• cichociemni@elitadywersji.org

Tag Archives: Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe

Lans na kłamstwach i po trupach

 

Feministyczna pisarka Clare Mulley oraz Fundacja Generał Zawackiej mają konkretny cel – książka Mulley pod nieprawdziwym tytułem „Agent Zo” ma osiągnąć poczytność „jak Harry Potter”. Czyli potrzeba im jakieś pół miliarda Czytelników. W dążeniu do tego komercyjnego celu – jak można zauważyć – sięga się po kłamstwa oraz bezcześci groby bohaterów Powstania Warszawskiego oraz Armii Krajowej… 

 

Mulley-3-190x250 Lans na kłamstwach i po trupach

Clare Mulley

Od sierpnia 2023 trwa festiwal coraz głupszych postów, głównie w mediach społecznościowych, ale nie tylko, usilnie promujących rzekomo rewelacyjną książkę feministycznej aktywistki Clare Mulley, która zapewne z założenia uważa, że faceci mogą być tylko podnóżkiem kobiet, będących jak wiadomo mistrzami świata i okolic. Współczesna poprawność polityczna nakazuje propagowanie kłamliwej tezy, jakoby kobiety np. podczas II wojny światowej odegrały rolę jeśli nie przełomową, to przynajmniej wiodącą. To, że we wszystkich ówczesnych armiach kobiety odgrywały role pomocnicze jest jednak faktem – smutnym, ale prawdziwym. Oczywiście zdarzały się też kobiety, których rola była bardziej znacząca niż pozostałych. Warto jednak opisując ich losy trzymać się ściśle historycznych realiów.

Książki Clare Mulley nikt jeszcze nie czytał, na razie możemy sobie jedynie polizać okładkę, zawierającą nieprawdziwy tytuł. Pisałem o tym w artykule Elżbieta Zawacka – cichociemna czy agent?  Jak można mniemać, z wypowiedzi samej autorki oraz rozmaitych enuncjacji promocyjnych, żwawo nakręca ona zainteresowanie swym towarem, nie zważając zbędnie na coś takiego jak prawda historyczna. Np. świadomie kłamie w tytule książki, jakoby Elżbieta Zawacka była czyjąkolwiek „agentką”. Do tego kłamstwa autorka bez żenady przyznała się w rozmowie ze mną – patrz artykuł. Jak jest z treścią książki – nie wiadomo, ale z tego co wypisuje Mulley i jej bezmyślni akolici, może być równie „rzetelnie”. Pisałem o tym w artykule „Ogniska ignorancji”.

 
Sławni „po znajomości”

fundacja-zawackiej-300x112 Lans na kłamstwach i po trupachFundacja Generał Zawackiej istnieje od 2001, są w niej przedstawiciele lokalnej, toruńskiej elity. Rok w rok obraca setkami tysięcy złotych. Pieniądze pozyskuje z dotacji władz gminy Toruń, starostwa powiatowego, zarządu województwa kujawsko – pomorskiego oraz z innych źródeł. Z pewnością nie należy to tych organizacji pozarządowych, które mają problem z utrzymaniem się, ostatnio zatrudniała 3 osoby na umowę o pracę i 14 osób na umowę o dzieło / zlecenie. W sprawozdaniu czytamy, że sekretariat fundacji w 2022 (nowszego sprawozdania nie ma) odebrał średnio statystycznie ok. 9 maili dziennie. Dla porównania – odbieram prawie tyle samo maili, choć nikt mnie nie dotuje, a całą pracę związaną z upamiętnianiem 316 Cichociemnych wykonuję samotnie, za własne (bardzo skromne) prywatne pieniądze (obecnie już emeryta z maleńką emeryturką).

Nie zazdroszczę ani niczego nie wytykam Fundacji, tylko zwracam uwagę na bezsporny fakt, że od blisko ćwierć wieku buduje ona wielkość Elżbiety Zawackiej która z rzeczywistej roli kurierki KG AK awansowała do roli „jedynej Cichociemnej”, a być może nawet „najlepszej Cichociemnej”. Kiedyś sama Elżbieta Zawacka przyznała – „Cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”, manifestując przez całe swe życie rzekomą wyższość kurierów nad Cichociemnymi – żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej. Dopiero gdy okazało się, że opinia publiczna wyżej ceni sobie Cichociemnych niż kurierów – Elżbieta Zawacka przyjęła zdecydowanie korzystniejszą dla siebie wersję co do „bycia cichociemną”.

ABW-455E_00004-266x350 Lans na kłamstwach i po trupach

Radiostacja AP-4 źródło: ABW

Podobną postawę wydaje się prezentować obecnie Fundacja imienia „jedynej Cichociemnej”, która raczej nie wykazuje minimum szacunku wobec Cichociemnych, ostatnio – w poście na Fb z 24 stycznia 2024 – kłamiąc w żywe oczy na temat radiostacji konstrukcji Tadeusza Heftmana oraz produkcji Polskich Wojskowych Warsztatów Radiotechnicznych w Stanmore pod Londynem. Za to rażące kłamstwo, przypisujące polskie zasługi Brytyjczykom, będę zmuszony wpisać fundację na listę fałszerzy historii.

To bardzo smutne, że najlepsza podczas II wojny światowej radiostacja do pracy konspiracyjnej – nazywana „polish spy radio” –  skonstruowana i wyprodukowana przez Polaków, używana przez Cichociemnych łącznościowców oraz służby specjalne: brytyjskie, amerykańskie, francuskie – od lat jest niezauważona przez IPN, a polskie zasługi przypisywane są kłamliwie Brytyjczykom…

 

cc-najlepszy-300x220 Lans na kłamstwach i po trupachW artykule Najlepszy Cichociemny pisałem, że „sława” niektórych bardzo znanych Cichociemnych czasem wynika bardziej ze splotu różnych okoliczności, nawet „układów” czy „znajomości” Ich krewnych niż – obiektywnie na to patrząc – z Ich rzeczywistych zasług. Nie chcę tu podawać nazwisk, aby nie wzniecać świętego oburzenia. Życie jest jednak rażąco niesprawiedliwe. Są Cichociemni, którzy mają „swoją” ulicę, albo „swoją” tablicę pamiątkową – bo krewni są lub byli znajomymi lokalnych władz albo byli z „właściwej” opcji politycznej. Nie twierdzę, że ta ulica czy tablica Im się nie należy. Ale przykro zauważyć, że obok Nich są też „zapomniani” Cichociemni – nawet tacy, którzy zapłacili własnym życiem za swoje bohaterstwo – a ulic, tablic, pomników nie mają, nawet są mało znani…

 

Lans na kłamstwach

FAKE_agent-zo-okladka-162x250 Lans na kłamstwach i po trupachŻycie jest rażąco niesprawiedliwe, ale każdy może lansować kogo zechce, a jeśli znajduje na to duże pieniądze, to należy mu się podziw za sprawne działanie. Jest jednak jeden fundamentalny warunek – nie wolno kłamać! W procesie natrętnego lansowania Elżbiety Zawackiej właśnie przekraczana jest ta ostatnia czerwona linia. Otóż wmawia się wszystkim,  że Elżbieta Zawacka pojechała w maju 1943 do Wielkiej Brytanii po to, aby „wstąpić do elitarnych oddziałów Cichociemnych”. To pierwsze kłamstwo.

Cichociemni nie byli oddziałem wojskowym i nie można było do nich „wstąpić”. Do elitarnego grona 316 Cichociemnych rekrutował, a później Ich w długim procesie szkolił Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza, który potem ekspediował żołnierzy do służby specjalnej w Armii Krajowej. Podczas wojny nikt Elżbiety Zawackiej nie traktował jako „cichociemnej” – bowiem była kurierką – Oddział VI (Specjalny) jej nie zrekrutował, ani nie przeszkolił na kursach specjalnych dla kandydatów na Cichociemnych, ani nie przydzielił żadnych zadań. Została tylko przeszkolona na kursie spadochronowym oraz wykonała tylko skok razem z Cichociemnymi. Dopiero po wojnie uznano ją za Cichociemną – w uznaniu Jej zasług kurierskich – ponieważ po wojnie Cichociemni przyjęli Ją do swego grona.

Clare Mulley już w tytule swej książki bezczelnie kłamie, jakoby Elżbieta Zawacka była „agentką”. Kłamstwom tym nie zaprzecza Fundacja Generał Zawackiej. Katarzyna Minczykowska z tejże fundacji, autorka książki o Zawackiej, nawet wspiera to kłamstwo Mulley, dodając własne, jakoby Zawacka rzekomo w Audley End doskonaliła się właśnie w kwestiach wywiadowczych, nie dla Brytyjczyków (bo – jak  mawiała – za Anglików nie chciała umierać), ale na potrzeby KG AK”patrz artykuł. To drugie kłamstwo.

Elżbieta Zawacka nie była niczyją „agentką”, a takie twierdzenie nawet ubliża pamięci o Niej, gdyż sugeruje że zdradziła własną Ojczyznę. Fundacja Generał Zawackiej gładko przełyka to kłamstwo i produkuje własne, wspierające je, bo przecież najważniejsze, że powstaje opowieść o gen. Zawackiej, adresowana nie tylko do polskiego czytelnika. I tym się zachwycamy.” Otóż nie – w pierwszej kolejności najważniejsza jest prawda historyczna.  Opowieści o Zawackiej jako „agentce” – to echo brytyjskiego fałszowania historii, w myśl której „Enigmę” złamali Brytyjczycy, a cały europejski ruch oporu rzekomo był wynikiem działań brytyjskiego Special Operations Executive (SOE). Tego, że SOE uczyło się od Polaków i zostało zmajstrowane w oparciu o polskie wzorce – zadufani Brytyjczycy nigdy nie przyznają. Oczywiście naturalną konsekwencją tego rażącego łgarstwa Brytyjczyków jest kłamstwo, iż Cichociemni byli „agentami SOE” oraz rzekomo działali pod brytyjskie dyktando, będąc właśnie agentami obcych  (brytyjskich) służb specjalnych.

Bezrozumnie rozpowszechniający tę brednię zwolennicy Zawackiej nie potrafią jednak zrozumieć, iż bezczelnie kłamliwe twierdzenie jakoby Cichociemni – w tym Elżbieta Zawacka, która faktycznie nawet nie była Cichociemną (była kurierką) – byli rzekomo agentami, urąga obiektywnej prawdzie historycznej, także w przykry sposób urąga pamięci o 316 Cichociemnych Spadochroniarzach Armii Krajowej.

 

Lans po trupach…
Flaga-Powstanie-Warszawskie-250x253 Lans na kłamstwach i po trupach

Oryginalna flaga z Powstania…

Spoceni w pogoni za pół miliardem potencjalnych czytelników Clare Mulley oraz różni, dla Brytyjczyków „pożyteczni idioci” (jak choćby były pupil PiS, Arkady Rzegocki, ambasador R.P. w Irlandii), wspierający feministyczno – ideologiczne opowieści o Elżbiecie Zawackiej przekroczyli już także granice absurdu. Otóż lansuje się obecnie brednię, jakoby Elżbieta Zawacka… „odegrała wiodącą rolę w Powstaniu Warszawskim i wyzwoleniu Polski”. To trzecie i czwarte kłamstwo oraz haniebny lans „po trupach” na grobach poległych Bohaterów.

Przyszywana Cichociemna, agentka brytyjskiego SOE, zwyciężczyni Powstania Warszawskiego oraz wyzwolicielka Polski – to stek bzdur, którymi uwłacza się pamięci poległych i zmarłych Bohaterów Powstania Warszawskiego oraz Armii Krajowej.

Oprócz Powstańców Warszawskich i cywilnej ludności Warszawy NIKT nie odegrał „wiodącej roli w Powstaniu Warszawskim”. Każdy, kto usiłuje się lansować na tragedii Powstania Warszawskiego, na grobach zmarłych i poległych – ubliża pamięci rzeczywistym Bohaterom.

 

Minczykowska-Cichociemna-Zawacka-167x250 Lans na kłamstwach i po trupachRzekomo „wiodącą rolę” Elżbiety Zawackiej w Powstaniu Warszawskim – na podstawie jej własnych relacji – opisuje Katarzyna Minczykowska w wydanej przez wspomnianą wcześniej fundację książce pt. „CICHOCIEMNA. Generał Elżbieta Zawacka „Zo”„Powstanie wybuchło niespodziewanie, także dla „Zo”, do której nie dotarł wyczekiwany rozkaz o zameldowaniu się w umówionym wcześniej punkcie zbornym przy ul. Senatorskiej. Trwało 63 dni. W tym czasie Elżbieta Zawacka (…) oczekiwała na konkretne zadania.  W trakcie powstania kilkakrotnie też stawała do „raportu o przydział frontowy”. Niestety, bezskutecznie (…) Początkowo załatwiała „jakieś sprawy w siedzibie KG w gmachu PKO, później przyjmowała ludzi wychodzących z kanałów, dokonywała inspekcji kuchni powstańczych , punktów sanitarnych, szpitali. Aby być jak najbliżej walki, przenosiła też powstańcze granaty (…)

Mimo czynnego udziału w powstaniu warszawskim, swój udział w nim Elżbieta Zawacka nazwała incydentalnym, co najprawdopodobniej wynikało z tego, że „Zo”, mimo jednak przyjętego przydziału do Szefostwa WSK [Wojskowej Służby Kobiet], była jednak niezadowolona z otrzymanych zadań (…)”.

 

Absurd wywodu, jakoby Elżbieta Zawacka „odegrała wiodącą rolę w wyzwoleniu Polski” jest oczywisty dla każdego Polaka. Przecież II wojna światowa nie zakończyła się zwycięstwem Polski – co gorsza, nasza Ojczyzna nie została w 1945 roku „wyzwolona”. Taka jest jednak rażąco nieprawdziwa brytyjska narracja historyczna. Już 2 sierpnia 1944 brytyjski premier Winston Churchill bredził w brytyjskim parlamencie – „Armie rosyjskie stoją obecnie u wrót Warszawy. Przynoszą one za sobą oswobodzenie Polski. Ofiarują Polakom wolność, suwerenność, niepodległość.” W takich realiach historycznych, jeśli Elżbieta Zawacka miałaby odegrać jakąkolwiek (już nawet nie wiodącą) rolę w tego rodzaju „wyzwoleniu Polski” – musiałaby być agentem NKWD… 🙁

 

Pismo do wydawcy

carmelite-house-300x169 Lans na kłamstwach i po trupachSprawdziłem, kto zamierza wydać drukiem kłamliwe rewelacje Clare Mulley, ochoczo wspierane przez Fundację Generał Zawackiej. Napisałem do wydawcy maila oraz list polecony, właśnie otrzymałem potwierdzenie, że mój list dotarł i jest analizowany. Oto jego treść:

 

Szanowni Państwo,

Jestem wnukiem jednego z 316 Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, twórcą portalu elitadywersji.org, fanpage Cichociemni Spadochroniarze Armii Krajowej oraz jednym z redaktorów polskiej Wikipedii. Piszę do Państwa w związku z przygotowywaną na maj 2024 publikacją książki: Clare Mulley pt. „Agent ZO. The Untold Story of Fearles WW2 Resistance Fighter Elżbieta Zawacka”, wyd. Weidenfeld & Nicolson.

Rzecz w tym, że tytuł tej książki jest nieprawdziwy, sądząc po tym, co podaje Clare Mulley, także treść książki może być rażąco nierzetelna i niezgodna z prawdą historyczną.

Przede wszystkim Elżbieta Zawacka nie była agentem, nie była też Cichociemną. Sformułowanie „agent” odnosi się zapewne do rażąco błędnego przekonania, iż Cichociemni rzekomo byli agentami SOE. Otóż – jako jedyni – NIE BYLI, byli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej, byli rekrutowani, szkoleni oraz ekspediowani do okupowanej Polski przez Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza. Ani przez chwilę nie podlegali SOE.

Proponuję skontaktować się np. z dr Andrew Hann z English Heritage, który rok temu po mojej interwencji był uprzejmy sprostować nieprawdziwą informację dot. Audley End, jakoby Cichociemni byli „agentami SOE”.

Elżbieta Zawacka podczas wojny nie była jedną z Cichociemnych, była kurierką, którą dopiero po wojnie, w uznaniu jej zasług, Cichociemni grzecznościowo uznali ją, podobnie jak kuriera Jana Nowaka Jeziorańskiego, za „cichociemną”. Faktycznie nie została zrekrutowana, wyszkolona i przerzucona do Polski przez Oddział VI (Specjalny). Jedyny jej „związek” z Cichociemnymi polegał na tym, że uczestniczyła w jednym kursie spadochronowym oraz skoczyła ze spadochronem do Polski wraz z grupą Cichociemnych. Po skoku nadal pełniła służbę jako kurierka – nie była ani cichociemną, ani niczyim agentem.

Niestety, Clare Mulley, jak można sądzić, historii Cichociemnych oraz skojarzeń z wywiadem używa w celu wzbudzenia zainteresowania swą książką, choć jest to rażąco niezgodne z prawdą historyczną. Nie jest prawdą twierdzenie Mulley, jakoby Zawacka „w Wielkiej Brytanii dołączyła do elitarnych polskich sił specjalnych” (Cichociemnych). Nie „dołączyła”, w ogóle nikt nie mógł sam „dołączyć” – o tym decydował Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza.

Oprócz tego podstawowego kłamstwa, zawartego w tytule, jakoby Elżbieta Zawacka była czyimś „agentem”, rozpowszechniane są jeszcze bardziej niedorzeczne tezy, m.in. jakoby Zawacka „odegrała wiodącą rolę w Powstaniu Warszawskim i wyzwoleniu Polski”. Jest to nieprawda. Po pierwsze, Polska nie została, jak się uważa na Zachodzie, „wyzwolona” w 1945 roku. Zostaliśmy uwolnieni od Niemców, ale zniewoleni przez Rosjan, którzy na długie lata narzucili nam rządy moskiewskich marionetek.

W tym kontekście niedorzeczne twierdzenie Mulley, jakoby Zawacka „odegrała wiodącą rolę w wyzwoleniu Polski” jest nie tylko nieprawdziwe, ale nawet absurdalne. Niestety, za sprawą zachodnich „sojuszników”, w tym polityki Wielkiej Brytanii, walka polskiej Armii Krajowej zakończyła się przegraną, a Polska została oddana przez Churchilla do sowieckiej strefy wpływów.

Niezgodne z prawdą jest też niedorzeczne twierdzenie Mulley, jakoby Elżbieta Zawacka „odegrała wiodącą rolę w Powstaniu Warszawskim”. W tym Powstaniu wiodącą rolę odegrali bohaterscy żołnierze Armii Krajowej oraz innych formacji wojskowych, w tym Narodowych Sił Zbrojnych. Podczas Powstania Elżbieta Zawacka była jedną z kilku referentek w sztabie Wojskowej Służby Kobiet. Była to pomocnicza formacja, głównie dla łączniczek i sanitariuszek. Ogółem kobiety stanowiły ok. 20 proc. walczących Powstańców. Odegrały znaczącą rolę w Powstaniu, ale kłamstwem jest twierdzenie, iż ich rola była bardziej „wiodąca” od żołnierzy walczących z bronią w ręku.

Rola Elżbiety Zawackiej w Powstaniu Warszawskim jest jeszcze bardziej skromna. Jak wynika z biografii napisanej przez dr Katarzynę Minczykowską – przebywała w mieszkaniu przy ul. Gęstej, później Szczygła, gdzie „oczekiwała na konkretne zadania”. Potem „przyjmowała ludzi wychodzących z kanałów, kontrolowała kuchnie i punkty sanitarne dla powstańców, przenosiła granaty”. Kluczowa jest opinia samej Zawackiej nt. swojego udziału w Powstaniu – „swój udział w nim Elżbieta Zawacka nazywała incydentalnym” (Cichociemna generał Elżbieta Zawacka Zo, OW Rytm 2014, s. 153-155) Obecnie Clare Mulley kłamie w żywe oczy, jakoby Elżbieta Zawacka „odegrała wiodącą rolę w Powstaniu Warszawskim”.

W 1990 roku powstała Fundacja Generał Zawackiej, kierowana przez jej krewną. Od tego czasu, dzięki ogromnym publicznym środkom finansowym fundacja ta dokumentuje i upamiętnia m.in. kobiety działające w polskiej konspiracji, w tym także dba o szczególne upamiętnienie gen. Zawackiej. Jak można przypuszczać, nie jest to dbałość szczególnie rzetelna historycznie, skoro obecnie fundacja ta popiera niedorzeczne kłamstwa Clare Mulley, a nawet przypisuje polskie zasługi w skonstruowaniu „polish spy radio” Brytyjczykom.

Szacunek dla walczących o wolność Polski żołnierzy Armii Krajowej, w tym Cichociemnych – elity AK – nakazuje, aby wszelkie publikacje odnoszące się do Ich historii, były zgodne z obiektywną prawdą.

Bardzo Państwa proszę o usunięcie słowa „agent” z tytułu książki Clare Mulley oraz o zweryfikowanie treści zawartych w tej książce, m.in. w porozumieniu np. z Instytutem Polskim i Muzeum im. Sikorskiego w Londynie. Chętnie także włączę się w takie działania weryfikujące. Zasługi Elżbiety Zawackiej są zbyt duże, aby jeszcze propagandowo dopisywać jej cudze dokonania. Proszę także o zapoznanie się z moją argumentacją, zawartą w artykule – Elżbieta Zawacka – cichociemna czy agent?

z wyrazami szacunku
Ryszard M. Zając

 

Czekamy na odpowiedź. W 2024 roku przypada 80 rocznica Powstania Warszawskiego. Uczestniczył w nim także mój Dziadek – Cichociemny. Nie tylko w tę rocznicę niepotrzebne jest publikowanie niedorzecznych kłamstw, jakoby zwycięzcą Powstania Warszawskiego była rzekoma agentka brytyjskiego Special Operations Executive, rzekoma wyzwolicielka Polski Elżbieta Zawacka…

Trzeba zatrzymać haniebne lansowanie Zawackiej na kłamstwach i po trupach rzeczywistych Bohaterów…

 

PS.

Wśród udających książki popularnonaukowe śmieci pseudohistorycznych mamy już – wpisaną na listę fałszerzy historii – wydaną przez nierzetelne, krakowskie wydawnictwo „ZNAK” książkę pseudohistoryka Kacpra Śledzińskiego pt. „Cichociemni. Elita polskiej dywersji” zawierającą co najmniej 246 błędów i nieścisłości na 417 stronach.

