Tag Archives: Ryszard M. Zając

Nie kupuj śmieci – Śledziński, Znak

 

Odcinek 1   (55 stron z ok. 400): 

55 stron – 58 błędów

czyli errata do 1/4 książki – „Cichociemni. Elita polskiej dywersji”

 

NIE-KUPUJ-SMIECI-sledzinski-znak__-300x208 Nie kupuj śmieci - Śledziński, ZnakPseudohistoryk Kacper Śledziński napisał, a nierzetelne wydawnictwo „Znak” wydało książkę „Cichociemni. Elita polskiej dywersji” (Znak, Kraków 2022, ISBN 978-83-240-87-47-1 oraz Znak Kraków, 2012, ISBN 978-83-240-2191-8).

Skandal z okładką – zobacz SKANDALICZNE SZYDERSTWO – na której kiepski autor oraz szmatławe wydawnictwo umieściło hitlerowskiego skoczka – przesłonił niektórym nader istotny fakt, mianowicie iż w tej pseudo „popularnonaukowej” publikacji aż roi się od błędów. Szukanie ich oraz wskazywanie jest zajęciem żmudnym i mało ciekawym – jest ich bowiem tak wiele i są aż tak istotne, że nadmiar bezrozumnej treści musi działać obezwładniająco na każdego kto historię własnego kraju traktuje choć trochę poważnie.

Do tej pory Śledzińskiemu i „Znakowi” udawało się tą tandetę prezentować jako pełnowartościową publikację. Przede wszystkim rzuca się w oczy rażąca nierzetelność oraz brak wystarczającej precyzji. Rzetelni historycy nie komentowali dotąd zawartych w niej treści, zapewne bowiem nikt z nich jej uważnie nie przeczytał. To prawie pewne, bo jest to lektura tego rodzaju, że nawet łysemu zjeżyłaby włosy na głowie – roi się w niej od merytorycznych, istotnych błędów…

skandal-97-tys-238x250 Nie kupuj śmieci - Śledziński, ZnakMój pierwszy post w sprawie tego skandalicznego bubla pseudohistorycznego dotarł na Facebooku do ok. 97 tys. osób. Autor tego gniota tchórzliwie nie zabrał głosu, wydawnictwo zaś coś tam bajdurzyło o rzekomych „procedurach wersyfikacji”, które niby zawiodły. Postawmy sprawę po męsku – wydawnictwo „Znak” od początku bezczelnie oszukuje swych Czytelników, nazywając publicznie tą książczynę „publikacją popularnonaukową”. Kłamie też w żywe oczy, opowiadając o rzekomo istniejących w nim  mechanizmach merytorycznej weryfikacji treści przed publikacją książki. Gdyby choć jedna osoba faktycznie weryfikowała, czy autor czegoś nie przeinaczył albo się nie pomylił – nazwisko takiej osoby widniałoby w tzw. metryce wydawniczej książki. Tymczasem nie ma w niej nikogo, kto choćby udawałby, że był „konsultantem historycznym”.

Niestety fakty są takie – to co sobie Śledziński nawypisywał – pseudowydawnictwo „Znak” bezkrytycznie opublikowało. W przypadku tej akurat książki ma to prawie taką „wartość historyczną” jak napisy na płocie…

Ale do rzeczy – oto errata najważniejszych błędów merytorycznych, zawartych w książce Śledzińskiego. Dotyczy ona obu wydań, tj. z 2012 oraz 2022, bowiem tegoroczne wznowienie tej książki zawiera prawie identyczną treść. Od dziesięciu lat nierzetelny „Znak” (ignorancji) oraz pseudohistoryk Śledziński, ujmując to kolokwialnie, „robią ludziom wodę z mózgu”…

 

Oto wykaz zauważonych błędów w 1/4 książki:

1/ Okładka – Skandaliczne zdjęcie hitlerowca, zbrodniczego fanatyka Adolfa Hitlera w roli „cichociemnego, elity polskiej dywersji”. Zdjęcie bezczelnie skradzione z internetu, dostępne m.in. na stronach:

 

41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak2/ Okładka – ewidentne brednie, jest: „BYŁO ICH 300” – było 316 Cichociemnych

 

3/ Okładka – jest: „Najlepiej wyszkolona formacja w historii” – powinno być: najlepiej wyszkolona grupa żołnierzy w historii. Cichociemni nie byli „formacją”, nie stanowili oddziału wojskowego. Byli grupą żołnierzy do zadań specjalnych.

 

4/ Okładka – jest: „Wywalcz Polsce wolność lub zgiń” – powinno być: „Wywalcz Jej wolność lub zgiń”. Nierzetelny cytat maksymy Cichociemnych.

 

5/ Okładka – jest: „Najlepiej wyszkoleni sabotażyści w historii” – powinno być: najlepiej wyszkoleni żołnierze do zadań specjalnych. Kłamstwem jest wywód, że 300 Cichociemnych było „sabotażystami”; w ogóle spłycanie Cichociemnych do roli sabotażystów jest nierzetelnym wymysłem autora. Proponuję sprawdzić znaczenie słowa sabotaż. Cichociemni byli szkoleni w ok. 30 specjalnościach: dywersja i partyzantka (169), łączność (50), wywiad (37), oficerowie sztabowi (24), służby lotnicze (22), pancerniacy (11), legalizacja (3). Wśród trzystu szesnastu Cichociemnych zaledwie kilku było faktycznie sabotażystami.

 

6/ Okładka – ewidentne brednie: „przygotowywali się, aby w pojedynkę zmienić bieg historii” – powinno być: byli szkoleni do pracy zespołowej w konspiracji.

 

7/ Okładka – jest: „Zrzuceni na spadochronach do okupowanej Polski” – brak precyzji, powinno być: przerzuceni na spadochronach do okupowanej Polski. Nie wszyscy Cichociemni skakali na spadochronach, ośmiu wylądowało na polowych lotniskach, zostało przerzuconych w operacjach „Most”.

 

okladka-tyl-167x250 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak8/ Okładka – ewidentne brednie: „podejmowali samobójcze misje” – powinno być np.: uczestniczyli w śmiałych akcjach bojowych. Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze. Cichociemni byli świetnie wyszkoleni, nie byli bezrozumnymi samobójcami.

 

9/ Okładka – bezczelne prosowieckie kłamstwo: „Nieliczni, którzy przeżyli, trafili po wojnie do piekła komunistycznych więzień” – powinno być: z Tych, którzy przeżyli, większość osadzono w komunistycznych więzieniach oraz łagrach. Z 316 wojnę przeżyło 214; spośród nich część przebywała na Zachodzie, 59 musiało tam uciekać z okupowanej przez komunistów Polski. Organy represji „Polski Ludowej” represjonowały aż 103 Cichociemnych w komunistycznych więzieniach osadzono aż 56 Cichociemnych. Organy represji ZSRR robiły to samo – pod koniec wojny oraz po wojnie – w sowieckich łagrach osadzono aż 35 Cichociemnych.

Ogółem do łagrów zesłano aż 83 Cichociemnych, w tym siedmiu dwukrotnie! Łącznie w komunistycznych więzieniach osadzono 91 Cichociemnych, prawie połowę z tych którzy przeżyli. Jeśli odliczyć Tych, którzy pozostali na Zachodzie lub tam uciekli – w więzieniach i łagrach osadzono zdecydowaną większość Cichociemnych, spośród Tych którzy byli „w zasięgu” komunistycznej władzy. Ostatni Cichociemny wyszedł z łagru w 1956.

 

10/ str. 6 – jest: „(…) wszyscy byliśmy przygotowani do podróży przez Wschód i Bałkany” – powinno być: „(…) wszyscy byliśmy przygotowani do podróży przez Wschód: Turcję i Bałkany”, nierzetelny cytat z książki Cichociemnego Alfreda Paczkowskiego (Ankieta Cichociemnego, 1984).

 

40_Znak-Spadochronowy-AK-187x300 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak11/ str. 12 – w odniesieniu do CC Jana Piwnika jest: „ukończył Szkołę Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, uczelnię o wysokim poziomie nauczania” – Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze – nie było szkoły o takiej nazwie, nie była to uczelnia; powinno być „ukończył Wołyńską Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim„. Nie była to „uczelnia”, byłby to bowiem chyba pierwszy w historii przypadek lokalizacji ośrodka akademickiego w koszarach…

 

12/ str. 12 – w odniesieniu do CC Bohdana Piątkowskiego jest: „w 1930 roku ukończył Oficerską Szkołę Artylerii i otrzymał przydział do 1. Dywizjonu Artylerii Konnej im. Gen. [tak w oryginale] Józefa Bema” – powinno być: w 1930 ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii w Toruniu, przydzielony jako młodszy oficer 3 baterii 7 Dywizjonu Artylerii Konnej w Poznaniu. (…) Od 2 maja 1935 przydzielony do 1 Dywizjonu Artylerii Konnej w Warszawie.

 

13/ str. 13 – w odniesieniu do CC Eugeniusza Kaszyńskiego jest: „przed wojną był instruktorem wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego w Horodence (…). Zanim przyjął wspomniana funkcję instruktora, był oficerem kontraktowym w 49 Pułku Piechoty Strzelców Huculskich w Kołomyi” – powinno być: od 1937 członek Związku Strzeleckiego, instruktor (odznaka PW II stopnia) Przysposobienia Wojskowego oraz WF, od 1 kwietnia 1938 powołany do wojska jako oficer kontraktowy w 49 Pułku Piechoty Strzelców Huculskich 11 Dywizji Piechoty w Kołomyi, mianowany na stopień porucznika. Od 17 kwietnia 1939 komendant powiatowy PW oraz WF w Horodence (rejon kołomyjski).

 

14/ str. 13 – w odniesieniu do CC Ryszarda Nuszkiewicza jest: „rozpoczął wojnę w 6 Pułku Strzelców Podhalańskich” – powinno być: w kampanii wrześniowej 1939 w składzie batalionu „Brąglewicz”, improwizowanej taktycznej Grupy „Stryj” na szlaku w rejonie Sambora, Drohobycza, Stryja, Synowódzka.

 

15/ str. 14 – w odniesieniu do CC Ryszarda Nuszkiewicza jest: „Ostatnie dwa miesiące 1941 roku porucznik Nuszkiewicz spędził w Gibraltarze, skąd 30 grudnia 1941 wypłynął do Wielkiej Brytanii” – powinno być: podporucznik Nuszkiewicz (awansowany na porucznika w październiku 1942), dotarł do Gibraltaru 30 grudnia 1941, następnie na początku stycznia 1942 statkiem m/s Batory dotarł do Greenock (Szkocja, Wielka Brytania).

 

16/ str. 14 – w odniesieniu do CC Henryka Januszkiewicza jest: „we wrześniu 1939 jako świeżo upieczony plutonowy podchorąży walczył w 15. Pułku Artylerii Lekkiej” – powinno być: awansowany na stopień plutonowego podchorążego w czerwcu 1938, w kampanii wrześniowej 1939 nie zmobilizowany, od 7 września 1939 walczył w obronie Warszawy jako ochotnik w 1 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej im. Marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego.

 

17/ str. 14 – w odniesieniu do CC Henryka Januszkiewicza jest: „Skakał na terytorium Polski 16 lutego 1943 roku w czteroosobowej ekipie dowodzonej przez podporucznika Adolfa Pilcha” – Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze, powinno być: skakał w nocy 16/17 lutego 1943 (skok nastąpił po północy, 17 lutego) w czteroosobowej ekipie skoczków, którą sam dowodził.

 

18/ str. 14 – w odniesieniu do CC Adolfa Pilcha jest: „ukończył szkołę podchorążych w Skierniewicach. Nie został jednak zawodowym żołnierzem – wybrał studia budowlane na Politechnice Warszawskiej” – Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze, powinno być: Od 20 września 1935 do 31 maja 1926 uczestnik Dywizyjnego Kursu Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 26 Dywizji Piechoty w Skierniewicach. Był to kurs dla rezerwistów, po którym nie zostawało się żołnierzem zawodowym. W 1935 zdał egzamin dojrzałości i uzyskał uprawnienia technika budowlanego w Państwowej Szkole Budownictwa w Warszawie. Nigdy nie rozpoczynał ani nie ukończył studiów, w szczególności „na Politechnice Warszawskiej”.

 

19/ str. 14 – w odniesieniu do CC Adolfa Pilcha jest: „Na Wyspach podporucznik Pilch zerwał kontakty z piechotą i przemienił się w kawalerzystę 24 Pułku Ułanów” – Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze, powinno być: 17 lipca 1940 przydzielony do 2 szwadronu 24 Pułku Ułanów 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Douglas, następnie Johnstone, Arbroadth. Nie „został kawalerzystą”, bowiem od maja 1940 brygada była formowana jako jednostka zmechanizowana, kompletowała motocykle, samochody, transportery opancerzone. Awansowany na stopień podporucznika ze starszeństwem od 16 lutego 1943, zatem prawie dwa lata później.

 

Audley-End--250x168 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak20/ str 14 – jest: „(…) słowa „Wywalcz Jej wolność lub zgiń” wypisane na mapie w świetlicy w ośrodku szkoleniowym w Audley End (…)”  –  powinno być: „(…) słowa „Wywalcz Jej wolność lub zgiń!” wypisane na mapie w sali wykładowej ośrodka szkoleniowego STS 43 w Audley End (…)”

 

21/ str 15 – ewidentne brednie, jest: „Szkolenie prowadzone zgodnie z najwyższymi standardami Special Operations Executive i brytyjskich oddziałów commando (…)” – powinno być: „Szkolenie prowadzone zgodnie z najwyższymi standardami wypracowanymi przez przedwojenny Sztab Główny Wojska Polskiego, Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza, w późniejszym okresie także przez brytyjskie Special Operations Executive”. Szkolenie Cichociemnych w ok. 30 specjalnościach w ok. 50 ośrodkach SOE prowadzone było zgodnie z zapotrzebowaniem zgłoszonym przez Armię Krajową, w zdecydowanej większości według polskich programów szkoleniowych oraz przez polskich instruktorów. SOE w sporej mierze działało według polskich wzorców.

 

22/ str. 15, 48, 53, 57, 70, 179, 180, 182 – jest, użyte w odniesieniu do Cichociemnych sformułowanie: „elew” – powinno być: uczestnicy szkoleń, kursanci itp. Pojęcie „elew” oznacza żołnierza służby przygotowawczej, szkolącego się na szeregowego. Nigdy wcześniej pojęcie to nie oznaczało oficerów uczestniczących w szkoleniach. Zdecydowana większość Cichociemnych była oficerami.

 

23/ str. 21 – jest: „Czyż mogło budzić zaufanie wojsko obwieszone bidonami, pod ustawicznym rauszem i wiecznie rozdyskutowane” – powinno być: „Czyż mogło budzić zaufanie wojsko obwieszone bidonami, pod ustawicznym rauszem, okręcone szalami, rozchełstane, z rękami w kieszeniach i wiecznie rozdyskutowane”, nierzetelny cytat z książki Cichociemnego Ryszarda Nuszkiewicza (Uparci, 1983, s.13)

 

800px-Papeteria_oficera-spadochroniarza--215x350 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak24/ str. 22  – w kontekście tworzenia wojsk spadochronowych jest: „(…) brakowało otwartych na nowości umysłów. Sztab był zajęty bieżącymi sprawami” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, Oprócz Niemiec i Rosji Polska była w ścisłej światowej elicie państw tworzących wojska powietrznodesantowe. Pierwsza publikacja nt. ofensywnego wykorzystania spadochronu ukazała się w Polsce, dziesięć lat przed wojną – w 1929. Już 1 kwietnia 1929, w Jabłonnej pod Warszawą rozpoczęto produkcję licencyjnych spadochronów Polski Irvin. Spadochroniarstwo rozpoczęło się w Polsce na dobre od 1936, uruchomiono sześciostopniowe szkolenie spadochronowe w czterech ośrodkach: Bydgoszcz, Bezmiechowa, Biała Podlaska, Legionowo. W 1937 wykonano w kraju łącznie aż 31.440 skoków. Polscy skoczkowie do 1938 wykonali ok. 25 mniejszych oraz 4 większych (40-60 skoczków) desantów. Zorganizowali ponadto także pokazy spadochronowe w Holandii, Luksemburgu, na Łotwie, na Węgrzech. W Polsce wybudowano 16 wież spadochronowych. Pierwszy wojskowy kurs spadochronowy (raczej o charakterze sportowym) zorganizowano w 1937 w Legionowie, dla wybranych słuchaczy Szkół Podchorążych wszystkich rodzajów broni – rozpoczął on tworzenie oddziałów spadochronowych w przedwojennym Wojsku Polskim.

We wrześniu 1938 przeprowadzono ćwiczenia międzydywizyjne na Wołyniu, w planie ćwiczeń przewidziano zrzut na spadochronach grup dywersyjnych. Wiosną 1939, w reakcji na agresywne działania Niemiec oraz narastającą groźbę wojny, w Sztabie Głównym Wojska Polskiego przyjęto, iż jednym z elementów planu przeciwdziałania niemieckiej agresji będzie zrzucanie na teren Prus Wschodnich bojowych grup desantowych. Tajnym rozkazem WSWojsk. L.dz. 2676/tjn. z 10 listopada 1938 rozpoczęto formowanie Wydzielonego Dywizjonu Towarzyszącego z 4 Pułku Lotniczego w Toruniu; jego zadaniem było lotnicze wsparcie polskiego Korpusu Interwencyjnego w przypadku próby zajęcia Gdańska przez Niemców. W maju 1939 w Bydgoszczy, przy 4 Pułku Lotniczym, utworzono Wojskowy Ośrodek Spadochronowy. Jego zadaniem było szkolenie grup desantowych do wykonywania na tyłach wroga zadań specjalnych. Planowano w lutym 1940 sformowanie pierwszego polskiego batalionu spadochronowego. Na początku czerwca 1939 uruchomiono pierwszy, zaraz potem drugi kurs dla spadochroniarzy do zadań specjalnych. Trzeci kurs nie rozpoczął się z powodu wybuchu wojny.

Śmiała i nowatorska koncepcja rozwoju polskich wojsk powietrznodesantowych była rozwijana pomimo przegranej we wrześniu 1939. M.in. na konferencji w Belgradzie (29 maja – 2 czerwca 1940) z udziałem reprezentantów Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej z Paryża, konspiracji krajowej oraz baz łączności w Budapeszcie i Bukareszcie dyskutowano nad dwiema koncepcjami wykorzystania formacji spadochronowych. Generałowie: Sikorski, Sosnkowski, Tokarzewski oraz płk. Rowecki opowiadali się za wykorzystaniem spadochroniarzy do łączności z okupowana Polską. Grupa oficerów, tzw. „Chomików”, reprezentowana przez (także związanych z WOS) późniejszych współtwórców Cichociemnych – kpt. dypl. Jana Górskiego oraz kpt. dypl. Macieja Kalenkiewicza postulowała użycie skadrowanych jednostek powietrznodesantowych do wsparcia powstania powszechnego w okupowanej Polsce, w ostatniej fazie wojny. W październiku 1940 w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza powstał Wydział Studiów i Szkolenia Wojsk Spadochronowych. Idea nawiązania łączności z Krajem stała się początkiem historii 316 Cichociemnych – żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej…

 

25/ str. 23 – jest: „Dzwoniły telefony, stukały klawisze maszyn do pisania. Generał Juliusz Rómmel wolnym krokiem obchodził stół, dyktując adiutantowi treść oświadczenia: „Dane mi przez Naczelnego Wodza w porozumieniu z rządem pełnomocnictwo dowodzenia w wojnie z najazdem na całym obszarze Państwa przekazuję gen. bryg. Michałowi Tadeuszowi Tokarzewskiemu – Karaszewiczowi z zadaniem prowadzenia dalszej walki o utrzymanie niepodległości i całości granic” – nierzetelny cytat, ponadto Śledziński pominął istotny fakt, że to „pełnomocnictwo” dotarło do dowódcy garnizonu warszawskiego gen. Romla nie przez telefon – lecz w wyniku pierwszej polskiej operacji specjalnej podczas II wojny św.

Mianowicie, 26 września 1939 na Polu Mokotowskim w Warszawie wylądował samolot – prototyp polskiego lekkiego bombowca PZL 46 „Sum”, wykradziony z lotniska w Bukareszcie (Rumunia), którym z takim rozkazem (pełnomocnictwem) przyleciał do walczącej Warszawy wysłannik Naczelnego Wodza, przedwojenny organizator polskiej siatki dywersyjnej w Niemczech, mjr Edmund Galinat.

