwiedzili miejsca związane z biografiami poszczególnych Cichociemnych, m.in. Hutę Polańską, Binarową, Libuszę, Gorlice, Nowy Sącz i Szczawę. Zespoły młodych ludzi odwiedziły Salę Tradycji Wojsk Specjalnych, a zwieńczeniem wszystkich zmagań był konkurs wiedzy o Cichociemnych. Warto podkreślić, że Projekt został zaakceptowany przez Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych oraz Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych.

12_DSC08029-300x186 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychCieszę się, że w trakcie realizacji Projektu miałem możliwość spotkać się z młodymi ludźmi, nauczycielami oraz komandosami JW NIL, aby podzielić się w miarę syntetycznej formie swoją wiedzą o Cichociemnych. Jeszcze większą radość sprawiło mi objęcie Projektem także mojego Dziadka por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko, który urodził się w Gorlicach.

Rzadko można spotkać się z Projektem upamiętniającym Cichociemnych, który byłby tak intelektualnie spójny, łączył ze sobą sprawność fizyczną oraz intelektualną właśnie, a przy tym był inspirujący oraz wartościowy poznawczo. Jak się okazuje, historia nie musi być nudna, a młodzież na szlaku bohaterów, której towarzyszą komandosi, jest doskonałym pomysłem na wartościową edukację oraz podtrzymanie pamięci o Cichociemnych Spadochroniarzach Armii Krajowej. Najlepszym potwierdzeniem tej tezy były uśmiechnięte twarze młodych ludzi którzy uczestniczyli w Projekcie, a nawet entuzjastyczne wręcz reakcje uczniów na kolejne przedsięwzięcia projektowe. Jak podkreślają organizatorzy, koncepcja rajdu powstała głównie na bazie wiedzy z portalu elitadywersji.org 🙂 

11_IMG_20250530_102044097-300x245 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychW projekcie uwzględniono indywidualne historie 31 Cichociemnych (kolejność alfabetyczna) m.in: Florian Adrian, Ignacy Bator, Przemysław Bystrzycki, Bronisław Czepczak-Górecki, Jerzy Iszkowski, Bolesław Jabloński, Marian Jurecki, Maciej Kalenkiewicz, Bronisław Kamiński, Władysław Kochański, Mieczysław Kwarciński, Władysław Miciek, Marian Mostowiec, Zbigniew Mrazek, Feliks Perekładowski, Roman Rudkowski, Franciszek Rybka, Tadeusz Sokół, Kazimierz Szternal, Michal Tajchman, Stanisław Winter, Jan Woźniak, Józef Zabielski, Józef Zając (mój Dziadek), Franciszek Żaak.

Ten niezwykły, wartościowy projekt edukacyjny powinien być kontynuowany, jednak szanse na taką kontynuację zależą również od znalezienia odpowiedniego wsparcia, zwłaszcza finansowego.

18_20250530_135301-300x235 Igrzyska historii. Inspirująco o CichociemnychHistoria Cichociemnych przedstawiona w sposób atrakcyjny dla młodzieży, inspirująca i pobudzająca intelektualnie, ale także wymagająca odpowiedniej sprawności fizycznej – to komplementarna propozycja edukacyjna o wysokiej wartości poznawczej, która powinna być pielęgnowana i rozwijana, stanowiąc niezwykle atrakcyjną ofertę dla młodych ludzi.

Ten Projekt dowiódł, że cieszy się uznaniem młodzieży i jest wart kontynuacji. Tego właśnie życzę organizatorom. Mam nadzieję, że również w kolejnych edycjach Projektu będę miał szansę spotkania z młodymi ludźmi i zaprezentowania Im historii niezwykłych żołnierzy w służbie specjalnej – Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej.

Zobacz także – Igrzyska Historii na stronie ZS nr 1

 

Foto:  Błażej Miśtak, Mateusz Kozioł, Zespól Szkół Nr 1 w Gorlicach. Dziękujemy 🙂 

 

 

 

 

 

CAMP STS 13 – Warszawa 2025

CAMP STS 13 czyli DNI CICHOCIEMNYCH NA WAT, Warszawa 2025, miał formulę trzydniowego (23-25 maja) spotkania cichociemnej młodzieży, głównie harcerskiej, podczas którego młodzi ludzie mieli sposobność wykazać się swoją sprawnością oraz wiedzą, a także nabyć nowe umiejętności oraz przyswoić całkiem niezłą porcję informacji nt. Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej.

 

Formuła tegorocznego CAMP STS 13 była zbliżona do ubiegłorocznej, ale w mojej ocenie jej realizacja była lepsza 🙂  Duża w tym zasługa Pana Grzegorza Wydrowskiego, prezesa Fundacji „Sprzymierzeni z GROM” oraz Pana Rektora – gen. bryg. prof. dr hab. inż Przemysława Wachulaka, Komendanta Wojskowej Akademii Technicznej. Przyznać muszę, że o ile kiedyś byłem dość umiarkowanie sceptyczny wobec takiej, nowej formuły Zjazdów Cichociemnych i Ich Rodzin, o tyle obecnie uważam, że CAMP STS 13 to bardzo dobra inicjatywa. Najważniejsze, że pozytywnie odbierana przez uczestników, czyli cichociemną młodzież. Panu Rektorowi WAT Przemysławowi Wachulakowi oraz Panu Grzegorzowi Wydrowskiemu należą się zasłużone wyrazy podziękowania 🙂

Program spotkania był zbliżony do ubiegłorocznego, ale warto odnotować wyższą jakość treści, przekazywanych w tym roku grupom młodzieży na czternastu punktach szkoleniowych. Młodzież miała okazję spotkać się z przedstawicielami Rodzin Cichociemnych, w tym m.in. z  Michałem Górskim, wnukiem Cichociemnego Jana Górskiego, prezesem Stowarzyszenia Rodzin Cichociemnych.

Przypadł mi zaszczyt poprowadzenia drugiego punktu szkoleniowego,na którym miałem przedstawić młodym ludziom metody pozyskiwania i weryfikowania informacji o Cichociemnych, w tym publikowanych w portalu elitadywersji.org. Najważniejszą informacją było podkreślenie, iż kluczową kwestią w poszukiwaniu rzetelnych informacji nt. Cichociemnych jest krytyczna analiza wszystkich źródeł informacji. Nie istnieje bowiem źródło historyczne lub współczesne, co do którego można założyć, że jest pozbawione wszelkich błędów czy przekłamań. Ludzie nie są nieomylni, więc trzeba o tym pamiętać. Posiłkowałem się krótką prezentacją, którą publikuję poniżej, więc może ona przybliżyć, o czym rozmawialiśmy.

 

Pozostałe stanowiska szkoleniowe umożliwiały m.in. nabycie umiejętności bezpiecznego posługiwania się bronią palną (karabinek, pistolet), pierwszej pomocy przedmedycznej, łączności indywidualnej. Młodzież miała sposobność spotkać się także m.in. żołnierzami JW 2305 GROM CICHOCIEMNI, funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa a nawet fachowcami ze Stowarzyszenia  Polskich Specjalistów Bombowych. Były także stanowiska promocyjne, m.in. Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych, Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, wyższych uczelni wojskowych: Akademii Wojsk Lądowych, Akademii Marynarki Wojennej, Lotniczej Akademii Wojskowej. Także Instytut Pamięci Narodowej miał możliwość przedstawienia młodym ludziom swoich zasobów dot. Cichociemnych, w tym m.in. ciekawej gry edukacyjnej CICHOCIEMNI.

 

Kluczowymi elementami CAMP STS 13 były również: bieg przełajowy „Wywalcz Jej wolność i żyj” na dystansie 5,2 km, z wojskowym strzelaniem na strzelnicy WAT na trasie. Wcześniej weterani Jednostki Wojskowej GROM wykonali na pasie taktycznym WAT pokaz skoku spadochronowego. W niedzielę, aby oddać cześć 316 Cichociemnym Spadochroniarzom Armii Krajowej, spotkaliśmy się przy pomniku 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej na warszawskich Powązkach Wojskowych. Warto przypomnieć, iż co najmniej 61 Cichociemnych było żołnierzami 1 SBS.