Więcej info:

Wydawnictwo „ZNAK” wciąż zarabia pieniądze na sprzedaży kłamstw Kacpra Śledzińskiego. Niektóre wydawnictwa z chciwości są gotowe do naprawdę wielkich poświęceń, w tym także do poświęcenia prawdy

 

 

 

Najlepszy Cichociemny

Czy zastanawialiście się kiedyś – który Cichociemny był najlepszy? Ja też, nawet mam odpowiedź…

 

cc-Piwnik_Jan-228x300 Najlepszy CichociemnyOtrzymałem ciekawe zadanie od fana strony – Czy można prosić o zrobienie postu na temat tego kto z cichociemnych był jakby najlepszy? Tzn. który skacząc do okupowanej Polski zrobił najwięcej? Wiem że dobrym przykładem mógłby być Jan Piwnik ps. Ponury 🙂

Na dość proste pytanie „który Cichociemny był najlepszy?” niestety nie ma dobrej odpowiedzi, będącej sprawiedliwą oceną indywidualnych zasług każdego z 316 Cichociemnych. Każda odpowiedź będzie dyskusyjna, a niektóre być może nawet kontrowersyjne. Wraz z pytaniem otrzymałem podpowiedź, że „najlepszy Cichociemny” – to ten „który skacząc do okupowanej Polski zrobił najwięcej”. W podpowiedzi wskazano też kandydata na podium – Jana Piwnika ps. Ponury. Czy rzeczywiście „zrobił najwięcej dla Polski”?

 

Najpierw generalna uwaga. Każdy z Cichociemnych ma swoje indywidualne zasługi, które bardzo często nie sposób porównać z dokonaniami innych Cichociemnych. Rzecz w tym, że każdy z Nich nie tylko był specjalistą w konkretnej dziedzinie (było ich wiele), ale też każdy z Nich działał w różnych warunkach i czasie – choćby dlatego, że skakali do Polski w różnych miejscach i terminach.

Życie jest rażąco niesprawiedliwe. Niektórzy Cichociemni walczyli w okupowanej Polsce niemalże przez całą okupację, przeżyli wojnę i dożyli szczęśliwie długich lat na emigracji. Dziewięciu Cichociemnych poległo już w drodze do okupowanej Polski – sześciu w samolocie, trzech podczas skoku. Czy to oznacza, że ci którzy przeżyli byli „lepsi”, a Ci którzy zginęli „gorsi”?

Spośród 316 Cichociemnych 169 CC walczyło w dywersji oraz partyzantce, 50 CC w łączności, 37 CC w wywiadzie Armii Krajowej, 24 CC miało specjalność sztabową, 22 CC służb lotniczych, 11 CC pancerną, 3 CC fałszowanie dokumentów. Którzy z Nich byli „lepsi”, a którzy „gorsi”? Czy dywersant jest lepszy czy gorszy od oficera wywiadu, albo czy obaj są „lepsi” od łącznościowca? Czy „sztabowcy” rzeczywiście są „najgorsi” ze wszystkich pozostałych? Jak zmierzyć efekty Ich pracy i walki? Jak porównywać nieporównywalne i „mierzyć” niewymierne?

Jesteśmy niewolnikami pewnych stereotypów i często ulegamy też np. przekonaniu, że skoro któryś z Cichociemnych jest np. najbardziej znany, to zapewne jest najlepszy, albo jednym z najlepszych. Niestety, nie tylko życie, ale także historycy są rażąco niesprawiedliwi. Niekiedy nawet nie z własnej winy, ale z powodu braku źródłowych informacji. Poza tym historycy też ulegają (na szczęście nie wszyscy i nie zawsze) różnym stereotypom. Są i tacy, którzy świadomie fałszują fakty. Generalnie – wygodnie ocenia się życie i walkę innych ludzi, kilkadziesiąt lat po wojnie, siedząc na wygodnej kanapie. Takie oceny nie zawsze są sprawiedliwe, rzadko uwzględniają wszelkie możliwe aspekty ówczesnej rzeczywistości.

 

Kto zrobił najwięcej dla Polski?
cc-Zapora-300x172 Najlepszy Cichociemny

Hieronim Dekutowski

Jak ocenić, który Cichociemny „zrobił najwięcej dla Polski”? Przepraszam za takie pytanie – jak „ocenić” Cichociemnych, którzy świadomie oddali swoje życie za Ojczyznę, zwłaszcza Ci, którzy wytrzymali brutalne przesłuchania, represje, tortury: niemieckie, sowieckie, „władzy ludowej”? Który z nich jest „lepszy”, a który „gorszy”? Który zrobił „najwięcej dla Polski”? Przecież w wymiarze jednostkowym, indywidualnym, nie sposób zrobić więcej, niż oddać własnego życia za Ojczyznę…

Nie chcę nikogo obrazić albo oburzyć, ale nie zgadzam się z propozycją wytypowania płk cc Jana Piwnika jako „najlepszego Cichociemnego”. W pewnym sensie nie zgodziłaby się z nią także ówczesna Komenda Okręgu Radom – Kielce AK oraz „Kedyw” KG AK, bowiem właśnie w wyniku ich decyzji w styczniu 1944 został odwołany z funkcji dowódcy Zgrupowań Partyzanckich AK Ponury. To przykra uwaga, bowiem Cichociemny Jan Piwnik słusznie jest uważany za legendarnego dowódcę partyzantów. Niewątpliwie jest jednym z najlepszych Cichociemnych. Ale w mojej ocenie – nie jest „najlepszym”.

Gdybyśmy mieli wybierać nie spośród 316, ale spośród tylko dwóch Cichociemnych, to który z Nich jest „najlepszy” – Jan Piwnik czy Hieronim Dekutowski? Bolesław Kontrym czy Andrzej Czaykowski? Adam Boryczka czy Stanisław Sędziak? Piotr Szewczyk czy Tadeusz Starzyński? Witold Uklański czy Marian Gołębiewski? Jan Górski czy Maciej Kalenkiewicz?

 

Definicja „najlepszego”
cc-Kontrym-300x211 Najlepszy Cichociemny

Cichociemny Bolesław Kontrym w ubeckim więzieniu

Zastanówmy się, jak zdefiniować „najlepszość” danego Cichociemnego. Podpowiedź, że to ten, który zrobił „najwięcej dla Polski” jest całkiem mądra. Ale właśnie z tego powodu odpada zaproponowany kandydat do tytułu. Choć i tu mogą pojawić się wątpliwości – według jakich kryteriów oceniać „dorobek” każdego z Cichociemnych? Który zrobił „najwięcej”?

54-Stolyhwo-Olgierd-206x250 Najlepszy Cichociemny

ppor. Olgierd Stołyhwo

Czy mało znany Cichociemny Olgierd Stołyhwo, syn światowej sławy profesora antropologii, który z Odessy przez Moskwę, Iran, Afganistan, Indie pokonał ponad 17 tys. km, aby wstąpić do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie? Czy może Andrzej Świątkowski, który w maju 1939 wyjechał jako inżynier na trzyletni kontrakt do Królestwa Afganistanu, po wybuchu wojny rozwiązał go, przez Persję, Iran, Syrię dotarł do Francji, wstąpił do PSZ na Zachodzie, skoczył do Kraju w operacji „Adolphus” i został drugim Cichociemnym który poległ w Polsce? Czy może dwudziestotrzyletni Cichociemny Longin Jurkiewicz, który poległ podczas śledztwa w siedzibie gestapo w Wilnie, skatowany na śmierć kijami? Albo Jan Rostworowski herbu nałęcz, syn ziemianina, szambelana papieża Piusa XI, który poległ w obozie koncentracyjnym KL Gross-Rosen, zadeptany na śmierć przez blokowego…?

Nuszkiewicz-Ryszard-KOL_023_0191-175x250 Najlepszy Cichociemny

mjr Ryszard Nuszkiewicz

To tylko przykładowe fragmenty biogramów niektórych Cichociemnych, takich ludzkich dramatów było znacznie więcej. Bardzo przepraszam, ale cynicznie, można by powiedzieć, że z perspektywy Polski te ludzkie dramaty nie znajdą się w kategorii „największych dokonań dla Kraju” – ale w wymiarze indywidualnym na pewno są świadectwem heroizmu, aby „zrobić najwięcej” dla Ojczyzny…

Czy gdyby udał się zamach na „króla Polski” (tak nazywanego przez Niemców) – czyli na generalnego gubernatora Hansa Franka, to „najlepszymi Cichociemnymi” zostaliby: Ryszard Nuszkiewicz oraz Henryk Januszkiewicz? Przecież zrobili wszystko jak najlepiej. Drobny ułamek sekundy za wcześniej nacisnął przycisk zapalarki uczestnik akcji, ppor. Zygmunt Kawecki ps. Mars, powodując detonację, która niestety nie odebrała życia hitlerowskiemu zbrodniarzowi.

37-1162-283x400 Najlepszy Cichociemny

kpt. Mieczysław Szczepański

Czy gdyby nie odstąpiono od zamachów na przewodniczącego KRN Bolesława Bieruta oraz na przewodniczącego PKWN Edwarda Osóbkę-Morawskiego – to „najlepszymi Cichociemnymi” zostaliby: Czesław Rossiński i Mieczysław Szczepański, których zamordowano strzałem w tył głowy 12 kwietnia 1945 po północy, na schodach podziemi Zamku w Lublinie? A może właśnie tytuł „najlepszych” należy Im się nie tylko za bohaterską śmierć, ale również za odstąpienie od tych zamachów, aby nie powodować chaosu w kraju oraz zwiększenia terroru komuny?

 

Cichociemny Przemysław Bystrzycki trafnie zauważył – „Trudno dziś skompletować listę skoczków szczególnie zasłużonych na polu walki. Lista godnych upamiętnienia, oprócz wielu żywych, obejmowałaby chyba prawie wszystkich poległych. Jednak bojowa działalność wielu spośród nich nie została dotąd ani opisana, ani nawet rzetelnie zbadana. Złożyło się na to kilka przyczyn: niechęć do mówienia o sobie ze strony zrzutka, czyli żołnierska skromność, bieg wydarzeń ogólnych, na ogół małe cywilne szczęście byłych cc (…) („Znak Cichociemnych” s.17-18)

 

Sławni „po znajomości”
Ruction-wrak-Halifaxa-L-9612_3-300x200 Najlepszy Cichociemny

wrak spalonego Halifaxa

Nie powinienem tego może pisać, ale „sława” niektórych bardzo znanych Cichociemnych czasem wynika bardziej ze splotu różnych okoliczności, nawet „układów” czy „znajomości” Ich krewnych niż – obiektywnie na to patrząc – z Ich rzeczywistych zasług. Nie chcę tu podawać nazwisk, aby nie wzniecać świętego oburzenia. Życie jest jednak rażąco niesprawiedliwe. Są Cichociemni, którzy mają „swoją” ulicę, albo „swoją” tablicę pamiątkową – bo krewni są lub byli znajomymi lokalnych władz albo byli z „właściwej” opcji politycznej. Nie twierdzę, że ta ulica czy tablica Im się nie należy. Ale przykro zauważyć, że obok Nich są też „zapomniani” Cichociemni – nawet tacy, którzy zapłacili własnym życiem za swoje bohaterstwo – a ulic, tablic, pomników nie mają, nawet są mało znani…

Są pewne „trendy”, w pamięci zbiorowej, zwłaszcza lansowane przez niedojrzałych reżyserów. W grudniu 2023 prezes IPN rozpoczął lansowanie gry IPN (ten instytut bije rekordy samochwalstwa) pt. „Lotnicy – wojna w przestworzach”. Za pomocą tej gry niedojrzali IPN-owcy wmawiają młodzieży, przepraszam zacytuję niedorzeczną tezę, że „na podniebnych szlakach Europy wykuwali chwałę polskiego lotnictwa” piloci lotnictwa myśliwskiego oraz (tu kłania się lewicowa poprawność polityczna) „dzielne polskie kobiety z Pomocniczej Służby Powietrznej”.

Klosowski-Stanislaw-237x300 Najlepszy Cichociemny

Stanisław Kłosowski

Cała ta gra IPN-u jest jednym wielkim zakłamaniem prawdziwej historii. Czy na „chwałę polskiego lotnictwa” nie pracowali inni lotnicy niż tylko piloci? Czyżby „mniej dzielni” byli – zawsze pomijani – lotnicy lotnictwa bombowego? A mężczyźni z personelu obsługi naziemnej nie są godni pochwały? Czyżby „w wojnie w przestworzach” nie brali czynnego, znaczącego udziału lotnicy lotnictwa specjalnego, np. latający ze zrzutami do Polski?

IPN wybrał sobie dwanaście nazwisk, wokół których zbudował swoją fałszywą historycznie grę. Wśród nich nie ma nazwiska – co należy uznać za skandal – pilota Stanisława Kłosowskiego – choć spośród 17 tys. polskich lotników PSP w Wielkiej Brytanii był jedynym podoficerem oraz jednym z dziesięciu lotników odznaczonych Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. Był jednym z nielicznych dwukrotnie odznaczony brytyjskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (Distinguished Flying Cross). Ale dla polityków z IPN nie był bohaterem i nie zasługuje nawet na wzmiankę w opisie gry…

 

Fałszerze historii

FALSZERZE-HISTORII_-266x250 Najlepszy CichociemnyNasza „pamięć historyczna” jest wypadkową rzeczywistych zasług oraz działań historyków i popularyzatorów. Jeśli te działania prowadzone są „z głową”, rzeczywiste zasługi nie są pomijane lecz utrwalane w naszej pamięci. Dlatego tak istotne jest połączenie dobrze pomyślanych narzędzi edukacyjnych z wiedzą ekspercką. IPN ma narzędzia a także – niestety – „ekspertów” od siedmiu boleści. Takich jak np. dr Krzysztof Tochman „od Cichociemnych”, który w okolicznościowej publikacji IPN – patrz „Rocznica pełna błędów” popełnia co najmniej 36 istotnych błędów, ale kolesie „po fachu” to przemilczają. „Ekspert”, który kłamliwie utożsamia Cichociemnych ze spadochroniarzami Akcji Kontynentalnej. Koledzy z IPN (by nie napisać wprost – koteria) zawsze się wspierają, nawet zadeptując prawdę historyczną. Taka jest „pamięć narodowa” w wydaniu IPN, czyli – niestety – dominująca pamięć historyczna w Polsce…

IPN jest na liście fałszerzy historii, bowiem do dzisiaj m.in. nie był w stanie pojąć, że nie było żadnego „kursu cichociemnego”, do dzisiaj nie był w stanie zauważyć Cichociemnych w obozach koncentracyjnych, łagrach i katowniach komuny – rzeczywistej skali represji niemieckich, sowieckich i „władzy ludowej” wobec Cichociemnych. IPN do dzisiaj nie dostrzegł Tadeusza Heftmana, rewelacyjnego „polish spy radia”, czy Polskich Wojskowych Warsztatów Radiotechnicznych. IPN do dzisiaj kłamie, jakoby zrzuty dla Armii Krajowej do Polski organizowało rzekomo SOE oraz jawnie, publicznie i bezkarnie bredzi, jakoby „sekcja polska [SOE] miała dużą autonomię w szkoleniu cichociemnych i przygotowywaniu zrzutów oraz dysponowała własnym systemem łączności z Krajem”.

Uświadomię pseudohistoryków z IPN – to nie „sekcja polska” miała autonomię, organizowała szkolenia, przygotowywała zrzuty oraz miała łączność z Krajem – to POLACY, a konkretnie Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza. Od początku zrzuty organizował mjr dypl. Jan Jaźwiński – postać w IPN wciąż raczej nieznana…

Ignaszak-Stefan-KOL_023_0076-184x250 Najlepszy Cichociemny

ppłk. cc Stefan Ignaszak

Czyż obiektywnie ważąc zasługi Cichociemnych nie odnosimy wrażenia, że niektórych jakby pominięto? Dlaczego na uwagę IPN (także naszą) nie zasłużył sobie ppłk Stefan Ignaszak, pogromca rakiet V-2? Dlaczego historycy nie zauważają ppor Stefana Jasieńskiego, zamordowanego w Auschwitz, który rozpoznawał możliwość uratowania więźniów tego obozu przez AK? Dlaczego IPN do dzisiaj nie chce nawet uznać za uczestnika Powstania Warszawskiego Cichociemnego ppor. Edwina Schellera – Czarnego, odznaczonego przez Naczelnego Wodza Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Czyżby w mniemaniu IPN Naczelny Wódz dał Mu fałszywy order? Pytania można stawiać, ilustrują one jak bardzo nasza pamięć historyczna jest manipulowana, przekłamywana.

 

Niezbędna historyczna rzetelność!
Zawacka-Elzbieta-KOL_023_0326-179x250 Najlepszy Cichociemny

gen. Elżbieta Zawacka

Pewnie wywołam kontrowersje, ale muszę to napisać – budzi we mnie co najmniej niesmak proceder budowania sławy na fałszywych lub zmanipulowanych „fundamentach”. Oto Cichociemna Elżbieta Zawacka – zasłużona kurierka KG AK, uznawana (podobnie jak kurier Jan Nowak – Jeziorański) za Cichociemnego (Cichociemną), żołnierza Armii Krajowej w służbie specjalnej. Fakt uznawania jej za Cichociemną nie budzi moich zastrzeżeń – to decyzja Cichociemnych, którzy zechcieli przyjąć Ją do swego grona. Zauważyć jednak należy, że była to sympatia nieodwzajemniona. Na początku Elżbieta Zawacka rzetelnie wyjaśniała – „cichociemną nie byłam, wykonałam tylko skok”, nawet podkreślała, że „była kurierem, a kurier w jej mniemaniu (…) był (…) kimś lepszym niż cichociemny.”

Gdy w przestrzeni publicznej upadła nierozsądna teza o „wyższości kuriera nad Cichociemnym” Elżbieta Zawacka otwarcie przyznawała się już do bycia „Cichociemną”, nawet jedyną. Obecnie fundacja Jej imienia wyraża zachwyt, że Clare Mulley w tytule i treści przygotowywanej książki nazywa Zawacką „agentem”. Pisałem o tym w artykule pt. Elżbieta Zawacka – Cichociemna czy agent?

 

agent-zo-okladka-162x250 Najlepszy CichociemnyW mojej ocenie działania autorki – pani Mulley oraz wspierającej ją Fundacji Generał Zawackiej ubliżają pamięci 315 Cichociemnych oraz fałszują historię. Cichociemni, w tym Zawacka, nie byli niczyimi agentami – byli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej.

 

W krajach zachodnich pojawia się często – wynikająca z głupoty – narracja, jakoby Cichociemni byli „agentami SOE” („polish SOE”). Nota bene, twierdzenie, iż Elżbieta Zawacka służąc w Armii Krajowej była rzekomo „agentką” obcego (niepolskiego) wywiadu czy obcych służb specjalnych (brytyjskiego SOE?) ubliża pamięci o Niej. Ale fundacja jej imienia jest zachwycona tym odrażającym kłamstwem – zapewne uważając, że nieważne jak mówią, byle po nazwisku. Gdyby na topie byli niepełnosprawni, być może okazałoby się, że Elżbieta Zawacka nie miała palca u nogi… Tworzenie kłamliwych mitów nie może jednak być zadaniem kogokolwiek, kto chce upamiętnić Cichociemnych.

 

Naszym podstawowym obowiązkiem jest przede wszystkim rzetelność w historycznej narracji.

Odpowiadając na pytanie tytułowe – który Cichociemny jest najlepszy? Odpowiem krótko – wszyscy! Cichociemni byli elitą, byli najlepszymi żołnierzami Armii Krajowej. Porównywanie ich wzajemnych dokonań – w celu znalezienia „superbohatera” – nie ma większego sensu. Nie sposób przeprowadzić takiej sprawiedliwej oceny, nie tylko dlatego, że musielibyśmy porównywać nieporównywalne. Także i dlatego, że obiektywnie wciąż niewiele wiemy o dokonaniach i zasługach wszystkich 316 Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej…

Ryszard M. Zając
7 stycznia 2024

 

 

 

Zapomniani polscy wynalazcy…

 


41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Zapomniani polscy wynalazcy...Spis treści:


 

zarowka-innowacje-159x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Wynalazcy (alfabetycznie): Maksymilian CiężkiWacław Czerwiński | Leonard Danilewicz | Ludomir Danilewicz | Rudolf Gundlach | Ignacy Harski | Tadeusz Heftman | Juliusz Hupert | Zygmunt Jelonek | Józef Kosacki | Mirosław Kryszczukajtis | Stefan Lalewicz | Gwido Langer | Tadeusz Lisicki | Henryk Magnuski | Paweł Jan Nowacki | Zygmunt Oranowski | Jerzy Podsędkowski, 2 | Marian Rejewski, 2 | Witold Romer | Jerzy Różycki | Jerzy RudlickiZbigniew Siedlecki | Stanisław Sochaczewski | Wacław Struszyński | Władysław Świątecki | Wacław Zajączkowski | zespół Biura Szyfrów, 2 | Henryk Zygalski |

 

Od II wojny światowej upłynęło już sporo czasu. Czas zaciera pamięć. Warto więc przypomnieć już prawie zapomnianych polskich wynalazców, których wkład w pokonanie hitlerowskich Niemiec był co najmniej tak samo istotny, jak rozpracowanie przez polski wywiad niemieckiej „Enigmy” oraz „broni odwetowej”  V-1 i V-2. IPN o nich zapomniał. To niedopuszczalne, że my też o Nich zapominamy…

 

ABW-455E_00004-266x350 Zapomniani polscy wynalazcy...

Radiostacja AP-4 źródło: ABW

9 listopada to Europejski Dzień Wynalazcy – to dobra okazja, aby przypomnieć o kompletnie zapomnianych polskich wynalazcach. Tego nie dowiecie się z podręczników historii, nie uczą o tym w szkołach. Co jeszcze gorsze – praktycznie zapomnieli o Nich także historycy IPN oraz rozmaici badacze II wojny światowej 🙁

Uwaga – to nie jest post dla tych, którzy wciąż opowiadają kłamstwa, jakoby Anglicy „organizowali zrzuty dla Armii Krajowej” oraz rzekomo „szkolili Cichociemnych według standardów SOE”…

 

Przemilczani, zapomniani…

peryskop-2-300x186 Zapomniani polscy wynalazcy...Wynalazek to nowatorskie, innowacyjne rozwiązanie jakiegoś problemu technicznego. Intelektualny wkład Polaków – inżynierów, techników, konstruktorów oraz wynalazców – w zwycięstwo aliantów nad Niemcami jest bardzo słabo znany. Złożyło się na to kilka przyczyn, głównie to, że ich działalność podczas wojny była ściśle tajna. Po wojnie, choć większość polskich wynalazków już przestała być tajna – nie miał kto o nich napisać. Nie mieli w tym żadnego interesu Brytyjczycy, chętnie przypisujący sobie cudze zasługi (wystarczy przypomnieć „Enigmę”). Milczała też o tym prl-owska propaganda, bo temat był oczywiście „politycznie niesłuszny”. Brytyjskie archiwa nie były od razu dostępne dla wszystkich, sporą część archiwaliów utajniono, z czasem też znikały różne archiwalne dokumenty, w tym zwłaszcza takie, które świadczyły o niezbyt chwalebnych postępkach brytyjskich władz w przeszłości.