 

Szesnastu-248x300 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak

Lista szesnastu „chomików”

26/ str 26 – jest: „Kapitan Górski chodził po pokoju (…) zatrzymał się i wskazując palcem maszynę do pisania, po wiedział szybko: – Proszę pisać. „Przedstawiam grupę oficerów, wychowanków Wyższej Szkoły Wojennej, pragnących wziąć udział w desantach spadochronowych w Kraju. (…) Wziął kartkę z rąk sekretarki (…) zwrócił się do siedzącego obok Kalenkiewicza (…) – Jeszcze tylko trzeba przygotować listę szesnastu oficerów gotowych do skoku w kraju – powiedział Kalenkiewicz” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, lista szesnastu oficerów powstała jako pierwsza, zgłoszenie napisał Jan Górski własnoręcznie, a nie na maszynie do pisania, bez udziału Kalenkiewicza i urojonej przez Śledzińskiego „sekretarki”. Zgłoszenie było załącznikiem do raportu pt. „Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych” – co Śledziński nierzetelnie przemilczał…

 

27/ str. 27 – jest, w kontekście w/w raportu: „od wiosny 1940 roku (…) Polska dysponowała konkretnym planem organizacji wojsk powietrznodesantowych” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze. Takim planem „Polska dysponowała” od 1937 roku, później, m.in. w związku z wojną, plan był modyfikowany. Wbrew wywodowi Śledzińskiego wiosna nie rozpoczyna się 14 lutego (data złożenia raportu), ale 21 marca…

 

28/ str. 28 – jest, w kontekście działań Polaków oraz Armii Krajowej: „osaczeni szybko pokazali kły” – chamskie określenie przez Śledzińskiego Polaków – obrońców Ojczyzny.

 

29/ str 31 – jest nierzetelna, skrajnie prorosyjska opinia Śledzińskiego: „Rząd JKM nie mógł i nie chciał narażać swoich obywateli na konsekwencje wmieszania Wielkiej Brytanii w spór o polskie Kresy Wschodnie” – powinno być rzetelne wskazanie, że rząd brytyjski był bezczynny po agresji Sowietów 17 września 1939 na Polskę, pomimo iż był związany umową z Polską. Osobliwy „patriotyzm” Śledzińskiego wyraża się usprawiedliwianiem rosyjskiej agresji, brytyjskiej bierności oraz lekceważeniem dramatycznego dla Polaków faktu, iż ZSRR zagarnął siłą około połowy (42,1 proc.) ówczesnego terytorium naszej Ojczyzny oraz pozbawił wolności 13,7 mln obywateli II Rzeczpospolitej…

 

30/ str. 34 – jest: „Latem 1940 roku Górski i Kalenkiewicz zasypali sztab projektami budowy „ośrodków wyszkolenia desantowego dla grupy oficerów łączności z Krajem (…)” – powinno być: złożyli memorandum (jedno, a nie „projekty zasypujące sztab”) dotyczyło ono: 1/ Zorganizowania eskadry łączności z Krajem, 2/ Stworzenia ośrodków wyszkolenia desantowego dla: grupy oficerów łączności z Krajem, grupy dywersyjnej, oddziałów spadochronowych, dowódców oddziałów transportowych drogą lotniczą do Kraju (np. Erdman, Droga do Ostrej Bramy, s. 113)

 

31/ str. 34-35 – jest: „Stagnacja trwała do opublikowania przez Kalenkiewicza artykułu „O zdobywczą postawę polskiej polityki” – Śledziński pominął istotne fakty: autorów było więcej, artykuł był pisany wspólnie przez Jana Górskiego oraz Macieja Kalenkiewicza – patrz wpis w pamiętniku Kalenkiewicza: „5.XI.40 (…) Mój artykuł „O zdobywczą postawę polskiej polityki” – mocny i dobry. Co najtęższe myśli podchodzą w nim od Jana Górskiego”. W nocie końcowej artykułu podkreślono: „jest to wynik pracy myślowej całego zespołu kolegów, wspólnej wymiany zdań i poglądów”.

 

37-550-1-1-232x300 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak

skoczek po wylądowaniu, plik NAC

32/ str. 35 – jest: „Na zakończenie śniadania gen. Sikorski poinformował Kalenkiewicza o formowaniu polskiej jednostki spadochronowej i rozpoczęciu przygotowań do lotów do kraju”. Nie jest znane źródło takiego „poinformowania” Kalenkiewicza przez Sikorskiego. Faktycznie to Kalenkiewicz zaprezentował gen. Sikorskiemu koncepcję lotniczej łączności z Krajem, w tym utworzenia jednostki powietrznodesantowej.

Bezpośrednim skutkiem śniadania u Sikorskiego było utworzenie w październiku 1940 Wydziału studiów i szkolenia wojsk spadochronowych w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza oraz wydanie rozkazu L.408/II w sprawie przygotowania Polskich Sił Zbrojnych do możliwości przerzucenia transportem lotniczym do kraju, do bezpośredniego wsparcia i osłony Powstania. 4 listopada 1940 ppłk. dypl. Wilhelm Heinrich, szef tego Wydziału otrzymał rozkaz opracowania zasad organizacji i wyposażenia wojsk spadochronowych oraz instrukcji dla oddziałów spadochronowych (desantowych). 5 listopada 1940 Naczelny Wódz rozkazał Inspektorowi Polskich Sił Powietrznych przygotowanie niezbędnego sprzętu i personelu.

21 stycznia 1941 rozkazem nr 126/III/ Szef Sztabu Naczelnego Wodza wyznaczył do działań dywersyjnych 4 Brygadę Kadrową Strzelców. 18 lutego 1941 rozkazem nr 262/III/ zdecydował utworzyć bataliony strzelców spadochronowych w 1 Brygadzie Strzelców oraz Brygadzie Kawalerii. 1 marca 1941 utworzono polski ośrodek spadochronowy w Largo House pod Leven (Largo Low, hrabstwo Fife, Szkocja, Wielka Brytania). Rok po śniadaniu u Sikorskiego, rozkazem z 23 września 1941 (formalnie wydanym 9 października) Naczelny Wódz utworzył jednostkę powietrznodesantową – 1 Samodzielną Brygadę Spadochronową. Warto dodać, że przed wojną Sztab Główny Wojska Polskiego zaplanował sformowanie pierwszego batalionu spadochronowego na luty 1940.

 

Colin-Gubbins-257x350 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak

Colin Gubbins

33/ str 38-39 – jest: „Podziemna wojna była sztuką nie znaną w Anglii w 1940 r. Nie było żadnych podręczników dla nowo zwerbowanych funkcjonariuszy [SOE]” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze. Zarówno polskie jak i brytyjskie koncepcje działań sabotażowo – dywersyjnych (nazywanych „wojną nieregularną”, „dywersją pozafrontową”) pojawiły się jeszcze przed II wojną św., współpraca polsko – brytyjska w tym zakresie także została nawiązana przed wybuchem wojny. Brytyjski podręcznik wojny partyzanckiej jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 napisał Collin Gubbins, pierwszy dyrektor SOE ds. operacyjnych i szkoleniowych, późniejszy szef SOE.

 

34/ str. 39 – jest: „Powierzenie Gubbinsowi stanowiska szefa wyszkolenia i operacji nadało SOE „wojskową precyzję” (…)”. Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, w rzeczywistości chodziło nie o jakąś „precyzję” – ale o profesjonalizm działania. „Przybycie Gubbinsa oznaczało, że SOE dostało profesjonalny kręgosłup” (Roderick Bailey, „Tajna wojna. Historia operacji specjalnych podczas II wojny światowej”, s.38). Przed przybyciem Gubbinsa SOE rządzili bowiem cywile – amatorzy z brytyjskich wyższych sfer, pogrążeni w personalnych intrygach…

 

35/ str 39 – jest: „(…) Harold Perkins. Wojna zaskoczyła go w Polsce, gdzie był przedsiębiorcą w Bielsku – Białej. Znał dobrze język polski i Polaków, stąd jego funkcja szefa polskiej sekcji SOE.” Śledziński nie ma pojęcia o kim pisze – kpt. Harold Perkins był przed wojną rezydentem brytyjskiego wywiadu w Polsce, rola „przedsiębiorcy” była jego „przykrywką” wywiadowczą. Dlatego został szefem polskiej sekcji SOE, bo znał polskie realia (a nie tylko język, jak naiwnie wywodzi Śledziński) – jako przedwojenny rezydent brytyjskiego wywiadu w Polsce.

 

soe-tablica-296x300 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak36/ str. 40 – jest: „SOE odpowiadało za 'koordynowanie wszystkich akcji dywersji i sabotażu’, a 'generalny plan partyzanckich operacji ofensywnych’ musiał być zgodny z 'generalnymi planami strategicznymi prowadzenia wojny’. To zaś znaczyło, że Dalton powinien informować szefów sztabów o zamiarach SOE. Ponieważ do tego samego zobowiązano szefów sztabów, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Secret Intelligence Service, współpraca tych instytucji zapowiadała się wzorowo. Zapomniano jednak ustalić ich hierarchię, co szybko doprowadziło do rywalizacji” – Śledziński, sądząc po tym, bełkocie, nie ma pojęcia o czym pisze, zwłaszcza o tym jak funkcjonują struktury jakiegokolwiek państwa, w tym rząd oraz służby specjalne.

Po pierwsze rażącym absurdem jest rzekome zobowiązanie SOE do rzekomego „koordynowania wszystkich akcji dywersji i sabotażu” np. w Polsce. Tak sobie mały (intelektualnie) Kacper wyobraża wojnę… Przecież w latach 1942 – 1945 tylko w Polsce oddziały żołnierzy Polski Walczącej przeprowadziły ponad 110 tys. akcji zbrojnych oraz dywersyjnych, w tym ponad 2,3 tys. na transport (m.in. wykolejono 1,3 tys. pociągów z wojskiem i uzbrojeniem). Zabito w walce ponad 150 tys. niemieckich żołnierzy i policjantów oraz kolaborantów. 110 tys. akcji czyli przez 4 lata statystycznie ponad 75 dziennie. Ciekaw jestem niezmiernie, kto w Londynie czy gdziekolwiek indziej mógłby to rzekomo „koordynować”. Takie „ręczne zarządzanie” nie jest możliwe nawet na poziomie większej jednostki taktycznej…

Po drugie idiotyzmem jest wywód Śledzińskiego, iż rzekomo zobowiązano „szefów sztabów” do informowania… „szefów sztabów”; sami siebie raczej nie mieli potrzeby informować. Po trzecie, Śledziński nie rozumie, że „szefowie sztabów” – w rzeczywistości najwyższe dowództwo sił alianckich – CCS (Combined Chiefs of Staff, Połączeni Szefowie Sztabów) nie było strukturą brytyjską, było najwyższym dowództwem aliantów i nie potrzebowało żadnego „ustalenia hierarchii”.

Po czwarte, wśród brytyjskich struktur hierarchia też była ustalona SOE podlegało brytyjskiemu ministrowi wojny ekonomicznej. Wywody Śledzińskiego, że np. brytyjski MSZ miałby być podporządkowany np. brytyjskim służbom specjalnym (SIS), albo że miałby o wszystkich swoich działaniach informować te służby (podległe przecież rządowi, którego MSZ był elementem) – są infantylną brednią.

Po piąte, gry personalne, intrygi itp. są immanentnym elementem składowym każdych działań w obszarze polityki; wyciąganie z tego wniosku, że jakieś ministerstwo, będące częścią rządu, rzekomo „rywalizuje” z podległymi temu rządowi strukturami jest wywodem dziecinnie głupim.

 

37/ str. 40 – jest: „Kiedy podczas wojny okazało się, że SOE musi walczyć nawet o najdrobniejszy sprzęt, rywalizacja nie była już tylko kwestią kaprysu (…)” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze; po pierwsze intrygi w środowiskach rządowych czy służb specjalnych zwykle są emanacją rozmaitych interesów, rzadko „kwestią kaprysu”. Po drugie, nie było żadnej urojonej rywalizacji, w szczególności SOE nie „walczyło nawet o najdrobniejszy sprzęt” – jak to wywodzi Śledziński – zwłaszcza z brytyjskim MSZ czy „szefami sztabów”.

 

Pol-bryt-wywiad-1_500px-235x350 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak 38/ str. 40 – w kontekście „żądania karabinów maszynowych, materiałów wybuchowych, karabinów i innej broni” oraz urojonej „rywalizacji” jest: „Pewnym sposobem zaradzenia tej sytuacji było nawiązanie kontaktu z rządami emigracyjnymi. Oczywiście nie rozwiązywało to wszystkich problemów, jednak dawało pojęcie o armiach podziemnych czy nastrojach społecznych na okupowanych terenach” – Śledziński nie ma kompletnie pojęcia o czym pisze.

Według niego zdobywanie informacji wywiadowczych (danych o konspiracyjnym wojsku i nastrojach na okupowanych terenach) przez tajne służby polega na… „nawiązaniu kontaktu z rządami”. To zupełnie nowatorska – i to na skalę światową – koncepcja działań wywiadowczych. Według Śledzińskiego niepotrzebni są do zbierania takich danych agenci (szpiedzy), wysyłani przez służby na miejsce rozpoznawanych terenów (lub tam werbowani) – wystarczy zapytać o te informacje… rządowego urzędnika albo ministra. Założenie, że te osoby ze struktur rządowych zdobywają tego rodzaju informacje poprzez np. telepatię, obserwowanie gwiazd albo wysyłanie swoich sekretarek na miejsce wywiadowczej penetracji jest oczywiście bzdurą do kwadratu. Nigdy w dziejach i nigdzie na świecie mozolna praca wywiadowcza nie była, nie jest i nie może być prowadzona bezpośrednio przez jakikolwiek rząd.

Nie martwi mnie, że Śledziński takimi dziecinnymi teoriami publicznie obnaża swoją głupotę, w końcu każdy ma prawo zrobić samemu z siebie durnia. Przykro mi jednak, że Śledziński haniebnie i publicznie depcze zasługi polskiego wywiadu. W 2005 roku brytyjski rząd publicznie przyznał, że ok. połowa tajnych raportów dla aliantów z okupowanej Europy (ponad 22 tys., tj. 48 proc.) pochodziła od Polaków (a nie od emigracyjnych rządów, jak bredzi Śledziński). W zasięgu polskich struktur wywiadowczych była cała Europa, Ameryka Północna i Południowa, Bliski, Środkowy i część Dalekiego Wschodu, Afryka Północna. Regularne meldunki otrzymywano z Polski, Niemiec, Austrii, Czechosłowacji, Francji, Belgii, Hiszpanii, Holandii, Portugalii, Rumunii, Szwecji, Szwajcarii, Węgier, okupowanych części ZSRR i obu Ameryk. „Polską specjalnością” – czyli terenami gdzie nie funkcjonowały inne siatki wywiadowcze aliantów – były: Polska, Niemcy, Zaolzie, Austria, okupowana część ZSRR, także Afryka Północna. Ale Śledziński opowiada dyrdymały, że SOE pozyskiwała informacje wywiadowcze od rządów na emigracji….

 

39/ str. 41 – w tym kontekście, jest wywód, że „współpraca SOE z rządami”:  „Zmuszała jednak SOE do liczenia się z opinią rządów emigracyjnych, które z obawy przed represjami na ludności cywilnej były zazwyczaj przeciwne przesadnie nasilonej akcji dywersyjnej” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, po pierwsze polityką zagraniczną Wielkiej Brytanii zajmował się brytyjski premier i rząd (głównie MSZ) – a nie podległa mu agenda rządowa SOE. Szef brytyjskiego Special Operations Executive nie mógł samodzielnie współpracować z obcymi rządami.

 

40/ str. 41 – jest infantylna opowieść dziwnej treści o współpracy SOE z Polakami: „Przede wszystkim Brytyjczycy nie wtrącali się do planowania i wykonywania akcji, choć czasem proponowali zadania wynikające ze strategii aliantów. Niemniej decyzje zapadały zwykle w KG ZWZ, a szczegóły wykonania pozostawiano oficerom bezpośrednio odpowiedzialnym za wynik akcji. Ta niezależność operacyjna wymagała samodzielnej sieci radiowej, szyfrów i decydowania o charakterze i liczbie zrzutów, co udało się uzyskać”.

Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze. Podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce w okupowanej Polsce, także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także w Polsce. Owszem, byli organizatorami oraz uczestnikami śmiałych akcji bojowych w Polsce, ale nie planowano ich w alianckich (czy tylko brytyjskich) sztabach. Nie jest też tak, jak dziecinnie bajdurzy Śledziński, że „szczegóły wykonania pozostawiano oficerom bezpośrednio odpowiedzialnym za wynik akcji”. Akcje starannie planowano, a „szczegóły wykonania” – jak to jest w każdym wojsku – musiały być zaakceptowane przez dowódcę odpowiedniego szczebla. O zasadach oraz praktyce współpracy pomiędzy polskim Oddziałem VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza oraz brytyjskim SOE można poczytać np. tutaj.

 

spadochroniarze-01-250x184 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak41/ str. 41 – jest: „(…) polskiej sekcji SOE pozostało zadanie pomocnicze, lecz niezwykle ważne: organizacja wszelkiego rodzaju szkoleń dla polskich agentów i dostarczanie sprzętu.” – Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, polska sekcja SOE tylko pośredniczyła w kontaktach pomiędzy Oddziałem VI (Specjalnym) a odpowiednimi komórkami brytyjskich władz. Cichociemni w zdecydowanej większości (z nielicznymi wyjątkami) byli szkoleni w ok. 30 specjalnościach w ok. 50 ośrodkach SOE, a także w kilku ośrodkach polskich przez Polaków, Anglicy odpowiadali za sprawy administracyjno – gospodarcze, m.in. za utrzymanie, ochronę oraz zaopatrzenie ośrodków szkoleniowych SOE; szkolono zgodnie z zapotrzebowaniem Armii Krajowej.

„Dostarczanie sprzętu”, ściślej: zaopatrzenie Armii Krajowej (uzbrojenie, wyposażenie, sprzęt, środki łączności, pieniądze itp.) było jednym z zadań Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza. Owszem, w części broń palną, lekki sprzęt przeciwpancerny, amunicję, materiały wybuchowe Oddział VI otrzymywał z brytyjskich magazynów wojskowych, za pośrednictwem polskiej sekcji SOE, która dostarczała go do tzw. stacji pakowania lub magazynów Oddziału VI. Ale od 1943 Oddział VI zaopatrywał się także w zdobyty przez aliantów poniemiecki sprzęt, broń i amunicję bezpośrednio w brytyjskich magazynach przyfrontowych, a także poprzez zakupy w Wielkie Brytanii oraz USA. Radiostacje przekazywane do kraju były całkowicie polskiej produkcji, były tak dobre, że kupowali je od nas także… Anglicy z SOE, SIS oraz Amerykanie z OSS.

Nota bene, poziom anglosaskich służb specjalnych był tego rodzaju, że nawet dla pozyskania danych wywiadowczych z terytorium zdobywanych w 1944 i 1945 Niemiec wysłano… polskich wywiadowców (tzw. Project Eagle). Współpracujący z Polakami brytyjski oficer wywiadu Douglas Doods – Parker ujawnił po wojnie: „Polacy mieli najlepsze służby specjalne w Europie (…) Ponieważ mieli za sobą całe pokolenia tajnej działalności, uczyli nas wszystkich”. Podobną opinię prezentował zastępca szefa amerykańskiego wywiadu wojskowego w 1942 – „[Polacy] mieli najlepszy wywiad na świecie. Jego wartość dla nas była niezrównana”. (Lyne Olson „Wyspa ostatniej nadziei. Anglicy, Polacy i inni” s. 174). „Wywiad polski dostarcza zupełnie nowych i wysokowartościowych informacji. Na ogół sprawozdania polskie są doskonałe ze względu na duży zakres zagadnień, jakie obejmują i ze względu na ich pierwszorzędne znaczenie. Wywiad polski stawiany jest na pierwszym miejscu jako źródło wiadomości dostarczanych sztabowi amerykańskiemu”. (John S. Micgiel „Project Eagle” s. 42-43). A mały Kacper (Śledziński) opowiada dziecinne bajki o zdobywaniu przez SOE informacji wywiadowczych w emigracyjnych rządach….

 

Oddz-VI-01-250x220 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak

Siedziba Oddziału VI

42/ str. 41 – jest wywód, iż Oddział VI został „przemianowany później na Oddział Specjalny, jednak nowa nazwa nie przyjęła się i do końca wojny używano starej” – nie jest znane źródło tego wywodu Śledzińskiego, powszechnie (również w rozkazach i dokumentach), do końca wojny oraz po jej zakończeniu – do likwidacji Oddziału i później, aż do dzisiaj używano nazw: „oddział szósty” oraz „oddział specjalny”.

 

43/ str. 41 – w kontekście Oddziału VI (Specjalnego) jest informacja iż był „zarządzany przez pułkownika dyplomowanego Józefa Smoleńskiego” – w rzeczywistości płk. dypl. Smoleński kierował Oddziałem VI tylko od czerwca 1940 do 15 grudnia 1941, po nim było jeszcze trzech szefów; najdłużej sprawował tą funkcję ppłk dypl. Michał Protasewicz – od 27 marca 1942 do 10 lipca 1944.

