1 października 2025 miała miejsce premiera świetnego filmu „Cichociemni. Pług”, wyprodukowanego z udziałem bardzo wielu szacownych instytucji. Ponieważ zachwyty już minęły, czas na krytyczną analizę tego dzieła. Autorzy nie ustrzegli się bowiem istotnych usterek…
Lista twórców i podmiotów wspierających tę produkcję jest długa i zacna: Urząd Dzielnicy Śródmieście, Muzeum Powstania Warszawskiego redakcja „Polski Zbrojnej”, JW GROM, JW „Agat”,Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, JW Komandosów, Archiwum Akt Nowych, Ministerstwo Obrony Narodowej, Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej. Uff, mam nadzieję że wymieniłem wszystkich, bowiem twórcy filmu przedstawili podmioty wspierające w sposób trochę nieuporządkowany. Film można obejrzeć na YouTube na profilu Polski Zbrojnej lub na stronie z biogramem Cichociemnego Adama Borysa.
Wydawać by się mogło, że takie nagromadzenie szacownych instytucji powinno być gwarancją rzetelnej oraz merytorycznie poprawnej produkcji. Film jest świetny, profesjonalnie zrobiony, zasługuje na najwyższe oceny. Szkoda jednak, że twórcy nie skonsultowali swojej produkcji z kompetentną osobą znającą dobrze tematykę zagadnienia.W mojej ocenie nie ustrzegli się bowiem istotnych usterek, przez co film, choć mógłby być doskonałym materiałem edukacyjnym, doskonały nie jest. Oto moje uwagi.

ppłk cc Adam Borys
Fotografia z dokumentu urzędowego, edytowana cyfrowo, mojego autorstwa, przekazana do domeny publicznej
© CC BY elitadywersji.org
Zrozumiałe jest, że twórcy filmu skupili się na Cichociemnym Adamie Borysie, taką bowiem przyjęli koncepcję filmu. Ale ma on również przekazywać podstawowe informacje nt. Cichociemnych. Wśród tych najbardziej podstawowych zabrakło mi tej fundamentalnej – jaki był cel koncepcji Cichociemnych. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego pominięto informację, iż strategicznym celem Armii Krajowej – a także Cichociemnych oraz żołnierzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej (przed oddaniem jej w służbę Anglikom) było przygotowanie powstania powszechnego w okupowanej Polsce, w finalnej fazie wojny. To słabo znany fakt, ale Armia Krajowa miała kryptonim „Polski Związek Powstańczy”, a część Cichociemnych w Oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza określano także wprost mianem „powstańców”. Może dla kogoś są to niuanse, ale przecież właśnie wokół przygotowań do powstania powszechnego skupiała się strategiczna robota konspiracyjna w Polsce.
Układ treści filmu, jak można przypuszczać, został ułożony wg. zasady „co tygrysy lubią najbardziej” – ma natomiast niewiele wspólnego z logiczną prezentacją fundamentalnej wiedzy o Cichociemnych. Mamy więc kolejno: strzelanie, walkę wręcz, walkę nożem, trening fizyczny, trening spadochronowy, skok. Pominięto pozostałe elementy szkolenia przyszłych Cichociemnych, ale także fundamentalną informację – jaki był zasadniczy cel tego szkolenia.
Informacje nt. Adama Borysa („najbardziej cenił strzelanie”) oraz utworzonego przezeń oddziału do walki z gestapo („Agat”, „Parasol”), także treści dotyczące akcji bojowych przeciwko Niemcom, mogą tworzyć błędne wrażenie, że Cichociemni byli kimś w rodzaju grupy kilerów, których celem była likwidacja Niemców najbardziej gorliwych w walce z Polakami. Zabrakło w filmie informacji, jakie inne konspiracyjne zadania realizowali Cichociemni w okupowanej Polsce.
Twórcy filmu rozpowszechniają nieprawdziwą (dez)informację, jakoby do okupowanej Polski „zrzucono 316 Cichociemnych”. Otóż nie 316 i nie „zrzucono”. Podkreślić należy, że podczas wojny do okupowanej Polski przerzucono 314 Cichociemnych (306 skoczyło ze spadochronem, 8 wysiadło z samolotu na polowym lądowisku). Dwójka skoczków, kurierzy: Jan Nowak Jeziorański oraz Elżbieta Zawacka zostali uznani Cichociemnymi dopiero kilka lat po wojnie. Co więcej, Elżbieta Zawacka w chwili skoku nie była nawet żołnierzem AK – dopiero 27 października 1943 prezydent R.P. dopuścił kobiety do służby w wojsku. Warto także zauważyć, że podczas pobytu w Londynie Zawacka oszukała oficerów Oddziału VI (Specjalnego) oraz dwóch Naczelnych Wodzów, nie tylko ukrywając swą tożsamość, ale także kłamiąc jakoby była „żoną kapitana służby stałej”. Oddział VI (Specjalny) nie wysłał jej do Polski, aby realizowała zadania Cichociemnych, umożliwiono jej tylko szybki powrót do Polski. Z tych powodów nie można więc uznać, aby w chwili skoku była Cichociemną. Zanim fundacja jej imienia zbudowała propagandową narrację na ten temat, zgodnie z prawdą mówiła „cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”.