 

logo_CBW-250x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Po transformacji ustrojowej 1989 tzw. „pierwszy niekomunistyczny rząd” Tadeusza Mazowieckiego niespecjalnie starannie dbał o polskie interesy. Nikt też nie zainteresował się tak odległym zagadnieniem jak polski wkład w zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami. Pionierską, pierwszą solidną kwerendę w tym zakresie przeprowadzili dopiero w latach 2014-2015 pracownicy Centralnej Biblioteki Wojskowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. w Warszawie. Należą się Im słowa najwyższego uznania i wdzięczność za wykonaną pracę. Wertowali dokumenty głównie w brytyjskim The National Archives, także w Instytucie  Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Plon poszukiwań zaprezentowano podczas konferencji naukowej pt. Polska myśl techniczna w II wojnie światowej. W 70 rocznicę zakończenia działań wojennych w Europie. Podsumowaniem pionierskiej pracy była interesująca publikacja, a także m.in. oficjalna konstatacja:

Z korespondencji, analiz prawnych, opinii brytyjskich urzędników przebija smutna konstatacja, że podczas wojny władze londyńskie [Wielkiej Brytanii – RMZ] chętnie sięgały po wkład polskich i innych nie – brytyjskich naukowców, ale po jej zakończeniu nie poczuwały się do stosownego wynagrodzenia ich pracy.

 

giganci-nauki-300x112 Zapomniani polscy wynalazcy...W 2021 Instytut Historii Nauki PAN oraz IPN – dzięki pracy prof. Bolesława Orłowskiego – od lat upowszechniającego wiedzę nt. wkładu polskich naukowców oraz techników w rozwój światowej nauki i techniki, zrealizowali projekt pt. „Giganci nauki” m.in. pod patronatem Prezydenta R.P. Pana Andrzeja Dudy.

Prezes IPN dr Jarosław Szarek podkreślał wtedy na konferencji prasowej„Ostatnie dwa i pół wieku naszych dziejów to nieustanne zmagania o wolne i niepodległe państwo. Ich uczestnicy zawładnęli społeczną świadomością. Ten obraz wymaga uzupełnienia o polski udział w rozwoju techniki i badań naukowych. Nasi rodacy stworzyli fundamenty wielu dziedzin współczesnych technologii. (…) Nie trafili do narodowego panteonu. IPN chce to zmienić. To oręż do promowania nowego wizerunku Polski na świecie…”   

(…) to Polacy stworzyli fundamenty współczesnej elektroniki, podstawowy składnik nawozów sztucznych, najsłynniejszy radiotelefon świata – walkie-talkie, wykrywacz min używany przez wszystkie armie świata, bombę wodorową, pierwszy pojazd księżycowy, czy podstawy hologramu – to dzieła Jana Czochralskiego, Ignacego Mościckiego, Henryka Magnuskiego, Józefa Kosackiego, Mieczysława Bekkera czy Mieczysława Wolfke.

W ramach projektu wydano także – niestety dosyć chaotyczne – dodatki do czasopisma „Sieci” (patrz poniżej, pod artykułem). Niestety, jak łatwo sprawdzić, w efekcie tego projektu do narodowego panteonu nie trafili choćby najbardziej znaczący polscy wynalazcy, którzy wnieśli istotny wkład w zwycięstwo aliantów nad hitlerowskimi Niemcami… Niemało wynalazców pominięto, np. spośród 28 polskich wynalazców wymienionych w tym artykule IPN zauważył zaledwie trzech…  Znowu o Nich zapomniano…

 

Wojna mózgów

sprawozdanie_102447217-182x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Niedawno, niestety tylko zdalnie, przejrzałem archiwalne dokumenty Oddziału Technicznego Sztabu Naczelnego Wodza, przechowywane w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie (zespół akt sygn. IPMS A.XII.69/1-6). Bardzo dziękuję za ogromną pomoc w tej kwerendzie Marcinowi Kunickiemu z facebookowej grupy Polskie Miejsca w Wielkiej Brytanii. Moja kwerenda z konieczności miała dosyć pobieżny charakter, jednak dzięki temu że mam również informacje z innych źródeł, pozwoliła ustalić najbardziej elementarne fakty.

Przede wszystkim podkreślę, iż polskie władze miały świadomość znaczenia wiedzy technicznej dla nowoczesnej armii.  28 lipca 1942 Naczelny Wódz wydał rozkaz L. 60/Z.S.S./42, w wyniku którego przeprowadzono w wojsku przegląd „personelu technicznego”, czyli żołnierzy z wykształceniem technicznym wyższym i średnim. Powołano też „Komisję dla sprawdzenia wykorzystania sił technicznych w wojsku”. M.in. częściowo dzięki sprawozdaniu tej Komisji mogę odświeżyć naszą pamięć o polskich wynalazcach oraz o ich wynalazkach.

 

Wojenne losy Polaków spowodowały, że w 1942 przebywało w Wielkiej Brytanii ok. 1,8 tys. polskich inżynierów i techników, w 1944 aż ok. 5,6 tys. polskich naukowców i inżynierów, w tym 4049 w Polskich Siłach Zbrojnych. Polskie władze zdecydowały o wsparciu aliantów (głównie Brytyjczyków) naszą innowacyjną myślą wynalazczą. Niestety, nie pomyślano ani o zabezpieczeniu polskich praw patentowych ani o godnym uhonorowaniu wynalazców i respektowaniu ich indywidualnych praw.

W listopadzie 1940 roku powstał Wojskowy Instytut Techniczny (WIT), powołany rozkazem Naczelnego Wodza z dnia 27 października 1940. Zlokalizowano go w obiekcie hotelu Vandon House przy Vandon Street 1 w Londynie (SW1H 0AH), w maju 1944 WIT przeniesiono na Stanhope Gardens 60/61. Instytut był placówką Oddziału Technicznego Sztabu Naczelnego Wodza, kierował nim płk Stefan Witkowski. WIT prowadził tajne prace naukowo – badawcze, także kierował  polskich inżynierów i techników do pracy w brytyjskich placówkach  Ministerstwa Zaopatrzenia (Ministry of Supply), Ministerstwa Produkcji Lotniczej (Ministry of Aircraft Production) oraz Admiralicji (Admiralty Signals adn Radar Estabilishment, wcześniej jako Signals Research and Development Establishment).

Armata-Bofors-284x250 Zapomniani polscy wynalazcy...

Armata plot Bofors

Polscy specjaliści pracowali m.in. w Arsenale w Woolwich, brytyjskim odpowiedniku niemieckiego Kruppa (materiały artyleryjskie, wybuchowe, amunicja), Broxbourne (broń ręczna i maszynowa), Fort Halstead, Cheshunt (uzbrojenie), Mill Hill, Portsmouth, Liverpool (łączność i elektrotechnika), Sheffield (płyty pancerne), Londyn (gazy i sprzęt przeciwgazowy), Eltham (balistyka). Specjaliści lotnictwa głównie w Royal Aircraft Establishment w Farnborough Aircraft and Armaments Experimental Establishment oraz w Airborne Forces Experimental Establishment, a także w Westland Aeroplane Co. Ponadto 121 oficerów i 11 podoficerów, inżynierów lub techników pracowało w ośrodkach konstrukcyjnych i doświadczalnych broni i amunicji oraz laboratoriach metaloznawczych, chemii wojennej, radiotechnicznych, konstrukcji specjalnych i in.

Pierwszym znaczącym efektem pracy Polaków w Wielkiej Brytanii było zapewne odtworzenie ponad 3 tysięcy rysunków technicznych udoskonalonej przez nas szwedzkiej armaty przeciwlotniczej 40 mm „Bofors”. Dzięki temu już w 1941 Brytyjczycy uruchomili jej produkcję, była najskuteczniejszą armatą przeciwlotniczą II wojny światowej. Drugim był prawdopodobnie prototyp działka przeciwlotniczego Polsten o kalibrze 20 mm. Wyprodukowane w Enfield działko było znacznie prostsze, lżejsze o około 14 kg oraz prawie sześciokrotnie tańsze niż używane przez Brytyjczyków działko Oerlikon. Wiadomo także, że Polacy dostosowali do potrzeb komandosów pistolety maszynowe Sten, Thompson, automatyczne Luga i Colt. Od razu także Brytyjczycy przeszli na lepszą – polską metodę produkcji płyt pancernych.

polsten-203x250 Zapomniani polscy wynalazcy...

Polsten

Podporządkowany WIT zespół polskich inżynierów pracował od 1940 w Polskiej Grupie Technicznej kierowanej przez kpt. inż. pil. Krzysztofa Dobrowolskiego. Niestety, nie zachowała się dokumentacja ich konstrukcji, wiadomo tylko, że pracowali nad zaporami balonowymi, reflektorami przeciwlotniczymi, sondą akustyczną (Direction and Distance Finding at Night between Planes), a nawet nad projektem jednomiejscowego samolotu myśliwskiego.

Niezależnie od tych ośrodków, od 1942 w Londynie funkcjonowała także polska Rada Akademicka Szkół Technicznych umożliwiająca pracę dydaktyczną i badawczą polskim uczonym, konstruktorom, technologom w zakresie techniki wojskowej.  Ośrodkami życia naukowego były Londyn. Edynburg, Liverpool; od 1941 przy Uniwersytecie w Edynburgu działał Polski Wydział Lekarski, od marca 1943 Studium Prawno – Administracyjne na uniwersytecie St. Andrews w Szkocji, potem od kwietnia 1944 Polski Wydział Prawa w Oxfordzie, od 1942 przy uniwersytecie w Liverpoolu – Polska Szkoła Architektury. Polski wkład intelektualny w dorobek naukowy Wielkiej Brytanii był naprawdę imponujący.

 

Polski „Q”
STA-IX-Frythe-1-300x195 Zapomniani polscy wynalazcy...

STA IX, Frythe

Jak wiadomo z filmów o Jamesie Bondzie, wszystkie „szpiegowskie gadżety” wymyślał dla niego tajemniczy „Q”. Niezależnie od tajnych prac nad „typowymi” konstrukcjami dla wojska, trwały także wytężone prace nad innowacyjnymi konstrukcjami specjalnymi, zwłaszcza do działań sabotażowo – dywersyjnych. Podczas wojny brytyjska Special Operations Executive miała swoich „Q” głównie w ściśle tajnym ośrodku – Station IX, zlokalizowanym w rezydencji Frythe, w rejonie Welwyn (Hertfordshire).

Excelsior-Welbike-1942-1-250x162 Zapomniani polscy wynalazcy...

Motocykl wojskowy dla skoczków – Excelsior Welbike, 1942

O supertajnej działalności tego ośrodka SOE wciąż niewiele wiadomo, poza tym że tam powstały niezwykłe konstrukcje: m.in. pistolet Welrod oraz przeznaczony dla spadochroniarzy motocykl Welbike (prekursor późniejszej motorynki).

Jedyny egzemplarz tego motocykla został zrzucony do Polski 23 kwietnia 1944 na placówkę odbiorczą „Hipopotam” położoną 25 km na południowy zachód od dworca kolejowego Zamość, w pobliżu Zwierzyńca, kilkaset metrów od zabudowań gospodarczych leśniczówki Florianka. Celem 6 brytyjskich Halifaxów i 1 polskiego Liberatora było wsparcie materiałowe 9 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej (OP 9), operującego na wzgórzach Roztocza i w lasach Puszczy Solskiej. Czy tam trafił Welbike i jak był wykorzystywany – nie udało mi się dotąd ustalić. Ale z całą pewnością wiadomo, że pomysł tego wynalazku narodził się w polskiej głowie.

Polskich „Q”, czyli wynalazców niezwykłych konstrukcji i rozwiązań technicznych – także do zastosowań specjalnych – było znacznie więcej, część z Nich związana jest z historią Cichociemnych. Oto niepełna ich lista:

 

„Polskie radio szpiegowskie” – Tadeusz Heftman

ap5_controls-900-224x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Urodzony w Sosnowcu inżynier radiotechnik Tadeusz S. Heftman (1906-1995) był podczas wojny kierownikiem oraz głównym konstruktorem Polskich Wojskowych Warsztatów Radiowych (właśc. Polskich Wojskowych Warsztatów Radiotechnicznych) w Stanmore pod Londynem. Warsztaty produkowały radiosprzęt komunikacyjny do celów specjalnych, głownie tzw. „pipsztoki”, czyli polish spy radio – najlepsze wówczas radiostacje konspiracyjne do dalekosiężnej łączności, a także konspiracyjne anteny, tłumiące falę przyziemną wg. metody opatentowanej przez Stefana Manczarskiego (1899-1979).

Większość polskich „pipsztoków” miała brytyjskie oznaczenia MR-2, MR-3 angielskiej firmy Monitor Radio, Stechford, Birningham, była rozdzielana przez SOE, które współzarządzało PWWR. Przed wojną inż Tadeusz Heftman był konstruktorem Wytwórni Radiotechnicznej AVA, produkującej specjalny sprzęt radiołączności dla Oddziału II (wywiad) Sztabu Głównego WP. Wraz z zespołem firmy AVA współdziałał także w złamaniu niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Więcej informacji – na stronie Tadeusz Heftman.

 

Ołówek czasu – Mirosław Kryszczukajtis 

olowek-czasu-235x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Cichociemny kpt. Mirosław Kryszczukajtis (1912-1944) w latach 1942 – 1943 był instruktorem sapersko – minerskim na szkoleniach dla kandydatów na Cichociemnych w w Audley End (STS 43), oficerem Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza.

Był także autorem kilku wynalazków, udoskonalił m.in. tzw. ołówek czasu (time pencil), niemiecki detonator, który można było ustawić na czas od 10 minut do miesiąca i działał precyzyjnie nawet w skrajnych temperaturach. Po jego usprawnieniu ołówek był produkowany przez tajny ośrodek badawczy SOE, zwany „Sekcją X”; stał się kluczowym elementem narzędzi sabotażowych SOE.  Podczas wojny wyprodukowano ok. 12 milionów „ołówków czasu”.

 

Szybka telegrafia – Stefan Lalewicz

Baza-mewa-172x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Stefan Lalewicz skonstruował aparat do szybkiej transmisji telegrafii, nadający znaki telegraficzne z użyciem papierowej taśmy oraz fotoelementów. Urządzeniu nadano kryptonim „Telma„. Pracował na nim m.in. Cichociemny Bronisław Czepczak-Górecki ps. Zwijak (1922-2001). Wspominał – „Prace polskich specjalistów nad konstrukcją i ulepszaniem urządzeń do szybkiej radiotelegrafii miały na celu zredukowanie wykrywalności w eterze przez skrócenie do minimum czasu nadawania (…). Szybka radiotelegrafia „Telma” miała być szansą względnie bezpiecznego nadawania z Kraju. W końcu lutego 1944 roku Iwanicki [dowódca plutonu łączności kpt. inż Andrzej Iwanicki – RMZ] poprosił mnie i Staszka Pietrusiewicza na rozmowę. Niezależnie od  wykonywanych prac mieliśmy rozpocząć próby z „Telmą”. (Bronisław Czepczak-Górecki, Na szachownicy losu. Wspomnienia skoczka, s. 153, NCK Warszawa, 2017, ISBN 978-83-7982-281-2)

Cichociemny  Bronisław Czepczak-Górecki wspomina, iż z prototypowego urządzenia nadawał ze strychu budynku gospodarczego przy kasynie, nieopodal bazy łączności „Mewa” Casa Bianca oraz Villa Rosa), zlokalizowanej w pobliżu Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano – pomiędzy Latiano i Mesagne (Włochy).  „Taśma papierowa, zadrukowana czarnym tuszem, nawinięta na wałek, przemieszczała się pod skupionym soczewką strumieniem światła. Światło odbite od taśmy, zebrane soczewką na fotokatodzie, było źródłem sygnału sterującego obwodem wyjściowym nadajnika. Taśmę szerokości 10 milimetrów, zadrukowaną znakami Morse’a nawijało się za pomocą zwijaka (stąd mój pseudonim) na bęben przystawki, na śrubie, po której przemieszczał się podczas nadawania. (…) Początek wałka oklejała tzw. „zebra” (mój drugi pseudonim dla Bazy) – pasek zadrukowany tylko „kropkami” – nadawana na żądanie celem dostrojenia urządzenia odbiorczego.” (Bronisław Czepczak-Górecki, Na szachownicy losu, s. 154-155)

„Telmę” produkowano w Wielkiej Brytanii i zrzucano do Polski w latach 1943 – 1944. Urządzenie umożliwiało niezwykle szybkie nadanie radiowej depeszy, zmniejszając do minimum ryzyko namiaru goniometrycznego. Po wojnie udoskonalono taki system nadawania w tzw. radiostacjach numerycznych nadających w taki sposób (do dzisiaj) komunikaty dla agentów wywiadu (także polskich).

 

Zasobniki zrzutowe – konstrukcja przedwojenna
B-24-Liberator-zaladunek-zasobnikow-250x164 Zapomniani polscy wynalazcy...

Załadunek zasobników do Liberatora

W fundamentalnej pracy prof dr hab. Jacka Tebinki oraz dr hab. Anny Zapalec pt. Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu. Historia Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE) (tu recenzja tej książki) znalazłem m.in. interesującą informację: „Niektóre wynalazki polskie, jak zasobnik spadochronowy czy konstrukcje radiowe, zostały opatentowane przez polskie władze na uchodźstwie bądź wspólnie z Brytyjczykami” (s.514).

Informacja o opatentowaniu polskich zasobników zrzutowych nie była dla mnie zaskoczeniem. Dla bezmyślnych anglofilów zapewne będzie. Otóż przed wojną Polska była jednym z nielicznych państw na świecie, które przygotowywało się do organizacji wojsk powietrznodesantowych. Byliśmy w spadochroniarstwie jednymi z pierwszych – zanim pomyśleli o tym Brytyjczycy czy Amerykanie. Jeszcze przed wojną opracowaliśmy zasobniki zrzutowe do zrzucania dywersyjnego ekwipunku na spadochronach. Pisałem o tym w artykule Prekursorzy Cichociemnych. Wciąż idę tropem zasobników, jak na razie udało mi się ustalić, że produkowane były – według polskiego wzoru, z angielskimi „poprawkami” – w ośrodku zwanym Central Landing Establishment, będącym „jednostką techniczną” przy Central Landing School, czyli STS 51 Ringway w pobliżu Manchesteru. Produkowano tam kilka rodzajów zasobników oznaczonych jako np. Mark III CLE.

 

Trenażer strzelecki  – Wacław Zajączkowski

W połowie 1942 por. techn. Wacław Zajączkowski, oficer Uzbrojenia Stacji Lindholme wymyślił, zaprojektował i wykonał prototyp urządzenia „Ruchomy cel”, do szkolenia strzelających z odległości powyżej 200 jardów (ok. 190 m), z broni małokalibrowej do celu będącego w ruchu (samolot, czołg, żołnierz itp.). W ocenie dowódcy 305 Dywizjonu Bombowego, mjr pil. Kazimierza Śnieguli, urządzenie było niezwykle przydatne w szkoleniu strzeleckim, z każdej broni o kalibrze 0,22˝ – 0,5˝.

Wynalazek zainteresował władze angielskie, w firmie Rose Brothers Gainsborough zamówiono 12 kompletów trenażera dla wszystkich stacji Grupy Bombowej nr 184. Por. Zajączkowski wystąpił do Brytyjskiego Urzędu Patentowego aby uzyskać Provisional Patent Application, na żądanie brytyjskiego Ministerstwa Lotnictwa opracował zasady użytkowania urządzenia oraz interpretacji wyników strzelania z samolotowej wieżyczki strzelniczej z kbk kal. 0.22. 

 

Welbike – Zygmunt Oranowski

welbike-zrzut-300x231 Zapomniani polscy wynalazcy...Pewnie każdy z nas widział na fotografiach oryginalny Excelsior Welbike (prekursor popularnej później motorynki), znany także pod nazwą parascooter. Według oficjalnej narracji, m.in. dostępnej w anglojęzycznej wikipedii, prototyp skonstruował „entuzjasta motocykli” Harry Lester, a wymyślił go Lt. Colonel John Dolphin. Wytropiłem, że jednak nie musi to być całkowicie zgodne z prawdą. Otóż Cichociemny Alfred Paczkowski ps. Wania w swojej książce „Ankieta cichociemnego” przedstawia interesującą relację, dotyczącą wizyty m.in. bryg. Colina Gubbinsa, dyrektora SOE ds. operacyjnych i szkoleniowych na „święcie spadochronowym”, czyli ćwiczeniach bojowych spadochroniarzy 4 BKS w rejonie Kingscraig nieopodal Elie (Wielka Brytania, Szkocja), z udziałem Naczelnego Wodza gen. Władyslawa Sikorskiego oraz zaproszonych gości, 23 września 1941. 

Cichociemny Paczkowski wspominał – „Płk Sosabowski, jako mistrz ceremonii i gospodarz pokazu, przydzielił mnie na czas ćwiczeń do brygadiera Collina Gubbinsa, doradcy ministra Daltona, szefa SOE. (…) Gdy wsiadałem z brygadierem Gubbinsem do samochodu, Oranowski [kpt. Zygmunt Oranowski, oficer Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza – RMZ] podbiegł do mnie z żądaniem, żebym wycyganił sto pięćdziesiąt funtów na warsztat doświadczalny. Zygmunt miał pomysł. Chciał wykonać motocykl składający się z dwóch części, przeznaczony do zrzutów. Pieniędzy nie mógł dostać od naszych władz. W drodze na żołnierski obiad, który czekał na nas w Leven w dowództwie Brygady, zacząłem rozmowę z brygadierem od tego, że nowoczesny spadochroniarz musi mieć motocykl Po dalszej mojej argumentacji wydawało mi się, że mówię do obrazu, ale na zakończenie brygadier zapytał: ile. Gdy usłyszał sumę, kiwnął głową i wkrótce załatwił czek na żądaną sumę.”  (Alfred Paczkowski, Ankieta Cichociemnego, s. 106, IW PAX, Warszawa 1987, ISBN 83-211-0769-9) 

Nie udało mi się ustalić, jakie był dalszy rozwój wydarzeń związanych z projektem kpt. Oranowskiego, ale nie ulega wątpliwości, że pomysł Welbike narodził się w polskiej głowie. Jedyny egzemplarz tego motocykla został zrzucony do Polski 23 kwietnia 1944 na placówkę odbiorczą „Hipopotam” położoną 25 km na południowy zachód od dworca kolejowego Zamość, w pobliżu Zwierzyńca, kilkaset metrów od zabudowań gospodarczych leśniczówki Florianka. Celem 6 brytyjskich Halifaxów i 1 polskiego Liberatora było wsparcie materiałowe 9 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej (OP 9), operującego w na wzgórzach Roztocza i w lasach Puszczy Solskiej. Czy tam trafił Welbike i jak był wykorzystywany – to także wymaga ustalenia.