Po wojskowym obiedzie na stołówce WAT w auli Klubu Wojskowej Akademii Technicznej rozpoczęło się spotkanie Rodzin Cichociemnych oraz uczestników CAMP STS 13 – szkół, organizacji harcerskich, organizacji proobronnych, grup rekonstrukcyjnych – kultywujących pamięć i tradycje Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej.

Było super – bardzo ciekawie, ekscytująco emocjonalnie, sprawnie organizacyjnie, wartościowo poznawczo, przede wszystkim zaś z udziałem „cichociemnej” młodzieży 1f642 CAMP STS 13 - Warszawa 2025

 

 

Reorientacja Tochmana, blamaż PAP

Skądinąd dobry dziennikarz PAP Maciej Replewicz dał się oczarować znanemu „znafcy Cichociemnych” Krzysztofowi Tochmanowi – wraz z jego bajkami opublikował też własne, na dodatek w artykule rozpowszechnionym przez Polską Agencję Prasową. A wydawało się, że wszystkie bajki o Cichociemnych zostały już ostatecznie rozgromione. Niestety, zawsze znajdą się ludzie słabego intelektu, którzy brak wiedzy łączą z rozpowszechnianiem bzdur oraz publiczną autokompromitacją 🙁

 

26 grudnia 2024 Polska Agencja Prasowa opublikowała artykuł red. Macieja Replewicza pt. „80 lat temu ostatni cichociemni dotarli do Polski”. W tekście jest sporo fundamentalnych błędów, także żenujących konfabulacji Krzysztofa Tochmana.

Zacznijmy od wyliczenia błędów (według ich kolejności w artykule):

  1. Główna ilustracja artykułu (samolot Armstrong-Whitworth Whitley) nie ma nic wspólnego z operacją zrzutową „Staszek 2”
  2. Nieprawdziwy jest tytuł  artykułu – to nieprawda, że w operacji „Staszek 2” „80 lat temu ostatni cichociemni dotarli do Polski”
  3. Krzysztof Tochman konfabuluje, że Misja ostatnich cichociemnych była związana z organizacją łączności już w kraju opanowanym przez armię sowiecką” 
  4. Krzysztof Tochman konfabuluje, w związku z operacją zrzutową „Staszek 2”, że rzekomo „Nie zachowały się żadne pisemne rozkazy dotyczące celów ich misji, ale można przypuszczać, że dotyczyły właśnie przeorientowania łączności na nowego okupanta” 
  5. Krzysztof Tochman konfabuluje, w związku z operacją zrzutową „Staszek 2”, że rzekomo „Nieprzypadkowo większość uczestników akcji była wysokiej klasy specjalistami od szybkiej łączności telegraficznej przeszkolonymi na terenie Wielkiej Brytanii i Włoch do specjalnych zadań”
  6. Nieścisłe jest twierdzenie, że Cichociemni „byli szkoleni w Wielkiej Brytanii”
  7. Nieprawdziwe jest twierdzenie, że Cichociemni „wysyłani byli do okupowanej Polski początkowo z Wielkiej Brytanii w latach 1941-44”
  8. Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, że „Organizacją przerzutów [Cichociemnych] zajmowała się polska sekcja brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych SOE (Special Operations Executive)”
  9. Nieścisłe jest twierdzenie, że „Od 15 lutego 1941 r. do 26 grudnia 1944 r. zorganizowano łącznie 82 loty z cichociemnymi”
  10. Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, że W gronie ochotników [Cichociemnych] znalazła się kobieta – Elżbieta Zawacka”
  11. Nieścisła jest teza, że Ostatnia operacja zrzutowa nad okupowaną Polską odbyła się w nocy z 26 na 27 grudnia 1944 r.”
  12. Nieprawdziwe jest twierdzenie Krzysztofa Tochmana, jakoby „Dwustronna łączność radiowa pomiędzy strukturami konspiracji poakowskiej z Londynem funkcjonowała do sierpnia – września 1945 r. Częściowo była to właśnie zasługa ostatnich cichociemnych”
  13. Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „91 [Cichociemnych]  uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim”
  14. Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, iż „595 cichociemnych odznaczono Krzyżem Walecznych”

 

41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Reorientacja Tochmana, blamaż PAPPrzykro to stwierdzić, że wciąż dla niektórych historia Cichociemnych jest niczym pole minowe, na którym „wylatują w powietrze” rozmaici opowiadacze, silący się na „ekspertów”. Publicystów można trochę zrozumieć, pod warunkiem, że korzystają z dobrych źródeł informacji – ale nie wtedy, gdy ich „źródłem” są żenujące opowieści rozmaitych „znafców”, w tym szczególnie Krzysztofa Tochmana, który naplótł już publicznie tyle bzdur o Cichociemnych, że powinien wreszcie przestać publicznie rozpowszechniać swoje kłamstwa i konfabulacje.

Przypomnę, że Krzysztof Tochman zasłynął licznymi nieprawdziwymi publikacjami nt. Cichociemnych. Nie analizowałem szczegółowo „Słownika Biograficznego Cichociemnych” jego autorstwa, aby uniknąć nieprawdziwego wrażenia, że się na niego „uwziąłem”. Jednak została m.in. podana w nim – w każdym biogramie Cichociemnego – rażąco nieprawdziwa dezinformacja, jakoby Cichociemni przeszli „konspiracyjne szkolenie„. A przecież Cichociemnych szkolono do pracy w konspiracji, ale szkolenia były tajne – a nie „konspiracyjne”, bo ani Wielka Brytania, ani Włochy nie były pod okupacją. Nie po raz pierwszy ten „znafca Cichociemnych” udowadnia, że zna się na wojsku jak wilk na gwiazdach. Miesiącami usuwałem to kłamstwo Tichmana z biogramów Cichociemnych opublikowanych (za Tochmanem) w Wikipedii.

 

FALSZERZE-HISTORII_-266x250 Reorientacja Tochmana, blamaż PAPKrzysztof Tochman jest tego rodzaju „historykiem”, że – niestety – nie odróżnia Cichociemnych, spadochroniarzy Armii Krajowej, żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego – od agentów SOE, spadochroniarzy Akcji Kontynentalnej, użyczonych Brytyjczykom przez rząd R.P. Ale nie tylko dlatego został wpisany – zaraz po Kacprze Śledzińskim (246 błędów i nieścisłości na 417 stronach) – na listę FAŁSZERZY HISTORII m.in. za 36 błędów na 45 stronach swej publikacji wydanej przez IPN Rzeszów.

Inne jego kłamliwe rewelacje to m.in. teza iż AK była częścią PSZ, „jeszcze przed wybuchem wojny utworzono SOE”, „cichociemni AK – spadochroniarze PSZ pełnili swoje misje na Bałkanach, we Włoszech, Albanii i we Francji”, Cichociemni rozkaz do odlotu do Polski wysłuchiwali w radiu, w odprawach Cichociemnych przed odlotem do Polski uczestniczył Naczelny Wódz PSZ lub premier, Główna Baza Przerzutowa mieściła się w Brindisi, była współdowodzona przez SOE, część Cichociemnych  wywodziła się z 1 Samodzielnej Kompanii Grenadierów, kilkudziesięciu spadochroniarzy PSZ-AK pełniło służbę w okupowanych krajach Europy, 91 cichociemnych brało udział w powstaniu warszawskim, 24 cichociemnych – żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych zostało zadysponowani przez Sztab Naczelnego Wodza – Wydział Specjalny Ministerstwa Obrony Narodowej do działań poza krajem itp. itd. Tego rodzaju bzdury dyskwalifikują Krzysztofa Tochmana jako historyka. Jakakolwiek teza musi mieć oparcie w wiarygodnym źródle historycznym; te „rewelacje” Tochmana są wyssane z palca, nie tylko nie mają oparcia w jakichkolwiek źródłach historycznych, ale są z nimi ewidentnie sprzeczne!

