Jerzy Sokołowski – Cichociemny

Jerzy Sokołowski – Cichociemny

ps.: „Mira”, „Głaz”, „Józef”

Jerzy Władysław Sokołowski vel Jan Sokołowski, vel Mieczysław Lombacki, vel Jerzy Sokolnicki

 

37-1145-283x400 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

mjr Jerzy Sokołowski
ze zbiorów NAC

ur. 12 października 1910 w Naukat (Turkiestan, Kazachstan), zm. 8 stycznia 1980 w Warszawie – major, oficer Wojska Polskiego, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, Armii Krajowej, Komendy Głównej AK, IV Odcinka „Wachlarza”, współpracownik wywiadu ofensywnego AK, instruktor szkoły dywersji Kedywu „Zagajnik”, więziony i torturowany przez gestapo, więzień obozów koncenracyjnych: KL Auschweitz, KL Mittelbau-Dora, KL Bergen-Belsen (1943-1945), cichociemny

 

 

Od 1921 uczył się w szkole powszechnej w Myślenicach, nastepnie w Krakowie, od 1925 uczył się w II Gimnazjum Miejskim w Warszawie. Od 1928 w Korpusie Kadetów nr 1 we Lwowie, tam w 1933 zdał egzamin dojrzałości.

Od 1933 w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, po jej ukończeniu awansowany na stopień podporucznika 15 października 1935, przydzielony jako dowódca plutonu 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie. Awansowany na stopień porucznika 19 marca 1939.

Od 1 sierpnia 1939 dowódca plutonu szwadronu zapasowego 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich.

 

 

II wojna światowa

W kampanii wrześniowej 1939 od 1 do 15 września jako dowódca szwadronu marszowego 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, od 16 września dowódca plutonu w Pułku Zapasowym Podolskiej Brygady Kawalerii.

19 września przekroczył granicę z Węgrami, internowany. 3 stycznia 1940 uciekł, przez Jugosławię i Włochy  dotarł do Paryża. Wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pod dowództwem francuskim, przydzielony jako dowódca plutonu do 10 Brygady Kawalerii Pancernej.

 

Maciej Szczurowski – Geneza formowania Armii Polskiej we Francji 1939 – 1940
w: Piotrkowskie Zeszyty Historyczne, 2002, nr 4 s. 115 – 143

 

Po upadku Francji, 21 czerwca 1940 ewakuowany, od 24 czerwca w Wielkiej Brytanii. Wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pod dowództwem brytyjskim. Od 18 lipca 1940 dowódca plutonu 10 Brygady Kawalerii Pancernej, od 19 sierpnia 1941 przydzielony do 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

 

Monika Bielak – Ewakuacja żołnierzy polskich z Francji do Wielkiej Brytanii
i Afryki Północnej w latach 1940-1941
w: IPN, Polska 1918-1989 – Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989

 

 

Cichociemny
Halifax-mk3-300x225 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Handley Page Halifax

button-zrzuty_200-150x150 Jerzy Sokołowski - CichociemnyZgłosił się do służby w Kraju. Przeszkolony ze specjalnością w dywersji, zaprzysiężony na rotę ZWZ-AK 13 stycznia 1942, awansowany na stopień rotmistrza 30 marca 1942.

Zrzucony do okupowanej Polski w nocy 30/31 marca 1942 w próbnym sezonie operacyjnym, w operacji lotniczej „Legging” (dowódca operacji: F/O Antoni Voellnagel, ekipa skoczków nr: VI), z samolotu Halifax L-9613 „V” (załoga: pilot – F/O Ryszard Zygmuntowicz, pilot – F/O Krzysztof Dobromirski / nawigator – F/O Antoni Voellnagel / radiotelegrafista – Sgt. Leon Wilmański / mechanik pokładowy –  Sgt. Czesław Mądracki / strzelec – Sgt. Mieczysław Wojciechowski, F/S Wacław Żuk / despatcher – Sgt. Bronisław Karbowski). Informacje (on-line) nt. personelu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii (1940-1947) – zobacz:  Lista Krzystka

Tempsford-300x222 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Lotnisko RAF, Tempsford

Start z lotniska RAF Tempsford o godz. 19.05, zrzut o godz. 01.10 z wysokości 1,2 tys. stóp (ok. 366 m), 6 km poza planowaną placówkę odbiorczą „Kopyto”, w okolicach miejscowości Barycze, 8 km od Końskich, w pobliżu poligonu SS oraz obozu jeńców rosyjskich.