Chciałbym zaprotestować wobec używania frazy o „zrzuceniu Cichociemnych”. Jest bezkrytycznie powtarzana od wielu lat. W mojej ocenie takie sformułowanie urąga pamięci Cichociemnych. Nie ma żadnego powodu, aby traktować Ich przedmiotowo, jak rzecz: paczkę czy zasobnik. Cichociemni byli inteligentnymi, kulturalnymi, świetnie wyszkolonymi żołnierzami. Sami podejmowali decyzję o służbie w okupowanej Polsce, nikt Ich z samolotu nie wypychał – sami skakali. Przyznam, że niegdyś także używałem tej frazy, obecnie zastępuję ją bardziej zgodną z prawdą i wyrażającą szacunek informacją o skoku 🙂
W filmie w kilku miejscach pojawiają się napisy, mające być uzupełnieniem narracji lektora. Niestety, kilka z nich jest dość długa a czas ich emisji za krótki. Nawet osoby przeszkolone w szybkim czytaniu nie mają szans ich przeczytać podczas normalnego odtwarzania filmu. Taka sytuacja w filmie tej rangi nie powinna mieć miejsca.
Generalnie należy bardzo wysoko ocenić pracę twórców filmu; zawiera on treści bardzo wartościowe edukacyjnie – w tym szczególnie informacje nt. szkolenia Cichociemnych przez kpt. Williama Ewarta Fairbairn’a. Są to informacje bardzo słabo znane, pisałem o tym w lipcu 2020 w artykule pt. Cichociemni, IRA i chińska mafia. Kilka dni temu opublikowałem go ponownie na Facebooku, ma obecnie ponad 37 tys. wyświetleń (i wciąż rośnie)…
Igrzyska Historii. Tropem Cichociemnych – pod taką nazwą Jednostka Wojskowa NIL oraz Zespół Szkół nr 1 im. Ignacego Łukasiewicza w Gorlicach, przy współpracy dr Łukasza Płatka z Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie oraz Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Gorlickiej, zorganizowali w dniach 29-30 maja 2025 niezwykłe przedsięwzięcie edukacyjne, upamiętniające 31 Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. Projekt przygotował Marcin Radzik, nauczyciel historii z ZS nr 1. Okazał się logicznie skonstruowany, ciekawy, atrakcyjny dla młodzieży, inspirujący i wartościowy poznawczo. Zawierał elementy rajdu, wymagał wysiłku fizycznego oraz wytężenia młodych umysłów. Cieszę się, że mogłem w tym Projekcie także uczestniczyć 🙂
W materiałach tego niezwykłego Projektu czytamy m.in. – Trudno przejść obojętnie wobec fenomenu Cichociemnych, również pod kątem losów ich rodzin. Te poruszające historie staną się nam bliższe, gdyż dotyczą naszych rodzinnych stron – i poznamy je osobiście. Staniemy np. nad sądeckim grobem CC „Orczyka” (Jurka Iszkowskiego) – czyli słynną mogiłą ze śmigłem, Trzeciego dnia wojny 25-letni Jurek, pilot bombowy 2 Pułku Lotniczego, w trakcie lotu do Lwowa ląduje pod Krakowem, by oświadczyć się ukochanej i wziąć z nią ślub w więcławickim kościele (wstąpimy do niego drugiego dnia rajdu). Do Lwowa Jurek odleciał przed zmierzchem. Kolejny raz nowożeńcy zobaczą się za 7 lat, gdy po burzliwych wojennych i powojennych losach, CC „Orczyk” wyjdzie z komunistycznego więzienia, a wcześniej cudem ujdzie śmierci z rąk SS.
Takich historii nie zabraknie, a każda pomoże uczestnikom rajdu nabyć większego szacunku do Ojczyzny i narodowej Tradycji. Jeszcze żyjemy w świecie gdzie „wszystko jest na sprzedaż”, ale wchodzimy w czas, gdy świadectwo CC wielu z nas bardziej zrozumie i doceni…
Uczestnicy rajdu szybko zauważą, że drogi ich codzienności biegną czasem niewiarygodnie blisko ścieżek życia komandosów AK. Oto bowiem w 11 różnych miejscach czeka na uczestników 15 poruszających życiorysów CC (i ich bliskich), których nasz region gościł na swojej ziemi. Dla pełnego kontekstu tematów przewidzianych do prezentacji na rajdzie, jego scenariusz wzbogaciliśmy o 16 kolejnych historii dotyczących kolegów owych 15 bohaterów, którzy również weszli w szeregi polskich specjalsów z lat II wojny.