Kto chce poczytać te kłamstwa oraz moją erratę, zachęcam – tutaj tekst Tochmana, tu moja errata (pliki pdf)

 

Przystąpmy do prostowania najnowszych konfabulacji Krzysztofa Tochmana. Wprawdzie – jak mawiał Stanisław Lem – „Tego co jeden idiota nabredzi, nawet czterdziestu mędrców nie naprawi”, ale spróbujmy (wg. hierarchii ważności).

 
ad. 8 – organizacja zrzutów

button-zrzuty_200 Reorientacja Tochmana, blamaż PAPW artykule PAP opublikowano ewidentne kłamstwo, iż „Organizacją przerzutów [Cichociemnych] zajmowała się polska sekcja brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych SOE (Special Operations Executive)” (ad. 8). Wprawdzie dalej podano, iż „Głównym polskim organizatorem przerzutu przeszkolonych dywersantów i wywiadowców drogą lotniczą do okupowanej Polski był ppłk. Jan Jaźwiński (…)” – ale nie zmienia to faktu, iż teza o organizowaniu nam czegokolwiek przez SOE jest łgarstwem.

Niestety, wciąż osoby słabe na umyśle rozpowszechniają kłamstwo, jakoby zrzuty dla AK organizowali nam rzekomo Brytyjczycy („polska sekcja SOE”). Po dziewięciu latach pisania przeze mnie, że to bzdura, pojawiła się zmodyfikowana wersja tego kłamstwa – jakoby Brytyjczycy organizowali nam zrzuty „we współpracy z Oddziałem VI (Specjalnym)”.

Proste pytanie – jak zrzuty dla Armii Krajowej mogli nam rzekomo organizować Brytyjczycy z SOE, skoro Angole nie mieli żadnych swoich ludzi na terenie Polski? Telefonowali na komórkę do pracowników struktur odbioru zrzutów Oddziału V Komendy Głównej AK (ZWZ), działającej pod kryptonimami: Syrena, Import, MII – Grad albo do oficerów zrzutowych w obszarach, okręgach i podokręgach Armii Krajowej?

Wszystkim opowiadającym brednie o „organizowaniu zrzutów dla AK przez SOE” zalecam przeczytanie:

  1. sprawozdania z operacji przerzutowych do Kraju (wszystkie sezony operacyjne) – Sprawozdanie z działalności Wydziału „S” Oddz. Specj. N.W. 1942-1944, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW II.52.353, dostępne na stronie Jan Jaźwiński
  2. „Planu czuwania”, w: Sprawozdanie z działalności Wydziału „S” Oddz. Specj. N.W. 1942-1944, Wojskowe Biuro Historyczne – Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW II.52.353, dostępny na stronie zrzuty
  3. syntetycznej informacji nt. organizacji zrzutów, dostępnej na stronie zrzuty

 

SOE – agencja transportowa

Wszystkich opowiadającym brednie, jakoby zrzuty dla Armii Krajowej organizowało nam brytyjskie SOE na terenie Wielkiej Brytanii zachęcam do lektury artykułu – Declan O’Reilly – Zarząd Operacji Specjalnych, polski rząd emigracyjny i Armia Krajowa – logistyka i finanse w polskiej tajnej wojnie 1940-1945, w: „Polacy i Brytyjczycy w obliczu wybuchu drugiej wojny światowej”, IPN, Warszawa 2023, ISBN 978-83-8229-797-3). Moja recenzja tej publikacji jest dostępna na tej stronie

Doktor Declan O’Reilly z King’s College London (jeden z dziesięciu najlepszych uniwersytetów brytyjskich) był łaskaw napisać artykuł pt. Zarząd Operacji Specjalnych, polski rząd emigracyjny i Armia Krajowa – logistyka i finanse w polskiej tajnej wojnie 1940-1945. Autor jest historykiem politycznym i gospodarczym specjalizującym się m.in. w historii międzynarodowej, jednak zakres jego zainteresowań jest niezwykle szeroki.

W zasadzie powinienem zacząć od razu od podziękowań, bowiem brytyjski Autor już na wstępie daje mi oręż do ręki pisząc prawdę – nieznaną różnym polskim pseudohistorykom i pseudodziennikarzom – że „polska” (tylko z nazwy), ledwo kilkuosobowa sekcja SOE niczego w Polsce nie organizowała.

Autor zauważa w pierwszym akapicie – „W przeciwieństwie do działań, jakie SOE podejmowało w innych miejscach w okupowanej Europie, jego współpraca z Polską dotyczyła logistyki raczej niż wspierania ruchu oporu (…)”. Dodaje także obiektywnie – „Polacy, od samego początku wojny aktywnie walczący z Niemcami, oczekiwali większego wsparcia ze strony Wielkiej Brytanii, ta nie chciała jednak lub nie była w stanie sprostać ich oczekiwaniom.”

Uwaga – brytyjski historyk podkreśla wyraźnie – „(…) Brytyjczycy nigdy nie kontrolowali polskiej polityki wywiadowczej. Polska sekcja SOE stała się agencją transportową współpracującą z RAF, który miał jedynie ograniczoną liczbę przestarzałych samolotów do operacji specjalnych, mogących dostarczać agentów [określenie błędne, polscy Cichociemni i kurierzy nie byli niczyimi „agentami” – RMZ] i zaopatrzenie do miejsc wskazanych przez Oddział VI”(s. 123).

 

Autor trafnie przytacza tezy z brytyjskiej historii SOE – „Polityka ograniczonego zaangażowania SOE, nakładająca wyłączną odpowiedzialność za działania wojskowe w Polsce na rząd RP na uchodźstwie i AK, sprawiała, że zadanie jego sekcji polskiej sprowadzało się właściwie do przekazywania dalej decyzji podjętych przez inne organy. SOE skwapliwie przyznało, że Armia Krajowa była najskuteczniejsza w Europie, lecz źle wykorzystywana, trudno sobie jednak wyobrazić, by mogło być inaczej (Historia sekcji polskiej SOE, 1945, s. 70, TNA, HS 7/183)

 

JAN-JAZWINSKI-elitadywersji-org-180x250 Reorientacja Tochmana, blamaż PAP

ppłk dypl. Jan Jaźwiński

Przetłumaczę to słowami zrozumiałymi dla prostych umysłów – SOE wykonywała na rzecz polskiego Oddziału VI (Specjalnego) usługi transportowe, niczego nam nie organizowała. Jeżeli zamawiamy taksówkę i jedziemy nią gdziekolwiek – to nie oznacza, że nasz przejazd tą taksówką organizuje firma przewozowa. Przejazd organizujemy sobie sami, wykorzystując istniejące możliwości i korzystając z dostępnej usługi.

Podobnie SOE niczego nam nie „organizowała”, tylko podstawiała samoloty zgodnie z uzgodnieniami z Oddziałem VI (Specjalnym) – czytaj: z mjr. dypl. Janem Jaźwińskim. Nota bene, nie dotrzymywała słowa, nie podstawiając nam ok. połowy żądanych samolotów. Przypomnę też, że nawet zawartość zasobników zrzutowych dla Armii Krajowej kompletowali polscy żołnierze – według zapotrzebowania Armii Krajowej. Podobnie to polscy żołnierze ładowali te zasobniki do komór bombowych samolotów lecących do Polski, w tym także do samolotów brytyjskich.

Rzekoma „organizacja zrzutów” dla AK przez SOE sprowadzała się do wydania dyspozycji brytyjskim pilotom samolotów latających w lotach specjalnych SOE, gdzie mają danego dnia lecieć – przy czym lokalizację wskazywał SOE mjr dypl. Jan Jaźwiński. Może anglofilno – ojkofobiczni opowiadacze kłamstw o rzekomej „organizacji zrzutów do Polski przez SOE” zechcą wreszcie pojąć, że rozpowszechniają bzdury?