 

44/ str. 41 – w kontekście Komendy Głównej ZWZ jest: „rozkazem z 30 czerwca została przeniesiona do okupowanego kraju”. W rzeczywistości KG ZWZ rozwiązano, a nie przeniesiono„(…) Naczelny Wódz zdecydował utworzyć Komendę ZWZ w Kraju (…) sztab dotychczasowej Kmdy Gł. ZWZ zostaje z dniem. 29.VI.1940 rozwiązany, a w jego miejsce zostaje utworzony przy Sztabie Gł. Naczelnego Wodza „Samodzielny Wydział Krajowy” (…)” (Armia Krajowa w dokumentach 1939 – 1945, wyd. Studium Polski Podziemnej, Gryf Printers, wyd. II, Londyn 1984,tom I: wrzesień 1939 – czerwiec 1941, s. 261). Błędna jest też data podana przez Śledzińskiego – KG ZWZ rozwiązano rozkazem Naczelnego Wodza z 29 czerwca 1940 (który wysłano do Polski radiodepeszą z 30 czerwca – stąd zapewne błędna data Śledzińskiego).

 

Tebinka-historia-SOE_1100px-169x250 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak45/ str. 42 – jest: „(…) współpracę między SOE a Sztabem Naczelnego Wodza nawiązano dopiero w grudniu 1940”. Brednie – współpracę nawiązano już w lipcu 1940, jeszcze w fazie organizacji SOE. Mjr dypl. Jan Jaźwiński, organizator wsparcia lotniczego dla Armii Krajowej, szczegółowo opisuje początki tej współpracy; w sierpniu 1940 prowadził już rozmowy z kpt. Perkinsem, którego wkrótce Brytyjczycy mianowali szefem polskiej sekcji Special Operations Executive. współpracę z SOE nawiązano (za zgodą szefa Oddziału VI (Specjalnego) SNW ppłk dypl. Jana Smoleńskiego) bezpośrednio po utworzeniu Oddziału Specjalnego (zwanego także Samodzielnym Wydziałem Krajowym) w Sztabie Naczelnego Wodza, nota bene jeszcze przed podpisaniem 31 lipca 1940 polsko – brytyjskiej umowy w sprawie utworzenia Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii oraz sformowania Sztabu Naczelnego Wodza. Ale Śledziński wywodzi, że „dopiero w grudniu 1940”

W kontekście tego kłamstwa Śledzińskiego nt. współpracy Polaków z SOE warto też przytoczyć opinię prof dr hab. Jacka Tebinki oraz dr hab. Anny Zapalec: „Polsko-brytyjska współpraca w czasie drugiej wojny światowej obejmowała cały wachlarz spraw, począwszy od kontaktów politycznych poprzez prowadzone działania zbrojne i wywiadowcze, jak również sabotaż i dywersję. (…) Polski ruch oporu zaczął kształtować się pod koniec września 1939 r. jako jeden z pierwszych w Europie. Od początku miał unikalny charakter na tle podziemia w innych krajach podbijanych przez państwa Osi. Polacy i Brytyjczycy współpracowali ze sobą jeszcze zanim powstało SOE, mające zajmować się wojną nieregularną oraz organizacjami podziemnymi w Europie. (…) Gdy powstało SOE było niemal rzeczą naturalną, że relacje Brytyjczyków z Polakami w zakresie działań konspiracyjnych będą kontynuowane (…)” (Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu. Historia Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), Neriton, Warszawa 2021, ISBN 978-83-66018-94-5 (druk), ISBN 978-83-66018-95-2 (e-book), str.9-10) Zobacz moją recenzję tej książki

 

46/ str. 43 – jest: „(…) koncepcja wojsk spadochronowych wśród aliantów była praktycznie nieznana. Kursy w Legionowie czy Wojskowy Ośrodek Spadochronowy otwarty w Bydgoszczy w maju 1939 roku były tylko skromnymi próbami (…)”. Cóż za wyjątkowo haniebny przykład publicznego deptania szczytnych polskich osiągnięć! Polska była w ścisłej światowej czołówce państw tworzących przed II wojną św. wojska powietrznodesantowe – oprócz nas robili to wówczas jedynie Niemcy i Rosja. Byliśmy przykładem dla Europy i świata – nasz dorobek spadochronowy był pionierski, na tyle, że zastępcą pierwszego komendanta brytyjskiego ośrodka szkolenia spadochroniarzy w Ringway (komendantem sekcji polskiej) mianowano por. pilota Jerzego Góreckiego, właśnie z Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy. Jego zastępcą i szefem wyszkolenia spadochronowego został ppor. Julian Gębołyś (także z WOS). Znaczną część instruktorów w Ringway stanowili Polacy z WOS. Brytyjczycy chcieli nawet utworzyć brytyjsko – polską dywizję spadochronową i powierzyć jej dowództwo Stanisławowi Sosabowskiemu (dowódcy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej). Zapewne dlatego – jak kłamliwie twierdzi autor – że polskie doświadczenia „były tylko skromnymi próbami.”

Nota bene, te rzekome „skromne próby” definiują także trzy istotne fakty: 1/ współtwórca Cichociemnych, kpt. dypl. Jan Górski to „twórca projektu opanowania całej Europy poprzez działania armii alianckich, przerzucanych transportem powietrznym” (płk dypl. Leon Mitkiewicz, przedstawiciel Polski w Międzyalianckiej Najwyższej Radzie Wojennej); 2/ kpt. Lucjan Fijuth już w maju 1940 proponował utworzenie Brygady Lotniczo – Desantowej, 3/ współtwórca Cichociemnych kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz postulował przekształcenie całości Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w „Polski Korpus Desantowy i Lotnictwo Wsparcia Powstania”

 

47/ str. 43 – po kłamstwie ws. polskich sukcesów spadochronowych i zdeprecjonowaniu ich mianem „skromnych prób” Śledziński wywodzi, że „zginęły w huku wybuchów wojny polskiej”. Ta „wojna polska” Śledzińskiego to zupełnie nowe określenie quasi historyczne, mające „definiować” wojnę obronną Polski 1939. Dziwne, że nie ma w tej definicji Niemców, że to była „wojna polska” – a nie wojna Niemców z Polską…

 

Uroczystosci_3_Maja_w_Warszawie_-_skoczkowie_LOPP_1939-250x144 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak

Spadochroniarze WOS podczas defilady, 3 maja 1939

48/ str. 43 – jest: „Brytyjczycy (…) z niemieckich oddziałów [spadochronowych] czerpali pierwsze wzory. Dopiero w latach 1941 -1942 rozwinęła się brytyjska szkoła skoków oraz powstała 1. Dywizja Powietrznodesantowa.” Śledziński znowu, po raz kolejny haniebnie przemilcza polskie sukcesy, które były także wzorem dla aliantów. Już w styczniu 1941 płk dypl. (później generał) Stanisław Sosabowski rozpoczął formowanie polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. 18 lutego 1941 powstały polskie bataliony strzelców spadochronowych w 1 Brygadzie Strzelców i Brygadzie Kawalerii. Brytyjski 1 Batalion Spadochronowy utworzono dopiero 15 września 1941, a brytyjską 1 Dywizję Powietrznodesantową dopiero pod koniec 1941. Amerykańska 1 Brygada Piechoty Spadochronowej powstała jeszcze później, bo 30 lipca 1942. Tego, że Polacy byli jednymi z pierwszych na świecie Śledziński nie chce albo nie potrafi zauważyć.

 

49/ str. 44 – jest: „Drzwi Central Landing School, z czasem przemianowanej na Parachute Training School, były otwarte dla ochotników i żołnierzy oddziałów spadochronowych wszystkich alianckich armii. Tak więc praktycznie szkoła działała na okrągło, przyjmując Brytyjczyków, Norwegów, Czechów, Holendrów, Francuzów i oczywiście Polaków” – Śledziński przemilczał, że zastępcą brytyjskiego komendanta ośrodka został por. pilot Jerzy Górecki, jego zastępcą i szefem wyszkolenia spadochronowego ppor. Julian Gębołyś – obaj najlepsi instruktorzy z WOS w Bydgoszczy. Polacy, żołnierze bydgoskiego WOS byli też instruktorami, przeszkolili 4825 spadochroniarzy – Belgów, Francuzów, Norwegów, Czechów, Polaków.

 

The-Polish-Parachute-Training-Centre-at-Largo-House-Fifeshire-267x350 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak50/ str. 70 – Śledziński wywodzi, w kontekście ośrodka szkolenia spadochronowego 1 SBS w Largo House pod Leven (Largo Low, hrabstwo Fife, Szkocja, Wielka Brytania) oraz polskiej techniki lądowania po skoku – „Ten styl opracował podporucznik Julian Gębołyś, zastępca porucznika Jerzego Góreckiego, szefa polskiej sekcji służby spadochronowej”. To dość zabawne, że wg. Śledzińskiego w polskim ośrodku spadochronowym 1 SBS istniała rzekomo jakaś „polska sekcja”. W istocie Śledzińskiemu poplątały się przygotowane do kompilacji treści od innych autorów. Sekcja polska istniała w brytyjskim ośrodku szkolenia spadochronowego w Ringway, natomiast ośrodek w Largo House był polski w całości.

 

51/ str. 46 – w kontekście komendanta STS 25 jest: „majora Staceya, noszącego na rękawie naszywki 6. Commando” – w rzeczywistości była to naszywka „six commando” – nie oznaczała przynależności do jednostki komandosów, lecz oznaczała wydział specjalny w brytyjskim ministerstwie wojny…

 

52/ str 46 – w kontekście ośrodka szkoleniowego Inverlochy (STS 25) jest: „(…) Ben Nevis, najwyższy szczyt gór Grampian, wznoszący się na 1344 m. n.p.m, obowiązkowy cel wycieczek szkolonych w zamku oficerów.” – powinno być: „(…) Ben Nevis, najwyższy szczyt Szkocji (w paśmie gór Grampian), zaliczony do Korony Europy, wznoszący się na 1345 m. n.p.m. Był obowiązkowym celem dla szkolonych oficerów.” Warto dodać, że jednym z zadań podczas kursu w STS 25 było… samotne zdobycie tego szczytu (od strony stromego, północno – wschodniego stoku). Cichociemny Antoni Pospieszalski wspominał, że zajęło mu to sześć godzin.

Inicjatorem tego kursu (tzw. Kurs Wielkiej Dywersji, nazwa Śledzińskiemu nieznana) był płk Stanisław Sosabowski, uczestniczyło w nim 46 oficerów oraz dwóch podchorążych 4 BKS. Śledziński wymienia jako uczestników kursu Cichociemnych: Jana Piwnika oraz Eugeniusza Kaszyńskiego, ale pomija (w całej książce) także w nim uczestniczącego, niezwykle zasłużonego Cichociemnego Adama Boryczkę. Z dość szczegółowego opisu tego kursu, opublikowanego w znakomitej książce przez (szefa grupy kursantów) Władysława Stasiaka „W locie szumią spadochrony” Śledziński niezbyt dużo zrozumiał. Stasiak pisze m.in. o „zdobywaniu odpowiedniej kondycji fizycznej, (…) zajęciach w terenie (…) marszach po górach”. Pisze jednoznacznie: „(…) obowiązywała nas wspinaczka na na najwyższy szczyt w Wielkiej Brytanii – Ben Nevis.” (s. 36) Śledziński kłamliwie pisze zaś nie o wspinaczce, lecz o „obowiązkowym celu wycieczek szkolonych oficerów”...

cc-commando_training-300x338 Nie kupuj śmieci - Śledziński, ZnakŚledziński pomija też fascynujący, mało znany publicznie fragment nowatorskiego szkolenia cichociemnych w walce wręcz oraz nożem, które prowadzili – jak to ujął Stasiak – „dwaj Brytyjczycy, byli policjanci zatrudnieni niegdyś (…) w południowo – wschodniej Azji”. Stasiak pisze o tym jednym zdaniem, a Śledziński wcale. A szkoda, bo to niezwykle ciekawe – mowa o kpt. Williamie E. Faibarn’ie oraz Eric’u A. Sykes’ie, policjantach z Szanghaju, przedwojennej światowej stolicy zbrodni, twórcach pierwszej na świecie jednostki sił specjalnych szanghajskiej policji typu SWAT – Shanghai Riot Squad. Zachęcam do przeczytania mojego artykułu na ten temat – Cichociemni, IRA i chińska mafia

 

53/ str. 47 – Śledziński przepisuje słowa z książki Stasiaka nt. szkolenia strzeleckiego – „szybkiego oddawania celnych strzałów bez użycia przyrządów celowniczych” ale nie zrozumiał, że była to awangardowa wówczas na świecie technika strzelania instynktownego, nazwana później Point Shooting (też uczyli jej Fairbairn i Sykes). W całej książce Śledzińskiego żadne z tych pojęć czy nazwisk wcale nie występuje. Nota bene, Cichociemni uczyli się strzelać celnie z różnej broni, z rozmaitych miejsc oraz z „dziwnych” pozycji: np. w biegu, podczas wchodzenia czy schodzenia po linie, strzelania z biodra, czy z podrzutu…

 

54/ str. 47 – w odniesieniu do w/w kursu jest (przepisane z Tucholskiego): „kurs zaprawy dywersyjno – minerskiej, strzeleckiej i fizycznej”. Śledziński nie ma pojęcia o czym pisze, poplątał pojęcia – to był kurs dywersyjno – strzelecki; w jego programie była m.in. zaprawa fizyczna oraz zajęcia z uzbrojenia, minerstwa, sabotażu, walki wręcz. Nie ma w ogóle czegoś takiego jak „zaprawa dywersyjna” albo „zaprawa minerska”, choć niektórzy takich niepoprawnych określeń wciąż używają.

 

55/ str. 47 – w kontekście „programów kursów” jest: „trzymano się raz wytyczonych celów, dostosowując szczegóły do wymagań kursantów”. To oczywiście urojenie Śledzińskiego – to kursanci musieli się dostosować do wymogów szkolenia specjalnego, a nie odwrotnie. Rzecz jasna zbierano opinie, co w programie kursu zmienić i jak go ulepszyć – ale dopiero po zakończeniu kursu, a nie w jego trakcie. Dość zabawny jest dziecinny wywód Śledzińskiego, że żołnierze podczas szkolenia rzekomo mogli wymagać od przełożonych czego by się chcieli uczyć…

 

56/ str. 48 – w kontekście szkolenia strzeleckiego (Śledziński dotąd nie wie, że instynktownego) jest: „Huk wystrzałów zagłuszał szum przebijających się przez krzaki tarcz, zresztą te pojawiały się błyskawicznie, jedna po drugiej”. Nie wiem, przez jakie krzaki Śledziński się przebijał, ale kilkadziesiąt lat temu ruchomych tarcz nie było nawet na najbardziej zaawansowanych szkoleniach strzeleckich podczas wojny. Systemy szkoleniowe do strzelań sytuacyjnych, z ruchomymi celami, trenażery, symulatory interaktywne itp. wymyślono znacznie później.

 

Orzel_AK-244x300 Nie kupuj śmieci - Śledziński, Znak57/ str. 51, 54 (Piwnik), 57, 66 – jest określenie Cichociemnych jako „agentów SOE”. To oczywiste brednie – Cichociemni byli żołnierzami (w służbie specjalnej) konspiracyjnej Armii Krajowej, a nie czyimiś „agentami”. Podlegali wyłącznie Komendzie Głównej Armii Krajowej – a nie brytyjskiej SOE. Co więcej, Anglicy nie byli nawet w stanie w jakikolwiek sposób nadzorować Cichociemnych, bo zwykle nie znali nawet ich nazwisk, a nawet pseudonimów! Poza tym w okupowanej Polsce nie działał ani jeden aliancki agent – w Polsce funkcjonowały wyłącznie siatki wywiadowcze Armii Krajowej.

 

58/ str. 113 – jest piramidalna bzdura: „Cichociemni należeli do międzynarodowej grupy agentów SOE (…) istotą ich działania były szeroko pojęte operacje specjalne na terenie różnych krajów Europy, Afryki i Azji” (…) mieli do wykonania konkretną misję. Zespół agentów był dobierany pod kątem tego jednego zadania. (…) Na wykonanie tego zadania zazwyczaj mieli kilka dni, po czym wracali „do domu”. Nie sposób rzeczowo odnieść się do takich urojeń Śledzińskiego; ale można poprosić, aby wskazał choć jednego Cichociemnego „z Europy, Afryki i Azji” albo choć jednego Cichociemnego, który skoczył do Polski aby „wykonać jedno zadanie” – a potem „po kilku dniach” wrócił do domu. Śledzińskiemu Cichociemni ewidentnie pomylili się z agentami SOE.

Warto w tym kontekście zacytować słowa uczestnika pierwszego „Kursu Wielkiej Dywersji” w Inverloche Władysława Stasiaka, nt. sytuacji zaraz po powrociez tego kursu do 4 BKS – „(…) przyszedł do mnie jeden z kolegów z innego oddziału ppor. Józef Wija- znany w brygadzie dowcipniś i złośliwiec (…) zaczął mnie męczyć pytaniami, gdzie byliśmy? Co robiliśmy? Odpowiedziałem mu, że przecież dobrze wie, że mamy cicho siedzieć i nic o kursie nie mówić, bo to jest tajemnica. On złośliwie, rysując palcem kółko na czole, powiedział: „ty ciemniaku, nawet mnie nie ufasz? Taki jesteś cicho-ciemniak!”. Ppor. Wija nawet nie przypuszczał, że jego słowa zrobią wielką karierę. Wszystkich uczestników kursu z biegiem czasu zaczęto nazywać „Cichociemnymi”, a w przyszłości tych, którzy byli zrzucani na spadochronach w Polsce” (s.41-42).

Dodać należy, że po raz pierwszy nazwa „Cichociemni” została oficjalnie użyta w instrukcji szkoleniowej Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza z września 1941 pt. „Codzienne życie w Kraju. Szkic dla skoczków do września 1941 r.”. W pierwszym zdaniu czytamy: „Praca niniejsza ma za zadanie ułatwienie „cicho-ciemnym” zaaklimatyzowanie się w Kraju (…)” (źródło: Jędrzej Tucholski, Cichociemni, PAX, Warszawa 1985, s.75, przypis 81, ISBN 83-211-0537-8).

Dziewięć lat po wojnie (5 lutego 1954) ówczesny szef Ministerstwa Obrony Narodowej gen. Tadeusz Malinowski ustanowił dla 316 Cichociemnych pamiątkową odznakę kombatancką – Znak dla Skoczków do Kraju.

 

znak-ignorancji-300x187 Nie kupuj śmieci - Śledziński, ZnakWskazane błędy w pseudohistorycznej tandecie Śledzińskiego i „Znaku” – udającej „książkę popularnonaukową – to tylko zauważone najistotniejsze błędy z 1/4 książki – lecz nie wszystkie. Wkrótce omówię błędy z pozostałem części książki. Jestem porażony skalą kłamstw, nieścisłości i przeinaczeń. Przede wszystkim zdumiewająco istotną rangą błędów merytorycznych, których dopuściło się wydawnictwo „Znak” oraz autor Kacper Śledziński. To nie są drobne nieścisłości, podobnie jak w przypadku okładki książki – to są błędy fundamentalne!

Wydawnictwo „Znak” oraz autor Kacper Śledziński wspólnie i w porozumieniu stawiają znak równości pomiędzy hitlerowskimi zbrodniarzami a polskimi Bohaterami. Wybielają zbrodniarzy komunistycznych. Wywodzą że Cichociemnych było 300 – a nie 316. Kłamią, że Cichociemni byli agentami SOE, zadaniowanymi przez Brytyjczyków. Usprawiedliwiają zaniechania Brytyjczyków. Przyjmują sowiecką optykę. Fałszują fakty, manipulują cytatami, stawiają zdumiewająco ahistoryczne tezy. Kolokwialnie rzecz ujmując – „robią ludziom wodę z mózgu”…

 

 


 

W reakcji na intelektualne oszustwo Śledzińskiego i wydawnictwa „Znak” rozpoczynamy kampanię społeczną:

 

 

NIE  KUPUJ  ŚMIECI 

udających książki popularnonaukowe!

 

Na miano „śmieci” zasłużyły oba wydania pseudohistorycznej tandety Śledzińskiego i „Znaku”, z 2012 oraz z 2022 (Kacper Śledziński, Cichociemni. Elita polskiej dywersji, Znak, Kraków 2022, ISBN 978-83-240-87-47-1 oraz Znak Kraków, 2012, ISBN 978-83-240-2191-8).

 

NIE-KUPUJ-SMIECI-sledzinski-znak-300x208 Nie kupuj śmieci - Śledziński, ZnakNie dajmy się oszukiwać

nie kupujmy książek

nierzetelnych, nawet kłamliwych!

Kampania będzie prowadzona dotąd, dopóki wydawnictwo „Znak” nie naprawi szkód spowodowanych dziesięcioletnim rozpowszechnianiem bzdur na temat Cichociemnych – elity Armii Krajowej.

Dopóki nie wprowadzi procedur weryfikacji publikowanych treści.

 

Wzywam wydawnictwo „Znak” – przestańcie być znakiem ignorancji!