 

ENIGMA – zespół Biura Szyfrów: Marian Rejewski, Jerzy Różycki, Henryk Zygalski oraz Wytwórni AVA
Enigma_900px-274x350 Zapomniani polscy wynalazcy...

Jedna z wersji „Enigmy”

O sukcesie polskiego wywiadu oraz o pogromcach niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma” można przeczytać na tej stronie. Wbrew pozorom nie był to tylko sukces trójki młodych kryptologów, ale wynik pracy zespołowej, także m.in. specjalistów z Wytwórni Radiotechnicznej AVA, inżynierów: Leonarda i Ludomira Danilewiczów, Tadeusza Heftmana. Przede wszystkim zaś – efekt pionierskiego, nowatorskiego w skali światowej podejścia do dekryptażu przez polskie Biuro Szyfrów.

Wśród ogólnych zachwytów nad tym sukcesem jakoś umknął wielu fakt, iż „po drodze” do złamania „Enigmy” Polacy musieli dokonać kilku przełomowych wynalazków, czyli w sposób  nowatorski, innowacyjny rozwiązać kolejne problemy techniczne. Pierwszym niewątpliwie istotnym było… odtworzenie oryginalnej „Enigmy” na podstawie fotografii oraz pomiarów wykonanych przez Ludomira Danilewicza (1905-1971) podczas tajnego przechwycenia „Enigmy” na warszawskim lotnisku Okęcie, prawdopodobnie w styczniu 1929.

Według relacji Mariana Rejewskiego (1905-1980) – W końcu 1927, lub może na początku roku 1928, nadeszła z Rzeszy Niemieckiej do Urzędu Celnego w Warszawie przesyłka mająca, według deklaracji, zawierać sprzęt radiowy. Przedstawiciel niemieckiej firmy domagał się bardzo usilnie zwrotu tej przesyłki do Rzeszy jeszcze przed odprawą celną, jako wysłanej omyłkowo z innym sprzętem. Jego nalegania były tak natarczywe, że wzbudziły czujność urzędników celnych, którzy zawiadomili Biuro Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego, instytucję zainteresowaną wszelkimi nowościami w dziadzinie radiosprzętu. A ponieważ była to przypadkowo sobota po południu, więc wydelegowani przez Biuro pracownicy mieli czas spokojnie sprawę zbadać. Skrzynię otworzono i przekonano się, że istotnie sprzętu radiowego nie zawierała, była w niej natomiast maszyna do szyfrowania. Maszynę bardzo dokładnie zbadano, po czym skrzynię znów starannie zamknięto. (Marian Rejewski – Jak matematycy polscy rozszyfrowali Enigmę, Wiadomości Matematyczne XXIII (1980), s. 1-28)

W ciągu kilku miesięcy zespół mgr Rejewskiego odtworzył połączenia wewnętrzne Enigmy i opracował jej „model matematyczny”. Na jego podstawie został skonstruowany „sobowtór” Enigmy, zresztą znacznie lepszy i wydajniejszy niż niemiecki oryginał. Praca ta została wykonana w Warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Razem zbudowano 15 takich zrekonstruowanych maszyn „Enigma”. (Ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki – Historia i metody rozwiązania niemieckiego szyfru maszynowego „ENIGMA”, s. 5,  Instytut Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja akt Stefana Mayera, zespół nr 100, teczka nr 709/100/53)

Po „odtworzeniu” udoskonalonego „sobowtóra Enigmy” pojawiły się kolejne problemy, wymagające nowatorskich wynalazków. Było ich wiele, ale z pewnością do przełomowych należy zaliczyć: metodę rusztu, pozwalającą (do września 1938) obliczyć nastawienia wirników, ich kolejność oraz pary liter na łącznicy kablowej „Enigmy”, a także przybliżające do ostatecznego pokonania Enigmy:  metodę zegarową Jerzego Różyckiego, cyklometr oraz bombę kryptologiczną Mariana Rejewskiego, płachty Henryka Zygalskiego. Ich wykonanie nie byłoby możliwe bez specjalistów z Wytwórni Radiotechnicznej AVA.  Można o tym przeczytać na tej stronie.

 

Lacida – zespół Biura Szyfrów: Marian Rejewski, Gwido Langer, Maksymilian Ciężki, Leonard Danilewicz
LACIDA-300x249 Zapomniani polscy wynalazcy...

Polska maszyna szyfrująca LACIDA

Niejako w drodze do ostatecznego złamania „Enigmy”, zespół Biura Szyfrów skonstruował polska maszynę szyfrującą „LACIDA”. Przed wojną wyprodukowano jej 80 szt. Powstała według projektu Mariana Rejewskiego, jej nazwa była skrótem pierwszych liter nazwisk: ppłk. Gwido LAngera (1894-1948), szefa Biura Szyfrów por. Maksymiliana CIężkiego (1898-1951) oraz por. Leonarda DAnielewicza (1903-1976).

Po wybuchu wojny, depesze pogromców „Enigmy”, pracujących na nieokupowanym terenie Francji w ośrodku „Cadix” (Chateau des Fouzes  w Uzes niedaleko Nantes), były przesyłane do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie po zaszyfrowaniu ich Lacidą. Polski wynalazek został udostępniony aliantom, m.in. opracowano tzw. francuski model, uwzględniający specjalne żądania francuskie, Amerykanie wykorzystali jego rozwiązania przy konstrukcji swojej maszyny M-209-3 (Dziennik Polski, 26 marca 1974).

 

Karabin ćwiczebny – Stanisław Sochaczewski

SWIFT-training-300x175 Zapomniani polscy wynalazcy...Gen. Stanisław Sochaczewski  (1877-1953) był autorem wynalazku – ćwiczebny karabin „The Swift Training Rifle”, służący do indywidualnego szkolenia strzelców wyborowych. Wyglądał jak karabyn używanym w służbie: brytyjski Lee Enfield Rifle czy American Service Rifle; miał taką samą wagę oraz wrażliwość języka spustowego. Cel na arkuszu kartkowym był odpowiednio zmniejszony, był tak samo trudny do trafienia jak na zwyklej strzelnicy. Wyniki strzelania były od razu widoczne dla strzelca oraz dla instruktora.

SWIFT-boxed-300x110 Zapomniani polscy wynalazcy...Wynalazek gen. Stanisława Sochaczewskiego kupili Brytyjczycy. Prezes firmy The Swlft Training Rifle Carpany Limited mjr J.Milner napisał do generała: „Jestem pewny, że będzie dla Pana dużą satysfakcją wiadomość,  że karabin Pańskiego systemu został zaaprobowany i przyjęty przez rząd brytyjski, i jestem pewny, że wynalazek ten odegra dużą rolę w osiągnięciu zwycięstwa wspólnej idei”. Współcześnie nie ma nawet żadnej wzmianki o tym że był to wynalazek Polaka, Brytyjczycy przypisali sobie jego sukces, np. w wikipediiWynalazek gen. Sochaczewskiego był używany w armii brytyjskiej, czechosłowackiej, francuskiej, holenderskiej oraz norweskiej; w latach 1941 – 1945 przeszkolono ok. 1,4 mln żołnierzy. Dzięki niemu skrócono czas szkoleń strzeleckich z dziesięciu do zaledwie dwóch tygodni.

 

Peryskop czołgowy – Rudolf Gundlach

peryskop-2-1-300x186 Zapomniani polscy wynalazcy...Kpt. Rudolf Gundlach (1892-1957) od 1934 kierował Biurem Badań Technicznych Broni Pancernej; podczas swej służby wynalazł pierwszy (jedyny) na świecie czołgowy peryskop odwracalny z pełnym (360°) polem widzenia. Wynalazek opatentował w Polsce, Wielkiej Brytanii, Francji oraz USA, od 1936 produkowany był we Lwowie. Po raz pierwszy zastosowano go w polskich czołgach TKS, TK3 i 7TP. Wynalazek udostępniono brytyjskiej firmie Vickers-Armstrong, która montowała go w czołgach Crusader, Churchill, Valentine, Cromwell.

Wkrótce wdrożono go także w USA, jako peryskop M6 w amerykańskich czołgach, m.in. M3/M5 Stuart, M4 Sherman. Po dostawach czołgów w ramach lend-lease do ZSRS, został skopiowany, następnie instalowany w sowieckich czołgach T-34, T-70, IS-1, potem także w niemieckich pojazdach Wermachtu. Po wojnie jako Peryskop Obserwacyjny MK-4 na wyposażeniu pojazdów LWP, był produkowany w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych. Autor wynalazku, jako jeden z nielicznych, wywalczył w sądzie wynagrodzenie.

 

Wykrywacz min – Ignacy Harski, Tadeusz Lisicki, Józef Kosacki

wykrywacz-min-134x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Kompletnie zapomniany (napisałem od podstaw Jego biogram w Wikipedii) przedwojenny dowódca kompanii radiowywiadu, wpisany na „Sonderfahndungliste GB” (specjalny list gończy), znany jako „czarna lista Hitlera” – ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki (1910-1991),  współuczestnik działań związanym z pokonaniem „Enigmy” był także jednym z autorów pionierskiego wynalazku. Wiosną 1939 mjr inż. Ignacy Harski (1896-1956) oraz kpt. inż. Tadeusz Lisicki (1910-1991) opracowali konstrukcję elektromagnetycznego wykrywacza. Po wybuchu wojny, pod koniec 1941 w Wielkiej wynalazek ostatecznie dopracował por. inż. Józef Kosacki (1909-1990).  Wykrywacz opatentowano jako Mine Detector Polish Mark 1, był kilkakrotnie wydajniejszy. Użyty po raz pierwszy do oczyszczania pól minowych podczas bitwy pod El-Alamein w listopadzie 1942. Wprowadzony na wyposażenie brytyjskiej armii w 1944, używany aż do 1995.

 

Działko bezodrzutowe Polsten –  Jerzy Podsędkowski 

Konstruktor przedwojennego (1937) prototypu pistoletu maszynowego ViS kalibru 0,45 inż. Jerzy Podsędkowski (1900-1962) jest jednym z nielicznych polskich wynalazców dostrzeżonych przez IPN w projekcie „Giganci nauki”. Pracował w Armament Design Department w Cheshunt, polski zespół pod jego kierownictwem skonstruował maszynowe działko przeciwlotnicze Polsten kalibru 20 mm. Było ono konstrukcją prawie sześciokrotnie tańszą oraz prostszą (119 zamiast 250 części) niż używane dotąd przez Brytyjczyków działko Oerlikon. Design Department Cheshunt i Royal Navy rozważały nadanie mu nazwy: Warsaw lub Polikon (Polish Oerlikon), przyjęto nazwę  Polsten (Polish Sten). Od 1944 wyprodukowano ok. 50 tys. tych działek, były używane przez brytyjską marynarkę, w wojskach lądowych do lat pięćdziesiątych. Znacznie dłużej działko używane było w krajach trzeciego świata.

 

Pistolet maszynowy MCEM-2 – Jerzy Podsędkowski 

MCEM-2-300x108 Zapomniani polscy wynalazcy...Inż. Jerzy Podsędkowski (1900-1962) pracując w Enfield (Middlesex), skonstruował tam w 1944 innowacyjny, kompaktowy półautomatyczny pistolet maszynowy MCEM-2 (Machine Carabine Experimental Model) kal. 9 mm. Wyróżniał się bardzo dobrym wyważeniem oraz celnością, ale był nadmiernie szybkostrzelny, co ograniczono do 600-700 strzałów na minutę, zwiększając masę zamka w wersji MCEM-6. Wersja ta powstała z udziałem wybitnego instruktora Cichociemnych w zakresie strzelectwa (m.in. point shooting) oraz spadochroniarza Akcji Kontynentalnej mjr Aleksandra Ihnatowicz-Świat.

PM-43-RAK-300x151 Zapomniani polscy wynalazcy...

PM-63 RAK

Ten rewelacyjny małogabarytowy pistolet maszynowy uzyskał sześć brytyjskich patentów na rzecz Skarbu R.P. na uchodźstwie; produkowano go w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Indiach i Australii. Wynalazca w 1943 został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego (Order of the British Empire). MCEM-2 zapoczątkował nową generację powojennych pistoletów maszynowych z magazynkami chwytowymi i teleskopowymi zamkami zamkowymi, m.in. czeskie pistolety Holeczek (Sa-23/25 9 mm oraz Sa -24/26 7,62 mm), CZ 23 do CZ 26, UZI, MAC-10, Steyr MPi 69, także izraelskie Uzi. Przedwojenny przełożony inż. Posędkowskiego prof. inż Piotr Wilniewczyc skonstruował w powojennej Polsce słynny pistolet maszynowy PM-63 RAK (Ręczny Automat Komandosa), który użytkowałem jako broń osobistą podczas służby w wojsku 🙂

 

Brytyjski film szkoleniowy „Village Clearing” z widocznym MCEM-2, 1953
Imperial War Museum, DRA 1078

 

Sklejka lotnicza – Wacław Czerwiński

PWS-33-Wyzel-300x148 Zapomniani polscy wynalazcy...Inż. Wacław Czerwiński (1902-1988) pilot i jeden z prekursorów polskiego szybownictwa był także wynalazcą. Przed wojną pracował jako główny konstruktor Podlaskiej Wytwórni Samolotów pod Białą Podlaską. Po wybuchu wojny, jako jeden ze specjalistów Polskiej Grupy Technicznej pracował w kanadyjskiej filii brytyjskiej firmy De Havilland. Dzięki nowatorskiej metodzie kształtowania przestrzennego na gorąco sklejki drzewnej uzyskano wytrzymałość elementów pozwalającą na zastąpienie nimi deficytowego aluminium w elementach samolotów NA-66 Harvard II, Anson, DH-98 Mosquito. Produkowano je w założonej w 1942 w Toronto firmie Canadian Wooden Aircraft Ltd. Wynalazek był udoskonaleniem przedwojennych rozwiązań stosowanych przez braci Konopackich, właścicieli innowacyjnej fabryki sklejki lotniczej w Mostach oraz zastosowanych w prototypie polskiego dwusilnikowego samolotu treningowego PWS-33 Wyżeł.

 

Wyrzutniki bombowe – Władysław Świątecki, Jerzy Rudlicki

wyrzutnik_bomb_Swiateckiego-172x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Inż. Władysław Świątecki (1893-1977) był autorem konstrukcji wyrzutników bombowych, opatentowanej w wielu krajach, które produkował przed wojną we własnej wytwórni w Lublinie. Po wybuchu wojny wynalazca udoskonalił swoją konstrukcję i zaprezentował ją Brytyjczykom. Od 1941 wyprodukowano ok. 165 tys. wyrzutników, instalowanych w angielskich bombowcach brytyjskich. W 1943 Jerzy Rudlicki (1893-1977) opracował wyrzutnik do bombardowań powierzchniowych z dużej wysokości, instalowano go w bombowcach amerykańskich B-17 Flying Fortress. Według niektórych źródeł inż. Świątecki był także wynalazcą nowatorskiego podnośnika do bomb lotniczych.

Kpt. inż Władysław Świątecki w piśmie z sierpnia 1940 do płk. Mieczysława Konarskiego z Inspektoratu Sił Powietrznych wskazywał również niektóre inne swoje projekty: zamki do bomb ciężkich i średnich, wyrzutniki do bombardowania z lotu nurkowego bombami ciężkimi, wyrzutniki łańcuchowe do większej ilości bomb, nawet automat bombardujący z częstotliwością do 30 bomb na sekundę.

 

Kamera lotnicza – Witold Romer

Inż. chemik Witold Romer (1900-1967), pasjonat fotografii, przed wojną był członkiem Kapituły Seniorów Fotoklubu Polskiego, prowadził także Zakład Fotografii na Politechnice Lwowskiej. Po wybuchu wojny, od 1941 w Wielkiej Brytanii, pracował w laboratorium badawczym Kodaka oraz od 1943 kierował Research Section w Photographic Departament of Royal Aircraft Establishment w Farnborough. Efektem jego pracy wynalazczej jest m.in. innowacyjna kamera do nocnych zdjęć lotniczych, kompensująca ruch samolotu. Została wykorzystana podczas przygotowań do inwazji w Normandii.

Polacy byli autorami wielu supertajnych wynalazków „lotniczych”. Niestety, nie udało mi się dotrzeć do wszystkich informacji. Być może  por. Tadeusz Lesser oraz ppor. Roman Lubański byli autorami wynalazku o nazwie: Fog Investigation and Dispersal Operation (FIDO) – do rozpraszania mgły, wykorzystywanym ponoć na brytyjskich lotniskach. Wybitni polscy specjaliści są prawdopodobnie autorami tajnych, specjalnych rozwiązań, które wykorzystano głównie w brytyjskim lotnictwie. Stefan Neumark (1897-1967) pracował nad rozwiązaniem istotnych problemów z aerodynamiki i mechaniki lotu, Wiktor Narkiewicz (1905-1985) oraz Karol Wójcicki (1905-) doskonalił silniki odrzutowe,  Nikodem Dudziński (1907-1991) pracował nad żaroodpornością stopów aluminium, Zbigniew Oleński (1907-1970) oraz Tadeusz L. Ciastuła (1909-1979) skonstruowali bezpieczniejszą kabinę myśliwca Spitfire, Tadeusz Czaykowski wraz z Władysławem Fiszdonem (1912-2004) skutecznie usunęli niebezpieczne (powodujące drgania) konstrukcyjne wady myśliwców Typhoon i Tempest zwalczających niemieckie V-1.

 

Nadajniki okrętowe, mikronadajniki –  Juliusz Hupert 

Inż. Juliusz Hupert (1910-1955) jeszcze przed wojną opatentował nadajnik radiotelegraficzny z generatorem, od 1940 pracował w brytyjskiej Admiralty Signal and Radar Establishment nad morskimi systemami łączności. Po 14 listopada 1941,gdy niemiecki okręt podwodny U-81 zatopił brytyjski lotniskowiec HMS Ark Royal, praca jego zespołu badawczego otrzymała status „najwyższego pierwszeństwa”. Jedną z przyczyn zatopienia lotniskowca był bowiem brak łączności z brytyjskimi myśliwcami. To zaś spowodowane było niestabilną pracą okrętowego nadajnika. Wynaleziony przezeń stabilizator częstotliwości nadajników okrętowych zainstalowano na pancerniku HMS Anson, później także na innych brytyjskich okrętach wojennych.Wynalazca był także autorem pionierskich mikronadajników umożliwiających precyzyjną lokalizację wyposażonych w nie osób lub sprzętu. Po wojnie został wykładowcą na kilku amerykańskich uczelniach oraz uzyskał kilka patentów, m.in. radiowego systemu zdalnego sterowania.

 

Namiernik radiowy (radar U-Bootów) – Wacław Struszyński
High_frequency_finder_-231x250 Zapomniani polscy wynalazcy...

Namiernik Struszyńskiego, HMS Belfast

W brytyjskim Admiralty Signal and Radar Establishment od sierpnia 1940 pracował także przedwojenny polski konstruktor, inżynier elektronik Wacław Struszyński (1904-1980). Efektem jego wynalazczej pracy była goniometryczna antena do radionamiernika HF/DF (Huff-Duff). Była swoistym „radarem U-Bootów”, umożliwiając zlokalizowanie niemieckich okrętów podwodnych, korzystających (po koniecznym wynurzeniu) z łączności radiowej wysokich częstotliwości. Antena uzyskała brytyjskie patenty nr 601096 i nr 603328, wyprodukowano ich ok. 3 tys., instalując na okrętach eskortujących konwoje. Urządzenie istotnie pomogło aliantom wygrać bitwę o Atlantyk.

Brytyjczycy podczas wojny cenili ten niezwykły polski wynalazek. Głównodowodzący brytyjskiej floty, admirał John L. Towey podkreślał – „Nie będzie przesadą stwierdzenie, że radiolokacja (R.D.F.) zrewolucjonizowała praktycznie całe podejście do wojny morskiej (…) powyżej przytoczone zdania zawierają najwyższe uznanie dla tych, którzy się przyczynili do zaprojektowania i zainstalowania morskich urządzeń radiolokacyjnych”. Po wojnie Anglicy zapomnieli o wynalazcy i jego konstrukcjach, ukrywając nawet jego dane w publikacjach…

 

Walkie-talkie – Henryk Magnuski

scr-300-us-army-256x250 Zapomniani polscy wynalazcy...Inżynier Henryk Magnuski (1909-1978) po ukończeniu Politechniki Warszawskiej, jak wielu późniejszych polskich wynalazców przed wojną pracował w Państwowych Zakładach Tele i Radiotechnicznych. 20 maja 1935 zgłosił do opatentowania swój wynalazek – „Urządzenie do szybkiego nawiązywania łączności radjotelegraficznej lub radjotelefonicznej”. 19 marca 1936 w Urzędzie Patentowym R.P. uzyskał patent nr 22972. Jak czytamy w opisie patentowym – „Przedmiotem wynalazku niniejszego jest urządzenie, które w chwili nadania sygnału zer stacji nadawczej zawiadamia obsługującego odbiornik za pomocą dzwonka lub innego sygnału, że stacja nadawcza jest czynna i należy odbierać korespondencję. Urządzenie powyższe ma zastosowanie przedewszystkiem tam, gdzie fala nadajnika lub odbiornika nie jest dokładnie określona (np. wskutek małej dokładności cechowania obwodów nadajnika lub odbiornika), tak że nie ma się pewności, że odbiornik jest dokładnie nastrojony na falę nadajnika”.

Wybuch wojny zastał go na szkoleniu w Nowym Jorku, uniemożliwiając powrót do Polski. W 1940 podjął pracę w amerykańskiej firmie Galvin Manufacturing Corporation (od 1947 pod nazwą Motorola). Skonstruował jedną z pierwszych opartych na modulacji częstotliwości radiostacji wojskowych SCR 536, następnie SCR-300FM, typu walkie-talkie. Wyprodukowano ok. 100 tys. takich radiostacji, używanych od 1943 na niższych szczeblach dowodzenia przez jednostki US Army, operujące w Europie oraz na Pacyfiku.

Wynalazca jest też autorem m.in. radiolatarni radarowej AN/CPN-6 dla US Navy, ułatwiającej samolotom powrót na lotniskowce przy ograniczonej widoczności. Po wojnie pozostał w USA, pracował m.in. nad mikrofalowymi stacjami przekaźnikowymi telefonii wielokrotnej, telewizji oraz transmisji danych, także nad systemem łączności troposferycznej Deltaplex I. Został dyrektorem ds. badawczych w koncernie Motorola, zdobył 30 patentów z zakresu radiokomunikacji. Jedna z katedr University of Illinois w Chicago nosi jego imię.