 

ad. 3, 4, 5, 12 – operacja zrzutowa „Staszek 2”

Krzysztof Tochman naplótł, co mu ślina na język przyniosła, a dziennikarz PAP Maciej Replewicz bezkrytycznie to rozpowszechnił. Wg. Tochmana celem operacji zrzutowej „Staszek 2” była „organizacja łączności” oraz „przeorientowanie łączności na nowego okupanta” bowiem „nieprzypadkowo większość uczestników akcji była wysokiej klasy specjalistami od szybkiej łączności telegraficznej”. No cóż – brednie do kwadratu.

radiostacja-A5-Hefman-219x300 Reorientacja Tochmana, blamaż PAP

radiostacja A-5 konstrukcji inż. Tadeusza Heftmana

Po pierwsze, Tochman nie wyjaśnia, co ma się kryć za sformułowaniem „przeorientowanie łączności” – czy chodzi o inne ustawienie anteny nadawczej konspiracyjnej radiostacji („pipsztoka”), czy o nadawanie w systemie innym niż simplex, czy może o częstsze wymienianie w depeszach słów „armia czerwona”, „sowieci” itp.  Tochman robi aluzję do eksperymentalnego systemu „Telma”, wspominając o „specjalistach od szybkiej łączności telegraficznej”, według niego zapewne „przeorientowanie łączności”  miało polegać na przejściu na urządzenia do szybkiej telegrafii.

Po drugie, Tochman kłamie, jakoby „Telma” kiedykolwiek została użyta w okupowanej Polsce; kłamie też, jakoby „większość uczestników akcji [Staszek 2] była (…)  specjalistami od szybkiej łączności telegraficznej”. Jedynym takim specjalistą był Cichociemny  por. cc Bronisław Czepczak-Górecki. Pozostali dwaj łącznościowcy nie byli „specjalistami szybkiej telegrafii”. Warto też na marginesie zauważyć, że trzech spośród sześciu to nie jest „większość” – jak kłamie Tochman. Tym bardziej większością nie jest jeden z sześciu.

Po trzecie, warto zauważyć, że Cichociemny  por. cc Bronisław Czepczak-Górecki w swoich wspomnieniach – odnosząc się do eksperymentalnego systemu szybkiej telegrafii „Telma” – wyraźnie stwierdza: „Ostatecznie próby zakończyły się na początku czerwca [1944 – przyp. RMZ] i cały majdan został zwinięty. Obaj byliśmy zawiedzeni. Liczyliśmy, że będziemy pierwszą ekipą szybkiej telegrafii w Kraju.” Tak oto konfabulacje Krzysztofa Tochmana oraz Macieja Replewicza z PAP nt. rzekomego „przeorientowania łączności” zostały zdemaskowane.

Warto w tym kontekście odnotować przydziały służbowe, które otrzymali Cichociemni przerzuceni w operacji zrzutowej „Staszek 2”:

  • kpt. cc Stanisław Dmowski – Oddział III (operacyjny) Komendy Głównej AK
  • mjr cc Zdzisław Sroczyński – w dyspozycji 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, wykładowca minerstwa na kursach dowódców kompanii oraz dowódców plutonów
  • mjr cc Witold Edward Uklański – w dyspozycji Komendy Okręgu Kraków AK
  • ppor. / por. cc  Jan Matysko –  1 batalion 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, szef technicznej obsługi radiostacji, w dyspozycji Komendy Okręgu Kraków AK
  • por. cc Bronisław Czepczak-Górecki  – radiotelegrafista 1 Batalionu 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK
  • plut. cc Jan Parczewski – w dyspozycji  Komendy Okręgu Kraków AK, czasowo w 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK.

Żenujące kłamstwa Tochmana o rzekomym  „przeorientowaniu łączności” przez  tę ekipę Cichociemnych są więc oczywiste.

 

ad. 2 – „ostatni Cichociemni”

Nieprawdziwy jest tytuł  artykułu – to nieprawda, że w operacji „Staszek 2” „80 lat temu [czyli 26/27 grudnia 1944 – przyp. RMZ] ostatni cichociemni dotarli do Polski”. Ostatnim Cichociemnym, który dotarł do Polski był płk cc Adam Boryczka, szef łączności Delegatury Zagranicznej WiN, który konspiracyjnie przyjeżdżał do Kraju do 1952 roku.

 

ad. 6 – „szkoleni w Wielkiej Brytanii”

Nieścisłe jest twierdzenie, że Cichociemni „byli szkoleni w Wielkiej Brytanii”. Cichociemni byli szkoleni także we Włoszech.

 

ad. 7 – „wysyłani z Wielkiej Brytanii  (…) w latach 1941-44”

Nieprawdziwe jest twierdzenie, że Cichociemni „wysyłani byli do okupowanej Polski początkowo z Wielkiej Brytanii w latach 1941-44”. Od 1944 Cichociemni byli przerzucani do okupowanej Polski  po starcie z lotniska Campo Casale we Włoszech.

 

ad. 9 – „82 loty z cichociemnymi”

Nieścisłe jest twierdzenie, że „Od 15 lutego 1941 r. do 26 grudnia 1944 r. zorganizowano łącznie 82 loty z cichociemnymi”. Z faktu, iż przerzucono do Polski Cichociemnych w 82 operacjach lotniczych wcale nie wynika, iż „zorganizowano 82 loty”. Rzecz w tym, że wielokrotnie Cichociemni lecieli do Kraju dwa, trzy, nawet cztery razy, bowiem za „pierwszym lotem” operacja przerzutowa nie doszła do skutku. Według moich obliczeń ogółem zorganizowano 105 „lotów z Cichociemnymi”.

 

ad. 10 – „w gronie ochotników Elżbieta Zawacka”

Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, że „W gronie ochotników [Cichociemnych] znalazła się kobieta – Elżbieta Zawacka”. Otóż Elżbieta Zawacka nie zgłosiła się jako ochotnik na szkolenia dla Cichociemnych. W dacie skoku do Polski (9/10 września 1943) nie była nawet żołnierzem Armii Krajowej; służyła w formacji pomocniczej – Wojskowa Służba Kobiet. Była kurierką KG AK, została dopiero po wojnie uznana za cichociemną, podobnie jak kurier Jan Nowak Jeziorański. Przez wojnę i wiele lat po wojnie uważała się za kogoś lepszego niż Cichociemni. Zgodnie z prawdą mówiła „cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”. Gdy zorientowała się, że opinia społeczna wyżej ceni Cichociemnych niż kurierów przeistoczyła się w „jedyną cichociemną”, aby grzać się w blasku Ich chwały…

 

ad. 11 – „ostatnia operacja zrzutowa”

Nieścisła jest teza, że „Ostatnia operacja zrzutowa nad okupowaną Polską odbyła się w nocy z 26 na 27 grudnia 1944 r.” Rzecz w tym, że ostatnie operacje zrzutowe (materiałowe) przeprowadzono w nocy 28/29 grudnia 1944, w tym sześć udanych (dwie na placówki zapasowe). 

 

ad. 12 – „łączność do sierpnia-września 1945”

Nieprawdziwe jest twierdzenie Krzysztofa Tochmana, jakoby „Dwustronna łączność radiowa pomiędzy strukturami konspiracji poakowskiej z Londynem funkcjonowała do sierpnia – września 1945 r. Częściowo była to właśnie zasługa ostatnich cichociemnych” Piramidalna bzdura. Brytyjczycy wprowadzili od 1 kwietnia 1945 zakaz prowadzenia łączności radiowej z Polską. Nielegalna łączność z Polską prowadzona była jeszcze kilka tygodni po tym terminie przez „tatarowską konspirację” (tzw. centralę konspiracyjną „Hel”) z Włoch. Nie miała ona nic wspólnego z łącznością „struktur konspiracji poakowskiej”; ponadto nie uczestniczył w niej ani jeden Cichociemny przerzucony do Polski w operacji zrzutowej „Staszek 2”.