Ryszard M. Zając
wnuk  Cichociemnego

cichociemni (at) elitadywersji.org


 

 

Kultywowanie pamięci Cichociemnych…

 


41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Spis treści:


 

fb-Kotowicz-praca-250x203 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Pan Radosław Kotowicz, student Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, był uprzejmy przesłać mi pytania do wywiadu, który został opublikowany w pracy licencjackiej:

Rola Cichociemnych podczas II wojny światowej, kultywowanie pamięci oraz przejęcie tradycji przez  JW GROM (plik pdf)

promotor: dr Paweł Łubiński. W mojej ocenie pytania są istotne, a moje odpowiedzi mogą choć trochę pomóc w refleksji nad tym nader istotnym zagadnieniem. Zdecydowałem się więc udostępnić (za zgodą Autora) pracę oraz opublikować te pytania wraz z odpowiedziami:

 

PRZEDMIOT I CEL BADAŃ:

Kultywowanie pamięci Cichociemnych oraz postrzeganie działań Cichociemnych podczas II wojny światowej.

PROBLEM BADAWCZY:

Jak postrzegani są działający podczas II wojny światowej Cichociemni?


Wywiad zostanie przeprowadzony przez Radosława Kotowicza, studenta Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, na kierunku Bezpieczeństwo Państwa.

Wywiad zostanie wykorzystany do pracy licencjackiej o tytule: „Rola Cichociemnych podczas II wojny światowej, kultywowanie pamięci oraz przejęcie tradycji przez  JW GROM”.

Promotor: Paweł Łubiński.

 

Ryszard-M-Zajac Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Wywiad zostanie przeprowadzony z wnukiem Cichociemnego por. Józefa Zająca (1902-1968) ps. Kolanko, Rozdzielacz, Zawór, vel Józef Synek – Ryszardem M. Zającem.

Imię i Nazwisko: Ryszard M. Zając.

Miejscowość i data przeprowadzenia wywiadu:  Kraków, 08.05.2022

Stanowisko osoby, z którą zostanie przeprowadzony wywiad:

Prezes Zarządu Fundacji – Ryszard M. Zając, dziennikarz, były poseł na Sejm R.P. II kadencji (1993 – 1997), były franciszkanin – reformata (1985 – 1987), pierwszy więzień polityczny III R.P. (1992), były działacz opozycji demokratycznej, redaktor i wydawca pisma młodzieży solidarnej BAJTEL, wyróżnionego przez nielegalne wówczas Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Nagrodą im. Po prostu za rok 1987, w kategorii gazet „wolnych ptaków”.

Prezes Zarządu jest wnukiem Cichociemnego por. Józefa Zająca (1902-1968) ps. Kolanko, Rozdzielacz, Zawór, vel Józef Synek, uczestnika wojny polsko – bolszewickiej, kampanii francuskiej, Powstania Warszawskiego, odznaczonego Srebrnym Krzyżem Zasługi, czterokrotnie Medalem Wojska, czterokrotnie Krzyżem Walecznych.


 

1. Kiedy rozpoczął Pan pracę nad projektem „Cichociemni”?

Znak-CC-1-250x251 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Pracę nad Projektem CICHOCIEMNI rozpocząłem w styczniu 2016. Pierwszym krokiem była digitalizacja dokumentów, zdjęć, oznak i innych artefaktów związanych z Cichociemnymi, znajdujących się w Sali Tradycji Jednostki Wojskowej GROM. Prace digitalizacyjne były możliwe dzięki zgodzie, jaką moja fundacja otrzymała od Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz „Porozumieniu” jakie podpisałem z dowódcą JW GROM.

Później podjąłem poszukiwania artefaktów dotyczących Cichociemnych oraz m.in. prace digitalizacyjne w wielu innych instytucjach, także uczelniach oraz muzeach. Obecnie prowadzę intensywne kwerendy w archiwach. Efektem wszystkich moich działań są treści popularyzujące historię Cichociemnych, publikowane na portalu elitadywersji.org a także na fanpage oraz w grupie na Facebooku. Zbieram materiały do swojej książki o Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej.

 

1.1. Jaka była idea powstania tego projektu?

por-Józef-Zając-cc-208x300 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Na początku chciałem tylko dowiedzieć się czegoś więcej o swoim Dziadku – Cichociemnym. Szybko spostrzegłem, że nie sposób w pełni zrozumieć idei Cichociemnych tylko na przykładzie jednego życiorysu. Trzeba poznać życiorysy wszystkich 316 Cichociemnych, ale także osób zaangażowanych w realizację tej idei. Aby zrozumieć Cichociemnych, trzeba również poznać cały kontekst społeczno – militarno – polityczny tamtych lat, osadzić w tamtych realiach splatające się życiorysy żołnierzy w służbie specjalnej, walczących o wolną Polskę..

Percepcja Cichociemnych w naszym społeczeństwie – choć zasłużenie cieszą się Oni bardzo dużym uznaniem i respektem wśród Polaków – jest jednak wciąż bardzo powierzchowna. Nasza społeczna pamięć o Cichociemnych jest bardzo „dziurawa”, niestety nie uwzględnia kluczowych elementów wspaniałej idei Cichociemnych. Ideą Projektu jest możliwie wszechstronne przybliżenie społeczeństwu idei Cichociemnych oraz Ich sylwetek, utrwalenie pamięci o 316 Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej. 

 

1.2. Co na celu ma projekt?

Celem Projektu jest opracowanie kompendium wiedzy o 316 Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej, zdobycie i udostępnienie do użytku publicznego wszelkich istotnych informacji związanych z realizacją przez Nich maksymy „Wywalcz Jej wolność lub zgiń” oraz hasła – „Tobie Ojczyzno”. Celem Projektu w sferze aksjologicznej jest promowanie patriotyzmu, utrwalanie postaw patriotycznych.

Moim marzeniem jest powstanie – choćby tylko wirtualnego – Muzeum Cichociemnych, które w formie atrakcyjnej zwłaszcza dla młodych ludzi prezentowałoby historię pierwszych polskich „specjalsów”.  Na to jednak potrzeba dużych funduszy i politycznego wsparcia. Tego brakuje.

 

2. Na portalu elitadywersji.org w zakładce „informacje o realizacji projektu”, można dostrzec bardzo duży zakres prac jakie Pan wykonuje. W jaki sposób Pańska działalność kultywuje pamięć o Cichociemnych?

Ta „informacja”, choć przydługa, z konieczności jest skróconym zapisem moich działań. Są one połączeniem poszukiwań z udostępnianiem, popularyzacją wiedzy (zdobytej w ich wyniku) o 316 Cichociemnych. Ostatnio, dzięki kwerendzie w Arolsen Archives udało mi się ustalić, że Cichociemny por. Oskar Farenholc, jako John Oskar Kennedy został wywieziony do obozu koncentracyjnego  KL Mathausen – Gusen, prawdopodobnie tam zginął po 15 grudnia 1944. Dotąd sądzono, że w lipcu 1944 został wywieziony z Pawiaka do obozu koncentracyjnego KL Gross-Rosen lub zginął 3 sierpnia 1944. Uważam, że możliwie najpełniejsza wiedza o Cichociemnych, zrozumienie istoty Ich walki o wolną Polskę, wydatnie sprzyja ożywieniu i utrwaleniu pamięci o Cichociemnych. Muszę przyznać, że w pewnym sensie jestem jednoosobową „placówką” badawczą oraz edukacyjną.

 

2.1. Jakie to działania?

cc-elita-dywersji-300x159 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Mam za sobą bardzo wiele działań i wciąż niemało przede mną. Ich istota sprowadza się do ustawicznych poszukiwań informacji oraz artefaktów dotyczących Cichociemnych oraz udostępnianiu wyników tej pracy w miarę na bieżąco na portalu elitadywersji.org oraz na fanpage i w grupie na Facebooku. Ponadto na bieżąco dokonuję aktualizacji (lub piszę je na nowo) odpowiednich haseł Wikipedii. Udało mi się dość znacznie „odchwaścić” hasła w Wikipedii dotyczące problematyki Cichociemnych.

Warto podkreślić, że  w toku prowadzonych przeze mnie poszukiwań zdigitalizowałem olbrzymią ilość artefaktów związanych z Cichociemnymi, które dotąd nie były publicznie dostępne. Największa ich liczba pochodzi z JW GROM, ale udało mi się dotrzeć do dotąd szerzej nieznanych dokumentów, artefaktów bądź publikacji (np. w maszynopisie) m.in.. w Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu (maszynopisy Zbigniewa S. Siemaszko, instrukcja radiostacji AP-5), Państwowym Muzeum Auschwitz – Birkenau (grypsy obozowe), Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (zdjęcia radiostacji AP-5) itp. Więcej informacji o tych działaniach znajduje się na stronie  – Informacja o realizacji projektu

Podkreślenia wymaga także, że w wyniku moich działań powstały unikalne treści – niektóre nigdy dotąd nie będące w polu czyjegokolwiek zainteresowania. Są to moje własne historyczne „odkrycia”. Efektem działań w Projekcie są nie tylko w miarę uszczegółowione, zauważalnie poprawione w oparciu o kwerendę z wielu źródeł, biogramy 316 Cichociemnych, ale także ok. 470 stron portalu elitadywersji.org oraz 29 unikalnych baz danych. Treści powstały także w wyniku kwerendy posiadanych przeze mnie ponad 600 publikacji dotyczących Cichociemnych (niektóre zawierają liczne nieścisłości, wzajemnie sprzeczne ze sobą informacje).

Udało mi się także „odnaleźć” Cichociemnego – uczestnika Powstania Warszawskiego (który dotąd był pomijany). Po sprawdzeniu moich danych Muzeum Powstania Warszawskiego wpisało Go do bazy uczestników Powstania. Z niezrozumiałych dla mnie względów IPN uchyla się od poprawienia swoich błędnych danych. W wyniku kwerendy, także m.in. dzięki „indeksowi represjonowanych” (pierwotnie projekt ośrodka „Karta”) udało mi się m.in. ustalić miejsca pobytu niektórych Cichociemnych w sowieckich łagrach. Ustaliłem skalę represji: niemieckich, sowieckich oraz władz „Polski Ludowej” wobec Cichociemnych. Informacje nt. represji udostępniłem na portalu elitadywersji.org oraz w odpowiednich hasłach Wikipedii. Tego rodzaju informacje nie były dotąd publicznie dostępne…

 

3. Na stronie można znaleźć również Pańskie erraty do publikacji na temat cichociemnych. Jak często w publikacjach o cichociemnych pojawiają się błędne informacje?

Niestety, dosyć często pojawiają się błędy faktograficzne, terminologiczne (zwłaszcza wokół „listy Cichociemnych”), a także błędne uproszczenia (np. jakoby byli „agentami SOE” albo „żołnierzami PSZ”, jakoby istniał jakiś jeden „kurs cichociemnego”, jakoby Cichociemni byli „szkoleni wg. standardów SOE” itp. itd.) Staram się reagować na błędy istotne, najbardziej ewidentne oraz najbardziej rażąco odbiegające od prawdy historycznej.

Spośród dotąd wydanych ponad 600 najbardziej wartościowych publikacji książkowych i artykułów dotyczących Cichociemnych, część zawiera (na szczęście w niezbyt dużym stopniu) błędne dane oraz wykluczające się informacje. Publikacje „internetowe” zawierały dotąd (m.in. na stronach Polskiego Radia) dosyć liczne uproszczenia i przekłamania.

IPN_Cichociemni_broszura_500px-205x300 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Z satysfakcją obserwuję, że od ok. dwóch lat publikacje są coraz bardziej rzetelne, zawierają więcej precyzyjnie wskazanych faktów historycznych. Nierzadko nawet artykuły są wcześniej ze mną konsultowane – pod kątem ich poprawności merytorycznej. Smutnym wyjątkiem na tle widocznej ogólnej poprawy jakości publikacji nt. Cichociemnych była okolicznościowa publikacja dr Krzysztofa A. Tochmana (IPN), w której znalazłem rekordową ilość istotnych merytorycznych błędów – Rocznica pełna błędów

Najnowsza moja interwencja dotyczy opublikowania błędnej dezinformacji –jakoby Cichociemni byli „agentami SOE” – na portalu brytyjskiej organizacji pozarządowej English Heritage, w 80 rocznicę powstania ośrodka szkoleniowego Cichociemnych Audley End. Próbowałem zainteresować tym przekłamaniem redakcję „dzieje.pl” oraz PAP i kilka redakcji prasowych, niestety bez skutku. Z satysfakcją mogę odnotować, że właśnie otrzymałem maila z podziękowaniem za wytknięcie tego błędu oraz obietnicą jego szybkiego poprawienia od dr Andrew Hann (Properties Historians’ Team Leader, Curatorial Department, English Heritage). W mailu był uprzejmy także napisać – „bardzo interesujące było dla mnie badanie cichociemnych przez ostatnie kilka lat, a Twoja własna strona internetowa [elitadywersji.org] była dla mnie i moich kolegów bardzo przydatnym źródłem informacji.”

 

3.1. Czym jest to spowodowane?

Przyczyny rozmaitych błędów są różne i są złożone. Praprzyczyną jest brak jednej (czy też wiodącej) placówki badawczej (muzealnej) zajmującej się problematyką Cichociemnych. Skoro brak rzetelnych ustaleń, a w internecie mnóstwo przekłamań i uproszczeń – to nierzadko są one powielane. Oczywiście najbardziej istotną przyczyną jest brak należytej rzetelności, staranności w prezentowaniu problematyki Cichociemnych oraz uleganie niestety wciąż rozpowszechnianym, błędnym stereotypom.

cc-wikipedia-250x120 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Kiedyś jednym z głównych błędów np. w Wikipedii (obok fatalnej, infantylnie przekłamanej, treści hasła zasadniczego „Cichociemni” – którego poprawienie wymagało znacznego wysiłku) było np. powielanie w prawie wszystkich biogramach Cichociemnych nieprawdziwego sformułowania o „szkoleniu konspiracyjnym” oraz przekłamana nazwa szkolenia z zakresu wywiadu.

W pierwszym przypadku autorzy haseł bezkrytycznie powtarzali (za treścią biogramów ze „Słownika Biograficznego Cichociemnych” dr Krzysztofa Tochmana) frazę o szkoleniu „konspiracyjnym”. Była rażąco błędna, bo szkolenia odbywały się w Wielkiej Brytanii oraz Włoszech, bynajmniej nie w warunkach niemieckiej okupacji Anglii czy Włoch – były to szkolenia tajne, do pracy w konspiracji. Brak należytej precyzji spowodował powstanie istotnego błędu ahistorycznego. Czyli przyczyną tego błędu było bezrefleksyjne powtarzanie „za autorytetem”.

W drugim przypadku zamiast prawidłowej nazwy kursu „Oficerski Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej” (kryptonim szkoły wywiadu) bądź używano w nazwie słowa „Doskonalenia”, bądź też powielano nazwę „Polska Szkoła Wywiadu”, czyniąc błędnie z nazwy potocznej nazwę własną. Przyczyną tego błędu było odwoływanie się do innych publikacji – bez sprawdzenia informacji źródłowych.

 

Obecnie dominują trzy główne błędy:

1/ twierdzenie, że Cichociemni „byli żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie” – owszem, byli – ale wcześniej, zanim zostali Cichociemnymi; czyli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej. „Przy okazji” powiela się z przyczyn politycznych historyczny błąd, jakoby Armia Krajowa była częścią Polskich Sił Zbrojnych, podczas gdy formalnie (w świetle polskiego prawa) nie była – zobacz status prawny AK

2/ wywód jakoby Cichociemni byli „szkoleni przez SOE”, „według standardów SOE” itp. Ostatnio nawet pojawiła się wciąż powracająca nieprawdziwa teza, jakoby Cichociemni byli „agentami SOE”.  Wyjaśniałem to kilkakrotnie, m.in. Bajki o SOE oraz  Współpraca Polaków z SOE. Niestety, ten istotny błąd – odbierający zasługi Polakom – wciąż powraca; jego przyczyną jest z jednej strony brak rzetelnej wiedzy o Cichociemnych, ich szkoleniu oraz organizacji zrzutów dla AK; z dugiej zaś anglomania, a może nawet ojkofobia…

3/ pogląd, iż Cichociemnych nie było 316 tylko „o wiele więcej”. Nosiciele tego fałszywego poglądu nie chcą dostrzec, że zdecydowanie przeciwne jest mu np. zasłużone Studium Polski Podziemnej w Londynie (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych). Pogląd lansowany jest usilnie zwłaszcza przez dr Wojciecha Grabowskiego (IPN), jak sądzę z przyczyn „grantowych” – zobacz Kontrowersje wkół liczby Cichociemnych

 

4. W jaki sposób krzewiony jest duch patriotyzmu wśród dorosłych oraz młodzieży?

41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Cichociemni – idea oraz biografie 316 spadochroniarzy w służbie specjalnej AK mogą i często są dobrym wzorcem patriotycznej postawy. Staram się dostarczać wiedzy merytorycznej umożliwiającej podejmowanie wielu działań krzewiących ducha patriotyzmu. Niestety, z uwagi na ogrom pracy jaką samotnie wykonuję w Projekcie (i jaka jeszcze jest przede mną) nie jestem już w stanie osobiście angażować się w działania wychowawcze, pewnie też nie byłbym nadmiernie dobrym wychowawcą. Ale wiadomo mi, że moja praca jest wykorzystywana w takich inicjatywach – jestem proszony o zgodę na wykorzystanie materiałów, konsultacje niektórych treści itp.

 

4.1. Jak wygląda edukacja i działania na rzecz krzewienia patriotyzmu wśród dorosłych i młodzieży?

Można o tym napisać rozprawę doktorską. W skrócie – w mojej ocenie tego rodzaju działania niestety często są bardzo powierzchowne oraz podejmowane incydentalnie. Pomimo politycznych deklaracji brakuje systemowego podejścia do takiej działalności oraz do tej problematyki.

 

5. Czy historia Cichociemnych jest znana wśród wyżej wymienionych?

W mojej ocenie historia Cichociemnych jest dość dobrze znana, niestety jednak – bardzo powierzchownie, wręcz „hasłowo”. Wciąż wydają się dominować stereotypy, przekłamania i uproszczenia. Rekordowa liczba istotnych błędów w „okolicznościowej” publikacji IPN autorstwa dr Tochmana jest bardzo smutnym świadectwem „wiedzy” społecznej o Cichociemnych. Jeśli na tego rodzaju błędy pozwala sobie naukowiec, akurat  z IPN, przecież jakby „specjalizujący” się w problematyce Cichociemnych – to jest to bardzo, bardzo smutny przyczynek do rozważań o znajomości historii Cichociemnych w społeczeństwie…

 

5.1. Czy z zainteresowaniem poznają tą historię?

W mojej ocenie, opartej na relacjach i reakcjach wielu osób, niezwykła historia Cichociemnych przyciąga i fascynuje zarówno młodszych jak i starszych. Ma w sobie wszystkie istotne elementy, które potrafią wzbudzić naturalną ciekawość i zainteresowanie wśród większości społeczeństwa. Tym bardziej smutne jest, że taką piękną kartę polskiej historii traktujemy tak bardzo nierzetelnie.

 

6. Jak postrzega Pan działania Cichociemnych podczas II wojny światowej?

Uderzenie-powierzchn-AK-okregi-224x200 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Cichociemni byli – patrząc w szerszym kontekście – „elementem” nowatorskiej idei powstania powszechnego (w końcowej fazie wojny), przeprowadzonego przy wsparciu awangardowego wówczas w sztuce wojennej tzw. „uderzenia powierzchniowego” (powietrznodesantowego). Idea powstania powszechnego (nota bene, także słabo znana) była głównym celem strategicznym ZWZ/AK.

Cichociemni byli widoczną i okazałą emanacją przedwojennych działań Sztabu Głównego Wojska Polskiego, sytuujących Polskę w ścisłej światowej elicie państw tworzących wojska powietrznodesantowe. Byli także w ścisłej światowej elicie powstających wówczas na świecie formacji wojsk specjalnych.

Podczas wojny prowadzonej w okupowanej przez Niemców i Sowietów Polsce, Cichociemni byli nie tylko widocznym (dla wtajemniczonych żołnierzy, ale także jako podmiot antyokupacyjnej, żywej narracji Polaków) znakiem „rządu londyńskiego”, symbolem ciągłości Państwa Polskiego, ale także nadzwyczaj nowatorską jakością na polu walki. Dzięki ostrej selekcji oraz wszechstronnemu wyszkoleniu potrafili wszystko i byli zdolni do wszystkiego. Jednak Ich bojowy potencjał – z przyczyn od Nich niezależnych – nie został w pełni wykorzystany.

 

6.1. Czy byli znaczącą wartością dodaną dla struktur Armii Krajowej?

Orzel_AK-244x300 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...To pytanie w mojej ocenie powinno stać się podstawą poważnego projektu badawczego. Nie natrafiłem dotąd na merytorycznie pogłębione, rzetelne publikacje na ten temat, poza dość powierzchownym artykułem dr hab. Jacka Sawickiego pt. Cichociemni – nowa jakość na polu walki, w: Biuletyn Informacyjny nr 2 (386), luty 2021 s. 13-17.