Razem z nim skoczyli: por. Stefan Majewicz ps. Hruby, por. Piotr Motylewicz ps. Grab, mjr. dypl. Tadeusz Sokołowski ps. Trop oraz kurier ppor. Jerzy Mara-Meyer. Samolot szczęśliwie powrócił na lotnisko zapasowe Langham, po locie trwającym jedenaście godzin 45 minut.

 

Jan-Jazwinski-251x350 Jerzy Sokołowski - CichociemnyW „Dzienniku czynności” mjr dypl. Jan Jaźwiński oficer wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, organizator lotniczych przerzutów do Polski odnotował:

ozn_Dziennik-czynnosci-mjr-Jazwinskiego_600px-300x161 Jerzy Sokołowski - CichociemnyDnia 28.III. na st. XVIII [stacja wyczekiwania STA XVIII, na której skoczkowie oczekiwali na odlot do Kraju – przyp. RMZ] przybyła ekipa „Belt”. Pogotowie dla odlotu w dniu 29.III. – dla ekipy „Boot” .

Dnia 29.III. o godz. 12.oo Air Ministry zarządziło lot podwójny. Po przybyciu na stację wyczekiwania – o godz. 14.30, otrzymaliśmy nową decyzję – tylko lot pojedyńczy. Po przybyciu na lotnisko o g. 17.30 okazało się, że komunikat met. [meteorologiczny – RMZ] jest niepomyślny dla lądowania powrotnego w dniu 30.III. Pogoda na trasie i w Polsce – dobra a w Anglii na wszystkich lotniskach ma być mgła. Po zbadaniu ryzyka lotu, lot został odwołany o godz. 19.30.

Wachlarz-AK-250x210 Jerzy Sokołowski - CichociemnyDnia 30.III doszedł do skutku lot podwójny: 7-my i 8-my. Lot 7-my – ekipa „Boot” – start o godz. 19.50, zrzut na rejon Stanisławów, powrót o godz. 8.15. Lot 8-my (…) start o godz. 19.10, zrzut na plac. odb. „Kopyto”, powrót o godz. 6.40 dn. 31.III.” (s. 57)

 

Z kraju depeszą potwierdzono zrzut: „Kopyto podjęło zrzut dokonany jednak poza placówką. Skoczkowie przybyli (…)”. Po skoku aklimatyzacja do realiów okupacyjnych w Warszawie, od 20 kwietnia 1942 przydzielony do IV Odcinka organizacji dywersyjnej Wachlarz (Baranowicze – Słuck – Bobrujsk – Żłobin – Lida – Mińsk – Borysów – Orsza) jako dowódca patrolu dywersyjnego w Mińsku Białoruskim.

 

Bartłomiej Szyprowski – Kradzież pieniędzy zrzutowych z placówki „Kopyto”.
Sprawa karna pchor. Tadeusza Szatkowskiego przed Wojskowym Sądem Specjalnym
Komendy Głównej Armii Krajowej
w: Dzieje Najnowsze, Instytut Historii PAN, nr 2/2018, s. 21 – 47

 

Na początku maja wysadził tory kolejowe pod pociągiem sanitarnym pomiędzy Fanipolem a Przyłuczkami, na szlaku kolejowym Mińsk – Stołpce.

Wraz z Cichociemnym kpt. Bohdanem Piątkowskim ps. Mak współpracował z ośrodkiem wywiadu ofensywnego Komendy Głównej AK, działającym pod kryptonimem O II WW-72, na zapleczu niemieckiego frontu wschodniego obejmującego grupę armii „Mitte”.