 

Radiostacja WS10 – Zygmunt Jelonek 
zespol-radiowy-WS-10-275x250 Zapomniani polscy wynalazcy...

Zespół radiowy WS nr 10

Inżynier radiotechnik Zygmunt Jelonek (1909-1994) ukończył Politechnikę Warszawską, od 1932 do wybuchu wojny pracował naukowo w Instytucie Radiotechnicznym (później pod nazwą Państwowy Instytut Telekomunikacyjny) w Warszawie. Po wybuchu wojny pracował w brytyjskim ośrodku badawczym Signal Research and Development Establishment w Christchurch. Skonstruował pionierski zespół radiowy WS Nr 10, będący ośmiokanałową dupleksową radiolinią  telefoniczną.

Urządzenie wykorzystywało modulację impulsów oraz magnetron w nadajniku, miało zasięg ok. 50 mil (ok. 80 km). Umożliwiło wojskową łączność dowództwa z walczącymi oddziałami podczas inwazji w Normandii 6 czerwca 1944. Urządzenie WS10 uznano za najbardziej wydajny sprzęt łączności podczas II wojny światowej.

 

Radar samolotowy – Paweł Jan Nowacki

Prof. Paweł Jan Nowacki (1905-1979) urodził się w Berlinie w rodzinie polsko-niemieckiej, z Polską w sercu. W 1936 obronił doktorat z elektrotechniki na Politechnice Lwowskiej, później przeniósł się na Górny Śląsk, gdzie pracował m.in. w katowickich zakładach Siemensa. Po agresji Niemiec na Polskę odmówił współpracy z okupantem, uciekł do Wielkiej Brytanii. Kontynuował pracę naukową jako szef laboratorium Departamentu Radiowego Royal Aircraft Establishment w Farnborough, pracował nad ściśle tajnymi projektami z zakresu techniki radarowej, projektując, modelując, nadzorując wykonanie prototypów oraz przemysłowych wersji urządzeń radiolokacyjnych, instalowanych w samolotach Royal Air Force. Opublikował kilka ściśle tajnych prac naukowych oraz uzyskał co najmniej dwa patenty.

 

Kombinezon ratunkowy – Zbigniew Siedlecki

Por. pil. Zbigniew Siedlecki służył na stacji RAF w Jurby (wyspa Man), wykorzystując doświadczenia ze służby, wynalazł kombinezon ratunkowy zapewniający ochronę przed utratą temperatury ciała podczas utrzymywania się w morzu. Jak podkreślił w swoim piśmie do polskich władz – „dobrowolnie zrzekam się wszelkich dochodów, przysługujących mi jako projektodawcy w razie produkowania wymienionych artykułów dla potrzeb Rządu Rzpltj Polskiej (…)”.

Zasobniki-welbike-300x116 Zapomniani polscy wynalazcy...

Zasobniki zrzutowe oraz welbike w brytyjskim muzeum

Dodał także, że „oba projekty zostały opracowane, wyprodukowane bez korzystania przeze mnie z jakiejkolwiek pomocy z funduszów publicznych” oraz że opracowanie wynalazku zajęło mu „przeszło 8 miesięcy pracy, w czasie wolnym od zajęć i urlopów”. Doświadczalne i finalne wersje kombinezonu wykonały firmy: SIEBIE, GORMAN & Co Ltd, Davis Road, Tolworth, Surrey. Wynalazca opracował trzy wersje kombinezonu ratunkowego: ciężką (na zimę i surowy klimat), średnią (na strefę umiarkowaną) i lekką (na okres letni); miały one tą samą szczelność i zdolność utrzymywania się na wodzie, różniły się czasem utrzymywania ciepłoty ciała. Wersja ciężka umożliwiała przebywanie w wodzie o temperaturze ok. 7°C (bez odczuwania zimna) przez dłuższy czas, wersja średnia – do 7 godzin. Wynalazek 10 maja 1943 uzyskał brytyjski patent.

 

Polacy wyrolowani

Podczas II wojny światowej wielu Polaków, kontynuując swoją przedwojenną pracę naukową i wynalazczą przekazało Wielkiej Brytanii szereg nowatorskich rozwiązań technicznych oraz wynalazków, bardzo nielicznym zapewniono z tego tytułu jakiekolwiek prawa oraz wypłacono gratyfikacje. Znacznie więcej polskich wynalazków zostało bezpardonowo przejętych (czytaj: przywłaszczonych) przez Brytyjczyków. Nota bene, związani umową z Amerykanami, przekazywali je także Amerykanom – nie pytając wynalazców o zgodę.

Już w lipcu 1942 kpt. Władysław Świątecki sporządził dla polskiego rządu, 11 – stronicową notatkę ws. procederu „przejmowania” polskich wynalazków. Wskazywał, że częstym mechanizmem było np. wydawanie tzw. patentu tajnego, zgodnie z przepisami King`s Regulation. Oznaczało to wprost zarekwirowanie wynalazku na potrzeby brytyjskiej machiny wojennej, także przekazanie go Stanom Zjednoczonym na podstawie umowy międzysojuszniczej. 

W 1942 rząd Sikorskiego podjął starania, aby uzyskać kontrolę prawną nad polskimi wynalazkami wykorzystywanymi przez Brytyjczyków. W odróżnieniu jednak od Czechów (którym się to udało) nie powstał polski urząd rejestrujący wynalazki Polaków. Międzyrządowe rozmowy – w części wskutek nieudolności rządowych negocjatorów – zakończyły się fiaskiem. Brytyjczycy obawiali się (słusznie), że polski dorobek wynalazczy mógłby obniżyć kwotę należną Wielkiej Brytanii z tytułu polsko-brytyjskiej umowy pożyczkowo – dzierżawnej (Lend-Lease), m.in. kredytów na utrzymanie Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem brytyjskim.

Po wojnie polskie wynalazki ostatecznie „przejęła” Wielka Brytania, która nie chciała przekazać praw do nich marionetkowemu „rządowi polskiemu” zmajstrowanemu przez Stalina. Oczywiście żaden z uzależnionych od sowietów rządów powojennej Polski nie był w stanie w tej sprawie cokolwiek nowego wynegocjować z Brytyjczykami. Niestety, po odzyskaniu niepodległości, sprawą nie zainteresował się też żaden rząd wolnej Polski. Ostatecznie zatem nie tylko zapłaciliśmy Brytyjczykom za to, że im wojskowo pomagaliśmy – ale także dodatkowo Anglicy przywłaszczyli sobie prawa do licznych polskich wynalazków. Oczywiście przypisali sobie ich autorstwo, nazwiska wielkich Polaków – wynalazców zatarły się w ludzkiej pamięci… 🙁

 

 

 

Do pobrania dodatki historyczne IPN (pdf): 

(kliknij aby pobrać)  – 1/2021 | 2/2021 | 3/2021 | 4/2021 | 5/2021 | 6/2021 | 7/2021 | 8/2021 | 9/2021 | 10/2021

 

Źródła:
  • Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie (IPMS), Sztab NW i MSWojsk/MON, Oddział Techniczny Sztabu NW, zespół akt sygn. A.XII.69.5
  • Ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki – Historia i metody rozwiązania niemieckiego szyfru maszynowego „ENIGMA”, Instytut Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja akt Stefana Mayera, zespół nr 100, teczka nr 709/100/53
  • Polska myśl techniczna w II wojnie światowej w 70 rocznicę zakończenia działań wojennych w Europie. Materiały pokonferencyjne pod redakcją naukową dr Jana Tarczyńskiego, Centralna Biblioteka Wojskowa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, Warszawa 2015
  • Łabędzi śpiew II Rzeczypospolitej – polski wkład wynalazczy w zwycięstwo sprzymierzonych, s. 73-80, w: Bolesław Orłowski, Swego nie znacie. Polski wkład do cywilizacji naukowo – technicznej (w zarysie), IPN, Warszawa 2021
  • Andrzej Suchcitz – Wynalazcza działalność gen. Stanisława Sochaczewskiego w latach 1940-1950, Zeszyt Naukowy Muzeum Wojska w Białymstoku, 1991, nr 5, s. 110-128
  • Piotr Matusak – Polska myśl naukowo – techniczna w wojnie z Niemcami 1939 – 1945, w: Mazowieckie Studia Humanistyczne nr 1/1, s. 63-85, 1995
  • Magdalena Hulas, Goście czy intruzi? Rząd polski na uchodźstwie wrzesień 1939 – lipiec 1943, Warszawa: Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, 1996, s. 221-225, ISBN 83-86301-20-1

 

Tadeusz Heftman – konstruktor

 

INZ-TADEUSZ-HEFTMAN-197x250 Tadeusz Heftman - konstruktor

inż. Tadeusz Heftman
Fotografia z dokumentu urzędowego
edytowana cyfrowo, mojego autorstwa,
przekazana do domeny publicznej

© CC BY elitadywersji.org

Tadeusz Stefan Heftman, ur. 9 maja 1906 w Sosnowcu, zm. prawdopodobnie w styczniu 1995 w Londynie (Brent, Middlesex, Wielka Brytania) – inżynier radiotechnik, pionier krótkofalarstwa w Polsce, absolwent Institut National Polytechnique de Grenoble (Francja), wybitny konstruktor radiostacji wojskowych, m.in. dla Oddziału II (wywiad) Sztabu Głównego WP, Sztabu Naczelnego Wodza, współdziałał w złamaniu niemieckiej maszyny szyfrującej  Enigma.
Główny konstruktor Polskich Wojskowych Warsztatów Radiowych (Polskich Wojskowych Zakładów Radiotechnicznych) w Stanmore, konstruktor radiostacji typu AP i odbiorników OSB dla Cichociemnych oraz agentów Special Operations Executive (SOE) w okupowanej Europie.

 


41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Tadeusz Heftman - konstruktorSpis treści:


 

Heftman-001-sw-urodz-300x313 Tadeusz Heftman - konstruktor

Świadectwo urodzenia
Źródło: akta sygn. 9499, Politechnika Warszawska

Urodził się w rodzinie sosnowieckiego adwokata Józefa Eugeniusza Heftmana oraz Anieli Adeli z Bobowskich, w parafii Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu, mieszkał wraz z rodzicami na ul. Wspólnej 36, później przy ul. Piłsudskiego 16.

Heftman-002-sw-dojrzalosci-252x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Świadectwo dojrzałości
Źródło: akta sygn. 9499, Politechnika Warszawska

Uczył się początkowo w domu, w 1915 podjął naukę w prywatnym gimnazjum Karola Araszkiewicza w Sosnowcu, od 1920 uczył się w Państwowym Gimnazjum im. S. Staszica (obecnie IV LO) w Sosnowcu.

Do „Staszica” uczęszczali też bracia Danilewiczowie: przyjaciel Heftmana Ludomir oraz jego młodszy brat Leonard Danilewicz. Wszyscy trzej byli pasjonatami krótkofalarstwa. Tadeusz i Leonard produkowali dość prymitywne, dwulampowe odbiorniki krótkofalarskie, które sprzedawali kolegom w gimnazjum.

 

Radiofile i współpraca z wywiadem
Danilewicz-Ludomir-Leonard-300x222 Tadeusz Heftman - konstruktor

Bracia Danilewicz, od prawej: Ludomir, Leonard

Pasjonaci krótkofalarstwa byli – jak to wówczas mówiono – „radiofilami”. Bracia Danielewiczowie (także urodzeni w Sosnowcu) używali znaku wywoławczego TPAV, później SP3AV. W spisie krótkofalowców z 1931 Ludomir ma znak  nasłuchowy PL6, Leonard PL7. W maju 1925 Tadeusz Heftman zdał w „Staszicu” egzamin dojrzałości, razem z Ludomirem Danilewiczem

radiostacja-TPAX-1924-300x173 Tadeusz Heftman - konstruktor

Radiostacja TPAX konstrukcji Tadeusza Heftmana, 1924

Po maturze w 1925, podobnie jak Ludomir Danielewicz, od 29 września 1925 podjął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. Od 1929 studiował w Institut National Polytechnique de Grenoble (Francja), uzyskując dyplom inżyniera elektronika. Nadawał stamtąd pod znakiem F8TPAX.

koszary-sosnowiec-nowa-300x187 Tadeusz Heftman - konstruktorOd założenia w 1924 członek Komitetu Szkolenia Młodzieży w Radjotechnice w Sosnowcu (jego współzałożycielem był Jego ojciec), jednej z najstarszych organizacji radioamatorskich w Polsce. Konstruował wtedy swoje pierwsze odbiorniki i nadajniki radiowe.

Siedzibą Komitetu była kancelaria Rady Wychowania Fizycznego i Wojskowego powiatu będzińskiego, znajdująca się w koszarach im. Romualda Traugutta, przy ul. Nowej (obecnie Hanki Ordonówny) w Sosnowcu. W II Powstaniu Śląskim koszary były siedzibą 73 Pułku Piechoty; w 1939 miejscem zbiórki m.in. Batalionu Obrony Narodowej „Sosnowiec”.

 

Heftman-Tadeusz_1925-006-256x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Tadeusz Heftman, 1925
Źródło: akta sygn. 9499, Politechnika Warszawska

Jako  pierwszy Polak radioamator (znak wywoławczy TPAX), przy pomocy radiostacji własnej konstrukcji nawiązał z Sosnowca (udokumentowaną) łączność z zagranicą: 6 grudnia 1925 z Holandią (z Ten Kate, znak wywoławczy N-0PM). Stał się tym samym pionierem krótkofalarstwa polskiego.

heftman_schemat_TPAX-300x319 Tadeusz Heftman - konstruktorRadiostacja Heftmana (patrz obok) dzięki której uzyskał te połączenia to 1-lampowy nadajnik telegraficzny o mocy 3 W z lamp RT pracujący w układzie Hartleya na fali ok. 110 m (zasilany przez transformator z sieci prądu zmiennego nie prostowanego) i 2-lampowy odbiornik reakcyjny. Odbiornik Heftmana pracował w popularnym wówczas układzie Reinartza.

Radiostacje (nadajniki) konstrukcji: braci Danielewiczów, a także Heftmana zdobyły złote medale na Pierwszej Ogólnokrajowej Wystawie Radiowej w Warszawie, zorganizowanej w dniach od 15 do 24 maja 1926.

 

Pierwsza-wystawa-245x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Ze zbiorów Biblioteki Narodowej

heftman-kartyQSL-300x204 Tadeusz Heftman - konstruktorZaraz potem ich radiostacje zostały przez władze państwowe… skonfiskowane, jako nielegalne. A były „nielegalne”, bo konstruktorzy nadajników nie mieli państwowych licencji. Tyle tylko, że w tym czasie nikomu jeszcze nie wydano takiej licencji…

W kwietniu 1926 Tadeusz Heftman nawiązał jako pierwszy łączność międzykontynentalną z USA (z krótkofalowcem znak wywoławczy U-1AAO) oraz Y-2PM w Rawalpindi (obecnie Pakistan). Wszystkie połączenia zostały udokumentowane kartami QSL, opublikowanymi w jubileuszowym, grudniowym numerze „Krótkofalowca Polskiego”

Fokczynski-Edward-234x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Edward Fokczyński

Już podczas studiów, z uzdolnionym Ludomirem Danilewiczem nawiązał współpracę Oddział II Sztabu Głównego WP (wywiad, radiowywiad, kontrwywiad, radiokontrwywiad, dywersja, kryptologia), włączając go do prac nad konstrukcją urządzeń specjalnych dla wojska, w tym maszyn szyfrujących.

Jeden z tej trójki pasjonatów Leonard Danilewicz – jak wynika z relacji (patrz poniżej) ppłk. dypl. inż. Tadeusza Lisickiego, wybitnego konstruktora [m.in. polskiego wykrywacza min] – ujawnił, co wpłynęło na ich decyzję:

„Przyjazd do Sosnowca por. J.Groszkowskiego  [prof. dr inż. Janusz Groszkowski m.in. pomógł rozpracować tajną broń Hitlera] z odczytem o radiu ostatecznie zadecydował o naszej przyszłości. Nasza grupka została zaproszona przez por. Groszkowskiego do Warszawy gdzie zwiedziliśmy radiostację w Cytadeli, Centralne Biuro Operacyjne i radiostację pod Wawrzyszewem. Także skromne laboratorium radiowe Politechniki Warszawskiej. (…) od tego czasu zachował dla nas życzliwość i zrozumienie dla naszych poczynań i zawsze był gotów służyć radą i pomocą”

AVA-ogloszenie-1-300x56 Tadeusz Heftman - konstruktorWarto zauważyć, że kpt Tadeusz Lisicki był przed wojną dowódcą kompanii radiowywiadu; jego zadaniem było również rozszyfrowywanie niemieckich szyfrów: kluczy ręcznych i maszynowych. Wiosną 1940 w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) opracowano „Sonderfahndungliste GB” (specjalny list gończy), znany jako „Czarna lista Hitlera” (zobacz także tutaj). Zawiera nazwiska i dane osobowe 2820 osób, które po inwazji na Wielką Brytanię miały zostać wytropione i aresztowana przez jednostki specjalne SS. Pod numerem L101 widnieje tam nazwisko oraz dane Tadeusza Lisickiego. Wspomniana wcześniej przez Danilewicza „radiostacja pod Wawrzyszewem” to Transatlantycka Radiotelegraficzna Centrala Nadawcza (Babice) Boernerowo. Jej fascynującą historię można przeczytać na tej stronie.

 


 

Wytwórnia Radiotechniczna AVA

Enigma-263x350 Tadeusz Heftman - konstruktor14_grupa-AVA_Enigma_017_ozn-300x195 Tadeusz Heftman - konstruktorDzięki wsparciu „dwójki” (Oddziału II SG WP), w 1928 utworzono spółkę, z kapitałem zakładowym 7 tys. zł, pod nazwą Wytwórnia Radiotechniczna AVA. Jej założycielami byli bracia Danielewiczowie, oficer Sztabu Głównego WP inż. Antoni Palluth oraz b. starszy majster wojsk łączności Edward Fokczyński. Nazwę firmy utworzyły połączone znaki wywoławcze braci Danilewiczów (TPAV) oraz inż. Pallutha (TPVA).

Dyrektorem wytwórni został Antoni Palluth (podczas wojny polsko-bolszewickiej obsługiwał radiostację w pociągu Naczelnego Wodza i prowadził podsłuch radiostacji bolszewickich), jego zastępcą Ludomir Danilewicz. Kierownikiem technicznym został Tadeusz Heftman. Niejawnym udziałowcem spółki był Sztab Główny WP.

AVA-Wwa-Stepinska-25-300x194 Tadeusz Heftman - konstruktor

AVA – Warszawa, ul. Stępińska 25

Początkowo siedzibą firmy był mały warsztat radiotechniczny Edwarda Fokczyńskiego, zlokalizowany w Warszawie, przy ul. Nowy Świat 43, później przeniosła się do większego lokalu, pod numer 34. Po pięciu latach działania, w 1936 AVA wybudowała własny obiekt (o powierzchni ok. 800 m.kw.) na siedzibę firmy, na ul. Stępińskiej 25. 

Heftman-podpis2-005-300x95 Tadeusz Heftman - konstruktorBracia Danielewiczowie oraz Palluth wnieśli jako wkład do nowej spółki siedem tysięcy złotych jako kapitał założycielski. Fokczyński wniósł do spółki aport rzeczowy – swój warsztat. Bracia zajmowali się sprawami technicznymi i konstrukcjami, Palluth sprawami handlowymi (głównie zlecenia dla wojska i wywiadu), Fokczyński odpowiadał za organizację produkcji.

 

Wytwórnia radiotechniczna AVA prawie od czasu swego powstania była głównym dostawcą sprzętu radiowego i specjalnego dla Sztabu Głównego i odegrała znaczną rolę w rozwiązaniu „Enigmy”.

ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki

Krzysztof Dąbrowski – W kręgu zakładów AVA
w: Polska myśl techniczna w II wojnie światowej
w 70 rocznicę zakończenia działań wojennych w Europie. Materiały pokonferencyjne.
Centralna Biblioteka Wojskowa, ISBN 978-83-63050-28-3, Warszawa 2015, s.117-126

 

Heftman-zyciorys-005-253x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

życiorys, 1925, Źródło: akta sygn. 9499, Politechnika Warszawska

Heftman-politechnika-004-251x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Podanie ws. studiów
Źródło: akta sygn. 9499, Politechnika Warszawska

Od chwili powstania firma produkowała stacje krótkofalarskie oraz części radiotechniczne dla potrzeb cywilnych i wojskowych. Już na początku ok. 60 proc. produkcji przeznaczonych było dla wojska.

AVA produkowała m.in. radiostacje lotnicze i morskie, a także sprzęt łączności oraz radiopodsłuchu dla Biura Szyfrów (m.in. ośrodka w Lesie Kabackim). Produkowała również sprzęt łączności m.in. dla Policji oraz Straży Granicznej.

Głównym inżynierem, konstruktorem Wytwórni AVA został inż. Tadeusz Heftman. Zaprojektował m.in. radiostacje typu AP-1 dla polskiego wywiadu (tzw. pipsztoki) oraz cztery radiostacje krótkofalowe dużej mocy (dalekiego zasięgu) dla Sztabu Głównego WP w Pyrach pod Warszawą (obecnie w dzielnicy Ursynów). Oprócz niego AVA zatrudniała w zespole konstrukcyjnym jeszcze 8 inżynierów.

Tadeusz Lisicki – AVA  (maszynopis / rękopis)
w zbiorach Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu, sygn. K 1074

 

Złamanie „Enigmy”
Enigma_900px-274x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Jedna z wersji „Enigmy”

W Wytwórni AVA złamano konstrukcję pierwszych wersji niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma” oraz wyprodukowano jej 15 ulepszonych „sobowtórów” (wojskowej wersji), dla Biura Szyfrów. W roku akademickim 1928/29 mjr Franciszek Pokorny zaproponował wybitnemu matematykowi, prof. Zdzisławowi Krygowskiemu z Uniwersytetu Poznańskiego, zorganizowanie tajnego kursu kryptograficznego. Prof. Krygowski wytypował do udziału w nim ok. 20 swych najlepszych studentów. Wykładowcami byli mjr. Franciszek Pokorny, jego zastępca kpt. Maksymilian Ciężki oraz inż Antoni Palluth. Z grupy kursantów wybrano 8 najlepszych, których zatrudniono w poznańskiej ekspozyturze Biura Szyfrów.  Po jej likwidacji, trójka najlepszych studentów: Marian Rejewski, Henryk Zygalski, Jerzy Różycki została zatrudniona w Biurze Szyfrów Oddziału II w Warszawie. Według relacji Henryka Zygalskiego, na zorganizowanym w 1931 w Poznaniu kursie dla kandydatów na szyfrantów wśród wykładowców byli m.in. Maksymilian Ciężki oraz Antoni Palluth, a wśród słuchaczy m.in. Marian Rejewski oraz Jerzy Różycki.