Do udziału w rajdzie zaproszono trzynaście czteroosobowych zespołów młodych ludzi, reprezentujących szkoły wybrane z trzech małopolskich powiatów: gorlickiego, nowosądeckiego i limanowskiego. Zespoły uczestniczyły w „Igrzyskach Historii” pod opieką swych nauczycieli, ale także komandosów Jednostki Wojskowej NIL. Oprócz interakcji intelektualnych, związanych z poznawaniem historii Cichociemnych, młodzież mogła uczestniczyć w zawodach strzeleckich, siłowych i sprawnościowych. Uczestnicy odwiedzili miejsca związane z biografiami poszczególnych Cichociemnych, m.in. Hutę Polańską, Binarową, Libuszę, Gorlice, Nowy Sącz i Szczawę. Zespoły młodych ludzi odwiedziły Salę Tradycji Wojsk Specjalnych, a zwieńczeniem wszystkich zmagań był konkurs wiedzy o Cichociemnych. Warto podkreślić, że Projekt został zaakceptowany przez Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych oraz Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Cieszę się, że w trakcie realizacji Projektu miałem możliwość spotkać się z młodymi ludźmi, nauczycielami oraz komandosami JW NIL, aby podzielić się w miarę syntetycznej formie swoją wiedzą o Cichociemnych. Jeszcze większą radość sprawiło mi objęcie Projektem także mojego Dziadka por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko, który urodził się w Gorlicach.
Rzadko można spotkać się z Projektem upamiętniającym Cichociemnych, który byłby tak intelektualnie spójny, łączył ze sobą sprawność fizyczną oraz intelektualną właśnie, a przy tym był inspirujący oraz wartościowy poznawczo. Jak się okazuje, historia nie musi być nudna, a młodzież na szlaku bohaterów, której towarzyszą komandosi, jest doskonałym pomysłem na wartościową edukację oraz podtrzymanie pamięci o Cichociemnych Spadochroniarzach Armii Krajowej. Najlepszym potwierdzeniem tej tezy były uśmiechnięte twarze młodych ludzi którzy uczestniczyli w Projekcie, a nawet entuzjastyczne wręcz reakcje uczniów na kolejne przedsięwzięcia projektowe. Jak podkreślają organizatorzy, koncepcja rajdu powstała głównie na bazie wiedzy z portalu elitadywersji.org 🙂
W projekcie uwzględniono indywidualne historie 31 Cichociemnych (kolejność alfabetyczna) m.in: Florian Adrian, Ignacy Bator, Przemysław Bystrzycki, Bronisław Czepczak-Górecki, Jerzy Iszkowski, Bolesław Jabloński, Marian Jurecki, Maciej Kalenkiewicz, Bronisław Kamiński, Władysław Kochański, Mieczysław Kwarciński, Władysław Miciek, Marian Mostowiec, Zbigniew Mrazek, Feliks Perekładowski, Roman Rudkowski, Franciszek Rybka, Tadeusz Sokół, Kazimierz Szternal, Michal Tajchman, Stanisław Winter, Jan Woźniak, Józef Zabielski, Józef Zając (mój Dziadek), Franciszek Żaak.
Ten niezwykły, wartościowy projekt edukacyjny powinien być kontynuowany, jednak szanse na taką kontynuację zależą również od znalezienia odpowiedniego wsparcia, zwłaszcza finansowego.
Historia Cichociemnych przedstawiona w sposób atrakcyjny dla młodzieży, inspirująca i pobudzająca intelektualnie, ale także wymagająca odpowiedniej sprawności fizycznej – to komplementarna propozycja edukacyjna o wysokiej wartości poznawczej, która powinna być pielęgnowana i rozwijana, stanowiąc niezwykle atrakcyjną ofertę dla młodych ludzi.
Ten Projekt dowiódł, że cieszy się uznaniem młodzieży i jest wart kontynuacji. Tego właśnie życzę organizatorom. Mam nadzieję, że również w kolejnych edycjach Projektu będę miał szansę spotkania z młodymi ludźmi i zaprezentowania Im historii niezwykłych żołnierzy w służbie specjalnej – Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej.
Zobacz także – Igrzyska Historii na stronie ZS nr 1
Foto: Błażej Miśtak, Mateusz Kozioł, Zespól Szkół Nr 1 w Gorlicach. Dziękujemy 🙂
CAMP STS 13 czyli DNI CICHOCIEMNYCH NA WAT, Warszawa 2025, miał formulę trzydniowego (23-25 maja) spotkania cichociemnej młodzieży, głównie harcerskiej, podczas którego młodzi ludzie mieli sposobność wykazać się swoją sprawnością oraz wiedzą, a także nabyć nowe umiejętności oraz przyswoić całkiem niezłą porcję informacji nt. Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej.