 

Halina Waszczuk-Bazylewska – Od WW-72 do „Liceum”
w: Niepodległość i Pamięć 1997 r., nr 4/1 (7) [1], s. 153-176

 

dr Andrzej Suchcitz – Wywiad Armii Krajowej
źródło: Koło Byłych Żołnierzy Armii Krajowej – Oddział Londyn
www.polishresistance-ak.org

 

KL-Buchenwald-250x250 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

KL Buchenwald

Od 1 grudnia 1942 dowódca ośrodka dywersyjnego w Słucku, ok. 10 grudnia 1942  po „wsypie” aresztowany w Płaszkowiczach przez gestapo, osadzony w siedzibie gestapo w Słucku. Uciekł, pod koniec grudnia dotarł do Warszawy. 21 stycznia 1943 w Mińsku, 2 lutego w Nieświeżu, w związku z przygotowywaniem akcji odbicia aresztowanych z konspiracji mińskiej. Akcję (nieudaną) przeprowadzono 6 lutego 1943.

Od 15 marca 1943 przydzielony do Oddziału IV (szkoleniowego) Kedywu Komendy Głównej AK, instruktor szkoły dywersji o kryptonimie „Zagajnik”, zorganizowanej przez Cichociemnego ppłk. Henryka Krajewskiego ps. Trzaska. Szkoła funkcjonowała do lipca 1944, przeszkolono w niej ok. 1200 żołnierzy AK.

Oprócz Niego instruktorami byli także m.in. Cichociemni: por. Stanisław Kotorowicz ps. Crown, por. Zbigniew Bąkiewicz ps. Zabawka, por. Jan Piwnik ps. Ponury, kpt. Alfred Paczkowski ps. Wania, por. Jan Rogowski ps. Czarka, por. Jan Marek ps. Walka, por. Ewaryst Jakubowski ps. Brat, por. Zbigniew Piasecki ps. Orlik. 

 

Halina Czermińska-Żelaźniewicz ps. Urszula – Ludzie z „Zagajnika” 1942-1944
w: Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej,
teczka 492/WSK: Czermińska-Żelaźniewicz Halina ps. Urszula, s. 11 – 40
Kujawsko – Pomorska Biblioteka Cyfrowa
(bardzo dziękujemy Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej za życzliwą zgodę na publikację):

 

skan-07-300x191 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

awers karty personalnej wystawionej przez wydział zatrudnienia więźniów w KL Auschwitz na nazwisko Georg (Jerzy) SOKOŁOWSKI, źródło: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau

2 października 1943 podczas przeprowadzanej akcji likwidacyjnej aresztowany w Warszawie, na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich oraz ul. Nowy Świat. Przesłuchiwany w ciężkim śledztwie, torturowany w siedzibie gestapo przy Al. Szucha, następnie osadzony w więzieniu na Pawiaku, 5 października 1943 wywieziony do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Działał w obozowym ruchu oporu.

KL-Auschwitz-300x170 Jerzy Sokołowski - Cichociemny27 lipca 1944 uciekł wraz ze Zbigniewem Kączkowskim (w obozie pod nazwiskiem Kaczanowski), po trzech dniach zostali schwytani, osadzeni w celi nr 11 „Bloku Śmierci”. W sierpniu 1944 wywieziony karnym transportem do obozu koncentracyjnego KL Buchenwald, po kilku dniach do obozu koncentracyjnego KL Mittelbau-Dora, podobóz Dora Nordhausen. Pracował niewolniczo m.in. przy montażu stateczników do rakiet V-2, sabotując wykonywaną pracę.

W kwietniu 1945 ewakuowany do obozu koncentracyjnego KL Bergen – Belsen, 16 kwietnia uwolniony przez żołnierzy 2 Armii Brytyjskiej.