 

W ciągu kilku miesięcy zespół mgr Rejewskiego odtworzył połączenia wewnętrzne Enigmy i opracował jej „model matematyczny”. Na jego podstawie został skonstruowany „sobowtór” Enigmy, zresztą znacznie lepszy i wydajniejszy niż niemiecki oryginał. Praca ta została wykonana w Warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Razem zbudowano 15 takich zrekonstruowanych maszyn „Enigma”…

Ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki – Historia i metody rozwiązania niemieckiego szyfru maszynowego „ENIGMA”

 

 

AVA-radionadajnik-III-B-13-213x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Radionadajnik AVA III B.13

Pierwszy egzemplarz „Enigmy” (w wersji handlowej) polski wywiad skopiował prawdopodobnie w styczniu 1929, w niecałe dwie doby, po tajnym przechwyceniu niemieckiej przesyłki na lotnisku Okęcie. Ludomir Danilewicz maszynę rozebrał na części, zrobił ich fotografie oraz pomiary, po zmontowaniu maszynę dostarczono do niemieckiego adresata…

Według relacji Mariana Rejewskiego„W końcu 1927, lub może na początku roku 1928, nadeszła z Rzeszy Niemieckiej do Urzędu Celnego w Warszawie przesyłka mająca, według deklaracji, zawierać sprzęt radiowy. Przedstawiciel niemieckiej firmy domagał się bardzo usilnie zwrotu tej przesyłki do rzeszy jeszcze przed odprawą celną, jako wysłanej omyłkowo z innym sprzętem.  Jego nalegania były tak natarczywe, że wzbudziły czujność urzędników celnych, którzy zawiadomili Biuro Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego, instytucję zainteresowaną wszelkimi nowościami w dziadzinie radiosprzętu. A ponieważ była to przypadkowo sobota po południu, więc wydelegowani przez Biuro Pracownicy mieli czas spokojnie sprawę zbadać. Skrzynię otworzono i przekonano się, że istotnie sprzętu radiowego nie zawierała, była w niej natomiast maszyna do szyfrowania. Maszynę bardzo dokładnie zbadano, po czym skrzynię znów starannie zamknięto”. (Marian Rejewski – Jak matematycy polscy rozszyfrowali Enigmę, Wiadomości Matematyczne XXIII (1980), s. 1-28)

Enigma-replika-150x127 Tadeusz Heftman - konstruktor

Według projektu Mariana Rejewskiego skonstruowano i wyprodukowano także maszyny szyfrujące LACIDA. Jej nazwa była skrótem dwóch pierwszych liter nazwisk: ppłk. Gwido LAngera, szefa operacji (szefa Biura Szyfrów), por. Maksymiliana CIężkiego oraz por. Leonarda DAnielewicza.

Zespół sześciu „sobowtórów Enigmy” (w wersji wojskowej) tworzył tzw. bombę kryptologiczną do łamania szyfrów, zawierającą zestaw wirników szyfrujących sześciu „Enigm”. „Bomba” umożliwiała rozpoznanie klucza szyfrującego średnio w czasie ok dwóch godzin. Jej nazwa wzięła się od… kawiarnianego deseru pod nazwą „bomba lodowa”. Rejewski, Różycki, Zygalski oraz Lisicki właśnie jedli „bombę lodową”, gdy Tadeusz Lisicki omawiał z kryptologami swój pomysł na taką maszynę deszyfrującą… (David Link: Resurrecting Bomba Kryptologiczna: Archaeology of Algorithmic Artefacts, I, Cryptologia, 33:2, 168, 2009; Władysław Kozaczuk: Enigma: How the German Machine Cipher Was Broken and How It Was Read by the Allies in World War Two. Praeger, S. 63, 1984, ISBN 0-313-27007-4)

Kod „Enigmy” złamali trzej polscy matematycy – Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, ale korzystanie z tego odkrycia było możliwe dzięki wyprodukowaniu udoskonalonych kopii „Enigmy” przez Wytwórnię AVA. Ponadto AVA wyprodukowała urządzenia pomocnicze do złamania szyfru „Enigmy”, m.in. tzw. cyklometr oraz bombę kryptologiczną.

Ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki – Historia i metody rozwiązania niemieckiego szyfru maszynowego „ENIGMA”
źródło: Instytut Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja akt Stefana Mayera, zespół nr 100, teczka nr 709/100/53

więcej informacji – ENIGMA

 

Produkcja dla wojska
Enigma-A-300x227 Tadeusz Heftman - konstruktor

pierwsza Enigma A

Wytwórnia Radiotechniczna AVA wyprodukowała m.in. radionadajniki III B.13 dla niszczycieli „Wicher”, „Grom”, „Burza”, Błyskawica” oraz okrętów podwodnych ORP „Orzeł” i „Sęp”, ok. 200 samolotowych stacji radiotelefonicznych typu N2L/O, goniometry stałe, ruchome, samochodowe i samolotowe do radionawigacji oraz radionamierzania, a także części i podzespoły elektroniczne, w tym rezonatory kwarcowe m.in. dla Polskiego Radia.

CC-prezentacja_11-300x224 Tadeusz Heftman - konstruktor

W 1930 Wytwórnia AVA otrzymała zamówienie na cztery radiostacje krótkofalowe dużej mocy i dalekiego zasięgu dla Sztabu Głównego WP (w Pyrach) o wartości ok. 360 tys. zł. Ich produkcję rozpoczęto w wynajętym lokalu w Warszawie, przy ul. Nowy Świat 34.

LACIDA-300x249 Tadeusz Heftman - konstruktor

LACIDA

Prawdopodobnie AVA także skonstruowała i wyprodukowała sprzęt do radionasłuchu dla siedmiu stacji Biura Szyfrów: w Warszawie, Lidzie, Równem, Kołomyji, Starogardzie, Poznaniu oraz Krzesławicach k. Krakowa.

Po wybudowaniu własnej siedziby firmy AVA – w Warszawie przy ul Stępińskiej 25, część maszyn i sprzętu laboratoryjnego przeniesiono do tajnego ośrodka łącznościowo – kryptologicznego (BS-4) w Lesie Kabackim (niedaleko Pyr) o kryptonimie „Wicher”. Obecnie jest to obiekt Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwa Komponentu Powietrznego.

AVA-Wroclaw-1937-300x268 Tadeusz Heftman - konstruktor

Pyry-Biuro-Szyfrow-BS-4-300x141 Tadeusz Heftman - konstruktor

Pyry, ośrodek Biura Szyfrów BS-4

Radiostację umiejscowioną w podziemnym schronie zaprojektował inż. Tadeusz Heftman, za stronę techniczną i konstrukcyjną ośrodka odpowiadał Ludomir Danilewicz.

Wytwórnia Radiotechniczna AVA sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie przy ul. Stępińskiej 25, oficjalnie oferowała: „krótkofalowe radiostacje nadawczo – odbiorcze, naziemne i samolotowe, odbiorniki i urządzenia radiowe do celów technicznych, sprzęt nadawczy”. Takiej treści ofertę opublikowała w reklamie (patrz obok) w przewodniku po Ogólnopolskiej Wystawie Radiowej w Bydgoszczy, którą zorganizowano od 30 października do 14 listopada 1937.

Palluth-Antoni-240x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Antoni Palluth

BI9a_Ava_1-300x205 Tadeusz Heftman - konstruktor

Płk. dypl. Heliodor Cepa – Uwagi nt. przygotowania łączności w czasie pokoju i jej działania w czasie wojny
źródło: IPMS, B.I.9a s. 44

W 1937 roku AVA złożyła wniosek patentowy, uzyskując w 1939 patent nr 28 638 na konstrukcję laryngofonu elektromagnetycznego.

W wytwórni pracowano także, na zlecenie Sztabu Głównego, nad  wykrywaczem min. Projekty firmy AWA zostały wykorzystane przez por. inź Józefa Kosackiego (vel Józef Kos, Józef Kosecki) w skonstruowanym przez niego w 1941 rewelacyjnym wykrywaczu min „Mine Detector Polish Mark I”. Wynalazek nie został opatentowany, inż Kosacki podarował go armii brytyjskiej.

BI9a_Ava_2-300x184 Tadeusz Heftman - konstruktor

Płk. dypl. Heliodor Cepa – Uwagi nt. przygotowania…
źródło: IPMS, B.I.9a s. 56

AVA skonstruowała także, dla Państwowego Instytutu Meteorologicznego, w oparciu o projekt prof. Jana Lugeona, odbiornik rejestrujący zakłócenia atmosferyczne o nazwie „Armoradiograf”. Pracowały one w obserwatoriach w Polsce (Jabłonna, Gdynia, Rabka, Hala Gąsienicowa) oraz w Szwajcarii, na wyspach Azorskich a także w Norwegii: w Tromso i na Wyspie Niedźwiedziej.

Kapitał zakładowy spółki podniesiono do 40 tys. zł; spółka zatrudniała wówczas ok. 20 pracowników umysłowych oraz ok. 80 pracowników fizycznych. Obrót spółki za 1936 – ok. 600 tys. zł. W 1938 roku spółka zatrudniała ogółem 250 osób, przed wybuchem wojny już ok. 300. Ówczesna wartość majątku spółki wynosiła ok. 400 tys. zł.

inz-Rola-250x94 Tadeusz Heftman - konstruktor

mjr dypl. Tadeusz Rola – Uzupełnienie o stanie przygotowania łączności, źródło: Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego sygn. B.I.9b s. 240

Po wojnie w b. siedzibie wytwórni AVA rozpoczął działalność w 1958 Zakład Podzespołów Radiowych OMIG (przedsiębiorstwo państwowe,  produkujące filtry, rezonatory i generatory kwarcowe, podzespoły elektroniczne i przez krótki czas odbiorniki tranzystorowe.

AVA-samolotowa-stacja-radio-300x121 Tadeusz Heftman - konstruktor

AVA samolotowa stacja radiotelefoniczna

Od 1989 profil produkcji kontynuuje OMIG spółka akcyjna, która jest jednym z większych producentów wyrobów kwarcowych w Europie, mających wszechstronne, profesjonalne zastosowanie, m.in. w radiokomunikacji, telekomunikacji,w produkcji generatorów, elektronicznych urządzeń pomiarowych, komputerów, motoryzacji i in.

 

Wykaz konstrukcji Wytwórni AVA

Na urządzeniach mobilnych aby zobaczyć całość należy przewinąć w poziomie

OznaczenieNazwaWyprodukowanoOkres
radiostacje krótkofalowe dużej mocy dalekiego zasięgu dla SG WP4 szt.1930
N2/Mradiostacja dla myśliwców230 szt.1934-1939
N1L/Lradiostacja dla lotnictwa towarzyszącego2 szt.1934-1939
N1L/Gradiostacja lotniskowa samochodowa1 szt.1934-1939
PGgoniometry lotnicze samolotowe7 szt.1934-1939
ROK/Sgoniometry stałe 14 szt.1934-1939
ROKgoniometry ruchome15 szt.1934-1939
CW1-4odbiorniki podsłuchowe50 szt.1934-1939
300 W/POsprzęt dla Marynarki Wojennej5 szt.1934-1939
AW1-4radiostacja kutrowa20 szt.1934-1939
MPradiostacje dla ORP "Grom", "Gryf" oraz "Błyskawicy"3 szt.1934-1939
MGgoniometry dla Marynarki Wojennej6 szt.1934-1939
odbiorniki uniwersalne3 szt. 1934-1939
rezonatory kwarcowe oraz wyposażenie dla Polskiego Radia1934-1939
A1 (AP-1)radiostacje "agencyjne" dla wywiadu tzw. pipsztokiprzed 1939
kopie niemieckiej maszyny szyfrującej "ENIGMA"15 szt.przed 1939
LACIDApolska maszyna szyfrująca80 szt.przed 1939
W2/4Bradiostacja dla bombowcówprototyp1939

 

Katarzyna Dzierzbicka – Zanim było Bletchley Park
w: Pamięć.pl – 2015, nr 7-8, s. 96-100

 


 

 Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe

CC-prezentacja-010-popr-300x224 Tadeusz Heftman - konstruktorW związku z wybuchem II wojny światowej, Wytwórnia AVA została ewakuowana. W sierpniu 1939 wywieziono do Wiązownej części produkowanych radiostacji lotniczych. Władze wytwórni przedostały się do Francji, po kampanii wrześniowej 1939 dołączył do nich inż. Tadeusz Heftman wraz z grupą polskich radiotechników. Zabrał ze sobą prototyp „pipsztoka” – konspiracyjnej radiostacji małej mocy, pierwotnie oznaczonej KP 10W.

ABW-134E_00034-300x319 Tadeusz Heftman - konstruktor

Odbiornik OSB inż Tadeusza Heftmana
źródło: ABW

Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe (właściwie: Polskie Wojskowe Warsztaty Radiotechniczne) od września 1940 funkcjonowały jako „zaplecze” Ośrodka Radio Sztabu Naczelnego Wodza. Ośrodek zlokalizowany był w Stanmore pod Londynem, gdzie działała także polska radiostacja „Marta” oraz polska sekcja radiowywiadu. Jego siedzibą były baraki przy Gordon Avenue: Instead House oraz Herendile House.

PWWR kierował inż. Tadeusz Heftman, jego „prawą ręką” był radioamator krótkofalowiec sierż. Stefan Włodarczyk. Pracownikami PWWR było ok. kilkudziesięciu polskich żołnierzy. Produkowano tam stacje nadawczo-odbiorcze, oznaczone A (AP) i B (BP). Miały zwartą konstrukcję, niewielkie rozmiary (280 x 210 x 100 mm) i wagę (6 kg), były solidnie wykonane oraz trudne do wykrycia podczas pracy. Zyskały opinię najlepszych tego typu urządzeń!

ABW-455E_00004-266x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Radiostacja AP-4 inż. Tadeusza Heftmana
źródło: ABW

W połowie 1942 brytyjski rząd uznał PWWR za placówkę wojskową, podporządkowano ją wspólnemu polsko – brytyjskiemu kierownictwu; łącznikiem z Brytyjczykami był J.A.D. Timms, który odpowiadał za kwestie bezpieczeństwa. Dzięki temu PWWR otrzymywała od Brytyjczyków przydziały niezbędnych podzespołów.

odbiornik-Heftman-muzeumAK-2-300x280 Tadeusz Heftman - konstruktor

odbiornik OP3

Od lutego 1943, po reorganizacji, w związku z likwidacją Ośrodka Radio Sztabu Naczelnego Wodza, PWWR rozpoczęły działalność jako autonomiczny ośrodek produkcyjny. 29 kwietnia 1943 w hotelu „Rubens” miała miejsce polsko-brytyjska konferencja, na której przedstawiciele SOE zaakceptowali propozycję współpracy.

W myśl ustaleń polsko-brytyjskich, PWWR kierował dyrektor i 12 osobowa Rada Nadzorcza, w skład której wchodziło sześciu przedstawicieli Sztabu Naczelnego Wodza, jeden przedstawiciel Instytutu Badań nad Telekomunikacją (Telecommunications Research Estabilishment) oraz po dwóch przedstawicieli SIS oraz brytyjskiej organizacji rządowej Special Operations Executive (SOE). Po podpisaniu umowy rozpoczęło budowę warsztatów o powierzchni 10 000 stóp kwadratowych (929,03 m. kw.). Przez kilka lat szukałem ich lokalizacji i dopiero niedawno znalazłem – PWWR zlokalizowano na terenie Wykeham House przy Gordon Avenue w Stanmore. Budowa została częściowo sfinansowana przez SOE. (Gregory Derwin – Built to Resist. An Assessment of the Special Operations Executive’s Infrastructure in  the United Kingdom durning the Second World War, 1940-1946, vol. I, II University of East Anglia, 2015 (praca doktorska), s. 106-108)

PWWR-Wykeham-House-300x243 Tadeusz Heftman - konstruktor

Wykeham House, siedziba PWWR

PWWR po rozbudowie dysponowało  własnym laboratorium, biurem, dwoma warsztatami: mechanicznym oraz elektrycznym, a także zapleczem inspekcyjnym. Warsztat mechaniczny wyposażony był w kilka obrabiarek; warsztat elektryczny dysponował wyposażeniem umożliwiającym montaż oraz sprawdzenie  gotowych radiostacji. Dział kontroli używał do swych zadań precyzyjnych przyrządów. W dziale badawczym pracowali odpowiedni fachowcy, wszyscy z wyższym wykształceniem. (Gregory Derwin – Built to Resist. An Assessment of the Special Operations Executive’s Infrastructure in  the United Kingdom durning the Second World War, 1940-1946, vol. I, II University of East Anglia, 2015 (praca doktorska), s. 106-108)

PWPR_Wykeham-House-300x202 Tadeusz Heftman - konstruktor

Wykeham House, Stanmore, widok współczesny

W PWWR pracowało  wtedy 7 inżynierów, 5 techników i ok. 50 robotników. Działalność miała charakter ściśle tajny, produkowano bowiem radiosprzęt komunikacyjny do celów specjalnych („Notatka w sprawie działalności Polskich Wojskowych Warsztatów Radiotechnicznych w 1943, Instytut Polski i Muzeum gen. Sikorskiego, IPMS A.XII.69/5 s. 96)

Niezwykle udaną konstrukcją była radiostacja AP, zwana „polish spy radio”. W małej, aluminiowej skrzynce z odchylaną pokrywą, znajdowały się wszystkie podzespoły i akcesoria oraz instrukcja obsługi. Klucz telegraficzny montowano zwykle na płycie czołowej, jego naciśnięcie przerywało nasłuch, rozpoczynało nadawanie. Zamiast wskaźników wychyłowych były wskaźniki świetlne: żarówki i neonówki.

b_bp-300x281 Tadeusz Heftman - konstruktorRadiostacja była zasilana z sieci prądu zmiennego o napięciu 120/220V, z baterii akumulatorów i przetwornicy wibratorowej, z ręcznego generatora. W zasilaczu użyto lampy 5Z4. Radiostacje Heftmana stale doskonalono, za najlepszy uznaje się model AP-5 o maksymalnym zasięgu do 1,5 tys. km! W wersji dla Polaków radiostacja pracowała w zakresie 12-14 MHz, w wersji dla Brytyjczyków (mniejszy zasięg) wystarczał zakres do 8 MHz.

Odbiornik to superheterodyna na 3 lampach 6K8, 6SJ7, 6SC7, z częstotliwością pośrednią 1,5 MHz. Czułość na CW – 2-3 mikrovolty, szerokość pasma dla -6 dB wynosiła 2 kHz, transmisji słuchano na słuchawkach. Nadajnik wyposażono w jedną lampę 6L6 co dawało moc ok. 8-20 W. Jako antenę stosowano anteny typu long wire o długości 13 m z przeciwwagą oraz dipole o długości 2×5 m lub 2×7 m.

 

Produkcja PWWR

CC-prezentacja_50-300x224 Tadeusz Heftman - konstruktor

W 1940 wyprodukowano 5 szt. „pipsztoków”, w 1941 – 50 szt. Problemem był brak niezbędnych części, które kupowano na „czarnym rynku” oraz sprowadzano pocztą z USA. Do końca 1942 wyprodukowano ok. 200 radiostacji, wg. relacji Zbigniewa S. Siemaszko – 183 typu A-1 oraz A-2. Jeden z pierwszych egzemplarzy zabrał ze sobą gen. Władysław Anders w kwietniu 1942, w podróży z Londynu do Uzbekistanu. Posłużyła m.in. do łączności pomiędzy podlondyńskim Stanmore a Taszkientem.

radiostacja-AP-4-ABW-455E_00010-297x350 Tadeusz Heftman - konstruktor

Radiostacja AP-4 inż. Tadeusza Heftmana
źródło: ABW

W 1943 PWWR zreorganizowano. Szefem technicznym pozostał inż. Tadeusz Heftman, nadal wojskowym dowódcą był por. Józef Kruczek, jednak powołano naczelnego dyrektora – kpt. inż Antoniego Jakubielskiego oraz utworzono zarząd PWWR, któremu szefował płk. inż Witkowski.

Tego roku wyprodukowano 543 radiostacje (wg. relacji Zbigniewa S. Siemaszko – 538 radiostacji typu: A-1, A-2, A-3 oraz A-4); w 1944 aż 1000 radiostacji różnych typów. Co najmniej 600 przekazano brytyjskiemu wywiadowi wojskowemu MI6 oraz SOE, trafiły także do francuskiego Resistance oraz francuskich służb specjalnych DSR/SM. W imieniu SOE radiostacje odbierał brytyjski oficer łącznikowy MI6 Wilfred Dunderdale. Ok. 400 radiostacji zrzucono na potrzeby Armii Krajowej, dzięki współpracy z SOE Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza.

radiostacja_bp5-300x289 Tadeusz Heftman - konstruktor

Radiostacja BP-5 konstrukcji inż. Heftmana
źródło: Radioelektronicy polscy

W 1944 Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe rozpoczęły także produkcję małych odbiorników OP3 (początkowo oznaczonych 30/1), dla brytyjskich agentów SOE i polskich Cichociemnych. Pracowały one w zakresach 200-500 kHz, 2-5 MHz i 5-12 MHz, na baterii anodowej 60 V oraz żarzeniowej 1,4 V, były niezwykle małe (175 x 125 x 40 mm). 

Ogółem PWWR wyprodukowały co najmniej ok. 1 – 1,4 tys. radiostacji zwanych „pipsztokami”: AP-1, AP-2, AP-4, AP-5 oraz typu B1 (BP3). Większość z nich miała brytyjskie oznaczenia MR-2, MR-3 (brytyjskiej firmy Monitor Radio, Stechford, Birningham), była rozdzielana przez SOE. Pod koniec wojny inż Tadeusz Heftman skonstruował miniaturową radiostację AP-7 o wymiarach zaledwie 90 x 60 x 10 mm!. Składała się z odbiornika (3 lampowej superheterodyny) oraz nadajnika o mocy 3 W.

Według Zbigniewa S. Siemaszko, „pipsztoki” używane były m.in. podczas akcji dywersyjnych na tyłach sił japońskich na Bliskim Wschodzie, przez wojska amerykańskie podczas zdobywania wysp na Pacyfiku, a także w polskiej konspiracji we Francji.

radiostacja_a1_schemat-300x148 Tadeusz Heftman - konstruktor

Schemat radiostacji AP-1
źródło: Radioelektronicy polscy

 

Od 1942 PWWR wyprodukowała 5 modeli radiostacji serii B (od 1943 oznaczane BP, ostatni model BP-5), umożliwiające łączność telegraficzną oraz telefoniczną. Egzemplarze radiostacji tej konstrukcji używane były przez brytyjskie służby specjalne w operacjach na Dalekim Wschodzie i w Europie, a także przez Amerykanów w operacjach na wyspach Pacyfiku. Radiostacja BP-5 pracowała emisjami CW oraz AM w zakresie od 2 do 8 MHz, miała moc użyteczną 50-70 W, przy pracy w modulacji AM – ok. 15 W. Konstrukcja umieszczona była w metalowej skrzynce o wymiarach 280 x 210 x 95 mm, ważyła 6 kg.