Zważywszy na rolę, jaką Cichociemni odegrali w dowodzeniu, szkoleniu, nawet w zaopatrzeniu Armii Krajowej wydaje się oczywiste, że Cichociemni byli bardzo znaczącą „wartością dodaną” dla Armii Krajowej. Cała sieć łączności (50 z 57 radiostacji) Armii Krajowej funkcjonowała dzięki 50 CC. Podczas Powstania Warszawskiego w sieci łączności AK pracowało 12 CC (na 9 radiostacjach). Rzetelna refleksja na temat roli CC w AK wymaga jednak pogłębionego podejścia do problemu.

Jest pewne, że Cichociemni mogliby być jeszcze bardziej wartościowi dla Armii Krajowej, gdyby nie kunktatorska postawa Brytyjczyków (zwłaszcza Foreign Office) i polityczne decyzje aliantów, traktujących Polskę jako trzeciorzędny teatr zmagań wojennych oraz strefę wpływów sowieckich. Efektem tej postawy aliantów było traktowanie „po macoszemu” wsparcia dla Armii Krajowej udzielanego za pośrednictwem Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza oraz brytyjskiej SOE Special Operations Executive).

 

7. Z akt IPN wynika, że niektórzy z cichociemnych, kierowani różnymi motywami, mogli podjąć współpracę z komunistycznymi służbami specjalnymi „Polski Ludowej” – m.in. UB, SB, IW, GZI, lub WSW czy wywiadem PRL. Czyli tzw. „Lista Tochmana”.

Nie wykluczam, że mogły zdarzyć się przypadki podjęcia takiej współpracy z tzw. niskich pobudek. Sądzę, że z uwagi np. na wysokie wymagania moralne stawiane kandydatom na Cichociemnych  skala tego zjawiska nie powinna być zbyt duża. Z drugiej strony, ogrom  represji bezpośrednio po wojnie był dużym wyzwaniem dla wszystkich patriotycznie nastawionych Polaków. Niestety, w tamtym czasie wielu ludzi  złamano brutalnymi i perfidnymi metodami…

 

7.1. Jakie jest Pańskie stanowisko na ten temat?

W mojej ocenie należy szczególnie ostrożnie podchodzić do tej problematyki, aby nie skrzywdzić żadnego Bohatera. Ewentualna współpraca ze służbami po wojnie na pewno – poza bardzo nielicznymi przypadkami – nie przekreśla wszystkich zasług danej osoby podczas wojny. Z drugiej strony, trudno takiego współpracownika stawiać za wzór moralny, zwłaszcza ludziom młodym, nie potrafiącym nieraz dostrzec złożoności czy subtelności ludzkich postaw w określonym kontekście społeczno – politycznym.

W swojej pracy popularyzatorskiej przyjąłem zasadę, że CC będący na tzw. „liście Tochmana” są niejako „w cieniu”, tzn. nie wspominam rocznicy ich urodzin, co zawsze jest powodem do publicznej prezentacji biogramu danego Cichociemnego. CC z „listy Tochmana” są przeze mnie wskazywani w działaniach popularyzatorskich tylko jako członkowie danej ekipy skoczków. Sama „lista” jest w mojej ocenie oparta o zbyt enigmatyczne, nieznane opinii publicznej źródła, niekiedy także o dosyć dowolne lub wątpliwe interpretacje. Rzetelność jej autora w mojej ocenie także budzi uzasadnione wątpliwości – zobacz Rocznica pełna błędów

 

7.2. Czy informację potwierdzające takową współpracę cichociemnych są rzetelne i wystarczające?

W niektórych przypadkach trudno nawet mówić o „informacji” – są tylko nazwiska wymienione w artykule, np. jednym zdaniem. To zdecydowanie nierzetelne i niewystarczające. W mojej ocenie wszelkie źródłowe informacje, dokumenty itp. dotyczące tego rodzaju kwestii powinny być publicznie dostępne. Tylko wtedy można samodzielnie wyrobić sobie opinię na temat zachowania i postaw danej osoby oraz ówczesnego kontekstu takich sytuacji.

Dotąd brak jakichkolwiek – publicznie dostępnych – badań na ten temat. Są tylko cztery artykuły dr. Tochmana (w większości powielające te same tezy). Poleganie wyłącznie na twierdzeniu dr Tochmana w tak delikatnej i istotnej kwestii byłoby rażąco nierzetelne zwłaszcza że autor tych „informacji” dał przykład rażąco lekceważącego i nierzetelnego podejścia do mniej „delikatnych” faktów dotyczących Cichociemnych – Rocznica pełna błędów

 

8. Jak Pańskim zdaniem działania Cichociemnych wpłynęły na dalsze losy Polski?
soe-tablica-296x300 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...

tablica upamiętniająca wszystkich agentów SOE, na budynku jej dawnej siedziby w Londynie

W realnej płaszczyźnie działania Cichociemnych przyczyniły się do wielu znaczących sukcesów Armii Krajowej. Brak jest jednak pogłębionych badań  tego zagadnienia. Cichociemny Stefan Ignaszak kierował siatkami wywiadu ofensywnego AK, rozpracowującymi niemiecki przemysł zbrojeniowy na terenie III Rzeszy oraz Generalnego Gubernatorstwa (jednym z Jego sukcesów było rozpracowanie niemieckiej broni V-1 i V-2), Cichociemny Janusz Prądzyński zdobył plany prototypów niemieckich czołgów „Panther” i broni przeciwpancernej „Panzerfaust” – to przykłady realnego wpływu CC na sukces aliantów.

Warto zauważyć także istotny kontekst działań związanych z Cichociemnymi, mianowicie wzorowanie się brytyjskiej tajnej agendy rządowej (także jej szefa) Special Operations Executive na polskich działaniach, również tworzenie pierwszych jednostek powietrznodesantowych w oparciu o polskie wzorce m.in. przedwojenny dorobek Sztabu Głównego Wojska Polskiego (m.in. Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy), standardy wypracowane bezpośrednio po wybuchu wojny przez zaangażowanych w te działania oficerów. W pewnym sensie można powiedzieć, że byliśmy przykładem dla Europy i świata. Niezależnie od sowieckich poczynań w Polsce wyrobiliśmy sobie znakomitą markę w niełatwym świecie „specjalsów”…

Cichociemni mieli realne szanse znaczącego wpłynięcia na powojenne losy Polski – nawet pomimo Jej usilnego komunizowania przez Sowietów. Licznie zaangażowali się – jako Żołnierze Wyklęci – w działania Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, organizacji „NIE”, później także Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, w tym Delegatury Zagranicznej WiN oraz innych organizacji antykomunistycznych. Wielu Cichociemnych angażowało się przez lata po wojnie w antykomunistyczne operacje specjalne. M.in. płk Adam Boryczka był kurierem Delegatury Zagranicznej WiN, kpt. Jan Nowak-Jeziorański pod koniec 1951 został dyrektorem amerykańskiej rządowej Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Cichociemny Roman Rudkowski werbował polskich pilotów do lotów w tajnych operacjach CIA samolotami C-47 Skytrain (Dakota), C-54, z bazy USAF w Wiesbaden.

Historia napisała jednak smutną pointę. Bohaterstwo Armii Krajowej finalnie zakończyło się zdradą USA i Wielkiej Brytanii oraz oddaniem Polski do sowieckiej strefy wpływów. Bohaterstwo Cichociemnych zakończyła sowiecka infiltracja Londynu (tzw. piątka z Cambridge, w tym osławiony Kim Philby) oraz zdrada w „polskim Londynie” prosowieckiego gen. Stanisława Tatara, który doprowadził do samobójczej, zbędnej „akcji Burza”, żwawo podjudzał do tragicznie zakończonego Powstania Warszawskiego, sparaliżował powojenną walkę o wolną Polskę m.in. organizując fałszywą „centralę konspiracyjną Hel”, defraudując państwowe pieniądze funduszu „Drawa” oraz przekazując władzom „Polski Ludowej” ok. 3 tys. teczek personalnych i dokumentów Oddziału VI (Specjalnego)

 

9. Jak postrzega Pan Jednostkę Wojskową GROM jako „spadkobierców” Cichociemnych?

Grom-52-250x250 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Decyzja ministra obrony narodowej z 04 sierpnia 1995 nr 199/MON o nadaniu Jednostce Wojskowej GROM imienia Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej oraz  zobowiązaniu jej do kontynuowania Ich tradycji była niezwykle trafna. Starannie wyselekcjonowani żołnierze tej jednostki są profesjonalnie oraz możliwie wszechstronnie wyszkoleni, wyposażeni, przygotowani do prowadzenia szczególnie na terenie państw wrogich, objętych wojną, kryzysem itp. wszelkich operacji specjalnych; są więc naturalnymi kontynuatorami działań Cichociemnych.

Dowództwo JW GROM odwołuje się w procesie szkoleniowym swoich żołnierzy do tradycji oraz symboliki Cichociemnych. M.in. na wniosek dowódcy GROM minister obrony narodowej 8 czerwca 2009 wprowadził do użytku naszywkę „CICHOCIEMNY” dla żołnierzy Zespołów Bojowych Jednostki Wojskowej 2305, którzy pomyślnie ukończyli kurs podstawowy oraz specjalistyczne szkolenie bojowe. Dzięki temu można uznać, że wprost są kolejnymi Cichociemnymi…

Niezwykle istotne jest także to, że JW GROM opiekuje się licznymi grobami Cichociemnych oraz jest od wielu lat współorganizatorem dorocznego Zjazdu Cichociemnych i Ich Rodzin. Także dzięki takim działaniom pogłębiona pamięć o Cichociemnych jest wciąż żywa, wciąż wpływa na postawy propatriotyczne Polaków…

 

Cała praca licencjacka do pobrania – Radosław Kotowicz – „Rola Cichociemnych podczas II wojny światowej, kultywowanie pamięci oraz przejęcie tradycji przez  JW GROM”  (plik pdf).

Ocena pracy:  bardzo dobry (5.0) 

Kotowicz-praca-licencjacka-177x250 Kultywowanie pamięci Cichociemnych...Opinia promotora, dr Pawła Łubińskiego: „(…) Praca dyplomowa poświęcona jest Cichociemnym oraz spadkobiercom ich tradycji, a więc Jednostce Wojskowej GROM. Autor na łamach pracy przedstawia i analizuje zagadnienia związane z historią Cichociemnych, ich wierną służbą Ojczyźnie, wyszkoleniem i zadaniami JW GROM. Autor „skupia się na aspekcie kultywowania pamięci Cichociemnych oraz krzewienia ducha patriotyzmu wśród młodzieży, gdzie rozważania na ten temat zostały przedstawione w formie wywiadu, dzięki wielkiemu zaangażowaniu wnuka Cichociemnego por. Józefa Zająca (1902-1968) ps. Kolanko, Rozdzielacz, Zawór, vel Józef Synek – Ryszarda M. Zająca. Aspekt kultywowania pamięci rozważany jest na podstawie działalności Pana Ryszarda M. Zająca w tym obszarze” (s. 75-76). Treść pracy jest więc zbieżna z kierunkiem kształcenia Autora. Autor wykazał się bardzo dobrą znajomością analizowanych zagadnień. Swój wywód oparł na analizie literatury zwartej oraz źródeł internetowych. Odpowiednio zastosowana została również terminologia naukowa. (…)

Wnioski zostały sformułowane w sposób prawidłowy i w odniesieniu do wiodącej dyscypliny nauk o bezpieczeństwie. W stosunkowo obszerny sposób, korespondujący z treścią wstępu, wnioski finalne płynące z badań Autor zawarł zwłaszcza w trzecim rozdziale pracy. Wnioski te należy uznać za trafne i w przedmiotowym zakresie bezsprzeczne, tym bardziej, że wynikają z analizy stanu faktycznego oraz dociekań Autora, które obrazują odpowiedzi respondenta. Pracę wzbogacono licznymi ilustracjami. (…)  Ze względu na narrację, styl pisemnej wypowiedzi oraz warsztat i zaangażowanie Autora w przeprowadzenie wywiadu – niniejsza praca zasługuje na wyróżnienie.”   

Instytut Nauk o Bezpieczeństwie, Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, 23 czerwca 2022

 

 

 

Rocznica pełna błędów…

 


41_cc-Tobie-Ojczyzno-grupa-250x139 Rocznica pełna błędów...Spis treści:


 

Znak-Spadochronowy-AK-219x350 Rocznica pełna błędów...

Znak Spadochronowy AK

 

W nocy 15/16 lutego 1941 (choć jedna z instytucji twierdziła że stycznia) miał miejsce pierwszy zrzut Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. W 80 rocznicę tego wydarzenia pojawiło się wiele publikacji. Niestety, niemało z istotnymi błędami. Rekordową ilość poważnych błędów zawiera rocznicowa publikacja Instytutu Pamięci Narodowej…

 

Przyzwyczaiłem się już do stałego wysyłania maili do różnych autorów oraz redakcji i instytucji, z prośbą o sprostowanie rozmaitych błędów dotyczących Cichociemnych. Nie zawsze odnosi to pożądany skutek, częściej bywam ignorowany. Udało mi się sprostować wiele idiotyzmów zawartych np. w Wikipedii, dzięki wspólnej pracy napisaliśmy wreszcie w miarę porządnie hasło główne – cichociemni a także udało mi się napisać od początku lub poprawić kilka innych haseł (zobacz – Informacja o realizacji projektu).

Ostatnio, głównie za sprawą historyków IPN – dr Waldemara Grabowskiego oraz dr Krzysztofa A. Tochmana (nad czym ubolewam) rozpowszechniany jest fałszywy pogląd, jakoby nie było 316 Cichociemnych, tylko „znacznie więcej”. Ilu? Tego sami autorzy tych głupot nie wiedzą, bo co chwila zmieniają definicje słowa cichociemny. Jak tak dalej pójdzie, cichociemnymi będą wszyscy spadochroniarze na świecie, w tym nawet niemieccy z czasów Hitlera… 

Poglądu, jakoby było więcej niż 316 Cichociemnych, nie podziela Studium Polski Podziemnej w Londynie (konsultowałem się z SPP w tej sprawie), gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych. O mnożeniu kontrowersji nt. liczby Cichociemnych można przeczytać na dole strony: Cichociemni – nazwa, przysięga, Znak

 

soe-tablica-296x300 Rocznica pełna błędów...

tablica upamiętniająca wszystkich agentów SOE, na budynku jej dawnej siedziby w Londynie

Drugą kategorią bajek są opowieści o tym, jaka wspaniała była brytyjska agenda rządowa Special Operations Executive, SOE, jak to Polacy (w tym Cichociemni) rzekomo „korzystali z jej standardów”, także o rzekomo wiekopomnych dokonaniach „polskiej sekcji SOE”, która miała organizować zrzuty ludzi i sprzętu dla Polaków. Nawet zasłużona Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej rozpowszechniała bzdury, jakoby polska sekcja SOE „miała swoją łączność, swoją kadrę instruktorską oraz kanał rekrutacyjny”. Niejako „przy okazji” pomniejszane są – lub w ogóle pomijane – zasługi Polaków, które przypisywane są Brytyjczykom. Cichociemnych przykleja się do rozmaitych formacji i struktur, zapominając że byli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej oraz walczyli w okupowanej Polsce. Ostatnio nawet ambasador R.P. w Wielkiej Brytanii publicznie akceptował brednie, jakoby Cichociemni „stali na czele alianckich operacji wojennych”. 

Fakty są takie, że to brytyjskie SOE uczyło się od Polaków, a nie Polacy od SOE; „polska sekcja SOE” była tylko łącznikiem pomiędzy Polakami a władzami brytyjskimi; a zrzuty Cichociemnych i zaopatrzenia dla Armii Krajowej organizował oficer wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza – mjr dypl. Jan Jaźwiński, o którym nikt nie pamięta. Napisałem Jego biogram w Wikipedii, ale bardzo smutne jest, że nigdy i nigdzie w Polsce nie został upamiętniony. Zamiast tego wciąż czytamy bajki o SOE… 

 

szkolenie-cc-300x207 Rocznica pełna błędów...Dwa inne kluczowe, wciąż powielane błędy to brednia o „kursie cichociemnego”, jaki podobno wystarczyło ukończyć, aby zostać Cichociemnym oraz nierzetelna (dez)informacja, jakoby „91 Cichociemnych uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim”. Fakty są takie, że proces szkolenia Cichociemnych – którzy byli indywidualistami, wysokiej klasy fachowcami w swoich specjalnościach – to szkolenie w czterech grupach po kilka kursów. Cichociemnych szkolono w ok. 30 specjalnościach w ok. 50 ośrodkach SOE oraz w kilku polskich. Według moich ustaleń, w Powstaniu Warszawskim uczestniczyło nie 91 lecz 95 Cichociemnych. Wśród Nich Cichociemny ppor. Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon, który leczył się po torturach gestapo (chodził o lasce), nie mógł walczyć zbrojnie, ale jednak uczestniczył w Powstaniu współpracując wywiadowczo z oddziałami Pułku Baszta oraz wraz z żona zbierał lekarstwa dla Powstańców. 24 sierpnia 1948 Naczelny Wódz odznaczył Go Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Nie rozumiem, dlaczego wciąż jest pomijany przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego? Czyżby Naczelny Wódz dał Mu fałszywy order?

 

IPN kłamie?

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-205x300 Rocznica pełna błędów...Rekordową ilość – 36 błędów – znalazłem w wydanej kilka dni temu publikacji Instytutu Pamięci Narodowej: Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021. Wielka szkoda, bo publikacja ciekawa, zawiera sporo interesujących szczegółów i ma ciekawą koncepcję prezentacji. Ale 36 istotnych błędów na 48 stronach (z okładkami) to historyczny horror.

Najpoważniejszy z tych błędów to oczywiście – w oderwaniu od faktów i kontekstu historycznego – rozciąganie definicji cichociemnego na prawie każdego polskiego spadochroniarza (krzywdząco pominięto jedynie spadochroniarzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej). Wśród błędów są również wadliwe interpretacje dat, roli i usytuowania SOE, przypisywanie polskich zasług Brytyjczykom, pomijanie lub pomniejszanie zasług współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. Jana Górskiego, organizatora przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, pomieszanie z poplątaniem faktów dotyczących wspólpracy Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza z SOE, błędy dotyczące Tempsford, Campo Casale, Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano i in.

 

Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski
IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021

 

W kategorii „błędów życzeniowych” należy chyba umiejscowić opowieść o odprawach Cichociemnych przed odlotem do Polski z tajnegop brytyjskiego lotniska RAF Tempsford „z udziałem wysokich oficerów Oddziału VI, czasem naczelnego wodza PSZ lub premiera”. Odprawy te zawsze prowadził organizator przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jan Jaźwiński. Nie znam faktu domniemanego uczestnictwa w odprawie skoczków w Tempsford „naczelnego wodza PSZ lub premiera”. Nie wspomina o tym mjr. dypl. Jan Jaźwiński, ani w swoim „Pamiętniku” (Jan Jaźwiński – Dramat dowódcy. Pamiętnik oficera sztabu oddziału wywiadowczego i specjalnego, przygotowanie do druku: Piotr Hodyra i Kajetan Bieniecki, tom I i II, Polski Instytut Naukowy w Kanadzie, Montreal 2012, ISBN 978-0-9868851-3-6) ani w swoim „Dzienniku czynności” (Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89).

Gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz i premier (do swej tragicznej śmierci 4 lipca 1943) wprawdzie rozważał przybycie na lotnisko RAF Tempsford, na start samolotów z Cichociemnymi 17 lutego 1943, w operacjach lotniczych: Rivet, File, Brick i Window – ale nie przybył, ponieważ w tym dniu te operacje odwołano z powodu silnej mgły.

Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski jeden raz – 11 listopada 1943 – wizytował polską eskadrę, stacjonującą na tajnym lotnisku RAF Tempsford. Nie mógł uczestniczyć w odprawie skoczków, bo sezon operacyjny (zrzutowy) Riposta zakończył się zrzutami Cichociemnych w nocy 18/19 października 1943.

Co do premiera Stanisława Mikołajczyka – jedynym jego bezpośrednim i realnym „związkiem merytorycznym” z przerzutami lotniczymi z lotniska RAF Tempsford, jest sprawa przerzutu do Polski politycznego wysłannika Józefa Retingera. Decyzję o jego wysłaniu podjął Mikołajczyk – załatwiając to bezpośrednio u szefa SOE, starając się zachować to w tajemnicy przed polskim Oddziałem VI Sztabu Naczelnego Wodza, a nawet w tajemnicy przed Prezydentem i Naczelnym Wodzem!!! 

„Zainteresowanie” przerzutem lotniczym do Polski polskich polityków „z Londynu” tak ocenił mjr. dypl. Jan Jaźwiński:

Przeszło dwuletnia już praktyka wskazuje niezbicie, że Premier i N.W. w jednej osobie nie jest rozwiązaniem korzystnym dla SPRAWY. Przede wszystkim okazało się bardzo niekorzystnym dla naszej działalności wojskowej. W większości wypadków, dotyczących zagadnień wojskowych, a prawie zawsze jeżeli chodzi o przerzut lotniczy do Kraju, istniała przewaga zainteresowań politycznych nad zainteresowaniami Naczelnego Wodza. Nawet „podwórkowej” wagi zagadnienia polityczne „wypierały” na drugi plan zagadnienia wojskowe.

(Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, str. 146/148)

 

Ryszard M. Zając – Errata do publikacji IPN:  'K.A.Tochman Cichociemni 1941 – 1945
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział Rzeszów 2021′
elitadywersji.org, Sosnowiec, 19 lutego 2021

 

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-1-204x300 Rocznica pełna błędów...Za skandal uważam publiczne oczernianie „blisko 40” Cichociemnych którzy – według Krzysztofa Tochmana – mieli współpracować z bezpieką „Polski Ludowej” – „zgodzili się na werbunek, tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. Po pierwsze, nie opublikowano dotąd wyników żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, a jedynie bodaj trzy (w części powielające te same tezy) artykuły dr Krzysztofa A. Tochmana, odnoszące się rzeczowo jedynie do kilku Cichociemnych. Wynotowane z artykułów dr Krzysztofa A. Tochmana imiona i nazwiska cichociemnych mających współpracować ze służbami „Polski Ludowej” składają się na liczbę 27 osób, nie ma żadnej publikacji wskazującej „blisko 40”…

Ponadto współpraca współpracy nierówna; w „publikacji edukacyjnej IPN” podano (dez)informację jakby nie tylko było „blisko 40” CC współpracowników, ale nawet że „blisko 40” CC „pomagało w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. To ewidentna brednia, bowiem nie wszyscy byli tak samo zaangażowani we współpracę, np. niektórzy dali się formalnie zwerbować, ale nie przekazywali albo żadnych, albo żadnych istotnych informacji, niektórzy nawet tylko użyczyli swego lokalu.

Problem istnieje i nie należy go ukrywać. Nie można jednak – i to w „publikacji edukacyjnej” bezpodstawnie i krzywdząco uogólniać i zawyżać liczby CC – współpracowników – bez jakiejkolwiek możliwości weryfikacji tych domniemanych „ustaleń”. Nie opublikowano przecież nawet nazwisk tych „blisko 40”. Stygmatyzowanie wszystkich przypadków współpracy – w oderwaniu od faktów – wysoce pejoratywnym określeniem o domniemanym „pomaganiu w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół” – nie ma nic wspólnego z rzetelnością naukową, ani tym bardziej z edukacją historyczną (nie mylić z histeryczną). Listę CC – wedłu Krzysztofa Tochmana – współpracowników opublikowałem na stronie Cichociemni – kontrowersje. Jeśłi jest tak samo rzetelna jak krytykowana w tym artykule publikacja – można od razu wyrzucić ją do kosza…

Publikacja IPN wprowadza do obiegu publicznego nowy termin „historyczny”, mianowicie frazę „PSZ-AK”. W mojej ocenie określenie „PSZ – AK” jest rażąco nierzetelne i pozbawione źródłowej podstawy historycznej. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie działały w Polsce (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem ich nazwę). Armia Krajowa nie działała poza Polską (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej nazwę). To są całkowicie odrębne struktury, które formalnie ze sobą nie współpracowały. Nota bene, w odróżnieniu od PSZ, w świetle prawa międzynarodowego Armia Krajowa nie miała formalnie statusu wojskowego, bo Sztab Naczelnego Wodza nie uregulował tej kwestii do końca wojny. Polscy politycy nie zdążyli też wypowiedzieć wojny ZSRR…

To bardzo przykre, że wciąż rozpowszechniane są istotne przekłamania – i to pod pozorem „publikacji edukacyjnej”. Zdumiewa, że dopuszcza się tego „Instytut Pamięci Narodowej”, który zafałszowuje akurat te elementy historii Cichociemnych, z których powinniśmy być najbardziej dumni, w tym działalność mjr dypl. Jana Jaźwińskiego. Powinniśmy wystawić Mu pomnik, a nie przypisywać Jego zasługi Brytyjczykom, SOE.

 

Audley-End_500px-209x300 Rocznica pełna błędów...Cichociemni nie mieli własnej jednostki, munduru, barw, patrona, tradycji, nie mieli nawet prawa ujawnić – nawet wobec kolegów z konspiracji – że są Cichociemnymi.

Do czasu ustanowienia Znaku dla Skoczków do Kraju (Znaku Spadochronowego AK), 7 lutego 1954, nie mieli nawet żadnego widocznego identyfikatora, oprócz słowa CICHOCIEMNY.

Teraz próbuje się Ich okraść z tego słowa, nierzetelnie naciągając definicję Cichociemnego. Im dalej od wojny – tym więcej cichociemnych…

 

Historycy z IPN tak bardzo pragną „odkrywać” historię Cichociemnych, że bez podstawy źródłowej rozszerzają pojęcie >cichociemny< na wszystkich polskich spadochroniarzy  w operacjach specjalnych, powołując się tylko na to, że np. niektórzy składali przysięgę na rotę AK.

Różnica pomiędzy nimi a cichociemnymi jest oczywista – TYLKO Cichociemni byli żołnierzami AK i nie podlegali Brytyjczykom czy komukolwiek innemu – poza Komendą Główną Armii Krajowej. Polscy skoczkowie zrzucani w operacjach specjalnych do innych krajów byli agentami SOE lub (project Eagle) agentami OSS, podlegali Brytyjczykom lub Amerykanom. Zobacz – Nie tylko Cichociemni

Historycy IPN wywołują zamieszanie, wywodząc, że rzekomo cichociemnymi są… spadochroniarze zrzucani do innych krajów. Te bzdury świadczą o braku elementarnej wiedzy o idei łączności z Krajem autorstwa kpt. Jana Górskiego i Macieja Kalenkiewicza, braku wiedzy o tym, że podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce w okupowanej Polsce, a także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także w Polsce.

Nota bene, idea powstania powszechnego – choć była nadrzędną ideą władz polskich, także dowództwa Związku Walki Zbrojnej oraz Armii Krajowej – nie jest współcześnie znana. Podobnie nieznany jest jej ścisły związek z ideą Cichociemnych, mało znany jest także związek tej idei z powstaniem 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, którą utworzono właśnie po to, aby wesprzeć planowane powstanie powszechne. Więcej informacji o tej idei – w haśle Wikipedii mojego autorstwa

Nie każdy człowiek ze spadochronem to cichociemny! 316 Cichociemnych – jak łatwo się zorientować po treści Ich przysięgi, czy choćby nazwie Znaku Spadochronowego AK – Znaku dla Skoczków do Kraju – to żołnierze Armii Krajowej w służbie specjalnej.

Rdzeniem idei Cichociemnych była walka o wyzwolenie okupowanej Polski, walka w szeregach konspiracyjnej Armii Krajowej w Polsce.

Ryszard M. Zając

prezes Fundacji dla Demokracji
wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko

 

Zobacz także post w tej sprawie na stronie na Facebooku

 

AKTUALIZACJA

24 lutego 2021 otrzymałem oficjalną informację, że problemem zainteresował się Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Jest szansa, że problem nierzetelnej publikacji IPN nie zostanie zignorowany 🙂  Lipiec 2021 – Niestety, ŚZŻAK ma gdzieś prawdę historyczną i nie podejmie żadnych działań… 🙁

 

9 marca 2021 otrzymałem oficjalną informację, że Muzeum Powstania Warszawskiego uwzględniło moją „reklamację” (patrz tekst powyżej) – Cichociemny ppor. cc Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon został uznany za uczestnika Powstania Warszawskiego i ma swój biogram w bazie MPW. W bazie MPW znajduje się obecnie 95 Cichociemnych – uczestników Powstania Warszawskiego, choć IPN wciąż twierdzi, że było Ich 91…

 

10 marca 2021 otrzymałem odpowiedź Kancelarii Senatu R.P.

Zgodnie z przepisami (nie są jednoznaczne, decyduje kwalifikacja pisma): jeśli zgodnie z jego treścią pismo zostanie uznane za wniosek, to prezes IPN oraz VIP-y mają na odpowiedź 30 dni; jeśli potraktują dosłownie słowo w nagłówku, tzn. uznają je za petycję – trzy miesiące.

Pierwsza odpowiedziała już jednak Kancelaria Senatu, treść odpowiedzi na skanach poniżej. Odpowiedż jest uprzejma i zgodna z prawem. Sprowadza się do tego, że:

  1. merytorycznie powinien ustosunkować się do moich zastrzeżeń co do publikacji dr Tochmana oraz „polityki historycznej” IPN – prezes Instytut Pamięci Narodowej
  2. Kancelaria Senatu proponuje sformułowanie petycji w sprawie ewentualnych propozycji zmian w ustawie o IPN
  3. Kancelaria Senatu przyjmuje treść mojego pisma do wiadomości.

Bardzo uprzejma odpowiedż Kancelarii Senatu o treści jak na skanach jest w mojej ocenie rzeczową reakcją. Rozważałem wcześniej wniesienie petycji ws. nowelizacji ustawy o IPN, w zakresie podniesionym w treści mojego pisma. Zachęta Senatu jest akurat całkiem na miejscu. Przygotuję niebawem propozycję takich zmian, przejrzę obecnie obowiązujące procedury legislacyjne i rozważę czy petycję skierować do Sejmu czy do Senatu. Zmiana w ustawie o IPN byłaby w mojej ocenie pożądana.

 

DO POBRANIA:

 

PS. Na stronie na Facebooku znajomi ortaz sympatycy Pana Tochmana rozpoczęli akcję insynuacji na mój temat, w tym m.in. sugerowania iż jestem agentem jakichś niecnych służb, a moje wskazanie błędów jest „atakiem na IPN”. Bez komentarza, szkoda słów…

 


 

 

L I S T   O T W A R T Y  /  P E T Y C J A

w sprawie rozpowszechniania przez Instytut Pamięci Narodowej
nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych
dotyczących problematyki Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej
w publikacji  Krzysztofa Tochmana  pt. Cichociemni 1941 – 1945.
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, 2021

 

Szanowny Pan dr Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Szanowny Pan Andrzej Duda, Prezydent R.P.
Szanowny Pan Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów R.P.
Szanowna Pani Elżbieta Witek, Marszałek Sejmu R.P.
Szanowny Pan Tomasz Grodzki, Marszałek Senatu R.P.

 

Szanowna Pani, Szanowni Panowie

Jako wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko oraz prezes Fundacji dla Demokracji, od 2016 realizującej projekt CICHOCIEMNI  mający na celu godne upamiętnienie 316 Cichociemnych spadochroniarzy – żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej, zmuszony jestem niniejszym listem otwartym:

  1. zaprotestować przeciwko kłamliwej „polityce historycznej” IPN, być może także obecnego Rządu, dotyczącej Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej,
  2. wnioskować o sprostowanie licznych i krzywdzących błędów historycznych, opublikowanych kilka dni temu przez IPN Oddział w Rzeszowie, w publikacji dr Krzysztofa Tochmana pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski (patrz załączona moja errata do tej publikacji),
  3. wnioskować o wprowadzenie systemowych rozwiązań w IPN, zapobiegających publikowaniu nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych

 

Ad. 1

          Pismem z 19 listopada 2019 składałem do Pana Prezydenta i Pana Premiera petycję ws. upamiętnienia Cichociemnych z Tempsford, która została zignorowana. Pismem z 20 października 2020 pisałem w sprawie ambasadora R.P. w Wielkiej Brytanii dr hab. Arkadego Rzegockiego, który publicznie akceptował brednie, w treści odsłoniętej tablicy pamiątkowej, m.in. jakoby Cichociemni nie byli żołnierzami Armii Krajowej tylko „Wydziału Specjalnego”, jakoby byli wysyłani „w tajnych misjach do Polski” oraz jakoby „stali na czele alianckich operacji wojennych”. 

Pan Ambasador prawdopodobnie chciał dobrze, podobnie jak brytyjscy inicjatorzy upamiętnienia 158 Cichociemnych przerzuconych do okupowanej Polski po starcie z  lotniska RAF Tempsford. Pomimo wytknięcia przeze mnie rażących błędów w treści tej odsłoniętej tablicy, nikt nie podjął próby sprostowania nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych. Nikt też nie podjął nawet próby systemowego rozwiązania problemu – aby zapobiec kolejnym takim przypadkom.

Tablica odsłonięta w Tempsford fałszuje historię, obraża pamięć o Cichociemnych oraz o Armii Krajowej!

Jak się okazuje, władzom R.P. wcale to nie przeszkadza, pojawiają się nawet nowe przykłady publicznego deptania pamięci o Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej.

 

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-205x300 Rocznica pełna błędów...         Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, opublikował kilka dni temu rocznicową publikację autorstwa dr Krzysztofa A. Tochmana (uchodzącego dotąd w IPN za głównego „znawcę’ problematyki Cichociemnych), pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021.

W treści tej 48 stronicowej (z okładkami) publikacji znalazłem co najmniej 36 (trzydzieści sześć!!!) bardzo poważnych błędów historycznych. Koncepcja publikacji interesująca, wiele treści nie było dotąd znanych szerzej opinii publicznej. Ale te kilka zalet przesłania kompromitująca ilość kilkudziesięciu wad – ewidentnych błędów w datach, faktach, roli i znaczeniu kluczowych instytucji a także ewidentnych kłamstw ahistorycznych.

Publikacja IPN autorstwa Krzysztofa Tochmana, lansowana jako „publikacja edukacyjna” to faktycznie w znacznej części zbiór nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych.

Szczegółowy wykaz błędów zawiera moja „Errata” dołączona do niniejszego pisma. Dość wspomnieć, że publikacja K.A.Tochmana – w oderwaniu od faktów i kontekstu historycznego – rozciąga definicję cichociemnego na prawie każdego polskiego spadochroniarza (krzywdząco pominięto jedynie spadochroniarzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej), wadliwe podaje daty, rolę i usytuowanie brytyjskiego SOE, przypisuje polskie zasługi Brytyjczykom, pomija lub pomniejsza zasługi współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. Jana Górskiego, organizatora przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, (dez)informuje nt. współpracy Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza z SOE, zawiera istotne błędy dotyczące Tempsford, Campo Casale, Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano i in.

Publikacja IPN autorstwa K.A.Tochmana wprowadza do obiegu publicznego nowy termin „historyczny”, mianowicie frazę „PSZ-AK”. W mojej ocenie określenie „PSZ – AK” jest rażąco nierzetelne i pozbawione źródłowej podstawy historycznej. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie działały w Polsce (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem ich nazwę). Armia Krajowa nie działała poza Polską (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej nazwę). To są całkowicie odrębne struktury, które formalnie ze sobą nie współpracowały. Nota bene, w odróżnieniu od PSZ, w świetle prawa międzynarodowego Armia Krajowa nie miała formalnie statusu wojskowego, bo Sztab Naczelnego Wodza nie uregulował tej kwestii do końca wojny. Polscy politycy nie zdążyli też wypowiedzieć wojny ZSRR…

Za skandal uważam publiczne oczernianie „blisko 40” Cichociemnych którzy – według Krzysztofa Tochmana – mieli współpracować z bezpieką „Polski Ludowej” – „zgodzili się na werbunek, tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. Po pierwsze, nie opublikowano dotąd wyników żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, a jedynie bodaj trzy (w części powielające te same tezy) artykuły dr Krzysztofa A. Tochmana, odnoszące się rzeczowo jedynie do kilku Cichociemnych. Wynotowane z artykułów dr Krzysztofa A. Tochmana imiona i nazwiska cichociemnych mających współpracować ze służbami „Polski Ludowej” składają się na liczbę 27 osób, nie ma żadnej publikacji wskazującej „blisko 40”… Jeśli w tej sprawie K.A. Tochman był tak samo rzetelny jak w przypadku rocznicowej publikacji nt. Cichociemnych, to listę domniemanych współpracowników można wyrzucić do kosza.

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-1-204x300 Rocznica pełna błędów...Historycy IPN – dr Waldemar Grabowski oraz dr Krzysztof Tochman wywołują zamieszanie, wywodząc, że rzekomo cichociemnymi są… spadochroniarze zrzucani do innych krajów. Tak bardzo pragną „odkrywać” historię Cichociemnych, że bez podstawy źródłowej rozszerzają pojęcie >cichociemny< na wszystkich polskich spadochroniarzy  w operacjach specjalnych, powołując się tylko na to, że np. niektórzy składali przysięgę na rotę AK. Te bzdury świadczą o braku elementarnej wiedzy o idei łączności z Krajem (której elementem byli Cichociemni) autorstwa kpt. Jana Górskiego i Macieja Kalenkiewicza, braku wiedzy o tym, że podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce w okupowanej Polsce, a także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także  w Polsce.

Cichociemni nie mieli własnej jednostki, munduru, barw, patrona, tradycji, nie mieli nawet prawa ujawnić – nawet wobec kolegów z konspiracji – że są Cichociemnymi.

Nawet po wojnie, do czasu ustanowienia Znaku dla Skoczków do Kraju (Znaku Spadochronowego AK), 7 lutego 1954, nie mieli nawet żadnego widocznego identyfikatora, oprócz słowa CICHOCIEMNY.

Teraz próbuje się Ich okraść z tego słowa, nierzetelnie naciągając definicję Cichociemnego. Im dalej od wojny – tym więcej cichociemnych…

 

          Wśród rozlicznych elementów bolesnej i nieprawdziwej „polityki historycznej” Instytutu Pamięci Narodowej, dotyczącej problematyki Cichociemnych, jest także powielanie od lat fałszywej (dez)informacji, jakoby 91 Cichociemnych uczestniczyło   w Powstaniu Warszawskim. Wystarczy sprawdzić życiorysy 316 Cichociemnych (co uczyniłem), aby ustalić, że w Powstaniu Warszawskim uczestniczyło nie 91 – jak podaje IPN – ale 95 Cichociemnych, a kolejnych 4 było wówczas obecnych w stolicy, ale z różnych powodów nie mogli wziąć udziału w Powstaniu.

          Wśród czterech Cichociemnych, uczestników Powstania Warszawskiego – od lat pomijanych przez IPN – jest także m.in. Cichociemny ppor. Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon, który leczył się po torturach gestapo (chodził o lasce), nie mógł walczyć zbrojnie, ale jednak uczestniczył w Powstaniu współpracując wywiadowczo z oddziałami Pułku Baszta oraz wraz z żoną zbierał lekarstwa dla Powstańców. 24 sierpnia 1948 Naczelny Wódz odznaczył Go Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Nie rozumiem, dlaczego wciąż jest pomijany przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego? Czyżby Naczelny Wódz dał Mu fałszywy order?

W Jego przypadku jest cień nadziei na zmianę – Muzeum Powstania Warszawskiego zwróciło się do mnie o wskazanie źródła informacji o odznaczeniu Go orderem Virtuti Militari, co też uczyniłem (zaświadczenie weryfikacyjne Edwina Mikołaja Schellera, w którym mowa o odznaczeniu Go VM nr 13565 zarządzeniem Naczelnego Wodza z 24 sierpnia 1948 „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego” dostępne jest w zbiorach Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej – dział: Archiwum Pomorskie, Scheller-Czarny Edwin, nr inw. M-867/1566 Pom.) – jest ono także dostępne w publikacji Elżbieta Skerska – Edwin Mikołaj Scheller – Czarny „Fordon” – cichociemny, w: Biuletyn Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej 2017 (nr 67), s. 92 – 97 na podstronie z biogramem – Edwin Scheller – Czarny.

 

          Od lat IPN nie raczył zweryfikować ilu Cichociemnych było represjonowanych przez organy represji: niemieckie, sowieckie, „Polski Ludowej”, wciąż podawane są rażąco błędne, zaniżone dane, także o Cichociemnych w niemieckich obozach koncentracyjnych, sowieckich łagrach czy więzieniach i katowniach „Polski Ludowej”.

Te dane są dostępne w biogramach Cichociemnych, więc je ustaliłem, weryfikując w rozmaitych źródłach, następnie opublikowałem m.in. w Wikipedii. Niestety, IPN od wielu lat nie jest zainteresowany ustaleniem rzeczywistej skali represji wobec Cichociemnych oraz wciąż publikuje fałszywe dane na ten temat.

 

          Od lat IPN przemilcza rolę i dokonania wybitnych Polaków, ściśle związanych z historią Cichociemnych –  Tadeusza Heftmana, bez którego nie byłoby łączności Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie z Armią Krajową w okupowanej Polsce oraz łączności AK; mjr dypl. Jana Jaźwińskiego oficera wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, organizatora przerzutu lotniczego do Polski Cichociemnych oraz zaopatrzenia dla AK; pilota Stanisława Kłosowskiego, uczestniczącego w ok 70  tajnych operacjach lotniczych SOE, w tym 33 do Polski, jedynego podoficera oraz jednego z dziesięciu lotników odznaczonych Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, jednego z nielicznych dwukrotnie odznaczonych brytyjskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (Distinguished Flying Cross). Powinniśmy postawić Im pomniki – a nie mieli nawet hasła w Wikipedii (musiałem je napisać).