 

prof. Józef Garliński – Ruch podziemny w oświęcimskim obozie
publikacja Koła Byłych Żołnierzy AK – Oddział Londyn

 

 

Po wojnie
Oddzial-VI-Londyn-300x253 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Oddział VI SNW, Londyn

Od 7 maja 1945 w Wielkiej Brytanii, zameldował się w Oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza. Od 28 sierpnia przydzielony do Inspektoratu Szkolenia Zawodowego, od 10 października w Oddziale Demobilizacyjnym Sztabu Głównego PSZ.

cc-Sokolowski-konkurs-Wiadomosci-nr4-27-01-1957_1-300x346 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

„Wiadomości” (Londyn) nr 4, 27-01-1957

Od 2 grudnia 1945 przydzielony do 14 Pułku Ułanów w składzie 16 Samodzielnej brygady 1 Korpusu Polskiego. Awansowany na stopień majora 1 stycznia 1946. Zdemobilizowany 5 września 1946.

Pozostał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Pracował jako instruktor jazdy konnej, robotnik na farmie, stajenny, traktorzysta. Od 1949 pracował w „Aircraft Materials Ltd.”, następnie „Paul Escare”, od 20 marca 1951 jako tokarz w firmie „C.Salter”.

W 1957 jako autor opowiadania „Pijany wolnością”, opublikowanego w londyńskich „Wiadomościach” wygrał I nagrodę w konkursie: dwutygodniowy pobyt w Monte Carlo wraz z przelotem w obie strony.  Wynegocjował zamianę tej nagrody na przelot do Warszawy.

 

Wiadomosci-winieta-1024x208 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

 

(…) Dziki ryk syren obozu koncentracyjnego Oświęcim ogłasza okolicy że jeszcze jeden szaleniec zawiśnie na oczach kilkunastu tysięcy więźniów i da dowód że swastyka silna i czuwa. (…)

cc-Sokolowski-konkurs-Wiadomosci-nr46-17-10-1957_3-300x319 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

„Wiadomości” (Londyn) nr 46
17 listopada 1957

Jestem przy drutach, świat w ciemnościach maleńki i tak niebezpiecznie złudny. Sylwetki wież strażniczych są przerażająco blisko, mimo że do nich mam po około 25 m. Przeklęty pech. Między każdą wieżą spaceruje SS-Mann. O przecięciu drutów nie może więc być mowy, mimo że mam izolowane szczypce. A więc zabawa w kreta!  (…)

Jesteśmy znowu tylko we dwóch naprzeciw siebie: ja bezbronny, rozhisteryzowany szaleniec wolności, wyczekujący strzału i widzący beznadziejność każdej chwili wyczekiwania, a niezdolny do jakiejkolwiek decyzji czy prowokacji strzału chociażby, – i on, wytrawny morderca, – SS-Mann, – człowiek narodu „panów”, który bawi się mną jak kot myszą w małym zamkniętym pokoiku… (…)

Jerzy Sokołowski – „Pijany wolnością”

 

Ucieczka z KL Auschwitz – fragmenty najlepszej pracy zgłoszonej w konkursie na szkic autobiograficzny nt. „Najbardziej wstrząsające wydarzenie mojego życia”, wybranej w głosowaniu czytelników, opublikowanej  w: „Wiadomości” (Londyn) nr 29 (590), 21 lipca 1957, s. 2. 
Pełna treść na stronie
Kujawsko – Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej


 
Pijany wolnością  [ucieczka z KL Auschwitz]
Auschwitz-250x100 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

KL Auschwitz

Dziki ryk syren obozu koncentracyjnego Oświęcim ogłasza okolicy że jeszcze jeden szaleniec zawiśnie na oczach kilkunastu tysięcy więźniów i da dowód że swastyka silna i czuwa. Deutschland über alles. Nie przejdzie uciekinier dwóch pierścieni drutów kolczastych z prądem wysokiego napięcia, nie minie czujnych posterunków SS, rozstawionych gęsto na wieżach strażniczych z bronią maszynową i reflektorami, i nie ukryje się przed węchem i wzrokiem po barbarzyńsku wytresowanych, alzackich psów.

Bürkenau dymi swymi krematoriami i mówi dzień i noc, godzine po godzinie i minutę po minucie swoje „memento mori” tym, których złe fatum skazało na powolne konanie w wielkiej machinie śmierci „Herrenvolk”u.