Formuła tegorocznego CAMP STS 13 była zbliżona do ubiegłorocznej, ale w mojej ocenie jej realizacja była lepsza 🙂 Duża w tym zasługa Pana Grzegorza Wydrowskiego, prezesa Fundacji „Sprzymierzeni z GROM” oraz Pana Rektora – gen. bryg. prof. dr hab. inż Przemysława Wachulaka, Komendanta Wojskowej Akademii Technicznej. Przyznać muszę, że o ile kiedyś byłem dość umiarkowanie sceptyczny wobec takiej, nowej formuły Zjazdów Cichociemnych i Ich Rodzin, o tyle obecnie uważam, że CAMP STS 13 to bardzo dobra inicjatywa. Najważniejsze, że pozytywnie odbierana przez uczestników, czyli cichociemną młodzież. Panu Rektorowi WAT Przemysławowi Wachulakowi oraz Panu Grzegorzowi Wydrowskiemu należą się zasłużone wyrazy podziękowania 🙂
Program spotkania był zbliżony do ubiegłorocznego, ale warto odnotować wyższą jakość treści, przekazywanych w tym roku grupom młodzieży na czternastu punktach szkoleniowych. Młodzież miała okazję spotkać się z przedstawicielami Rodzin Cichociemnych, w tym m.in. z Michałem Górskim, wnukiem Cichociemnego Jana Górskiego, prezesem Stowarzyszenia Rodzin Cichociemnych.
Przypadł mi zaszczyt poprowadzenia drugiego punktu szkoleniowego,na którym miałem przedstawić młodym ludziom metody pozyskiwania i weryfikowania informacji o Cichociemnych, w tym publikowanych w portalu elitadywersji.org. Najważniejszą informacją było podkreślenie, iż kluczową kwestią w poszukiwaniu rzetelnych informacji nt. Cichociemnych jest krytyczna analiza wszystkich źródeł informacji. Nie istnieje bowiem źródło historyczne lub współczesne, co do którego można założyć, że jest pozbawione wszelkich błędów czy przekłamań. Ludzie nie są nieomylni, więc trzeba o tym pamiętać. Posiłkowałem się krótką prezentacją, którą publikuję poniżej, więc może ona przybliżyć, o czym rozmawialiśmy.
Pozostałe stanowiska szkoleniowe umożliwiały m.in. nabycie umiejętności bezpiecznego posługiwania się bronią palną (karabinek, pistolet), pierwszej pomocy przedmedycznej, łączności indywidualnej. Młodzież miała sposobność spotkać się także m.in. żołnierzami JW 2305 GROM CICHOCIEMNI, funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa a nawet fachowcami ze Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych. Były także stanowiska promocyjne, m.in. Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych, Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, wyższych uczelni wojskowych: Akademii Wojsk Lądowych, Akademii Marynarki Wojennej, Lotniczej Akademii Wojskowej. Także Instytut Pamięci Narodowej miał możliwość przedstawienia młodym ludziom swoich zasobów dot. Cichociemnych, w tym m.in. ciekawej gry edukacyjnej CICHOCIEMNI.
Kluczowymi elementami CAMP STS 13 były również: bieg przełajowy „Wywalcz Jej wolność i żyj” na dystansie 5,2 km, z wojskowym strzelaniem na strzelnicy WAT na trasie. Wcześniej weterani Jednostki Wojskowej GROM wykonali na pasie taktycznym WAT pokaz skoku spadochronowego. W niedzielę, aby oddać cześć 316 Cichociemnym Spadochroniarzom Armii Krajowej, spotkaliśmy się przy pomniku 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej na warszawskich Powązkach Wojskowych. Warto przypomnieć, iż co najmniej 61 Cichociemnych było żołnierzami 1 SBS.
Po wojskowym obiedzie na stołówce WAT w auli Klubu Wojskowej Akademii Technicznej rozpoczęło się spotkanie Rodzin Cichociemnych oraz uczestników CAMP STS 13 – szkół, organizacji harcerskich, organizacji proobronnych, grup rekonstrukcyjnych – kultywujących pamięć i tradycje Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej.