 

ad. 12 – „91 Cichociemnych w Powstaniu Warszawskim”

Powstanie-Warszawskie-flaga-300x188 Reorientacja Tochmana, blamaż PAPNieprawdziwe jest twierdzenie, że „91 [Cichociemnych]  uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim”. Lata temu Krzysztof Tochman policzył – błędnie – liczbę Cichociemnych uczestniczących w Powstaniu Warszawskim i nie chce sprostować swej błędnej informacji. Przypomnę, że jednym z Cichociemnych, których Tochman nie zauważa jako uczestnika Powstania jest m.in.  ppor. cc  Edwin Scheller-Czarny, którego Naczelny Wódz 24 sierpnia 1948 odznaczył Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”.  Tochman nadal utrzymuje, że nie był uczestnikiem Powstania Warszawskiego…

 

ad. 13 – „595 Cichociemnych”

36_Krzyz-Walecznych-1920-146x200 Reorientacja Tochmana, blamaż PAPRażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, iż „595 cichociemnych odznaczono Krzyżem Walecznych”. Jakim cudem rzekomo możliwe było odznaczenie 595 Cichociemnych, skoro było Ich tylko 316? Autor tej bzdury nie dostrzegł, że Krzyżem Walecznych można było odznaczyć żołnierza wielokrotnie (np. mój Dziadek – Cichociemny został odznaczony Krzyżem Walecznych cztery razy). Prawidłowe jest zatem sformułowanie, że Cichociemnych odznaczono 595 razy Krzyżem Walecznych…

 

W artykule red. Macieja Replewicza z PAP podano także wiele wartościowych informacji, w tym sporą ich część, będących efektem mojej pracy. Przepisano je z mojego portalu elitadywersji.org nie wskazując źródła, nad czym ubolewam.

 

 

 

Awanturnik pozytywny

Glaukopis, uznane pismo społeczno – historyczne, w najnowszym numerze (2024 nr 41, s. 225-277) publikuje artykuł naukowy dr Bartłomieja Szyprowskiego pt. Awanturnik, ale w dodatnim znaczeniu. Wojenne losy por. cc. Zbigniewa Piaseckiego „Orlika”. Czekałem na ten artykuł już od kilku miesięcy, bowiem zależało mi na fachowej ocenie wydarzeń w których uczestniczył jeden z moich ulubionych Cichociemnych, których istotą było pozyskanie w kontrowersyjny sposób przez Armię Krajową środków finansowych na walkę z okupantem. Ustalenia Autora są naprawdę bardzo interesujące.

 

Doktor Bartłomiej Szyprowski od wielu lat specjalizuje się w interesujących publikacjach prawniczych, historycznych oraz historyczno – prawniczych. Wśród tych publikacji jest także osiem artykułów naukowych dotyczących Cichociemnych, szczególnie cennych, bowiem Autor – nie tylko historyk, ale również zawodowy prokurator – dokonuje wnikliwej analizy historycznych wydarzeń także pod kątem odpowiedzialności prawnokarnej oraz słuszności wydanych orzeczeń. Tego rodzaju fachowa weryfikacja historycznych wydarzeń jest dla nas pouczającym oraz inspirującym materiałem poznawczym.

Piasecki-Zbigniew-elitadywersji-org-175x250 Awanturnik pozytywny

por. cc Zbigniew Piasecki
Fotografia z dokumentu urzędowego edytowana cyfrowo, mojego autorstwa,
przekazana do domeny publicznej

© CC BY elitadywersji.org

Artykuł jest dość obszerny, zawiera aż 207 przypisów; wśród źródeł Autor wymienia 18 źródeł drukowanych, 34 opracowania, 17 źródeł internetowych. Wspomnę, że zarówno w przypisach, jak i we wskazanych źródłach  Autor był uprzejmy wskazać portal elitadywersji.org oraz moje skromne ustalenia ws. Cichociemnego „Orlika” (m.in. wynik mojej korespondencji z Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy). Artykuł, choć ma charakter naukowy, napisany jest we frapujący sposób, Autor wiedzie nas logicznie i przekonywująco po „wojennych ścieżkach” po których kroczył Cichociemny Zbigniew Piasecki.

Dr Bartłomiej Szyprowski we wstępie swego artykułu stawia trzy fundamentalne kwestie. Po pierwsze podkreśla, że sprawa sądowa por. cc Zbigniewa Piaseckiego przed Wojskowym Sądem Specjalnym (WSS) nie była dotąd przedmiotem rozważań historycznych, ani historyczno-prawnych. W tym kontekście warto zaznaczyć, że artykuł ma więc znaczenie kluczowe, bo przecież w wyniku tej sprawy Cichociemnego „Orlika” skazano na karę śmierci. Po drugie, Autor stawia istotne pytanie – kim był oskarżony i co doprowadziło go przed oblicze podziemnej Temidy? Po trzecie i najważniejsze – Autor stawia przed nami niezwykle fundamentalną kwestię – czy rzetelnie, w oparciu o przedstawione dowody sądy rozpoznały zarzuty wobec „Orlika”? 

Intelektualno – poznawczą przyjemność analizy ustaleń dokonanych przez dr Bartłomieja Szyprowskiego pozostawiam Czytelnikom artykułu; nie zamierzam przedwcześnie zdradzać kluczowych efektów pracy Autora. Warto jednak zwrócić uwagę na niektóre fakty z życiorysu tego niewątpliwie nietuzinkowego Cichociemnego, jednego z moich ulubionych. Urodzony w Sosnowcu, w rodzinie hindusko – polskiej, po śmierci ojca Hindusa adoptowany przez doktora praw Władysława Piaseckiego, pracownika Sądu Okręgowego w Nowym Sączu. Był jednym z pierwszych Cichociemnych przerzuconych do okupowanej Polski – skoczył ze spadochronem już  w próbnym sezonie operacyjnym, w nocy 6/7 stycznia 1942, w operacji lotniczej „Shirt”.

Piasecki-Zbigniew-nac-37-1093-180x250 Awanturnik pozytywny

por. cc Zbigniew Piasecki

Autor podaje, że wcześniej „Piasecki należał do grupy tzw. chomików, którzy wraz z kpt. Maciejem Kalenkiewiczem i kpt. Janem Górskim chcieli usprawnić łączność z krajem (…)” Jako źródło tego ustalenia Autor wskazuje fragment wspomnień Cichociemnego Alfreda Paczkowskiego (Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax, 1981, s 62). W mojej ocenie akurat to ustalenie jest nieścisłe. Rzecz w tym, że – jak trafnie zauważa Paczkowski – „chomiki reprezentowali grupę oficerów najbardziej lojalną wobec poczynań Naczelnego Wodza (…) Chomików było co najmniej kilkunastu, a każdy z nich jak apostoł miał swoich wyznawców”. Bezpośrednio po tym zdaniu Paczkowski wspomina – „W ten sposób poznałem pchor. Zbigniewa Piaseckiego i Jana Marka, obu z piechoty, gorliwych adeptów „chomikowej” szkoły”. Analizując uważnie treść tego fragmentu wspomnień Cichociemnego Alfreda Paczkowskiego w mojej ocenie zasadnie można dojść do wniosku, że Zbigniew Piasecki oraz Jan Marek zostali przez niego zaliczeni do grupy „wyznawców chomików”. W mojej ocenie obaj wymienieni nie byli „chomikami”, choćby z tego powodu, że nie byli jeszcze oficerami, tylko podchorążymi. Niewątpliwie jednak byli entuzjastami oraz – jak to ujął Paczkowski – „wyznawcami chomików”. To jedyna nieścisłość, jaką znalazłem w omawianym artykule.

 

Glaukopis-2024-41_1000px-172x250 Awanturnik pozytywnyWojenne losy Cichociemnego Zbigniewa Piaseckiego były niezwykle barwne: żołnierz (instruktor dywersji) „Wachlarza”, „Kedywu”, szkoły dywersji „Zagajnik”, referatu „Korweta” Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK, dowódca „piątki” dywersyjnej Związku Syndykalistów Polskich, po aresztowaniu w maju 1944 przez gestapo więzień obozów koncentracyjnych: KL Gross-Rosen, uczestnik ucieczki więźniów, po schwytaniu osadzony w karnej kompanii KL Gross-Rosen, następnie w KL Mittelbau-Dora – gdzie prawdopodobnie stracił życie.