Już godzinę przeszło leżę na strychu nad kasynem SS załogi obozu. lecz tylko nawroty wycia syren powracaja mi świadomość tego że to ja właśnie jestem tym razem osią obrotu czułej tej maszyny z pościgiem, gońcami, psami, rewizjami i przewracaniem całego obozu, po jednej słomce, do góry nogami.

Wybrałem wolność… Staram się przestać myśleć, wyłączyć się i fizycznie i psychicznie, lecz stwierdzam, o zgrozo, że jest to niemożliwe.
Zbyt często byłem widzem tego, zawsze za mojego pobytu w obozie, tragicznie kończącego się przedstawienia.

Wieleż jeszcze godzin będę musiał czekać do następnego skoku, do przerwania się przez zewnętrzny pierścień drutów? Jest mi w tej chwili tutaj dobrze i bezpiecznie, bo wszedzie będą zbiega szukali, tylko nie w swojej świątymi – w swoim kasynie. To przyjąłem w swoich planach ucieczki po tysiąckroć wałkowanych – za pewnik.

Zatracam powoli rachubę czasu, syreny umilkły dawno, za to ruch i hałasy zaczynają się w kasynie, od którego dzieli mnie tylko cienka warstwa dykty, przybita od spodu do żebrowania cienkich belek. Słyszę prawie każde słowo z podnieconych rozmów pode mną, słysze również, co pewien czas, jazgot wyprowadzanych psów, i tego zaczynam się bać. Wszedłem, wprawdzie, do swojej kryjówki po drabinie, po uprzednim rozpryskaniu na siebie i ziemię sporej ilości amoniaku, co chroni przed węchem psów, ale te bestie mają też przecież instynkt… Boję się bardzo, ale dzięki temu że coś się pode mną dzieje, że nie jestem samotny, nie poddaję się panice leku. Musze się trzymać, bo może mi czekać przyjdzie do następnej nocy, kiedy ostre pogotowie i czujność osłabną. Zdać się już tylko muszę na instynkt i wyczucie chwili.

*    *    *

Auschwitz-250x166 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Auschwitz, 1944

Opanowuje mnie znowu zupełna cisza, zapoczątkowana trzaśnięciem drzwi i zgrzytem przekręconego klucza – cisza tak bezwzględna że aż bolesna. Co parę chwil strzelają reflektory ze wszystkich strażnic i głaszczą metr po metrze teren obozu zamknięty w kilkukilometrowym pierścieniu drutów kolczastych, a ja widze przez maleńkie okienko dachu, przypadkowo i szczęśliwie teren obozu, drutów i strażnic po samą Sołę, a więc kierunek zamierzonej ucieczki. Tylko gęste zarośla rzeki Soły mogą doprowadzić mnie do Wisły i do wolności.

Cisza i samotność skłania mnie znowu do analizy sytuacji i do powrotu w konsekwencji, niezmiennych trzech ewentualności: albo wolność, albo kula z wieży, albo wreszcie najtragiczniejsza sromotna śmierć na szubienicy. Powrotu już dla mnie nie ma i lepiej, bo lepsza natychmiastowa śmierć, niż powolne konanie duszy i ciała zamkniętych w bezosobowym numerze, wytatuowanym na przedramieniu.
Wstałem z pełną świadomością chwili czynu i krok po kroku, macając w ciemnościach żebra belek, aby nie nastąpić na dyktę sufitu, zmierzałem do luku strychowego, do drabiny.

Serce wali jak młotem – słysze jego bicie, nerwy zaczynają być jednak spokojne – ich wibracja minęła, ustępując przed wysiłkiem zwierzęco instynktownego skradania się do wolności…

Cholera! Obślizg na belce, przeklęty trzask i dziura w suficie kasyna SS, od obcasa. Może to przeznaczenie… Pocieszam się jak mogę, ale faktem niezaprzeczalnym jest to że została mi tylko ta jedyna noc do rozegrania partii o zycie i wolność, czas mija i muszę go szanować. A więc prosto do drutów, między dwie wieże, byle szybko, byle przed północą, byle przed zmianą posterunków.
Noc cicha i ciemna, słychać tylko szum wezbranej Soły. Soła jest moją nadzieją tak bliską, a tak w rzeczywistości daleką.