Było super – bardzo ciekawie, ekscytująco emocjonalnie, sprawnie organizacyjnie, wartościowo poznawczo, przede wszystkim zaś z udziałem „cichociemnej” młodzieży
Skądinąd dobry dziennikarz PAP Maciej Replewicz dał się oczarować znanemu „znafcy Cichociemnych” Krzysztofowi Tochmanowi – wraz z jego bajkami opublikował też własne, na dodatek w artykule rozpowszechnionym przez Polską Agencję Prasową. A wydawało się, że wszystkie bajki o Cichociemnych zostały już ostatecznie rozgromione. Niestety, zawsze znajdą się ludzie słabego intelektu, którzy brak wiedzy łączą z rozpowszechnianiem bzdur oraz publiczną autokompromitacją 🙁
26 grudnia 2024 Polska Agencja Prasowa opublikowała artykuł red. Macieja Replewicza pt. „80 lat temu ostatni cichociemni dotarli do Polski”. W tekście jest sporo fundamentalnych błędów, także żenujących konfabulacji Krzysztofa Tochmana.
Zacznijmy od wyliczenia błędów (według ich kolejności w artykule):
Przykro to stwierdzić, że wciąż dla niektórych historia Cichociemnych jest niczym pole minowe, na którym „wylatują w powietrze” rozmaici opowiadacze, silący się na „ekspertów”. Publicystów można trochę zrozumieć, pod warunkiem, że korzystają z dobrych źródeł informacji – ale nie wtedy, gdy ich „źródłem” są żenujące opowieści rozmaitych „znafców”, w tym szczególnie Krzysztofa Tochmana, który naplótł już publicznie tyle bzdur o Cichociemnych, że powinien wreszcie przestać publicznie rozpowszechniać swoje kłamstwa i konfabulacje.
Przypomnę, że Krzysztof Tochman zasłynął licznymi nieprawdziwymi publikacjami nt. Cichociemnych. Nie analizowałem szczegółowo „Słownika Biograficznego Cichociemnych” jego autorstwa, aby uniknąć nieprawdziwego wrażenia, że się na niego „uwziąłem”. Jednak została m.in. podana w nim – w każdym biogramie Cichociemnego – rażąco nieprawdziwa dezinformacja, jakoby Cichociemni przeszli „konspiracyjne szkolenie„. A przecież Cichociemnych szkolono do pracy w konspiracji, ale szkolenia były tajne – a nie „konspiracyjne”, bo ani Wielka Brytania, ani Włochy nie były pod okupacją. Nie po raz pierwszy ten „znafca Cichociemnych” udowadnia, że zna się na wojsku jak wilk na gwiazdach. Miesiącami usuwałem to kłamstwo Tichmana z biogramów Cichociemnych opublikowanych (za Tochmanem) w Wikipedii.
Krzysztof Tochman jest tego rodzaju „historykiem”, że – niestety – nie odróżnia Cichociemnych, spadochroniarzy Armii Krajowej, żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego – od agentów SOE, spadochroniarzy Akcji Kontynentalnej, użyczonych Brytyjczykom przez rząd R.P. Ale nie tylko dlatego został wpisany – zaraz po Kacprze Śledzińskim (246 błędów i nieścisłości na 417 stronach) – na listę FAŁSZERZY HISTORII m.in. za 36 błędów na 45 stronach swej publikacji wydanej przez IPN Rzeszów.
Inne jego kłamliwe rewelacje to m.in. teza iż AK była częścią PSZ, „jeszcze przed wybuchem wojny utworzono SOE”, „cichociemni AK – spadochroniarze PSZ pełnili swoje misje na Bałkanach, we Włoszech, Albanii i we Francji”, Cichociemni rozkaz do odlotu do Polski wysłuchiwali w radiu, w odprawach Cichociemnych przed odlotem do Polski uczestniczył Naczelny Wódz PSZ lub premier, Główna Baza Przerzutowa mieściła się w Brindisi, była współdowodzona przez SOE, część Cichociemnych wywodziła się z 1 Samodzielnej Kompanii Grenadierów, kilkudziesięciu spadochroniarzy PSZ-AK pełniło służbę w okupowanych krajach Europy, 91 cichociemnych brało udział w powstaniu warszawskim, 24 cichociemnych – żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych zostało zadysponowani przez Sztab Naczelnego Wodza – Wydział Specjalny Ministerstwa Obrony Narodowej do działań poza krajem itp. itd. Tego rodzaju bzdury dyskwalifikują Krzysztofa Tochmana jako historyka. Jakakolwiek teza musi mieć oparcie w wiarygodnym źródle historycznym; te „rewelacje” Tochmana są wyssane z palca, nie tylko nie mają oparcia w jakichkolwiek źródłach historycznych, ale są z nimi ewidentnie sprzeczne!
Kto chce poczytać te kłamstwa oraz moją erratę, zachęcam – tutaj tekst Tochmana, tu moja errata (pliki pdf)
Przystąpmy do prostowania najnowszych konfabulacji Krzysztofa Tochmana. Wprawdzie – jak mawiał Stanisław Lem – „Tego co jeden idiota nabredzi, nawet czterdziestu mędrców nie naprawi”, ale spróbujmy (wg. hierarchii ważności).