Reasumując – proszę o skorygowanie niewłaściwej „polityki historycznej” IPN dotyczącej Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. Nigdy Ich bohaterstwo nie zajaśnieje pełnym blaskiem, jeśli wciąż będziemy zafałszowywać podstawowe fakty oraz przypisywać zasługi Polaków Brytyjczykom.

 

Ad.. 2

          Liczne i krzywdzące błędy historyczne, opublikowane kilka dni temu przez IPN Oddział w Rzeszowie, w publikacji dr Krzysztofa Tochmana pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski (patrz załączona moja errata do tej publikacji) – wymagają pilnego sprostowania.

W mojej ocenie publikacja może spełnić swą rolę edukacyjną, jeśli błędy, kłamstwa, przekłamania oraz nieścisłości zostaną poprawione. Zwracam się do Pana Prezesa IPN o pilne podjęcie działań w tym zakresie, chętnie także włączę się w te działania.

 

Ad. 3

          Po analizie ustawy o IPN oraz zarządzenia nr 22/16 Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu z dnia 16 czerwca 2016 w sprawie regulaminu organizacyjnego tej instytucji można dojść do przekonania, że zarówno ustawodawca, jak i prezes IPN założyli, że Instytut Pamięci Narodowej – z definicji – nie będzie podejmował działań depczących „pamięć narodową”.

Niestety, jak dowodzi publikacja dr Krzysztofa A. Tochmana – ignorancja także może być obecna w działaniach IPN, zatem również IPN, wbrew swym podstawowym celom i zadaniom może rozpowszechniać nieprawdziwe informacje i krzywdzące treści historyczne. Ani w ustawie, ani w regulaminie IPN nie ma zapisów dających możliwość rzeczowej reakcji na takie działania, w tym przede wszystkim – umożliwiających zapobieganie tego rodzaju szkodliwej działalności IPN.

          Zgodnie z par. 20 pkt. 2a ppkt.3 regulaminu IPN wprawdzie jednym z zadań Wydziału Komunikacji Społecznej jest monitoring „pod kątem nieprawdziwych informacji i krzywdzących treści historycznych” – ale zgodnie z tym zapisem ów monitoring ma dotyczyć jedynie „mediów krajowych i zagranicznych”.

Zgodnie z par. 14 pkt. 2 ppkt. 1a regulaminu IPN nadzorowanie działań edukacyjnych realizowanych przez IPN należy do zadań „Sekcji Edukacji” działającej w Wydziale Edukacji Historycznej – ale widocznie ten nadzór jest fikcją, skoro IPN opublikował opracowanie dr Krzysztofa Tochmana, zawierające kompromitujące IPN, fundamentalne błędy dotyczące problematyki Cichociemnych.

Proszę zatem o podjęcie odpowiednich działań systemowych, aby uniknąć kolejnych przypadków rozpowszechniania przez Instytut Pamięci Narodowej nieprawdziwych informacji i krzywdzących treści historycznych.

 

W związku z deptaniem pamięci o Cichociemnych przez IPN, nieprawdziwymi i krzywdzącymi treściami zawartymi w publikacji Krzysztofa Tochmana, jako wnuk jednego z 316 Cichociemnych zastrzegam sobie prawo wystąpienia z powództwem cywilnym o naruszenie dóbr osobistych. W tym kontekście wzywam do zaprzestania naruszania dóbr osobistych oraz niezwłocznego usunięcia skutków tych naruszeń.

 

Ryszard M. Zając

prezes Fundacji dla Demokracji
wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko

 

Zobacz:

 

 

AKTUALIZACJA 2 – ODPOWIEDŹ K.A.TOCHMANA

 

„SKRÓT TOŻSAMY DLA BROSZURY”
czyli „ZOBRAZOWANIE PROBLEMU”

19 lutego 2021 zwróciłem się do różnych władz, m.in. do prezesa IPN, listem otwartym / petycją w sprawie błędów oraz przekłamań, zawartych w publikacji IPN: Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021 – plik pdf (do pobrania)

Opublikowałem także „erratę” do w/w publikacji – plik pdf (do pobrania)  List, publikację IPN oraz erratę można przeczytać (także pobrać) na tej stronie.

Wywodzące się z PiS władze, w tym Kancelaria Prezydenta R.P. nie raczyły odpowiedzieć choćby jednym zdaniem. Otrzymalem natomiast uprzejmą i rzeczową odpowiedź Kancelarii Senatu R.P. Przypomnę, że zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego każdy obywatel ma prawo otrzymać do 30 dni rzeczową (odnoszącą się do faktów oraz z podaniem podstawy prawnej) odpowiedź od instytucji państwowej będącej adresatem pisma, skargi czy wniosku. Zgodnie z ustawą o petycjach, autor petycji ma prawo otrzymać odpowiedź najpóźniej po 3 miesiącach od doręczenia petycji. Oba te przepisy prawa zostały złamane. O kulturze i dobrych manierach nie ma co wspominać.

Po upływie w/w terminów, co jakiś czas wysyłałem maile ponaglające. Kancelaria Premiera poinformowała, że odpowie prezes IPN. Prowadziłem korespondencję z niektórymi prominentnymi osobami tej instytucji, w tym z prof. dr hab. Tadeuszem Wolszą, przewodniczącym Kolegium IPN. Pan Profesor zapewnił mnie, że otrzymam odpowiedź, a sprawą zajmuje się Komisja Historyczna IPN…

 

23 lipca 2021 (po ponad pół roku – sic!) otrzymałem maila od dyrektora Oddziału IPN w Rzeszowie dr Dariusza Iwaneczko. Przesłał mi trzyzdaniowe „pismo przewodnie”, w którym wg autora zapewne naistotniejsze jest zdanie – „uważamy sprawę za zakończoną”. Należy zauważyć, że Oddział IPN w Rzeszowie był wydawcą publikacji w której roiło się od merytorycznych błędów… Czyli stał się „sędzią we własnej sprawie”…

Do pisma IPN Rzeszów załaczono, niepodpisany przez nikogo, ale oznaczony nazwiskiem dr Krzysztofa Tochmana, tekst, zawarty na nieco ponad 6 stronach. Ok. cztery strony tego tekstu dotyczą – najogólniej to ujmując – tego jak bardzo ja jestem wredny. Pozostałe ok. 1/3 tekstu zawiera „wyjaśnienia” p. Tochmana zgłoszonych błędów, choć i w tej części znajdują się uwagi ad personam. Należy zauważyć, że p. Tochman był autorem publikacji, w której roiło się od merytorycznych błędów… Czyli także stał się „sędzią we własnej sprawie”…

 

Moja reakcja

Dyrektorowi rzeszowskiego oddziału IPN wysłałem maila o treści:

Pan Tochman nie był adresatem mojego pisma ani petycji. Zgodnie z prawem IPN powinien udzielić odpowiedzi na list oraz petycję. Przekazane mi w załączeniu niepodpisane notatki czy uwagi Pana Tochmana, głównie dotyczące mojej osoby – a nie merytorycznych błędów, wraz z osobliwym „listem przewodnim” obwieszczającym że „uważamy sprawę za zakończoną” – nie są reakcją zgodną z prawem.

Dla mnie sprawa nie jest zakończona, choć już wcześniej poinformowałem Pana Przewodniczącego Kolegium IPN, iż nie oczekuję już odpowiedzi od IPN. Nota bene, jak na tekst pisany od lutego br. ta „odpowiedź” mogłaby być wyższej jakości. Wyrażam ubolewanie z powodu insynuacji oraz personalnych „wycieczek” pod moim adresem.

Ta sprawa znajdzie swój finał w parlamencie. Nie oczekuję żadnej odpowiedzi. Wyrażam ubolewanie, że nie tylko wprowadzacie w błąd opinię publiczną co do faktów historycznych, ale też wznosicie się na niebywały poziom samouwielbienia i arogancji. Tak bowiem należy traktować przekazanie mi uwag i pretensji p. Tochmana jako oficjalnego stanowiska IPN…

 
„SKRÓT TOŻSAMY DLA BROSZURY”
– czyli „ZOBRAZOWANIE PROBLEMU”
– tj. wyjaśnienia p. Tochmana:

Pan Tochman w reakcji na rzeczową krytykę i wskazanie merytorycznych błędów, rozpoczął swoje „wyjaśnienia” od… zachwalania samego siebie (zapewne po to, aby namalować kontrastowe tło, na którym ja mam wyglądać wyjątkowo fatalnie):

wyrażam głębokie zdumienie treścią oraz formą tego wystąpienia .Jest to bowiem bezprzykładny, pełen insynuacji i przekłamań atak, ukierunkowany zarówno na całą instytucję, jak też imiennie na mnie – historyka i naukowca, który ma ogromne zasługi i osiągnięcia w odkrywaniu historii cichociemnych, od ponad 30 lat.

W tym miejscu muszę wyraźnie podkreślić, że moja krytyka nie odnosiła się do osoby p. Tochmana, ani też nie kwestionowałem niczyich zasług czy dorobku. Krytyka jednej broszury oczywiście nie oznacza – jak to zrozumiał p. Tochan – krytyki „zasług i osiągnięć (…) od ponad 30 lat”, ani też nie oznacza krytyki p. Tochmana jako naukowca. Każdemu może przytrafić się bąd czy nieścisłość, należy to po prostu sprostować lub wyjaśnić.

Pan Tochman agresywnie zaatakował mnie personalnie, nawet zarzucając… naruszenie prawa. Jeśli faktycznie złamałem prawo – to tak wytrawny autor nie powinien mieć problemu z napisaniem donosu na mnie do prokuratury. Z mojej krytyki jasno wynika, że nie zajmowałem się p. Tochamanem ani jego zasługami czy dorobkiem – po prostu wskazałem merytoryczne błędy w jednej broszurze. Pan Tochman popełniał różne błędy także w poprzednich swoich tekstach, ale nigdy nie było ich aż tak wiele w jednej publikacji.

Nota bene, przygotuję niebawem spis błędów w publikacjach p. Tochmana, aby każdy mógł dokonać własnej analizy. Nie po to, aby kwestionować zasługi p. Tochmana, ale po to, aby wywiązała się merytoryczna dyskusja o faktach historycznych dotyczących Cichociemnych. Zbyt dużo jest bowiem przekłamań, niejasności czy nieścisłości.

„Polskie obozy koncentracyjne” oczywiście oburzają, ale np. „organizowanie zrzutów dla AK przez SOE” już nie – chioć w obu przypadkach mamy do czynienia z podobnym mechanizmem manipulacji…

 

Oto sporządzona przeze mnie „errata” do publikacji p. Tochmana oraz przesłane „wyjaśnienia” Pana Doktora:

MOJA ERRATA + WYJAŚNIENIA K.A.TOCHMANA

dot. publikacji: Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, wyd. IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021 (uwaga – „wyjaśnienia RMZ” to moje wcześniejsze wyjaśnienie, „wyjaśnienia KAT” to wyjaśnienia Krzysztofa A. Tochmana.

Uwaga – nie publikuję znacznych fragmentów tekstu p. Tochmana, zawierających insynuacje pod moim adresem oraz rozmaite „argumenty” ad personam.


 

Str. 3

 

1/ Jest:
„29 czerwca 1940 r. w miejsce KG ZWZ, która przeniosła się do Wielkiej Brytanii, powstał samodzielny Wydział Krajowy, tj. Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza, zwany również Specjalnym.”

Powinno być:
29 czerwca 1940 r. w miejsce KG ZWZ, którą rozwiązano, powstał w strukturze Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie samodzielny Wydział Krajowy, tj. Oddział VI SNW, zwany również Specjalnym.

Wyjaśnienie RMZ:
29 czerwca 1940 rozwiązano Komendę Główną ZWZ na obczyźnie, nie mogła zatem być „przeniesiona do Wielkiej Brytanii”.
Więcej info – Łączność z Krajem

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. KG ZWZ na terenie Wielkiej Brytanii nie została definitywnie rozwiązana, a przekształcona”.


 

2/ Jest:
„Zadaniem oddziału było przede wszystkim koordynowanie operacji zrzutów (ludzi i materiałowych) do Polski i innych krajów europejskich, które prowadziły walkę konspiracyjną z okupantem niemieckim i włoskim, w ścisłym współdziałaniu ze Special Operations Executive (SOE, Kierownictwo Operacji Specjalnych).”

Powinno być:
Zadaniem oddziału było przede wszystkim utrzymanie łączności pomiędzy Naczelnym Wodzem a Komendantem Głównym Armii Krajowej, administrowanie funduszami Armii Krajowej oraz współpraca z pozostałymi oddziałami SNW we wszystkich sprawach dotyczących AK, a także utrzymanie łączności lotniczej z Krajem, we współdziałaniu ze Special Operations Executive (SOE, Kierownictwo Operacji Specjalnych).

Wyjaśnienie RMZ:
Niezgodnie z faktami spłycono zadania Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza – pomijając jego funkcje wobec Armii Krajowej oraz degradując tylko do roli koordynatora zrzutów (tym zajmował się mjr dypl. Jan Jaźwiński, początkowo jako szef Samodzielnego Referatu „S”, od 4 maja 1942 do stycznia 1944 jako szef Wydziału Specjalnego (S) w Oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza).
Oddział VI SNW nie zajmował się „walką konspiracyjną z okupantem włoskim”, ani koordynowaniem zrzutów do innych krajów. Uczestniczył jedynie (sporadycznie) w szkoleniu polskich spadochroniarzy, których zrzucano także poza Polskę

Więcej info – Oddział VI (Specjalny)Jan JaźwińskiNie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Odnośnie Cichociemnych i zrzutów materiałowych, w skrócie jest tak jak powinno czyli koordynowanie operacji. O nawiązaniu i utrzymaniu łączności piszę na s. l.”


 

3/ Jest:
„Mowa o specjalnie wyszkolonej grupie żołnierzy dywersji – cichociemnych, spadochroniarzach Armii Krajowej (AK) i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.”

Powinno być:
„Mowa o specjalnie wyszkolonej grupie żołnierzy, wyszkolonych w ok. 30 specjalnościach – cichociemnych, spadochroniarzach Armii Krajowej (AK) w służbie specjalnej, wywodzących się z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.”

Wyjaśnienie RMZ:
Cichociemni byli szkoleni w ok 30 specjalnościach, nie tylko w dywersji. Przed skokiem składali przysięgę Cichociemnych oraz przysięgę Armii Krajowej. Zrzucano Ich (podobnie jak zaopatrzenie) wg. zapotrzebowania KG AK, po skoku otrzymywali przydział w strukturach Armii Krajowej.

AK nie była częścią Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, co gorsza, władze polskie nawet nie wywalczyły jej formalnego (w sensie prawnym) statusu wojskowego. Polscy spadochroniarze zrzucani do innych krajów nie byli (po przeszkoleniu) spadochroniarzami PSZ na Zachodzie lecz byli oddani do dyspozycji sił alianckich, byli agentami SOE lub OSS.

Więcej info – Status prawny Armii Krajowej, 316 Cichociemnych, szkolenie Cichociemnych, Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Każdy cc był żołnierzem dywersji , niezależnie od ukończonych kursów, równie ż żołnierzem PSZ, na różnych etapach misji, w Polsce, we Włoszech , Francji czy na Bałkanach. Trzeba zrozumieć znaczenie słowa: dywersja, dywersant”.


 

4/ Jest:
„(…) pierwszy polski kurs spadochronowy. Trwał dwa tygodnie i ukończyło go 12 uczestników, wśród nich kpt. Kalenkiewicz.”

Powinno być:
(…) pierwszy polski kurs spadochronowy. Trwał dwa tygodnie i ukończyło go 12 uczestników, wśród nich: mjr dypl. Jan Jaźwiński, kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz, kpt. dypl. Jan Górski.

Wyjaśnienie RMZ:
Mjr dypl. Jan Jaźwiński (Znak Spadochronowy nr 0005), kpt. dypl. Kalenkiewicz (Znak Spadochronowy nr 0006), kpt. dypl. Jan Górski (Znak Spadochronowy nr 0007) to trzy kluczowe postaci.
Mjr. dypl. Jan Jaźwiński to organizator lotniczych przerzutów do Polski, kpt. dypl. Jan Górski oraz kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz to współtwórcy Cichociemnych. Pomijanie któregokolwiek z Nich w publikacji nt. Cichociemnych oraz zrzutów do Polski jest tworzeniem „białych plam” w historii, podobnie pomijanie Ich pełnych stopni wojskowych

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Tak …12 uczestników, wymieniłem tylko kpt. M. Kalenkiewicza , dla przykładu. Było jeszcze II innych.”


 

5/ Jest:
[Ringway] „Później ośrodek ten rozwinął się i z udziałem polskich instruktorów szkolił w rzemiośle spadochronowym żołnierzy różnych narodowości.”

Powinno być:
Później ośrodek ten rozwinął się i z udziałem polskich instruktorów szkolił na kursach spadochronowych żołnierzy różnych narodowości. Od 1 marca 1941 spadochronowe kursy organizowano także w polskim ośrodku spadochronowym w Largo House pod Leven (Largo Low, hrabstwo Fife, Szkocja, Wielka Brytania). Od stycznia 1944 także w polskiej bazie nr 10 w Ostuni k. Brindisi (Włochy).

Wyjaśnienie RMZ:
Pomijanie polskich ośrodków szkolenia spadochronowego w publikacji IPN jest niezrozumiałe i krzywdzące dla Polaków. Kursy spadochronowe nie były „szkoleniem w rzemiośle”, chyba że zmienimy znaczenie pojęcia „rzemiosło”.
Więcej info – Szkolenie Cichociemnych

Wyjaśnienie KAT:
„Tak, problem zarysowałem skrótowo. Bo taki był wymóg broszury. Nie jest ona o wszystkich ośrodkach szkoleniowych.”


 

 

Str. 4

 

6/ Jest:
„Jeszcze przed wybuchem wojny utworzono Special Operations Executive (SOE), którego zadaniem (…)

Powinno być:
„Decyzją Winstona Churchilla z 19 lipca 1940 utworzono Special Operations Executive (SOE), którego zadaniem (…). Jeszcze przed wybuchem wojny, jej późniejszy szef Colin McVean Gubbins konsultował „zagadnienia dywersyjne” z oficerami wywiadu polskiego Sztabu Głównego WP.

Wyjaśnienie RMZ:
Podana w publikacji data powstania SOE jest rażąco błędna. Wywodzi się zapewne z informacji o przedwojennej współpracy z Polakami. Informacja dot. konsultacji oraz ich zakresu (zagadnienia dywersyjne) pochodzi z opracowania: Współpraca z Anglikami – raport sprawozdawczy dotyczący koncepcji dywersyjnych na terenie Polski w: Akta Szefa Sztabu Armii Polskiej we Francji, źródło: Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego, sygn. A.IV.-1/1a, 15.
Raport opublikowano m.in. na stronie – Cichociemni w wywiadzie
Zadania SOE definiowała „Karta SOE” – dokument ten do dzisiaj jest tajny.
Więcej info – Special Operations Executive

Wyjaśnienie KAT:
„Skrót myślowy. Autorowi chodziło o odpowiednią komórkę wywiadowczą rządu brytyjskiego w ramach Secret Intelligence Service – MI6, która później przekształciła się w SOE. Lapsus! Decyzja o utworzeniu SOE zapadła 16 lipca 1940 r.”


 

7/ Jest:
„(…) przeszkolenie spadochronowe oraz częściowo także specjalne kursy sabotażowo-dywersyjne odbywały się w latach 1940–1943 właśnie w Brygadzie Spadochronowej.”

Powinno być:
Kursy spadochronowe dla Cichociemnych organizowano m.in. w polskim ośrodku spadochronowym Brygady Spadochronowej (a nie „w Brygadzie”) w Largo House pod Leven.
Inne kursy w ok. 30 specjalnościach organizowano w ok. 50 ośrodkach szkoleniowych SOE – Special Training School (Specjalna Szkoła Treningowa) oznaczonych arabskim numerem, także w polskich bazach, m.in. we włoskiej Ostuni. Kursy specjalistyczne dla Cichociemnych – łącznościowców przeprowadzano w polskich ośrodkach, m.in. w Ośrodku Wyszkoleniowym Sekcji Dyspozycyjnej Oddziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza.

Wyjaśnienie RMZ:
Cichociemnych szkolono w co najmniej 30 specjalnościach w ok. 50 ośrodkach szkoleniowych SOE (Special Training School, pol. Specjalna Szkoła Treningowa) oraz w polskich ośrodkach szkolenia.
Wbrew twierdzeniom różnych autorów nie było jednego „kursu cichociemnego”, ani też szkolenie nie ograniczało się do kursu spadochronowego oraz „sabotażowo – dywersyjnego”. Nota bene nie było kursu o takiej nazwie.
Więcej info – Szkolenie Cichociemnych

Wyjaśnienie KAT:
„Skrót myślowy. W podanych latach wstępne szkolenie spadochronowe i dywersyjne żołnierze przechodzili w ramach 4 Brygady Kadrowej Strzelców – Brygady Spadochronowej. Brygada była bazą szkolenia. Np. kurs korzonkowy, kurs strzelecki, kurs zaprawy fizycznej. Nie dotyczy to kursów w ramach brytyjskiego SOE, to inna kwestia.”