*    *    *

auschwitz-300x140 Jerzy Sokołowski - CichociemnyJestem przy drutach, świat w ciemnościach maleńki i tak niebezpiecznie złudny. Sylwetki wież strażniczych są przerażająco blisko, mimo że do nich mam po około 25 m. Przeklęty pech. Między każdą wieżą spaceruje SS-Mann. O przecięciu drutów nie może więc być mowy, mimo że mam izolowane szczypce. A więc zabawa w kreta! Za drutami bezpośrednio, około 5-metrowy, zarośnięty rów, nasyp, droga dla ruchu tylko władz obozowych i dalej stromo spadająca do samej Soły gęstwina zarośli, około 100 m szerokości. Soła jest od tej strony granicą terenów izolowanych.

Jestem za drutami, mokry z emocji i ze zmęczenia, ale pełen nowych sił i optymizmu. Dokonałem, bez specjalnych trudności, rzeczy, która teoretycznie była niemożliwa. Dzieli mnie tylko 5 m od spacerującego między strażnicami SS-Manna. Czołgam się w wilgotnym rowie do nasypu drogi, centymetr po centymetrze, ale idzie mi to bardzo opornie i głosno, a poza tym zbyt wyraźnie zalatuje z każdym powiewem wiatru, wylanym przeciwko psom amoniakiem. Może przerważliwienie tylko, ale powoduje to niepożądaną zmiane nastroju. Zaczynam poddawać się lękowi, który pierwszy raz dzisiaj dobrał się do mojej duszy. Zamarłem w bezruchu, jakieś dziwne tylko skojarzenie faktów obudziło się w mojej pamięci. Dziecinne, prawie, lata… Tatry… Zamarła Turnia… na ścianie południowej dwie drogie mi dziewczyny: Marzena i Lida. Są już przy szczycie, parę łatwych chwytów tylko, i szczyt Zamarłej Turni, przez kobiety zdobyty będzie po raz pierwszy. Lecz rozzuchwalone powodzeniem na końcowej „łatwiźnie” odpadły śmierci prosto w ramiona.

Warkot motocykla przerwał moje rozmyślania, otrzeźwił i wrócił rzeczywistości. Kontrola posterunków. Strach uratował mnie od nieostrożnego pośpiechu, świateł reflektorów i wzmożonej kontrolą czujności. Czekam już zupełnie uspokojony, bo żołnierz na całym świecie jest ten sam. Kontrola minęła, a zmęczenie i senność zrobią swoje. Jeszcze parę minut i wierzę że dobry los uśmiechnie się do mnie i obdarzy upojnym pucharem wolności. Zaczynam, przerwane strachem, czołganie. Lecz los jest okrutny. Trzask łamanego badyla pod kolanem, szybkie kroki SS-Manna w moim kierunku, zatrzymanie się na mojej wysokości, suchy trzask odwiedzionego bezpiecznika i straszna, upiorna wprost cisza. Widzi mnie – jestem tego pewien, bo ja widzę go dobrze, ale dlaczego, na litość boską, taka cisza, dlaczego nie strzela, na co to bydlę czeka?!

Żegnam życie i z zawrotną szybkością robię coś przybliżonego do rachunku sumienia, przepuszczam przed sobą korowód drogich mi przyjaciów, których przez te dwa lata, od skoku z Brytanii, zostawiłem na scenach krwawych jednoaktówek wielkiego dramtu p.t. „Polska walcząca”.