W artykule PAP opublikowano ewidentne kłamstwo, iż „Organizacją przerzutów [Cichociemnych] zajmowała się polska sekcja brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych SOE (Special Operations Executive)” (ad. 8). Wprawdzie dalej podano, iż „Głównym polskim organizatorem przerzutu przeszkolonych dywersantów i wywiadowców drogą lotniczą do okupowanej Polski był ppłk. Jan Jaźwiński (…)” – ale nie zmienia to faktu, iż teza o organizowaniu nam czegokolwiek przez SOE jest łgarstwem.
Niestety, wciąż osoby słabe na umyśle rozpowszechniają kłamstwo, jakoby zrzuty dla AK organizowali nam rzekomo Brytyjczycy („polska sekcja SOE”). Po dziewięciu latach pisania przeze mnie, że to bzdura, pojawiła się zmodyfikowana wersja tego kłamstwa – jakoby Brytyjczycy organizowali nam zrzuty „we współpracy z Oddziałem VI (Specjalnym)”.
Proste pytanie – jak zrzuty dla Armii Krajowej mogli nam rzekomo organizować Brytyjczycy z SOE, skoro Angole nie mieli żadnych swoich ludzi na terenie Polski? Telefonowali na komórkę do pracowników struktur odbioru zrzutów Oddziału V Komendy Głównej AK (ZWZ), działającej pod kryptonimami: Syrena, Import, MII – Grad albo do oficerów zrzutowych w obszarach, okręgach i podokręgach Armii Krajowej?
Wszystkim opowiadającym brednie o „organizowaniu zrzutów dla AK przez SOE” zalecam przeczytanie:
Wszystkich opowiadającym brednie, jakoby zrzuty dla Armii Krajowej organizowało nam brytyjskie SOE na terenie Wielkiej Brytanii zachęcam do lektury artykułu – Declan O’Reilly – Zarząd Operacji Specjalnych, polski rząd emigracyjny i Armia Krajowa – logistyka i finanse w polskiej tajnej wojnie 1940-1945, w: „Polacy i Brytyjczycy w obliczu wybuchu drugiej wojny światowej”, IPN, Warszawa 2023, ISBN 978-83-8229-797-3). Moja recenzja tej publikacji jest dostępna na tej stronie
Doktor Declan O’Reilly z King’s College London (jeden z dziesięciu najlepszych uniwersytetów brytyjskich) był łaskaw napisać artykuł pt. Zarząd Operacji Specjalnych, polski rząd emigracyjny i Armia Krajowa – logistyka i finanse w polskiej tajnej wojnie 1940-1945. Autor jest historykiem politycznym i gospodarczym specjalizującym się m.in. w historii międzynarodowej, jednak zakres jego zainteresowań jest niezwykle szeroki.
W zasadzie powinienem zacząć od razu od podziękowań, bowiem brytyjski Autor już na wstępie daje mi oręż do ręki pisząc prawdę – nieznaną różnym polskim pseudohistorykom i pseudodziennikarzom – że „polska” (tylko z nazwy), ledwo kilkuosobowa sekcja SOE niczego w Polsce nie organizowała.
Autor zauważa w pierwszym akapicie – „W przeciwieństwie do działań, jakie SOE podejmowało w innych miejscach w okupowanej Europie, jego współpraca z Polską dotyczyła logistyki raczej niż wspierania ruchu oporu (…)”. Dodaje także obiektywnie – „Polacy, od samego początku wojny aktywnie walczący z Niemcami, oczekiwali większego wsparcia ze strony Wielkiej Brytanii, ta nie chciała jednak lub nie była w stanie sprostać ich oczekiwaniom.”
Uwaga – brytyjski historyk podkreśla wyraźnie – „(…) Brytyjczycy nigdy nie kontrolowali polskiej polityki wywiadowczej. Polska sekcja SOE stała się agencją transportową współpracującą z RAF, który miał jedynie ograniczoną liczbę przestarzałych samolotów do operacji specjalnych, mogących dostarczać agentów [określenie błędne, polscy Cichociemni i kurierzy nie byli niczyimi „agentami” – RMZ] i zaopatrzenie do miejsc wskazanych przez Oddział VI”(s. 123).
Autor trafnie przytacza tezy z brytyjskiej historii SOE – „Polityka ograniczonego zaangażowania SOE, nakładająca wyłączną odpowiedzialność za działania wojskowe w Polsce na rząd RP na uchodźstwie i AK, sprawiała, że zadanie jego sekcji polskiej sprowadzało się właściwie do przekazywania dalej decyzji podjętych przez inne organy. SOE skwapliwie przyznało, że Armia Krajowa była najskuteczniejsza w Europie, lecz źle wykorzystywana, trudno sobie jednak wyobrazić, by mogło być inaczej (Historia sekcji polskiej SOE, 1945, s. 70, TNA, HS 7/183)
Przetłumaczę to słowami zrozumiałymi dla prostych umysłów – SOE wykonywała na rzecz polskiego Oddziału VI (Specjalnego) usługi transportowe, niczego nam nie organizowała. Jeżeli zamawiamy taksówkę i jedziemy nią gdziekolwiek – to nie oznacza, że nasz przejazd tą taksówką organizuje firma przewozowa. Przejazd organizujemy sobie sami, wykorzystując istniejące możliwości i korzystając z dostępnej usługi.