Dla oceny działalności Cichociemnego Zbigniewa Piaseckiego ps. „Orlik” niewątpliwie istotne znaczenie ma kwestia prawidłowości oceny Jego postępowania, dokonana przez Wojskowy Sąd Specjalny przy KG AK, w związku z przeprowadzoną pod Piasecznem akcją likwidacyjną trzech byłych policjantów żydowskich, będących w drodze do Szwajcarii z kosztownościami zagrabionymi w warszawskim getcie. Pieniądze z tej akcji zostały w części przekazane do Związku Syndykalistów Polskich, w części zaś na potrzeby Armii Krajowej. Obie organizacje pieniądze wzięły, ale wypierały się zlecenia akcji, która po jej przeprowadzeniu wydała się im ideowo niesłuszna. „Kozłem ofiarnym” został wykonawca, Cichociemny Zbigniew Piasecki. W tej sprawie były liczne sprzeczności w materiale dowodowym, w tym kluczowa – czy por. cc Jan Piwnik zezwolił na akcję, czy jej zakazał. Istotne jest także to, że według obowiązującego statutu Wojskowego Sądu Specjalnego w takiej sprawie kara śmierci nie mogła być orzeczona – a jednak ją orzeczono!

Szyprowski-Bartlomiej-253x250 Awanturnik pozytywnyW mojej ocenie Cichociemny Zbigniew Piasecki ps. Orlik wykonywał rozkazy, nie dokonał rabunku o który Go oskarżono (przekazał fundusze z akcji na rzecz AK oraz ZSP), lecz wskutek nierzetelnie przeprowadzonego postępowania, w tym z rażącym naruszeniem prawa (wydanie wyroku śmierci w sprawie w której nie mogło być takiej kary) nie mógł przed śmiercią oczyścić się z zarzutu.

Znacznie ciekawsze są fachowe ustalenia dr Bartłomieja Szyprowskiego, który jako predestynowany do takiej profesjonalnej oceny dokonał jej, uzasadniając rzeczowe swoje stanowisko w omawianym artykule. Powtórzę, że intelektualno – poznawczą przyjemność analizy ustaleń dokonanych przez Autora pozostawiam Czytelnikom artykułu; nie zamierzam przedwcześnie zdradzać kluczowych efektów pracy. Omawianą publikację oceniam niezwykle wysoko, zachęcam wszystkich do interesującej lektury 🙂

 

dr Bartłomiej Szyprowski – Awanturnik, ale w dodatnim znaczeniu. Wojenne losy por. cc. Zbigniewa Piaseckiego „Orlika”,  w: „Glaukopis” 2024 nr 41, s. 225-277 ISSN 1730-3419

 

Historia braci Wiechułów

Jakub Kowalski napisał, a Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Końskie wydała publikację pt. Cichociemni od „Szarego”. Historia braci Wiechułów. Należy z uznaniem odnotować wydawniczą aktywność władz biblioteki, od dawna dobrze rozumiejących ponadlokalną przecież, kulturotwórczą funkcję swej placówki. Wcześniej bowiem opublikowała słynnych „Robotowców” – monografię II Zgrupowania Cichociemnego Jana Piwnika.

Słowa uznania należą się także autorowi najnowszej publikacji, który podjął spory wysiłek, aby zgromadzić niemałą ilość relacji, fotografii, dokumentów obrazujących niezwykłe życie Cichociemnych – Bernarda i Ludwika Wiechułów.

 

Wiechula-Bernard-elitadywersji-org-188x250 Historia braci Wiechułów

kpt. cc Bernard Wiechuła
Fotografia z dokumentu urzędowego, edytowana cyfrowo, mojego autorstwa,
przekazana do domeny publicznej

© CC BY elitadywersji.org

Czterysta stron publikacji usystematyzowano chronologicznie w dziewięciu rozdziałach, przyjmując za cezurę istotne wydarzenia z życia braci: Bernarda Wiechuły oraz Ludwika Wiechuły. Jednak rozdział 2.11 rażąco błędnie zatytułowano „Cichociemni”, jak można sądzić, zapewne z powodu takiej oto tezy autora: „W dniach 13 czerwca – 28 lipca 1943 r. bracia Wiechułowie odbyli specjalny Kurs Nr 1, przy STS (Special Training School) w Audley End, tzw. kurs cichociemnych” (s. 115).

Należy wyrazić ubolewanie, iż wciąż osoby słabego intelektu infantylnie wywodzą, jakoby istniał jakiś „kurs cichociemnego”. Po pierwsze, teza, iż istniał jakikolwiek „kurs cichociemnych” jest rażąco błędna. Żaden z dwóch organizowanych w Audley End  kursów zasadniczych (walki konspiracyjnej oraz odprawowy) nie był i nie mógł być nazywany „kursem cichociemnego”. Rzecz w tym, że proces szkolenia kandydatów na Cichociemnych składał się z wielu kursów specjalnych (zasadniczych, specjalnościowych, uzupełniających i in.).

Po drugie, nawet ukończenie wszystkich kursów oraz zakwalifikowanie do skoku (przerzutu) do Polski (szkolenie ukończyło 605 kandydatów z 2385 przyjętych, zakwalifikowano do skoku 579 żołnierzy) nie czyniło ze szkolonego kandydata jednego z 316 Cichociemnych. Przecież Cichociemnym zostawało się dopiero po skoku (przerzucie) do Kraju – a nie po ukończeniu któregokolwiek (czy nawet wszystkich) kursu specjalnego. Nota bene, kurs uznany przez autora za „tzw. kurs cichociemnego” (w istocie kurs walki konspiracyjnej) wcale nie był organizowany „przy STS” (43) ani też nie był kursem specjalnym, który ukończyli wszyscy Cichociemni (np. 50 CC łącznościowców czy 37 CC specjalizujących się w wywiadzie) – czyżby zatem nie zostali Oni Cichociemnymi?

Po trzecie, ani przed wojną, ani podczas wojny, ani obecnie, wyszkolenie żołnierza do zadań specjalnych nie było i nie jest możliwe na jakimś jednym kursie. Żołnierz w służbie specjalnej – a takimi byli przecież Cichociemni – oprócz naturalnych predyspozycji, sprawdzonych podczas selekcji, posiada wiele żołnierskich umiejętności oraz specjalności, których nie sposób nauczyć się na jednym kursie, nawet długotrwałym.

Po czwarte wreszcie – brak jakiegokolwiek źródła historycznego, które uzasadniałoby tezę autora, iż którykolwiek z kursów specjalnych w procesie szkolenia kandydatów na Cichociemnych, faktycznie określano mianem „kursu cichociemnego”. Autor nie powinien więc pisać, co mu się wydaje, zwłaszcza że wydaje mu się błędnie…

 

Nieścisłości
Wiechula-Ludwik-elitadywersji-org-180x250 Historia braci Wiechułów

por. cc Ludwik Wiechuła
Fotografia z dokumentu urzędowego edytowana cyfrowo, mojego autorstwa,
przekazana do domeny publicznej

© CC BY elitadywersji.org

Niestety, tego rodzaju istotnych nieścisłości nie brak w omawianej publikacji. Już jej tytuł wzbudził moją wątpliwość, bowiem nie jest możliwe, aby podczas wojny braci Wiechułów definiowano zwrotem „Cichociemni od Szarego”. Rzecz w tym, że każdy Cichociemny przed skokiem składał pisemną deklarację, zobowiązując się do zachowania do końca wojny „całkowitej tajemnicy co do drogi, jaką przerzucony zostałem do Kraju i co do charakteru mojej pracy. Zachowanie tajemnicy obowiązuje mnie również wobec wszystkich organów Armii w Kraju (…)”. Autor przytacza w całości treść tej deklaracji na str. 117. Rozumiem jednak, że tytuł (choć w mojej ocenie mylący) ma charakter współczesny, według autora był najbardziej odpowiedni dla zdefiniowania zawartości publikacji.