*    *    *

Strzelaj sobaczy synu – wstydu szubienicy opszczędź. Dlaczego nie strzela, coś się znowu nieprzewidzianego dzieje. Trzask karabinu!… Nie, niemożliwe! Po prostu zabezpieczył, a za sobą, za drutami, które tak niedawno przekroczyłem, usłyszałem węszenie psa, typowe dla psa na tropie, i ciężkie kroki człowieka idącego niepewnie w ciemnościach. Drugi SS-Mann ale za moimi plecami. Niewesoło, tym bardziej że z psem. Może amoniak, który tak mnie przed chwilą peszył, uratuje. Uratował widocznie, bo psisko przestało węszyć a nad moimi plecami potoczyła się szeptem prowadzona rozmowa, z której dowiedziałem się że zmiana posterunków dopiero za godzinę, że kontrolował na motocyklu Rapportführer Klausen (postrach nie tylko więźniów, ale też i całej załogi SS) i że ja prawdopodobnie zwiałem pustym pociągiem do Katowic. Ta wiadomość została przyjęta i przeze mnie i przez moje vis-à-vis – rechotem. Rechotałem histerycznie w duszy dosyć długo, ale dlaczego zarechotał SS-Mann? Chyba tylko dlatego, że wie o mojej obecności a nawet mnie widzi. Pewno się nie chce dzielić sukcesem zdobyczy. Wszystkie możliwości kotłują mi się w mózgu, i zaczynam znowu analizować swoją sytuację. Nie wydaje mi się prawdopodobne, by żołnierz, który po kilka godzin na dobę pełnił służbę na tym samym odcinku terenu, mógł nie zauważyć, nawet w ciemnościach, tak pokaźnego instruza w granatowym kombinezonie na tle lipcowej zieleni.

Auschwitz1b-300x323 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

plan obozu Auschwitz I

Dlaczego więc nie strzela lub nie bierze żywcem, wiedząc że jestem na pewno bezbronny? Zaczynam trząść się z zimna, a może to tylko zdenerwowanie przed skokiem z życia do śmierci… Nic nie rozumiem i znowu łapie mnie atak śmiechu, śmiechu tak nieprzytomnego, że nawet nie słyszałem odejścia psa z eskortą, i dopiero trzask sprężyny bezpiecznika ocucił mnie znowu. Tak, teraz padnie strzał, już nikt nie przeszkadza, już z nikim myśliwy nie będzie się dzielił upolowaną zwierzyną. Coś bydlę do siebie mruczy pod nosem, czego nie rozumiem, zresztą już nie jestem w stanie czegokolwiek rozumieć. Jesteśmy znowu tylko we dwóch naprzeciw siebie: ja bezbronny, rozhisteryzowany szaleniec wolności, wyczekujący strzału i widzący beznadziejność każdej chwili wyczekiwania, a niezdolny do jakiejkolwiek decyzji czy prowokacji strzału chociażby, – i on, wytrawny morderca, – SS-Mann, – człowiek narodu „panów”, który bawi się mną jak kot myszą w małym zamkniętym pokoiku… Co za straszna bezsiła z jednej strony, a co za buta i sadyzm z drugiej. Szkoda że nienawiść nie zabija na odległość. Wiem, co myślę ja, ale zagadką nierozwiązalną dla mnie jest co dzieje się w tym wrogim mózgu – naprzeciw. Dlaczego stoi i milczy, dlaczego nie pluje mi w twarz obelgami w tryumfie silnego nad słabym, zwycięzcy – nad zwyciężonym?

I wtedy właśnie, kiedy od przeszło godziny pożegnałem życie, stało się coś co przeszło wszystkie fantacje moich wyczekiwać i wyobraźni. Żołnierz „narodu panów” odszedł wolnym krokiem do wieży strażniczej i tam zapalił z dwoma innymi SS-Mannami papierosa.
Ten jeden oślepiający błysk zapałki, był mi ofiarowaną wolnością, był moja jedyną szansą niewidzialnego przeskoku przez szosę do zarośli Soły.

*    *    *

Zamarła Turnia zdobyta. Przepłynąłem Sołę.
Mokry, lecz pijany wolnością, gąszczami zarośli oddalam się resztkami sił od przekleństwa dutów kolczastych, głodu, dymiących krematoriów i jedynego „dobrego Niemca” spotkanego na drodze mego życia.