Podobnie SOE niczego nam nie „organizowała”, tylko podstawiała samoloty zgodnie z uzgodnieniami z Oddziałem VI (Specjalnym) – czytaj: z mjr. dypl. Janem Jaźwińskim. Nota bene, nie dotrzymywała słowa, nie podstawiając nam ok. połowy żądanych samolotów. Przypomnę też, że nawet zawartość zasobników zrzutowych dla Armii Krajowej kompletowali polscy żołnierze – według zapotrzebowania Armii Krajowej. Podobnie to polscy żołnierze ładowali te zasobniki do komór bombowych samolotów lecących do Polski, w tym także do samolotów brytyjskich.
Rzekoma „organizacja zrzutów” dla AK przez SOE sprowadzała się do wydania dyspozycji brytyjskim pilotom samolotów latających w lotach specjalnych SOE, gdzie mają danego dnia lecieć – przy czym lokalizację wskazywał SOE mjr dypl. Jan Jaźwiński. Może anglofilno – ojkofobiczni opowiadacze kłamstw o rzekomej „organizacji zrzutów do Polski przez SOE” zechcą wreszcie pojąć, że rozpowszechniają bzdury?
Krzysztof Tochman naplótł, co mu ślina na język przyniosła, a dziennikarz PAP Maciej Replewicz bezkrytycznie to rozpowszechnił. Wg. Tochmana celem operacji zrzutowej „Staszek 2” była „organizacja łączności” oraz „przeorientowanie łączności na nowego okupanta” bowiem „nieprzypadkowo większość uczestników akcji była wysokiej klasy specjalistami od szybkiej łączności telegraficznej”. No cóż – brednie do kwadratu.
Po pierwsze, Tochman nie wyjaśnia, co ma się kryć za sformułowaniem „przeorientowanie łączności” – czy chodzi o inne ustawienie anteny nadawczej konspiracyjnej radiostacji („pipsztoka”), czy o nadawanie w systemie innym niż simplex, czy może o częstsze wymienianie w depeszach słów „armia czerwona”, „sowieci” itp. Tochman robi aluzję do eksperymentalnego systemu „Telma”, wspominając o „specjalistach od szybkiej łączności telegraficznej”, według niego zapewne „przeorientowanie łączności” miało polegać na przejściu na urządzenia do szybkiej telegrafii.
Po drugie, Tochman kłamie, jakoby „Telma” kiedykolwiek została użyta w okupowanej Polsce; kłamie też, jakoby „większość uczestników akcji [Staszek 2] była (…) specjalistami od szybkiej łączności telegraficznej”. Jedynym takim specjalistą był Cichociemny por. cc Bronisław Czepczak-Górecki. Pozostali dwaj łącznościowcy nie byli „specjalistami szybkiej telegrafii”. Warto też na marginesie zauważyć, że trzech spośród sześciu to nie jest „większość” – jak kłamie Tochman. Tym bardziej większością nie jest jeden z sześciu.
Po trzecie, warto zauważyć, że Cichociemny por. cc Bronisław Czepczak-Górecki w swoich wspomnieniach – odnosząc się do eksperymentalnego systemu szybkiej telegrafii „Telma” – wyraźnie stwierdza: „Ostatecznie próby zakończyły się na początku czerwca [1944 – przyp. RMZ] i cały majdan został zwinięty. Obaj byliśmy zawiedzeni. Liczyliśmy, że będziemy pierwszą ekipą szybkiej telegrafii w Kraju.” Tak oto konfabulacje Krzysztofa Tochmana oraz Macieja Replewicza z PAP nt. rzekomego „przeorientowania łączności” zostały zdemaskowane.
Warto w tym kontekście odnotować przydziały służbowe, które otrzymali Cichociemni przerzuceni w operacji zrzutowej „Staszek 2”:
Żenujące kłamstwa Tochmana o rzekomym „przeorientowaniu łączności” przez tę ekipę Cichociemnych są więc oczywiste.
Nieprawdziwy jest tytuł artykułu – to nieprawda, że w operacji „Staszek 2” „80 lat temu [czyli 26/27 grudnia 1944 – przyp. RMZ] ostatni cichociemni dotarli do Polski”. Ostatnim Cichociemnym, który dotarł do Polski był płk cc Adam Boryczka, szef łączności Delegatury Zagranicznej WiN, który konspiracyjnie przyjeżdżał do Kraju do 1952 roku.