Na tej samej stronie, zaraz po zacytowanym fragmencie, czytamy: „Oto opinie polskiego Komendanta STS” (s. 115), dotyczące Wiechułów:” (s.115). Niestety, autor znów dopuścił się istotnych nieścisłości. Podkreślić należy, że nieprawidłowe (także ortograficznie) jest określenie  polski Komendant STS”. Rzecz w tym, że brytyjskie SOE dysponowało podczas wojny kilkudziesięcioma ośrodkami Special Training School (Specjalna Szkoła Treningowa) oznaczonych arabskim numerem, z których tylko kilka miało polskich komendantów. Niepełną ich listę można znaleźć w brytyjskiej Wikipedii, w miarę pełną – w pracy doktorskiej Gregory’ego Derwina „Bulit to Resist. An Assessment of the Special Operations Executive’s Infrastructure in the United Kingdom during the Second World War, 1940-1946, University of East Anglia, 2015 (można ją wyszukać w necie). Określenie „polski Komendant STS” musi zatem zostać uznane za oczywiście nieścisłe, jeśli brak w nim numeru (lub chociaż innego wskazania nazwy czy lokalizacji ośrodka SOE) – nie istniał bowiem jakiś jeden „polski Komendant STS” .

 

opinia-Bernard-Wiechula-300x114 Historia braci Wiechułów

Fragment kwestionariusza Cichociemnego Bernarda Wiechuły, SPP, Kol.023.0306.9

Równie niefrasobliwie autor traktuje zawartość cytowanych dokumentów. Bezpośrednio bowiem po frazie „Oto opinie polskiego Komendanta STS”  następuje sprzeczna z poprzednią fraza: „Ocena instruktorów”. Racjonalny krytycyzm wobec wszelkich źródeł informacji wymagałby w tym przypadku zrozumienia treści cytowanego dokumentu oraz np. dostrzeżenie, iż wskazana w jego tytule fraza „Krótka opinia z Kursu nr 1” (kurs walki konspiracyjnej, Audley End, STS 43)  zawiera opinie różnych osób, tj. także kierownika kursu oraz instruktorów, natomiast opinia polskiego komendanta STS 43 jest wyartykułowana tylko w punkcie „D” cytowanego dokumentu, a nie – jak to błędnie przyjął autor – w całej jego treści (patrz w tym przypadku: SPP, Kol.023.0306.9 oraz SPP, Kol.023.0307.9).

 

Nierzetelne cytowanie

Przytoczone, krótkie fragmenty tekstu publikacji, ilustrują dość widoczną nieporadność autora w zrozumieniu istotnych okoliczności związanych z historią Cichociemnych. Chaos powiększa brak respektowania dość podstawowych zasad: obficie cytowane (zwykle w całości, choć nie jest to zaznaczone) dokumenty nie zawsze są oznaczone cudzysłowem, choć autor niekiedy wyróżnia je kursywą. Opuszczenia wewnątrz cytatów także nie zawsze są zaznaczone.

Co gorsza autor pozwala sobie na nierzetelne cytowanie – w tym przypadku np. opinii polskiego komendanta STS 43 – twierdząc, że „w opiniach polskiego Komendanta STS znajduje się taka sama adnotacja o treści” – tutaj niby „cytat” z dokumentu. Rzecz jednak w tym – pomijając osobliwą stylistykę o „adnotacji w opiniach” –  że wprawdzie treść tych opinii jest tożsama znaczeniowo, jednak wcale nie są one „takie same” – jak wywodzi autor.

przysiega-Wiechula-Ludwik-197x250 Historia braci Wiechułów

Fragment dokumentu nt. zaprzysiężenia Cichociemnego Ludwika Wiechuły, SPP, Kol.023.0307.20

Na str. 117 czytamy, że „4 sierpnia 1943 r. (…) obaj bracia zostali zaprzysiężeni przez „Rawę”, w obecności „Jaskrawego i „Kwarca”. Obaj bracia powoływali się na następujące osoby: st. strz. Bruna Falkusa, kpr. Tomasza Machalarka,  kpr. Kurzeję oraz na por. Miernickiego”.  To w istocie dezinformacja, bowiem Cichociemny Bernard Wiechuła wcale nie powoływał się na por. Miernickiego (SPP, sygn. Kol.23.0306.2), a Cichociemny Ludwik Wiechuła wcale nie powoływał się na kpr. Tomasza Machalarka (SPP, sygn. Kol.23.0306.4). Znacznie istotniejszy jest jednak fakt, iż owo „powoływanie się” nie miało żadnego związku ze złożeniem przysięgi na rotę Armii Krajowej – było natomiast informacją przekazaną w procesie rekrutacji.

Nota bene, informacje o „powoływaniu się” znajdują się na kartach nr 2 (Bernard Wiechuła) oraz 4 (Ludwik Wiechuła) – natomiast informacja o zaprzysiężeniu Bernarda Wiechuły na karcie nr 12, zaś Ludwika Wiechuły na karcie nr 20. Nie sposób więc zrozumieć, z jakiego powodu Jakub Kowalski połączył ze sobą informacje o „powoływaniu się” (czyli rekomendacji w procesie rekrutacji) z zaprzysiężeniem na rotę AK, kończącym proces wyszkolenia.

Z przykrością należy również odnotować, że wskazywane w publikacji źródła mają dość nietypową strukturę – prawidłowo podaje się w pierwszej kolejności nazwę archiwum oraz sygnaturę dokumentu. Autor bardzo licznie podaje najpierw błędną sygnaturę – całego zespołu akt, a nie konkretnego, cytowanego dokumentu – a na końcu skrót „SPP”. Jest więcej tego rodzaju potknięć, ale szkoda czasu na ich wskazywanie i opisywanie, aby nie wydłużać listy błędów. Warto jedynie ze smutkiem zauważyć, że w omawianej publikacji brak także wykazu ilustracji, indeksu osób itp.

 

Pozytywy

Autor publikacji zastrzega we wstępie, iż jego „książka nie ma charakteru naukowego. Zawiera obszerne fragmenty niepublikowanych wspomnień Bernarda Wiechuły oraz raport Ludwika Wiechuły. Uzupełnienie stanowią cytowane, publikowane wcześniej, wspomnienia obu braci” (s. 7). Należy wyrazić żal, że pomimo braku „charakteru naukowego” omawianej książki, jej autor nie uznał za stosowne poddać jej treści konsultacji przez kogokolwiek, kto posiada większą wiedzę nt. Cichociemnych. Niezrozumiały jest też dla mnie fakt, iż pomimo dwuosobowej korekty tekstu publikacji, nie do końca ujednolicono zastosowane w książce podstawowe reguły wydawnicze. Te mankamenty – połączone z nierzetelnym cytowaniem źródeł przez Autora – znacznie obniżają merytoryczną wartość tej publikacji, która miała szansę stać się wielce znaczącym przyczynkiem do historii obu braci Cichociemnych.

Warto jednak zauważyć pozytywne aspekty publikacji. Niewątpliwie należą do nich liczne fotografie i skany dokumentów. Szkoda jednak, że ich jakość nie jest przesadnie wysoka. Drugim niewątpliwie pozytywnym aspektem są nader obficie przytaczane przez autora, niepublikowane dotąd dokumenty. Niestety, w mojej ocenie brak im wystarczającego poziomu wiarygodności. Rzecz w tym, że zauważone przeze mnie nierzetelności w cytowaniu dokumentów historycznych przez autora – co m.in. ustaliłem dopiero po porównaniu przepisanej przezeń treści dokumentów ze zbiorów SPP z ich faktyczną treścią – budzą obawy co do rzetelności cytowania wszystkich dokumentów.

W szczególności należy wyrazić żal, że autor nie zechciał opublikować skanów np. niepublikowanego maszynopisu wspomnień Cichociemnego Bernarda Wiechuły. To cenne źródło historyczne zostało wprawdzie w bardzo obszernych fragmentach przepisane i opublikowane przez autora, a opuszczenia wewnątrz przepisanego tekstu zostały nawet zaznaczone trzema kropkami w kwadratowym nawiasie – ale nie sposób zweryfikować na ile tekst został przepisany rzetelnie. Skoro autor pozwolił sobie na nierzetelne cytowanie dokumentu z zasobów Studium Polski Podziemnej – musi to budzić uzasadnioną wątpliwość co do rzetelności wszelkich innych „cytatów”, w tym szczególnie takich, których nie ma jak zweryfikować w porządnym źródle historycznym.