Jerzy Sokołowski


 

W kwietniu 1957 przyjechał do Polski, od 16 czerwca 1958 przyjechał na stałe. Od 18 sierpnia 1958 pracował jako brakarz w Polskich Zakładach Optycznych w Warszawie, od maja 1967 starszy dyspozytor w Służewieckich Zakładach Chemicznych, następnie do 1970 kierownik bazy magazynowej.

Zmarł 8 stycznia 1980  w Warszawie

 

 

AwanseVirtuti-Militari-272x350 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

 

 

Ordery i odznaczenia

 

 

Życie rodzinne

Syn Janusza, inżyniera budownictwa kolejowego oraz Marii z domu Jurskiej. W 1942 zawarł związek małżeński z Zofią z domu Dabrowską (ur. 1915), secundo voto Rychwicką. Później zawarł związek małżeński z Ireną Szumowską.

 

 

Upamiętnienie Cichociemnych

jw-grom-pomnik-cc-4-300x248 Jerzy Sokołowski - Cichociemnyjw-grom-pomnik-cc-3-300x238 Jerzy Sokołowski - CichociemnyW 1989 roku powstał film dokumentalny „Cichociemni” (scenariusz i reżyseria Marek Widarski).

15 maja 2005 odsłonięto na terenie jednostki specjalnej – Jednostki Wojskowej GROM w Warszawie pomnik poświęcony cichociemnym spadochroniarzom AK. Znaczna część ekspozycji Sali Tradycji jednostki GROM poświęcona jest Cichociemnym.

Od 4 sierpnia 1995 roku jednostka nosi nazwę – Jednostka Wojskowa GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej

W 2008 roku powstał film dokumentalny „My cichociemni. Głos żyjących” (scenariusz i reżyseria Paweł Kędzierski).

pomnik-cc-warszawa-761x642-300x253 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Pomnik CC w Warszawie

7 października 2013 roku w Warszawie przy ul. Matejki, naprzeciwko Sejmu R.P. odsłonięto Pomnik Cichociemnych Spadochroniarzy AK.

cc-boening-300x199 Jerzy Sokołowski - CichociemnyW 2013 roku powstał film dokumentalny „Cichociemni. Wywalcz wolność lub zgiń” (scenariusz i reżyseria Dariusz Walusiak).

W 2016 roku Sejm R.P. ustanowił rok 2016 Rokiem Cichociemnych. NBP wyemitował srebrną kolekcjonerską monetę o nominale 10 zł upamiętniającą 75. rocznicę pierwszego zrzutu Cichociemnych.

cc-monety-300x157 Jerzy Sokołowski - Cichociemnycc-pomnik-powazki--300x213 Jerzy Sokołowski - CichociemnyW 2017 roku PLL LOT umieścił znak spadochronowy oraz podpis upamiętniający Cichociemnych na kadłubie Boeinga 787 (SP-LRG).

Cichociemni są patronem wielu szczepów, drużyn oraz organizacji harcerskich. Opublikowano wiele książek i artykułów o Cichociemnych.

Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie znajdują się groby kilku Cichociemnych oraz poświęconym Im pomnik „TOBIE OJCZYZNO”

sala-tradycji-grom Jerzy Sokołowski - Cichociemny

Sala Tradycji Jednostki Wojskowej GROM

button-publikacje_200-300x101 Jerzy Sokołowski - Cichociemny

 

 

 

Źródła:
  • informacje własne
  • Krzysztof A. Tochman: Słownik biograficzny cichociemnych. T.1. Abres, Oleśnica 1994, s. 124–126. ISBN 83-902499-5-2.
  • Kajetan Bieniecki: Lotnicze wsparcie Armii Krajowej, Arcana, Kraków 1994 r. ISBN 83-86225-10-6
  • Jędrzej Tucholski: Cichociemni. Warszawa: Instytut Wydawniczy „Pax”, 1984. ISBN 8321105378.
  • Jędrzej Tucholski: Cichociemni 1941–1945 – Sylwetki spadochroniarzy. Wojskowy Instytut Historyczny.

 

Zobacz także biogram w Wikipedii