Nieścisłe jest twierdzenie, że Cichociemni „byli szkoleni w Wielkiej Brytanii”. Cichociemni byli szkoleni także we Włoszech.
Nieprawdziwe jest twierdzenie, że Cichociemni „wysyłani byli do okupowanej Polski początkowo z Wielkiej Brytanii w latach 1941-44”. Od 1944 Cichociemni byli przerzucani do okupowanej Polski po starcie z lotniska Campo Casale we Włoszech.
Nieścisłe jest twierdzenie, że „Od 15 lutego 1941 r. do 26 grudnia 1944 r. zorganizowano łącznie 82 loty z cichociemnymi”. Z faktu, iż przerzucono do Polski Cichociemnych w 82 operacjach lotniczych wcale nie wynika, iż „zorganizowano 82 loty”. Rzecz w tym, że wielokrotnie Cichociemni lecieli do Kraju dwa, trzy, nawet cztery razy, bowiem za „pierwszym lotem” operacja przerzutowa nie doszła do skutku. Według moich obliczeń ogółem zorganizowano 105 „lotów z Cichociemnymi”.
Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, że „W gronie ochotników [Cichociemnych] znalazła się kobieta – Elżbieta Zawacka”. Otóż Elżbieta Zawacka nie zgłosiła się jako ochotnik na szkolenia dla Cichociemnych. W dacie skoku do Polski (9/10 września 1943) nie była nawet żołnierzem Armii Krajowej; służyła w formacji pomocniczej – Wojskowa Służba Kobiet. Była kurierką KG AK, została dopiero po wojnie uznana za cichociemną, podobnie jak kurier Jan Nowak Jeziorański. Przez wojnę i wiele lat po wojnie uważała się za kogoś lepszego niż Cichociemni. Zgodnie z prawdą mówiła „cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”. Gdy zorientowała się, że opinia społeczna wyżej ceni Cichociemnych niż kurierów przeistoczyła się w „jedyną cichociemną”, aby grzać się w blasku Ich chwały…
Nieścisła jest teza, że „Ostatnia operacja zrzutowa nad okupowaną Polską odbyła się w nocy z 26 na 27 grudnia 1944 r.” Rzecz w tym, że ostatnie operacje zrzutowe (materiałowe) przeprowadzono w nocy 28/29 grudnia 1944, w tym sześć udanych (dwie na placówki zapasowe).
Nieprawdziwe jest twierdzenie Krzysztofa Tochmana, jakoby „Dwustronna łączność radiowa pomiędzy strukturami konspiracji poakowskiej z Londynem funkcjonowała do sierpnia – września 1945 r. Częściowo była to właśnie zasługa ostatnich cichociemnych” Piramidalna bzdura. Brytyjczycy wprowadzili od 1 kwietnia 1945 zakaz prowadzenia łączności radiowej z Polską. Nielegalna łączność z Polską prowadzona była jeszcze kilka tygodni po tym terminie przez „tatarowską konspirację” (tzw. centralę konspiracyjną „Hel”) z Włoch. Nie miała ona nic wspólnego z łącznością „struktur konspiracji poakowskiej”; ponadto nie uczestniczył w niej ani jeden Cichociemny przerzucony do Polski w operacji zrzutowej „Staszek 2”.
Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „91 [Cichociemnych] uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim”. Lata temu Krzysztof Tochman policzył – błędnie – liczbę Cichociemnych uczestniczących w Powstaniu Warszawskim i nie chce sprostować swej błędnej informacji. Przypomnę, że jednym z Cichociemnych, których Tochman nie zauważa jako uczestnika Powstania jest m.in. ppor. cc Edwin Scheller-Czarny, którego Naczelny Wódz 24 sierpnia 1948 odznaczył Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Tochman nadal utrzymuje, że nie był uczestnikiem Powstania Warszawskiego…
Rażąco nieprawdziwe jest twierdzenie, iż „595 cichociemnych odznaczono Krzyżem Walecznych”. Jakim cudem rzekomo możliwe było odznaczenie 595 Cichociemnych, skoro było Ich tylko 316? Autor tej bzdury nie dostrzegł, że Krzyżem Walecznych można było odznaczyć żołnierza wielokrotnie (np. mój Dziadek – Cichociemny został odznaczony Krzyżem Walecznych cztery razy). Prawidłowe jest zatem sformułowanie, że Cichociemnych odznaczono 595 razy Krzyżem Walecznych…
W artykule red. Macieja Replewicza z PAP podano także wiele wartościowych informacji, w tym sporą ich część, będących efektem mojej pracy. Przepisano je z mojego portalu elitadywersji.org nie wskazując źródła, nad czym ubolewam.