Heftman-bp-5_01-300x236 Tadeusz Heftman - konstruktor

Płyta czołowa radiostacji BP-5

Nadajnik zbudowano z generatora kwarcowego pracującego w układzie siatka-katoda na lampie 6V6 oraz  wzmacniacza mocy w układzie przeciwsobnym na podwójnej tetrodzie 829. Modulacja amplitudy stopnia końcowego odbywała się w siatce sterującej. Posiadał wbudowany lub zewnętrzny klucz włączony w obwód katody generatora kwarcowego.

heftman_odbiornik_1942-300x141 Tadeusz Heftman - konstruktor

Schemat odbiornika, 1942
źródło: Radioelektronicy polscy

Odbiornik to 4-lampowa superheterodyna o częstotliwości pośredniej 1,5 MHz. Układ składał się z mieszacza i heterodyny na lampie stalowej 6K8, wzmacniacza p.cz. na lampie stalowej 6SK7, detektora i wzmacniacza m.cz. na lampie stalowej 6SQ7 oraz stopnia końcowego m.cz. i generatora dudnieniowego na lampie stalowej 6SC7.  Radiostacja zasilana była z sieci (zasilacz na lampie prostowniczej 5Z3), opcjonalnie mógł być zasilany z akumulatora 12 V/120 Ah oraz jednej lub dwóch przetwornic maszynowych.

Do łączności na fali przyziemnej używano niesymetrycznej anteny z promiennikiem długości 15 m oraz 14 m przeciwwagi. Radiostacja zapewniała niezawodną łączność na odległość 70 km dla telegrafii oraz 25 km na AM. Do łączności na falach odbitych, na odległość powyżej 70 km stosowano antenę dipolową długości 2 x 10 m, zasilaną linią symetryczną 5 m.

 


 

CSLI_INSTRUKCJA-AP-5_schemat-300x243 Tadeusz Heftman - konstruktor

Schemat radiostacji AP-5 źródło: skan w zbiorach autora portalu, oryginał w zbiorach Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu

Radiostacje znakomitej konstrukcji inż. Tadeusza Heftmana umożliwiły łączność Armii Krajowej w okupowanej Polsce, także podczas Powstania Warszawskiego. Spośród 57 radiostacji ogółem pracujących podczas wojny (9 w Powstaniu) w sieci łączności Armii Krajowej w Polsce, aż 50 radiostacji obsługiwali Cichociemni – łącznościowcy

Podczas wojny współzałożyciele Wytwórni Radiotechnicznej AVA, Antoni Paluth oraz Edward Fokczyński zostali zamordowani w obozie koncentracyjnym KL Oranienburg. Po wojnie Ludomir Danilewicz, jego brat Leonard Danilewicz oraz Tadeusz Heftman pozostali na emigracji, zamieszkali w Londynie (Wielka Brytania). Ludomir Danilewicz zmarł w Londynie na atak serca, 25 lutego 1971, Leonard Danilewicz w 1976.

 

Heftman-bp-5_04-300x215 Tadeusz Heftman - konstruktor

Fragment płyty czołowej radiostacji BP-5

Po wojnie PWWR rozwiązano, zaraz potem w siedzibie PWWR Tadeusz Heftman wraz z brytyjskim oficerem bezpieczeństwa J. Timsem założył firmę British Communication Corporation Ltd. Pracowało w niej wielu Polaków, w tym m.in. gen. Michał Karaszewicz – Tokarzewski oraz gen. Wacław Przeździecki.

BCC produkowała głównie sprzęt radiowy przeznaczony dla wojska, w tym. m.in. uznaną radiostację czołgową WS C13. Znacznie później, została spółką zależną Racal Electronics PLC, następnie przeistoczyła się w Vodafone, brytyjskiego potentata telefonii komórkowej, obecnie drugą na świecie (po China Mobile) firmę telekomunikacyjną…

Tadeusz Heftman zmarł w Londynie w 1995.

 

INSTRUKCJA RADIOSTACJI AP-5
skan w zbiorach autora portalu, oryginał w zbiorach Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu
digitalizacja: własna, skan w archiwum portalu

 

Wykaz konstrukcji PWWR

Na urządzeniach mobilnych aby zobaczyć całość należy przewinąć w poziomie

TypUrządzenieLampyZakres częstotliwości (MHz)Moc wyjściowa (W)
A1 (AP-1)TX - RX6L6, 6K8, 6SC7, 5Z43,5 - 9,58 - 20
A2 (AP-2)TX - RX6L6, 6K8, 6SJ7, 6SC7, 5Z44,0 - 168 - 20
A3 (AP-3)TX - RX6L6, 6K8, 6SC7, 5Z42,0 - 8,08 - 20
AP-4TX - RX6L6, 6K8, 6SJ7, 6SC7, 5Z42,0 - 8,08 - 20
AP-5TX - RX6L6, 6K8, 6SJ7, 6SC7, 5Z42,0 - 168 - 20
AP-7TX - RX117L7, 4x 9001, 90024,5 - 8,03
BP-3TX - RX6V6, 829, 6K8, 6SK7, 6SQ7, 6SC72,0 - 8,050 - 70
BP-4TX - RX6V6, 829, 6K8, 6SK7, 6SQ7, 6SC74,0 - 1650 - 70
BP-5TX - RX6V6, 829, 6K8, 6SK7, 6SQ7, 6SC72,0 - 8,050 - 70
NP-3TX 2x 1J6G3,5 - 9,03
NP-3ATX3A53,5 - 9,03
OP-3RX1R5, 2x1T4, 1S50,5 - 1,5; 2,0 - 12

 

Zbigniew S. Siemaszko – Pipsztoki
w:  Instytut Literacki Paryż, Zeszyty Historyczne 98, 1991 s. 37-56 

 

Dziękujemy prof. dr hab. inż. Krzysztofowi Zaremba, rektorowi  Politechniki Warszawskiej
za życzliwe udostępnienie źródłowych dokumentów dotyczących Tadeusza Heftmana

 

 

Upamiętnienie

Wyborcza-Heftman-278x250 Tadeusz Heftman - konstruktor

Artykuł na portalu „Wyborczej”, szybko usunięty….

Wyborcza-Heftman-2-157x250 Tadeusz Heftman - konstruktor

Artykuł na portalu „Wyborczej”, szybko usunięty…

W 2019 oraz w 2020 roku wystąpiłem do prezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego z wnioskiem o godne uhonorowanie Tadeusza Heftmana. Niestety, bezskutecznie, podobnie bezskuteczne okazało się wystąpienie w tej sprawie do radnych Rady Miejskiej w Sosnowcu.

29 stycznia 2021 Rada Miejska Sosnowca – po osobistej interwencji (na niekorzyść) partyjnego prezydenta miasta Arkadiusza Chęcińskiego („Platforma Obywatelska”) – w istocie zakpiła sobie z mojego wniosku o godne uhonorowanie Tadeusza Heftmana.

Otóż radni planowali uczynić Tadeusza Heftmana patronem ronda u zbiegu ulic Ostrogórskiej i Jagiellońskiej w Sosnowcu. Niestety, godną pochwały inicjatywę zablokował… partyjny prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Radni wycofali się więc z tej inicjatywy, chociaż usłużna wobec PO „Gazeta Wyborcza” zdążyła już opublikować artykuł o zmianie nazwy ronda na swoim portalu (patrz screeny obok). Został zdjęty z portalu |Wyborczej” bodaj po godzinie…

sosnowiczanie-300x82 Tadeusz Heftman - konstruktorRadni zdecydowali także, iż w peryferyjnej dzielnicy „aby upamiętnić Tadeusza Heftmana oraz Ludomira i Leonarda Danilewiczów zostanie ulokowana – w pobliżu ul. Kryptologów – tablica poświęcona ww. osobom wraz z ich biogramem i wizerunkiem.” Tak oto pionier polskiego krótkofalarstwa, konstruktor słynnych „polish spy radio” (radiostacji typu AP) został – w mniemaniu radnych – kryptologiem…. 🙁  

Moje protesty w grupie wielbicieli prezydenta Chęcińskiego skończyły się… odebraniem mi prawa głosu na miesiąc… 🙁  Nota bene – tablicy nie ma do dzisiaj…

 

Zobacz także:

 

Źródła:
  • informacje własne (archiwum portalu)
  • Politechnika Warszawska – akta osobowe studenta Tadeusza Heftmana, sygn. akt 9499
  • Notatka w sprawie działalności Polskich Wojskowych Warsztatów Radiotechnicznych, Instytut Polski i Muzeum gen. Sikorskiego, IPMS A.XII.69/5 s. 96
  • Siemaszko Zbigniew S. – Pipsztoki, w:  Instytut Literacki Paryż, Zeszyty Historyczne 98, 1991 s. 37-56 
  • Siemaszko Zbigniew S. – Wojenne kontakty z Krajem, w: Instytut Literacki Paryż, Kultura, 1959, nr 5/139, s. 135-141
  • Zbigniew S. Siemaszko – Łączność i polityka, wyd. 2, s. 399, 436-437
  • Siemaszko Zbigniew S. – Łączność radiowa Sztabu Naczelnego Wodza w przededniu powstania warszawskiego, w: Instytut Literacki Paryż, Zeszyty Historyczne nr 6, s. 64-116
  • Siemaszko Zbigniew S. – Ośrodek Cichociemnych Łącznościowców Anstruther – Auchtertool – Polmont, w: Londyn, 1994 (maszynopis), digitalizacja własna, skan w zbiorach autora portalu, oryginał w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki Zegrze
  • Marian Rejewski – Jak matematycy polscy rozszyfrowali Enigmę, Wiadomości Matematyczne XXIII (1980), s. 1-28
  • Ppłk. dypl. inż. Tadeusz Lisicki – Historia i metody rozwiązania niemieckiego szyfru maszynowego „ENIGMA”, źródło: Instytut Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja akt Stefana Mayera, zespół nr 100, teczka nr 709/100/53
  • Tadeusz Lisicki – AVA  (maszynopis / rękopis), w zbiorach Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu, sygn. K 1074
  • Gregory Derwin – Built to Resist. An Assessment of the Special Operations Executive’s Infrastructure in  the United Kingdom durning the Second World War, 1940-1946, vol. I, II University of East Anglia, 2015 (praca doktorska), s. 106-108
  • Krzysztof Dąbrowski – W kręgu zakładów AVA, w: Polska myśl techniczna w II wojnie światowej. Materiały pokonferencyjne. Warszawa, 2015 s. 117-126 , ISBN 978-83-63050-28-3
  • Beata Majchrowska – Więcej niż Enigma. Historia Antoniego Pallutha. Klinika Języka,  Szczęsne 2020, ISBN 978-83-64197-87-1
  • Radioelektronicy polscy – Tadeusz Heftman
  • Andrzej Marusak – Tadeusz Heftman (1906-1995), prezentacja na XXIV Seminarium WEP
  • Krzysztof Leszczyński – Ludomir Danilewicz (1904-1971), prezentacja na XXVI Seminarium WEP
  • Krzysztof Leszczyński – Wojskowy sprzęt łączności z firmy AVA, prezentacja na XXVI Seminarium WEP
  • Prof. Grzegorz Łukomski – Poznańskie początki „Enigmy”, w: „Mars”, Problematyka i Historia Wojskowości, t. 10, Warszawa-Londyn 2001, s. 49-68
  • Instytut Piłsudskiego w Londynie –  AVA  gniazdo pogromców Enigmy
  • David Link – Resurrecting Bomba Kryptologiczna, Archaeology of Algorithmic Artefacts, I, Cryptologia, 33:2, 168, 2009
  • Władysław Kozaczuk – Enigma: How the German Machine Cipher Was Broken and How It Was Read by the Allies in World War Two, Praeger, 1984, ISBN 0-313-27007-4

 

Łączność z Krajem

 


41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Łączność z KrajemSpis treści:


 

skan724-c-226x300 Łączność z Krajem

II Rzeczpospolita, 1939 r.

Po zajęciu terytorium II Rzeczpospolitej przez okupantów: hitlerowskiego i sowieckiego, jedynymi możliwymi formami łączności z Krajem była tylko łączność radiowa oraz kurierzy. Utrzymywanie łączności z okupowanym Krajem było jednym z najważniejszych problemów w funkcjonowaniu rządu na obczyźnie. Celem było wsparcie konspiracyjnej walki (z okupantem niemieckim) oraz utrzymanie ciągłości władzy państwowej na terenie II R.P. wbrew woli okupantów: niemieckiego oraz sowieckiego.

(Młodzieży przypomnę, że internet powstał najpierw jako sieć rozległa ARPANET pod koniec lat 60. XX wieku, a telefonia komórkowa wraz z pierwszą siecią 1G w 1981)

 

19 października 1939 emigracyjne władze II Rzeczypospolitej wysłały do Kraju pierwszego emisariusza Naczelnego Wodza – późniejszego Cichociemnego rtm. Feliksa Szymańskiego. Wyruszył z Francji, pokonał 4 granice i po 10 dniach dotarł do Warszawy. 20 listopada wyruszył w drogę powrotną, 2 grudnia dotarł do Paryża. Ten szlak pokonywał jeszcze dwukrotnie.

II-RP-225x250 Łączność z Krajem28 listopada 1939 Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski wydał Dowódcy Lotnictwa, gen Józefowi Zającowi rozkaz L.dz. 81/tjn Paryż nawiązania łączności lotniczej z okupowaną Rzeczpospolitą – Lwowem, Warszawą, Krakowem, w miarę możliwości także z Poznaniem. Brakowało jednak samolotów, które przeznaczano dla brytyjskich eskadr lotnictwa bombowego i myśliwskiego.

Na początku listopada 1940 wyruszył z Londynu do Warszawy specjalny emisariusz Naczelnego Wodza, późniejszy Cichociemny ppłk Kazimierz Iranek – Osmecki.  Długa droga wiodła poprzez: Lizbonę, Sierra Leone, Lagos, Duala (Kamerun), Bangui  (obecna stolica Republiki Środkowoafrykańskiej), Stanleyville (Kongo), Chartum, Zair, Palestynę, Cypr, Grecję, Jugosławię, Budapeszt. Dotarł do Polski 24 grudnia. Pod koniec stycznia wyruszył w drogę powrotną i dotarł do Londynu w kwietniu 1941. Podróż w obie strony trwała więc prawie pięć miesięcy.

Było oczywiste, iż stała, regularna  łączność z Krajem może być skutecznie nawiązana jedynie drogą radiową oraz lotniczą.

 

Łączność radiowa

radiostacja-Heftman-300x232 Łączność z Krajem

radiostacja konstrukcji inż Tadeusza Heftmana miała małe wymiary, duży zasięg oraz była bardzo trudna do wykrycia…

Prace nad nawiązaniem łączności radiowej pomiędzy Sztabem Naczelnego Wodza w Londynie a Komendą Główną Armii Krajowej prowadzono od jesieni 1939 w Paryżu oraz w Warszawie. 19 stycznia 1940 polska radiostacja wojskowa „Regina” w Paryżu nawiązała łączność z bazą „Bolek” (radiostacja ambasady polskiej) w Bukareszcie. 8 marca 1940 nawiązano łączność z „Romkiem” (radiostacja polskiej ambasady) w Budapeszcie.

Tajna radiostacja AK, działająca w okupowanej Warszawie (w lokalu przy ul. Fortecznej), 3 marca 1940 nawiązała łączność z „Bolkiem”, trzy miesiące później także z „Romkiem”. Bezpośrednią łączność Sztabu Naczelnego Wodza z KG AK uruchomiono w grudniu 1940 dzięki radiostacji Marta w Stanmore pod Londynem.

radiostacja-A5-Hefman-219x300 Łączność z Krajem

radiostacja A-5 konstrukcji inż. Tadeusza Heftmana, źródło: Radioelektronicy polscy

W Stanmore, miejscowości na północny zachód od Londynu, zlokalizowano Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe (właśc. Polskie Wojskowe Warsztaty Radiotechniczne, Polish Wireless Research Unit) których zadaniem była produkcja specjalnego sprzętu radiokomunikacyjnego. Urządzenia łączności specjalnej projektował inż. Tadeusz Heftman (znak wywoławczy TPAX), pionier polskiego krótkofalarstwa, pierwszy Polak który nawiązał (z Sosnowca) łączność z zagranicą: 6 grudnia 1925 z Holandią, w kwietniu 1926 z USA. To On zaprojektował dla Sztabu Naczelnego Wodza radiostację, właściwie zespół 16 radiostacji nadawczo – odbiorczych, które służyły do łączności z radiostacjami Armii Krajowej oraz wspierały łączność pomiędzy okręgami AK w okupowanej Polsce. Wspomógł także złamanie kodu niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma.

tadeusz-heftman Łączność z Krajem

inż. Tadeusz Heftman, źródło: Radioelektronicy polscy

Urodzony w Sosnowcu (absolwent IV LO im. Staszica) inż. Tadeusz Heftman, pionier krótkofalarstwa w Polsce, przed wojną pracował w warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA, gdzie skonstruowano Lacidę, polską maszynę szyfrującą, odpowiednik niemieckiej Enigmy, która posłużyła do złamania jej kodu. Projektował też radiostacje, zwane pipsztokami dla Oddziału II Sztabu Głównego WP, czyli dla „dwójki” – polskiego wywiadu. Po kampanii wrześniowej 1939 inż. T. Heftman wraz z grupą polskich radiotechników przedostał się do Francji, następnie do Wielkiej Brytanii. Przywiózł także prototyp radiostacji AP-1 wraz z dokumentacją. Został głównym konstruktorem Polskich Wojskowych Warsztatów Radiowych w Stanmore.

radiostacja-Heftman-muzeum-AK-225x300 Łączność z Krajem

radiostacja KG AK konstrukcji inż. Tadeusza Heftmana, w zbiorach Muzeum AK w Krakowie

Produkowano tam stacje nadawczo-odbiorcze, oznaczone A (AP) i B (BP). Miały zwartą konstrukcję, niewielkie rozmiary (280 x 210 x 100 mm) i wagę (6 kg), były solidnie wykonane oraz trudne do wykrycia podczas pracy. Zyskały opinię najlepszych tego typu urządzeń! Dlatego w 1942  PWWR uznano za placówkę wojskową, podporządkowano ją wspólnemu polsko-brytyjskiemu kierownictwu. Dzięki temu otrzymywała przydziały niezbędnych podzespołów.

radiostacja-Heftman-a1-213x300 Łączność z Krajem

radiostacja A-1 konstrukcji Tadeusza Heftmana, źródło: Radioelektronicy polscy

W aluminiowej skrzynce z odchylaną pokrywą, znajdowały się wszystkie podzespoły i akcesoria oraz instrukcja obsługi. Klucz telegraficzny montowano zwykle na płycie czołowej. Zamiast wskaźników wychyłowych były wskaźniki świetlne: żarówki i neonówki. Radiostacja była zasilana z sieci prądu zmiennego o napięciu 120/220V, z baterii akumulatorów i przetwornicy wibratorowej, z ręcznego generatora. Stale ją doskonalono, za najlepszy uznaje się model AP-5 o maksymalnym zasięgu do 1,5 tys. km! W wersji dla Polaków radiostacja pracowała w zakresie 12-14 MHz, w wersji dla Brytyjczyków (mniejszy zasięg) wystarczał zakres do 8 MHz.

Do końca 1942 wyprodukowano ok. 200 radiostacji. Jeden z pierwszych egzemplarzy zabrał ze sobą gen. Władysław Anders w kwietniu 1942, w podróży z Londynu do Uzbekistanu. Posłużyła m.in. do łączności pomiędzy podlondyńskim Stanmore a Taszkientem. W 1943 wyprodukowano 543 radiostacje, w 1944 1000 radiostacji różnych typów. Co najmniej 600 przekazano brytyjskiemu wywiadowi wojskowemu MI6 oraz SOE, trafiły także do francuskiego Resistance. Ok. 400 radiostacji zrzucono na potrzeby Armii Krajowej.  Więcej informacji o AP-5Crypto Museum

odbiornik-Heftman-muzeumAK-300x147 Łączność z Krajem

odbiornik OP3 konstrukcji inż. Tadeusza Heftmana

W 1944 Polskie Wojskowe Warsztaty Radiowe rozpoczęły także produkcję małych odbiorników OP3 (początkowo oznaczonych 30/1), dla brytyjskich agentów SOE i polskich Cichociemnych. Pracowały one w zakresach 200 – 500 kHz, 2 – 5 MHz i 5 – 12 MHz, na baterii anodowej 60 V oraz żarzeniowej 1,4 V, były niezwykle małe (175 x 125 x 40 mm). 

manczarski-stefan-217x300 Łączność z Krajem

inż. Stefan Manczarski

Do rozwoju tajnej łączności przyczynili się także zwłaszcza dwaj inni polscy inżynierowie. Stefan Manczarski opracował w 1929 zasadę kompensacji, w oparciu o nią dla Armii Krajowej specjalny typ  anteny kompensacyjnej, całkowicie tłumiącej falę przyziemną, co uniemożliwiało wykrycie pracującej konspiracyjnej radiostacji przez goniometry. Konspiracyjna rozgłośnia lokalna Jego konstrukcji działała na Starym Mieście podczas Powstania Warszawskiego.  

Stefan Lalewicz skonstruował aparat do szybkiej transmisji telegrafii, nadający znaki telegraficzne z użyciem papierowej taśmy oraz fotoelementów. Aparat produkowano w Wielkiej Brytanii i zrzucano do Polski w latach 1943 – 1944. Umożliwiał niezwykle szybkie nadanie radiowego komunikatu. Po wojnie udoskonalono taki system nadawania w tzw. radiostacjach numerycznych nadających do dzisiaj komunikaty dla agentów wywiadu (także polskich).