Z przykrością odnotowuję, iż autor opublikował w swojej książce (str. 134) fotografie Cichociemnych: Bolesława Jackiewicza, Stanisława Raczkowskiego, Edwarda Kiwera – podpisując je „domena publiczna”. W mojej ocenie są to fotografie mego autorstwa. Owszem, przekazałem je do domeny publicznej, ale istotą licencji CC BY (Creative Commons Uznanie autorstwa) jest oznaczenie fotografii danymi autora oraz – jeśli to możliwe – linkiem. W tym przypadku autor pominął oznaczenie elitadywersji.org 🙁

 

Dzieło amatora

Dodam, że w pełni dostrzegam i rozumiem wstępne zastrzeżenie autora, iż „książka nie ma charakteru naukowego”. Wiadomo także, że autor nie jest historykiem ani dziennikarzem, lecz amatorem pasjonującym się losami dwóch Cichociemnych. Jednak umiejętność rzetelnego cytowania cudzych tekstów – zwłaszcza dokumentów o znaczeniu historycznym – jest elementarną umiejętnością, którą można opanować np. na licealnych lekcjach języka polskiego. W mojej ocenie nie ma usprawiedliwienia dla jakichkolwiek, choćby drobnych manipulacji treścią niby „cytowanych” dokumentów. Nieważne czy ma ona charakter świadomego działania, czy jest wynikiem infantylnej niefrasobliwości. Autor takimi nierzetelnościami zadziałał na własną szkodę, podważając swoją wiarygodność oraz powodując brak możliwości uznania jego publikacji za niewątpliwie rzetelne źródło wiedzy.

Być może akurat wspomnienia i inne niepublikowane dotąd dokumenty zostały przytoczone w omawianej publikacji rzetelnie, jednak nie sposób tego w jakikolwiek sposób zweryfikować. W mojej ocenie Jakub Kowalski skany tego rodzaju dokumentów powinien upublicznić (skoro ich nie opublikował w swojej książce), a może też przekazać ich cyfrowe kopie do odpowiedniego archiwum. Bardzo infantylne podejście polegające na swoistym ich „ukrywaniu” w jakimś prywatnym „zbiorze”, w istocie uniemożliwia ich rzeczową analizę innym, rzetelniejszym osobom, w szczególności badaczom historii Cichociemnych. Należy pamiętać, że historia nie jest przecież niczyją prywatną własnością, a wszelkie ustalenia w tym obszarze powinny być dokonywanie maksymalnie transparentnie oraz w sposób pozwalający na ich zweryfikowanie przez każdego, kto zechce się tego podjąć.

Rażąco nierzetelne oraz infantylne jest twierdzenie autora, jakoby po skoku Cichociemny Bernard Wiechuła rzekomo „został „adoptowany” przez „ciotkę” Frankę” (s. 125). Wprawdzie autor używa cudzysłowu, jednak zdefiniowanie żołnierza w służbie specjalnej jako „adoptowanego” czyli dziecka innych rodziców w mojej ocenie ma charakter ubliżający Cichociemnym. Prawie wszystko można powiedzieć o Cichociemnych – ale nie to, że byli dziećmi.

Również za infantylne należy uznać twierdzenie autora (s. 128), jakoby Cichociemny Ludwik Wiechuła miał otrzymać bojowy Znak Spadochronowy „Rozkazem Specjalnym nr 5 Sztabu Naczelnego Wodza”. W rzeczywistości, rozkaz gen. Władysława Sikorskiego z 20 czerwca 1941 stwierdzał jednoznacznie, iż „Znak Spadochronowy bojowy nadaje Naczelny Wódz (…)”; natomiast sztab NW był jednostką organizacyjną powołaną do jego obsługi.  

 

Podsumowanie

W omawianej publikacji pełno jest rozmaitych, oczywiście wadliwych „ustaleń” pseudohistorycznych autora; np. ręczny wpis Bernarda Wiechuły do kwestionariusza (SPP, sygn. Kol.23.0306.5) zawierający potoczną nazwę jednego z odbytych szkoleń, mianowicie „Kurs działań desantowych w R.E.”  autor rażąco nierzetelnie „awansował” (przypis 26, str. 103) do rzekomo „oficjalnej” nazwy tego szkolenia w postaci „Kurs Działań Desantowych „Comandos” w R.E.” (sic!). Rzecz jasna, wcale nie było kursu specjalnego o tego rodzaju – rzekomo oficjalnej – nazwie.

Reasumując, Jakub Kowalski zasługuje na słowa uznania za podjęcie się ogromnej pracy opisania losów dwóch braci Cichociemnych: Bernarda i Ludwika Wiechułów oraz widoczną troskę o umiejscowienie ich życiorysów w konkretnych realiach historycznych. Obfitość przytaczanych źródeł musi budzić podziw i respekt z powodu niewątpliwego wysiłku autora. Należy jednak wyrazić ubolewanie, iż Jakub Kowalski sam podważył wiarygodność własną oraz swej publikacji, niestety dopuszczając się dość licznych nierzetelności, zarówno w cytowaniu, jak i we wskazywaniu źródeł.

Publikację nt. historii braci Wiechułów można potraktować jako niezłe „czytadło” – opowieść popularyzującą losy tych dwóch Cichociemnych. Pamiętać jednak należy, że zawarte w niej niektóre tezy czy twierdzenia autora mogą być nieścisłe, a nawet nierzetelne. Wielka szkoda, że wydawca publikacji – Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Końskie – nie zechciała skłonić autora do konsultacji jego tekstu u dobrego historyka specjalizującego się w historii Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. Przez wskazane mankamenty pożyteczna praca Jakuba Kowalskiego została bowiem – niestety – mocno poddana w wątpliwość i w jakiejś części zmarnowana, a szkoda. W skali od zera do sześciu oceniam pracę Jakuba Kowalskiego na mocne „trzy plus”; ocena byłaby znacznie wyższa, gdyby nie widoczne nieścisłości i nierzetelności. Zachęcam do lektury tej publikacji 🙂

 

Jakub Kowalski, Cichociemni od „Szarego”. Historia braci Wiechułów, Arslibris, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Końskie, Końskie 2024 ISBN: 978-83-968653-2-8

 


 

Osobliwa reakcja na recenzję

hejt_stop-300x166 Historia braci WiechułówJakub Kowalski przysłał mi „oświadczenie”, które w znikomym stopniu odnosi się do mojej recenzji, natomiast „w ramach rewanżu” odnosi się do niektórych treści opublikowanych w portalu elitadywersji.org.  Kowalski zarzuca mi „chaos, nierzetelność i fikcje”, zbędnie dywaguje na temat mojego Dziadka Cichociemnego oraz wylicza swoje domniemane zasługi, medale i odznaki. Insynuuje przy tym, że moja „wiedza opiera się tylko i wyłącznie na lekturze posiadanych skanów dokumentów (…)”

Pod tym „oświadczeniem” opublikowanym na profilu Kowalskiego – odnoszącym się do mojej rzekomo „obraźliwej recenzji” – opublikowano komentarze jego kieleckich wielbicieli. Wszystkie zawierają prostackie, ewidentnie obraźliwe wyzwiska pod moim adresem, mają też charakter deptania pamięci mojego zmarłego Dziadka. Jeden z wielbicieli Kowalskiego – co podkreślił – moje imię i nazwisko napisał „celowo z małej litery”. Jakub Kowalski ten hejt oraz manifestację pogardy wobec mnie zaakceptował na swoim osobistym profilu. Zgodnie z sądowym orzecznictwem karnym i cywilnym oznacza to, że akceptuje te treści i ponosi za nie odpowiedzialność prawną.

Nie sądzę, aby nawet w zapewne wytwornym środowisku Jakuba Kowalskiego i jego wielbicieli – czyli koneserów wysokiej kultury oraz słowa pisanego – hejt był normalnym standardem odpowiedzi na jakąkolwiek recenzję. Wbrew niedojrzałemu oczekiwaniu autora nie należy oczekiwać, że recenzja zawsze będzie w pełni pozytywna. Dotąd uważałem Kowalskiego za kulturalnego oraz inteligentnego człowieka. Po jego reakcji, w tym po akceptacji hejtu, przyznaję że się pomyliłem. Sam sobie wystawił – marne – świadectwo jako prymitywny hejter 🙁