Zobacz  – inż. Tadeusz Heftman oraz Cichociemni łącznościowcy

 

 

Andrzej Chmielarz – Organizacja łączności radiowej
w: Biuletyn informacyjny, marzec 2021, nr 03 (369), s. 1-9

 

 

Łączność lotnicza

Trening-spadochronowy-250x146 Łączność z KrajemPierwszą propozycję w sprawie utworzenia polskich oddziałów desantowych 7 grudnia 1939  złożył do Dowódcy Lotnictwa gen. Józefa Zająca mjr dypl. Włodzimierz Mizgier-Chojnacki. W swoim meldunku zauważał, że „Na terenie Francji oraz w obozach w Rumunii i na Węgrzech znajduje się spora liczba naszych spadochroniarzy przeszkolonych przez LOPP i Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy. (…) W dzisiejszych warunkach walki, gdy otwierają się możliwości pionowego (sic!) otoczenia nieprzyjaciela, desanty powietrzne mogą stać się rzeczywistym i skutecznym środkiem walki.” Mjr dypl. Mizgier-Chojnacki postulował „utworzenie naszych oddziałów desantowych” proponując także 19 osób: siebie, szesnastu innych oficerów, dwóch instruktorów, jako kadrę przyszłego ośrodka szkolenia spadochronowego (lista na stronie Prekursorzy Cichociemnych). 

Gorski-Jan-Kalenkiewicz-Michal-300x258 Łączność z Krajem

kpt. Jan Górski (po lewej) oraz kpt. Maciej Kalenkiewicz (po prawej)

Pierwszą propozycję w sprawie nawiązania łączności lotniczej z Krajem 30 grudnia 1939 złożył Dowódcy Lotnictwa gen. Józefowi Zającowi kpt. Jan Górski ps. Chomik. Przygotował opracowanie pt. Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych.

Wobec braku reakcji ponowił raport 21 stycznia 1940 przedkładając go tym razem gen. Kazimierzowi Sosnkowskiemu. Wraz z kpt. Maciejem Kalenkiewiczem po raz trzeci złożył raport w tej sprawie 14 lutego 1940.

Podkreślał w nim – „Głównym zadaniem wojsk polskich we Francji jest jak najwydajniejsze i jak najbardziej bezpośrednie działanie na korzyść Kraju. Taką właśnie jego formą jest wsparcie powstania przez desanty oddziałów wojsk polskich tworzonych we Francji.”

Przedłożony raport był integralną częścią koncepcji, wyartykułowanej przez kpt. dypl. Jana Górskiego oraz kpt dypl. Macieja Kalenkiewicza, w dokumentach pt. „Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju”, a także „Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych”.

Wraz z raportem zgłosił też gotowość grupy 16 oficerów, absolwentów Wyższej Szkoły Wojennej (nazywanych „chomikami”),  do desantowania się do Kraju. Istnieje zbieżność nazwy tej grupy z pseudonimem kpt. Jana Górskiego, jednak pseudonim „Chomik” obrał znacznie później, w połowie lipca 1941. Podczas wycieczki z kpt. Maciejem Kalenkiewiczem „gadali o wojnie, o desantach i o rodzinach, a obok kręcił się zapobiegliwy chomik, znosząc w pyszczku ziarno do swojej dziurki. Tak ich to miłe stworzonko ubawiło i wzruszyło, że Jan obrał go za swój pseudonim” (Jan Erdman, Droga do Ostrej Bramy, s. 152).

Szesnastu polskich oficerów zgłosiło się do wojsk powietrznodesantowych w sytuacji, gdy pierwsze jednostki spadochronowe tworzyły jedynie Niemcy i Związek Radziecki (Rosja). W Europie Zachodniej ich jeszcze nie było, pierwsza rozpoczęła ich tworzenie Polska. Należy więc docenić nowatorski charakter Ich inicjatywy, Ich patriotyzm oraz poświęcenie.

Należy także przypomnieć, że bezpośrednio przed wojną, działania podjęte przez Sztab Główny Wojska Polskiego, w tym uruchomienie produkcji spadochronów Polski Irvin, otwarcie Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy, testy sprzętu i wyposażenia, szczególnie zaś rozpoczęcie szkolenia spadochroniarzy – komandosów, nie miały wpływu na przebieg kampanii wrześniowej, jednak sytuowały Polskę w ścisłej światowej elicie państw tworzących wojska powietrznodesantowe. Więcej info – Prekursorzy Cichociemnych

W grupie „szesnastu chomików” znalazło się 12 saperów (w tym 6 po cywilnych studiach politechnicznych), 2 oficerów piechoty, 1 lotnik, 1 artylerzysta. Siedmiu z Nich trwale związało się ze spadochroniarstwem oraz ideą Cichociemnych.

 

Oto sporządzona przez kpt. dypl. Jana Górskiego lista pierwszych kandydatów na Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej:

  1. Szesnastu-248x300 Łączność z Krajemmjr. sap. inż Stanisław Derejski – przed wojną kierownik Elektrowni i Wodociągów Szkolnych Batalionu Elektrotechnicznego Saperów w Modlinie, zaginął we Francji w 1940
  2. kpt. sap. inż. Jan Kazimierz Zawisza – absolwent II promocji (1925) Szkoły Podchorążych Saperów,
  3. kpt. dypl. sap. Jan Jaźwiński – (Znak Spadochronowy nr 0005), absolwent II promocji (1925) Szkoły Podchorążych Saperów, absolwent kursu 1932-1934 (XIII promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, późniejszy organizator lotów specjalnych SOE do Polski ze zrzutami Cichociemnych i zaopatrzenia dla Armii Krajowej
  4. por. lot. naw. Stanisław Buczyński – absolwent kursu 1938-1940 (XIX promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, przed wojną obserwator w Eskadrze Sztabowej, w kampanii wrześniowej jednostka w dyspozycji Naczelnego Dowódcy Lotnictwa i OPL
  5. kpt. sap. Antoni Strawiński – (Znak Spadochronowy nr 0524), przed wojną adiutant dowódcy saperów, późniejszego Cichociemnego gen. bryg. Tadeusza Kossakowskiego
  6. kpt. piech. Edward Mazurkiewicz – absolwent kursu 1938-1940 (XIX promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, przed wojną II adiutant dowódcy 97 Pułku Piechoty, wiosną 1940 zamordowany przez Sowietów w Charkowie
  7. ppor. sap. Zygmunt Juszkiewicz – (Znak Spadochronowy nr 1061),
  8. por. sap. Kazimierz Bilski – (Znak Spadochronowy nr 1331/1553), późniejszy absolwent II Kursu Wojennego 1942 Wyższej Szkoły Wojennej, Cichociemny
  9. kpt. art. Henryk Chocianowicz – absolwent kursu 1938-1940 (XIX promocja) Wyższej Szkoły Wojennej
  10. kpt. dypl. piech. Stanisław Otton Drzewiecki – absolwent kursu 1935-1937 (XVI promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, m.in. oficer Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej
    cc-Jan-Gorski--300x300 Łączność z Krajem

    Kpt. Jan Górski (po lewej), archiwum rodzinne Michała Górskiego

  11. kpt. dypl. sap. inż. Maciej Kalenkiewicz – absolwent III promocji (1926) Szkoły Podchorążych Saperów (1 lokata), absolwent kursu 1938-1940 (XIX promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, współtwórca Cichociemnych
  12. kpt. dypl. sap. inż. Jan Górski – absolwent III promocji (1926) Szkoły Podchorążych Saperów (5 lokata), absolwent kursu 1938-1940 (XIX promocja) Wyższej Szkoły Wojennej, współtwórca Cichociemnych
  13. kpt. sap. inż Jan Rypel – przed wojną adiutant szefa Biura Inspektora Saperów Sztabu Głównego, późniejszy dowóca 2 kompanii 1 Modlińskiego Batalionu Saperów
  14. kpt. sap. inż. Maksymilian Kruczała – (Znak Spadochronowy nr 0526), późniejszy instruktor Cichociemnych na kursach minerstwa, pułapek minerskich, wysadzania ciężkich obiektów w Audley End (STS 43) oraz we Włoszech
  15. ppor. sap. Jan Ceceniowski – późniejszy dowóca plutonu 2 kompanii 1 Modlińskiego Batalionu Saperów
  16. por. sap. Stanisław Ośrodek

 

W maju 1940 obaj współtwórcy Cichociemnych zostali przeniesieni do „Biura gen. Sosnkowskiego”. Pod tą zakamuflowaną nazwą funkcjonowała Komenda Główna ZWZ (później przemianowanego na Armię Krajową). Pracowali tam nad planami wsparcia drogą lotniczą powstania powszechnego. Także w maju złożyli do Sztabu Naczelnego Wodza memorandum w tej sprawie. Przygotowali również Instrukcję dla pierwszych lotów łącznikowo – rozpoznawczych w sprawie zrzutów spadochronowych, lądowania lub wodowania samolotów oraz podejmowania poczty z ziemi.

 

Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza

29 czerwca 1940, po rozwiązaniu Komendy Głównej ZWZ na obczyźnie, z części jej składu utworzono w sztabie Naczelnego Wodza  Samodzielny Wydział Krajowy, ze względów bezpieczeństwa nazywany Oddziałem VI, potem Oddziałem Specjalnym Sztabu NW. Jego podstawowym zadaniem było utrzymanie łączności radiowej i kurierskiej Naczelnego Wodza w Londynie z Komendantem Głównym Armii Krajowej w okupowanej Polsce.  Siedziba Oddziału VI mieściła się w Londynie, początkowo w Sztabie Naczelnego Wodza, tj. w hotelu Rubens. Od początku sierpnia 1943 w budynku na rogu Upper Belgrave Street i Wilton Street, nieopodal hotelu Rubens, bedącego siedzibą Sztabu Naczelnego Wodza. Oddział traktowany był jako komórka Armii Krajowej, wszyscy pracownicy oddziału składali przysięgę na rotę AK.

CC-prezentacja-010-popr-300x224 Łączność z Krajem

Oddział VI (Specjalny) administrował całością funduszy przeznaczonych dla Armii Krajowej, współpracował z pozostałymi oddziałami Sztabu NW we wszystkich zagadnieniach dotyczących AK, a także z SOE. Podlegała mu cała wojskowa łączność z okupowaną Polską, w tym zrzuty sprzętu i pieniędzy oraz rekrutacja, szkolenie i zrzuty Cichociemnych dla Armii Krajowej. M.in. w sprawach szkolenia i zrzutów ściśle współpracował z polską sekcją brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE). Łączność (57 radiostacji) Armii Krajowej w okupowanej Polsce obsługiwało 50 Cichociemnych.

Oddział VI (Specjalny) miał także m.in. obowiązek wspierania czynników cywilnych w łączności z Delegaturą Rządu na Kraj, m.in. szkolił emisariuszy i kurierów politycznych oraz przerzucał ich do Kraju z materiałami propagandowymi i pieniędzmi z budżetu cywilnego. Pośredniczył pomiędzy Komendą Główną AK, a rozgłośnią BBC przy nadawaniu haseł radiowych dla komórek i oddziałów w terenie, w tym w obozach jenieckich. 

Oddział VI dysponował: Główną Bazą Przerzutową w Latiano nieopodal Brindisi, którą dowodził mjr dypl. Jan Jaźwiński, stacjami wyczekiwania dla Cichociemnych przerzucanych do Kraju, kilkunastoma ośrodkami szkolenia kandydatów na Cichociemnych w Wielkiej Brytanii i we Włoszech, bazami i placówkami łączności radiowej, ponadto nadzorował ok. 640 placówek odbiorczych (zrzutowisk, tzw. koszy) w okupowanej Polsce.

Więcej info – Oddział VI (Specjalny)

Marian Utnik – Likwidacja Oddziału VI
w: Zeszyty Historyczne, Instytut Literacki Paryż 1982, zeszyt 62, s. 201-205

 

Jan-Gorski-foto2-web--300x228 Łączność z Krajem

Cichociemny mjr. dypl. Jan Górski, ps. Chomik (po prawej), kpt. dypl. Stanisław Drzewiecki (po lewej), w sztabie I. Brygady Strzelców , Biggar, Szkocja, jesień 1940, Archiwum rodzinne Michała Górskiego

W sierpniu 1940 kpt. Maciej Kalenkiewicz przygotował, wspólnie z kpt. Janem Górskim, memoriał pt. „O zdobywczą postawę polskiej polityki”. W swoim pamiętniku zanotował: „Mój artykuł „O zdobywczą postawę polskiej polityki” – mocny i dobry. Co najtęższe myśli pochodzą w nim od Jana Górskiego”. Memoriał proponował przekształcenie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie pod dowództwem brytyjskim w Polski Korpus Desantowy oraz Lotnictwo Wsparcia Powstania.  20 września 1940  gen. Władysław Sikorski poprzez córkę Zofię Leśniowską zaprosił kpt. Kalenkiewicza na śniadanie, podczas którego koncepcja lotniczej łączności z Krajem została zreferowana Naczelnemu Wodzowi.

10 października 1940 Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysław Sikorski wydał rozkaz L.408/II w sprawie przygotowania Polskich Sił Zbrojnych do możliwości przerzucenia transportem lotniczym do kraju, do bezpośredniego wsparcia i osłony Powstania. Rozkazem z 23 września 1941 (formalnie wydanym 9 października) utworzył jednostkę powietrznodesantową – 1 Brygadę Spadochronową, jej dowództwo objął płk dypl. (później generał) Stanisław Sosabowski. W związku z powiększeniem Brygady o dodatkowe pododdziały – po upływie ok. roku, rozkazem z 20 października 1942 zmieniono nazwę na 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa. Wobec Brytyjczyków funkcjonowała nadal jako 4 Brygada Kadrowa Strzelców, dopiero w sierpniu 1942 przyjęli do wiadomości istnienie polskiej brygady  spadochronowej.

W marcu 1941 kpt. Jan Górski oraz kpt. Maciej Kalenkiewicz  przedłożyli w Sztabie Naczelnego Wodza studium strategiczne – Uderzenie powierzchniowe  [uderzenie powietrznodesantowe – przyp. RMZ]  jako nowa forma walki zaczepnej.

 

Wydział studiów i szkolenia wojsk spadochronowych
Largo-House-250x194 Łączność z Krajem

Szkolenie Cichociemnych, Largo House, wrzesień 1941

Utworzono go w październiku 1940 w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza. Kierował nim ppłk. dypl. Wilhelm Heinrich z przedwojennej „dwójki” (wywiadu). Przydzielono pod jego komendę czterech oficerów: kpt. Jana Górskiego, kpt. Macieja Kalenkiewicza oraz lotników: ppłk Stefana Olszewskiego i kpt. naw. Lucjana Fijutha. Wydział planował użycie wojsk powietrznodesantowych w przygotowywanym powstaniu powszechnym w Polsce. Przygotował utworzenie 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Pierwszy, dwutygodniowy kurs spadochronowy zorganizowano już w październiku 1940 w brytyjskim ośrodku Ringway pod Manchesterem. Ukończyło go 12 żołnierzy. Rekrutacją kolejnych zajął się Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza, współpracujący z brytyjskim Special Operations Executive (SOE). Opracowano dostosowany do potrzeb Armii Krajowej program szkolenia.

 

Lotnicze wsparcie Armii Krajowej
Jan-Gorski-foto1-web--262x300 Łączność z Krajem

Cichociemny mjr. dypl. Jan Górski, ps. Chomik, Londyn 1941, archiwum rodzinne Michała Górskiego

button-zrzuty_200-150x150 Łączność z KrajemDzięki zaangażowaniu mjr/ppłk. dypl. Jana Jaźwińskiego teoria kpt. Jana Górskiego i kpt. Macieja Kalenkiewicza mogła zostać zrealizowana w praktyce – rozpoczęto wspieranie konspiracyjnej Armii Krajowej zrzutami 316 Cichociemnych oraz zaopatrzenia. W nocy z 15/16 lutego 1941, w operacji lotniczej Adolphus, w rejonie Skoczowa (okolice wsi Dębowiec) po raz pierwszy zrzucono Cichociemnych. Była to pierwsza operacja zrzutowa Oddziału VI oraz SOE w Europie, pierwszy zrzut żołnierzy alianckich na tereny okupowane przez Niemców. W okresie próbnym, który trwał do kwietnia 1942 zrzucono do Polski 48 skoczków (40 CC i 8 kurierów) oraz 2 tony zaopatrzenia, 1 541 450 dolarów, 119 400 dolarów w złocie, 1775 funtów brytyjskich, 885 000 marek niemieckich.

W kolejnym sezonie operacyjnym Intonacja, od sierpnia 1942 do kwietnia 1943, zrzucono do Kraju 119 skoczków (106 CC, 9 kurierów, 1 Węgra) oraz 49,5 ton zaopatrzenia, 13 022 000 dolarów, 5 158 000 marek, 10 000 peset oraz 700 000 „młynarek”. W sezonie operacyjnym Riposta, od sierpnia 1943 do lipca 1944, zrzucono do Polski 146 skoczków (133 CC i 10 kurierów) oraz 265 ton zaopatrzenia, 15 948 300 dolarów, 161 025 dolarów w złocie, 6 986 500 marek, 1644 funtów brytyjskich w złocie oraz 40 569 800 „młynarek”. W sezonie operacyjnym Odwet, od sierpnia do grudnia 1944, zrzucono do Kraju 38 skoczków (32 CC, 2 kurierów, 4 Anglików), 355 ton zaopatrzenia, 3 996 188 dolarów, 34 800 dolarów w złocie oraz 6 460 000 marek.

Ogółem w czterech sezonach operacyjnych od lutego 1941 do grudnia 1944 wysłano łącznie do Polski 316 Cichociemnych oraz 28 kurierów  (jeden CC i jeden kurier skoczyli dwukrotnie), Węgra – radiotelegrafistę, także 4 Anglików (operacja Freston). Ponadto zrzucono 670 ton zaopatrzenia (odebrano 443 tony) oraz na potrzeby walki w Kraju  34 507 938 dolarów, 315 225 dolarów w złocie, 1775 funtów brytyjskich, 1644 funtów brytyjskich w złocie, 19 489 500 marek, 10 000 peset, 41 269 800 „młynarek” (okupacyjna waluta, emitowana na terenie Generalnego Gubernatorstwa).

Łączność z Krajem została nawiązana i sprawnie działała!

 

Niestety – wskutek postawy Wielkiej Brytanii –  rezultaty lotniczego wsparcia Armii Krajowej były znacznie mniejsze niż to było możliwe. Według moich obliczeń cała pomoc zaopatrzeniowa SOE dla Armii Krajowej zmieściłaby się w jednym pociągu towarowym. Do Polski zrzucono ledwo 670 ton zaopatrzenia (4802 zasobniki, 2971 paczek, 58 bagażników), z czego odebrano 443 tony. W tym samym czasie SOE zdecydowało o zrzuceniu do Jugosławii ponad sto dziesięć razy więcej, tj. 76117 ton zaopatrzenia, do Francji 10485 ton, a do Grecji 5796 ton…

Całe wsparcie finansowe Brytyjczyków dla Polski stanowiło zaledwie ok. 2/3 wydatków Wielkiej Brytanii na wojnę, poniesionych (statystycznie) JEDNEGO dnia. Zrzucono 316 Cichociemnych, choć przeszkolono do zadań specjalnych 533 spadochroniarzy. Tak bardzo Brytyjczycy wspierali Polaków oraz pomagali Polsce…

 

Więcej info – Zrzuty dla Armii Krajowej

 

button-publikacje_200-300x101 Łączność z Krajem

Źródła:

  • Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego – SPP sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89
  • Jan Jaźwiński – Dramat dowódcy. Pamiętnik oficera sztabu oddziału wywiadowczego i specjalnego (przygotowanie do druku: Piotr Hodyra i Kajetan Bieniecki), tom I i II, Polski Instytut Naukowy w Kanadzie, Montreal 2012, ISBN 978-0-9868851-3-6
  • Magdalena Hulas – Goście czy intruzi? Rząd polski na uchodźstwie wrzesień 1939 – lipiec 1943, Warszawa, Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, 1996, s. 221-225, ISBN 83-86301-20-1
  • Jacek Tebinka, Anna Zapalec – Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu. Historia Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), Neriton, Warszawa 2021, ISBN 978-83-66018-94-5 (druk), ISBN 978-83-66018-95-2 (e-book)
  • Jacek Tebinka, Anna Zapalec – Początki współpracy brytyjskich instytucji zajmujących się operacjami specjalnymi z polskim wywiadem wojskowym w 1939 r., w:. Dzieje Najnowsze, rocznik LI – 2019, 4, s. 5-26
  • Kajetan Bieniecki – Lotnicze wsparcie Armii Krajowej, Arcana Kraków 1994, ISBN 83-86225-10-6
  • Siemaszko Zbigniew S. – Pipsztoki, w:  Instytut Literacki Paryż, Zeszyty Historyczne 98, 1991 s. 37-56 
  • Siemaszko Zbigniew S. – Wojenne kontakty z Krajem, w: Instytut Literacki Paryż, Kultura, 1959, nr 5/139, s. 135-141
  • Zbigniew S. Siemaszko – Łączność i polityka, wyd. 2, s. 399, 436-437
  • Siemaszko Zbigniew S. – Ośrodek Cichociemnych Łącznościowców Anstruther – Auchtertool – Polmont, w: Londyn, 1994 (maszynopis), digitalizacja własna, skan w zbiorach autora portalu, oryginał w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki Zegrze
  • Olson Lynne – Wyspa ostatniej nadziei. Anglicy, Polacy i inni. Braterstwo i zdrada, Bellona Warszawa 2017, ISBN 978-830-11-15176-5
  • Jędrzej Tucholski – Spadochroniarze, IW PAX 1991, ISBN 83-211-1057-6
  • Andrzej Chmielarz – Koncepcje wykorzystania skoczków spadochronowych na rzecz okupowanego kraju (1939-1940), w: Polskie wojska spadochronowe w II wojnie światowej. W 120 rocznicę urodzin generała brygady Stanisława Sosabowskiego (red. Janusz Zuziak), Warszawa 2012, ISBN 978-83-933009-6-9, s. 42-48
  • Franciszek Kalinowski – Lotnictwo polskie w Wielkiej Brytanii 1940-1945, Instytut Literacki, Paryż, 1969
  • Andrzej Friszke, Jerzy Poksiński – Pomiędzy Londynem a Warszawą, rozmowa z Marianem Utnikiem, w: Zeszyty Historyczne, Instytut Literacki Paryż 1994, zeszyt 108, s. 121-138
  • Marian Utnik – Oddział łącznikowy Komendanta Głównego AK przy Naczelnym Wodzu na emigracji (VI Oddział Sztabu Naczelnego Wodza) część I, w: Wojskowy Przegląd Historyczny, Warszawa 1981, nr 3 s. 130-158
  • Marian Utnik – Oddział łącznikowy Komendanta Głównego AK przy Naczelnym Wodzu na emigracji (VI Oddział Sztabu Naczelnego Wodza) część II, w: Wojskowy Przegląd Historyczny, Warszawa 1981, nr 4 s. 151-174
  • Marian Utnik – Oddział łącznikowy Komendanta Głównego AK przy Naczelnym Wodzu na emigracji (VI Oddział Sztabu Naczelnego Wodza) część III, w: Wojskowy Przegląd Historyczny, Warszawa 1982, nr 1 s. 188-210

 


Tł.

1