 

 

Str. 17

 

8/ Jest:
W 1941 r. uruchomiono w Londynie Szkołę Oficerów Wywiadu pod kryptonimem „Oficerski Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej” (…)

Powinno być:
W 1941 r. uruchomiono w Londynie polską szkołę oficerów wywiadu pod kryptonimem „Oficerski Kurs Doskonalący Administracji Wojskowej” (…)

Wyjaśnienie RMZ:
„Szkoła oficerów wywiadu” to nazwa potoczna – a nie nazwa własna, użycie wielkich liter jest błędem ortograficznym.

Wyjaśnienie KAT:
„Pisanie nazwy Szkoły Oficerów Wywiadu dużymi literami nie jest błędem merytorycznym. To podkreślenie wagi tej szkoły. Tak jest w niektórych wspomnieniach skoczków oraz w publikacji J. Tucholskiego , Cichociemni, Wrocław 2010, s. 64-65” (…) [pseudoargument ad personam]


 

 

Str. 18

 

9/ Jest:
1 maja 1942 r. w słynnym po wojnie kompleksie Audley End pod Londynem została otwarta stacja SOE nr 43 – ośrodek szkoleniowy cichociemnych i stacja wyczekiwania przed lotem do kraju. Przeniesiono ją z Briggens.

Powinno być:
1 maja 1942 r. w słynnym po wojnie kompleksie Audley End pod Londynem została otwarta ośrodek SOE – STS 43 (Special Training School nr 43), będący ośrodkiem szkoleniowym cichociemnych oraz stacją wyczekiwania przed lotem do kraju. Stację wyczekiwania przeniesiono z Briggens.

Wyjaśnienie RMZ:
Użyte sformułowania mogą wprowadzać w błąd. „Stacja SOE nr 43”, czyli STS 43 została „przeniesiona z Briggens”. W Briggens znajdował się ośrodek SOE – STS 38. Nie został nigdzie „przeniesiony”, funkcjonował tam ośrodek fałszujący dokumenty, pieniądze dla potrzeb ruchów oporu w okupowanej Europie. Podczas wojny w Briggens wytworzono ok. 275 tysięcy (sic!) różnych dokumentów. Pracował tam m.in. wybitny polski fałszerz, Jerzy Maciejewski.

W Briggens w latach 1941-1942 zorganizowano dwa kursy walki konspiracyjnej. Od 1 maja 1942 kursy te organizowano w STS 43 w Audley End. Nie można jednak mówić także o „przeniesieniu kursów”, bo programy kursów stale modyfikowano, choć miały zbieżną lub taką sama nazwę. Sformułowanie o przeniesieniu jest poprawne jedynie w odniesieniu do stacji wyczekiwania.
Stacja to nie jest to samo co ośrodek STS, inna była także numeracja STS (ośrodków szkoleniowych) oraz stacji.
Więcej info – szkolenie Cichociemnych, Ośrodki szkoleniowe, Audley End

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Nie tylko przeniesiono stację wyczekiwania ale i kurs walki konspiracyjnej.”


 

10/ Jest:
(…) baza nr 10 (krypt. „Impudent”), będąca ośrodkiem szkolenia i ekspedycji cichociemnych z Wielkiej Brytanii do kraju, na Bałkany i do Włoch.

Powinno być:
(…) baza nr 10 (angielski kryptonim „Impudent”), będąca ośrodkiem szkolenia i ekspedycji Cichociemnych z Włoch do kraju oraz polskich spadochroniarzy na Bałkany i do Włoch.

Wyjaśnienie RMZ:
Choć każdy Cichociemny był spadochroniarzem, nie każdy polski spadochroniarz był cichociemnym. Zamkniętą listę 316 Cichociemnych sporządził formalnie Kierownik Ministerstwa Obrony Narodowej z 7 lutego 1954, ustanawiając  Znak dla Skoczków do Kraju, czyli Znak Spadochronowy AK, będący wersją Znaku Spadochronowego.

Listy tej nie kwestionował nikt z żyjących jeszcze wtedy (w Polsce i na emigracji) Cichociemnych, jest to także lista opublikowana w książce wydanej przez Koło Cichociemnych w Londynie pt. „Drogi Cichociemnych”. Również Studium Polski Podziemnej w Londynie, gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych, podkreśla, że było 316 Cichociemnych. Konsultowałem się niedawno w tej sprawie z SPP i to stanowisko jest niezmienne.

Cichociemna Elżbieta Zawacka sama wprawdzie uważała, że nie była Cichociemną, ale kurierem; podobnie „naciąganym Cichociemnym” jest Jan Nowak – Jeziorański, także kurier. Oboje znajdują się jednak na liście 316 Cichociemnych, żaden z Cichociemnych tego nie kwestionował, więc szanując Ich decyzję powinniśmy przyjąć że było 316 Cichociemnych.

Na takie rozumienie pojęcia „cichociemny” wskazują także źródła historyczne oraz geneza uruchomienia „łączności z Krajem”. Pierwszy raz użyto pojęcia „cichociemny” w instrukcji szkoleniowej Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza z września 1941 pt. „Codzienne życie w Kraju. Szkic dla skoczków do września 1941 r.”.  W pierwszym jej zdaniu czytamy: „Praca niniejsza ma za zadanie ułatwienie „cicho-ciemnym” zaaklimatyzowanie się w Kraju (…)” (źródło: Jędrzej Tucholski, Cichociemni, PAX, Warszawa 1985, s.75, przypis 81, ISBN 83-211-0537-8).

Niektórzy historycy IPN, np. dr Waldemar Grabowski, nawet także dr Krzysztof A. Tochman, ogłaszają, że Cichociemnych rzekomo „było znacznie więcej niż 316”. Poza dowolną swoją interpretacją nie wskazują żadnych źródeł historycznych tej zmienionej definicji cichociemnego.

Dr Grabowski wskazał mi jako źródło tej rewelacji wykaz skoczków opublikowanych w książce Jędrzeja Tucholskiego „Cichociemni”. Tymczasem w tej publikacji (Jędrzej Tucholski, „Cichociemni”, IW PAX, wydanie pierwsze, 1984, ISBN 83-211-0537-8) znajdują się (w aneksie) wykazy SKOCZKÓW: 217 spadochroniarzy: przeszkolonych, zaprzysiężonych na Rotę AK, ale nie zrzuconych do Kraju. Wydanie drugie tej publikacji z 1985 zawiera także WYKAZ SKOCZKÓW, spadochroniarzy – a nie „cichociemnych” – zrzuconych do innych krajów europejskich.

Publikacja Tucholskiego powtarza to, co opublikowali sami Cichociemni (Koło Cichociemnych w Londynie) w „Drogach Cichociemnych” – listę 316 Cichociemnych oraz odrębne listy innych polskich spadochroniarzy – bynajmniej nie nazywanych „cichociemnymi”… Lista wszystkich polskich spadochroniarzy w operacjach specjalnych jest znacznie dłuższa, ale nie są Oni „cichociemnymi” – Nie tylko Cichociemni

Nieprzypadkowo Ich listy są w aneksach (wraz z innymi dokumentami) a nie w tekście głównym „Dróg cichociemnych”. Niestety, w późniejszych przedrukach „Dróg cichociemnych” te same WYKAZY SKOCZKÓW zatytułowano, używając dodanego słowa „cichociemni” np. „wykaz cichociemnych zrzuconych poza Polską”. Jest to kłamstwo wydawcy, bo w oryginale – publikacja Koła Cichociemnych w Londynie – był to „wykaz skoczków”. Cichociemni wywodzą się z idei łączności z KRAJEM, przysięga którą składali mówi o nich jako o „żołnierzach w służbie specjalnej (…) w konspiracji w Kraju”.

Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej od innych polskich spadochroniarzy odróżniał nie tylko Znak dla Skoczków do Kraju (limitowana edycja 316 egzemplarzy), ale także składana przysięga na Rotę Armii Krajowej oraz przydział bojowy do Armii Krajowej. Cichociemni po skoku do Kraju podlegali wyłącznie Komendzie Głównej Armii Krajowej. Polscy spadochroniarze zrzucani do innych krajów – choć część z nich była przeszkolona przez Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza, a niektórzy nawet złożyli przysięgę na Rotę AK – nie podlegali AK (Armia Krajowa nie działała [w sensie militarnym] poza Polską w jej przedwojennych granicach), lecz byli agentami SOE lub OSS.

Wszystkie źródła historyczne – jak się je rzetelnie i dokładnie sprawdzi – wskazują na to że Cichociemni to WYŁĄCZNIE spadochroniarze Armii Krajowej w służbie specjalnej. Ale jak się odpowiednio naciągnie to pojęcie, to „cichociemnymi” będą także żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a może nawet wszyscy spadochroniarze na świecie… Patrz też uwaga końcowa.
Więcej info: Kontrowersje wokół liczby Cichociemnych, Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna, bałamutna . (…) [pseudoargument ad personam] inni cichociemni AK – spadochroniarze PSZ pełnili swoje misje na Bałkanach, we Włoszech, Albanii i we Francji. Odsyłam więc do swoich ostatnich publikacji, jak powyżej. I jedna zasadnicza uwaga. Cichociemni nie byli agentami SOE (sic!). Cichociemni na Bałkanach podlegali Oddziałowi VI Sztabu NW.”

Uwaga RMZ – Nigdy nie twierdziłem, że Cichociemni byli agentami SOE, więc p. Tochman „prostuje” wytwór własnej wyobraźni. Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi.


 

11/ Jest:
23 marca 1944 r. została powołana baza „Capri”, organizująca łączność kurierską do kraju i działalność cichociemnych na Bałkanach.

Powinno być:
23 marca 1944 r. została powołana baza „Capri”, organizująca łączność kurierską do kraju i przerzut polskich spadochroniarzy na Bałkany.

Wyjaśnienie RMZ:
Choć każdy Cichociemny był spadochroniarzem, nie każdy polski spadochroniarz był cichociemnym. Patrz wyjaśnienie do błędu nr 10 oraz uwaga końcowa.
Polscy spadochroniarze na Bałkanach nie podlegali polskim władzom, podlegali SOE, byli agentami SOE

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna „.


 

 

Str. 23

 

12/ Jest:
Podczas podwieczorku nasłuchiwano, czy nie został nadany zaszyfrowany sygnał do odlotu, którym była melodia po dzienniku radiowym nadawanym przez sekcję polską radia BBC. Jeśli umówionego sygnału nie było, następne 24 godziny skoczkowie mieli do swojej dyspozycji.

Powinno być:
Sygnałem dla placówek odbiorczych w Kraju do przyjęcia zrzutu Cichociemnych i zaopatrzenia dla Armii Krajowej była melodia po dzienniku radiowym nadawanym przez sekcję polską radia BBC. Jeśli umówionego sygnału nie było, następne 24 godziny placówki odbiorcze oraz skoczkowie mieli do swojej dyspozycji.

Wyjaśnienie RMZ:
Infantylna opowieść, że Cichociemni będący żołnierzami rozkazu do odlotu wysłuchiwali w radiu… niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Faktycznie rozkazy skoczkom i pilotom (po uzgodnieniach z SOE) wydawał mjr dypl. Jan Jaźwiński, który od stycznia 1944, jako dowódca Głównej Bazy Przerzutowej miał także uprawnienie uznania danego kandydata na Cichociemnego (przeszkolonego i zaprzysiężonego) za „nieprzydatnego do przerzutu do Kraju”.

Jeśli także uznał danego kandydata za „nieprzydatnego do użycia w pracy G.B.P.” o dalszym przydziale kandydata na cichociemnego decydował Szef Oddziału VI (Specjalnego) – źródło: Rozkaz organizacyjny i Instrukcja Specjalna dla Dowódcy Głównej Bazy Przerzutowej do Kraju, w: Jan Jaźwiński, Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, s. 268/271/290 – 269/272/291, 21 stycznia 1944.
Więcej info: Jan Jaźwiński, Wikipedia: Główna Baza Przerzutowa

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. To zobrazowanie problemu, nie tylko dla specjalistów. Każdy w wojsku wie, że rozkazy w wojsku wydają oficerowie…”

Uwaga RMZ:
Rozkazy w wojsku wydają przełożeni, niekoniecznie oficerowie, również podoficerowie. W określonych sytuacjach także starsi stopniem.


 

13/ Jest:
Czas umilały spadochroniarzom „fanki” z angielskiej charytatywnej pomocniczej służby kobiecej FANY (First Aid Nursing Yeomanry).

Powinno być:
Dziewczęta z angielskiej charytatywnej pomocniczej służby kobiecej FANY” (First Aid Nursing Yeomanry), zwane przez Cichociemnych „fankami” m.in. opiekowały się skoczkami na stacjach wyczekiwania, sprawdzały czy Cichociemny nie posiada przy sobie (lub w swojej odzieży) czegokolwiek, co mogłoby zdradzić jego tożsamość lub pobyt w Wielkiej Brytanii. Kontrolowały czy zabrał broń, fałszywe dokumenty, kompas, pieniądze oraz kapsułkę z trucizną (cyjankali). Na czas lotu do Polski dziewczęta z FANY przygotowywały cichociemnym kanapki oraz napoje.

Wyjaśnienie RMZ:
Zadaniem „fanek” nie było „umilanie czasu” komukolwiek. To seksistowskie sformułowanie, spłycające zadania kobiet z organizacji First Aid Nursing Yeomanry (F.A.N.Y.)

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. „Umilały” jak tylko potrafiły , (…) [pseudoargument ad personam] Szkotki rozkochiwały w sobie żołnierzy polskich? Można dodać jeszcze wiele innych ich obowiązków, ale na pewno nie kontrolowały skoczków czy coś zabrał czy nie?

Uwaga RMZ:
[Fanki] „sprawdzały również, czy każdy ma kompas, fałszywy dowód osobisty, pieniądze, tabletkę z trucizną ukrytą w górnej części marynarki i rewolwer. Przygotowywały dla nich prowiant (kanapki i butelki z napojami) na czas kilkunastogodzinnego lotu na miejsce zrzutu”  – Józefa Grażyna Pintal CMBB – Lady Ryder of Warsaw, s. 36, do pobrania ze strony Fundacji Sue Ryder

Aktualizacja – podobnie w relacji kpt cc Stefana Przybylika, patrz Wojciech Markiewicz  – Cichociemny Przybylik, Katowice 2021, Wydawnictwo Sonia Draga, ISBN 978-83-8230-193-9, s.14-15.


 

14/ Jest:
Na lotnisku [Tempsford] odbywała się ostatnia odprawa z udziałem wysokich oficerów Oddziału VI, czasem naczelnego wodza PSZ lub premiera.

Powinno być:
Na lotnisku odbywała się ostatnia odprawa z udziałem mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego, organizatora przerzutów lotniczych do Polski, oficera wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego)Sztabu Naczelnego Wodza.

Wyjaśnienie RMZ:
Od początku mjr dypl. Jan Jaźwiński był odpowiedzialny za organizację zrzutów Cichociemnych oraz zaopatrzenia dla Armii Krajowej do Polski. Był także odpowiedzialny za odprawę skoczków – „inspekcję przygotowania skoczków do Kraju na kursie odprawowym” – zgodnie z rozkazem zastępcy szefa Sztabu Naczelnego Wodza płk. Mitkiewicza. Od początku, zawsze, prowadził „ostatnią odprawę skoczków”.

Nie znam faktu domniemanego osobistego uczestnictwa na lotnisku w Tempsford w odprawie skoczków „naczelnego wodza PSZ lub premiera”. Nie wspomina o tym mjr. dypl. Jan Jaźwiński, ani w swoim „Pamiętniku” (Jan Jaźwiński – Dramat dowódcy. Pamiętnik oficera sztabu oddziału wywiadowczego i specjalnego (przygotowanie do druku: Piotr Hodyra i Kajetan Bieniecki), tom I i II, Polski Instytut Naukowy w Kanadzie, Montreal 2012, ISBN 978-0-9868851-3-6) ani w swoim „Dzienniku czynności” (Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89).

Do swej tragicznej śmierci 4 lipca 1943, Władysław Sikorski sprawował obowiązki Naczelnego Wodza i Premiera. Rozważał przybycie na lotnisko RAF Tempsford, na start samolotów z Cichociemnymi 17 lutego 1943, w operacjach lotniczych: Eivet, File, Brick i Window – ale nie przybył, ponieważ w tym dniu te operacje odwołano z powodu silnej mgły.

W „Dzienniku czynności” mjr dypl. Jan Jaźwiński oficer wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, Szef Wydziału Specjalnego (S), organizator lotniczych przerzutów do Polski odnotował:

„O godz. 11.oo zarządzono pogotowie do wykonania czterech naszych operacyj: RIVET, FILE, BRICK i WINDOW. O godz. 11.30 wezwano Szefa Wydziału „S” [mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego – przyp. RMZ] do Naczelnego Wodza – N.W. zapytał: „Jak Pan uważa – czy ja powinienem przybyć na start ekip?” Szef Wydz. „S” odpowiedział: „Jedno jest niewątpliwe, że obecność Pana generała utwierdzi ministrów brytyjskich w przekonaniu, że Pan generał żywo interesuje się operacjami do Kraju – to wpłynie b. pozytywnie na dalsze szybsze rozwiązanie zagadnienia przerzutu.
N.W. zdecydował, że uda się na lotnisko. O godz. 15.30 S.O.E. powiadomiło, że operacje BRICK i WINDOW zostały odwołane – brak gotowych samolotów – równocześnie na Londyn nadeszła bardzo gęsta mgła. N.W. ponownie wezwał Szefa Wydz. „S” i powiedział: „Wydaje mi się, że nie dojdzie i do dwóch pozostałych lotów – nie mam chęci jechać na lotnisko – przyjadę do Was kiedy indziej – jak Pan uważa – czy muszę dziś Jechać?” Szef Wydz. S. zameldował: „Bardzo prosimy Pana Generała o przybycie przy najbliższym starcie – kilku samolotów jednej nocy – dziś może rzeczywiście nie jest konieczny wyjazd Pana Generała.” (Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, str. 153/155).

20 lutego 1943 tajne brytyjskie lotnisko RAF Tempsford wizytowali brytyjscy dostojnicy: minister lotnictwa Archibald Sinclar oraz brytyjski minister wojny ekonomicznej Lord Selborne. W przygotowanej dla nich kolacji uczestniczył (zaproszony przez nich) gen. Tadeusz Klimecki, szef sztabu Naczelnego Wodza (a nie premier czy NW). Przyjechał na lotnisko Tempsford, aby odprawić cztery ekipy Cichociemnych, którzy mieli lecieć do Polski.

Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski jeden raz – 11 listopada 1943 – wizytował polską eskadrę, stacjonującą na tajnym lotnisku RAF Tempsford. Nie mógł uczestniczyć w odprawie skoczków, bo sezon operacyjny (zrzutowy) Riposta zakończył się zrzutami Cichociemnych w nocy 18/19 października 1943.

Na marginesie także istotna uwaga mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego – „Przeszło dwuletnia już praktyka wskazuje niezbicie, że Premier i N.W. w jednej osobie nie jest rozwiązaniem korzystnym dla SPRAWY. Przede wszystkim okazało się bardzo niekorzystnym dla naszej działalności wojskowej. W większości wypadków, dotyczących zagadnień wojskowych, a prawie zawsze jeżeli chodzi o przerzut lotniczy do Kraju, istniała przewaga zainteresowań politycznych nad zainteresowaniami Naczelnego Wodza. Nawet „podwórkowej” wagi zagadnienia polityczne „wypierały na drugi plan zagadnienia wojskowe” (Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, str. 146/148)
Więcej info – Jan JaźwińskiWykaz zrzutów Cichociemnych

Co do premiera Stanisława Mikołajczyka – jedynym jego bezpośrednim i realnym „związkiem merytorycznym” z przerzutami lotniczymi z lotniska RAF Tempsford, jest sprawa przerzutu do Polski politycznego wysłannika Józefa Retingera. Decyzję o jego wysłaniu podjął Mikołajczyk – załatwiając to bezpośrednio u szefa SOE, starając się zachować to w tajemnicy przed polskim Oddziałem VI Sztabu Naczelnego Wodza, a nawet w tajemnicy przed Prezydentem i Naczelnym Wodzem!!! Przerzut „załatwił” Retingerowi w tajemnicy przed władzami R.P. na emigracji oraz za pomocą władz wojskowych innego, choć zaprzyjaźnionego państwa – Wielkiej Brytanii.
Więcej info – Józef Retinger

Wyjaśnienie KAT:
„To zobrazowanie problemu, nie tylko dla specjalistów.”


 

 

Str. 28

 

15/ Jest:
Pierwsze zrzuty wykonane były „na dziko”, mianowicie załoga samolotu nie mogła lub nie potrafiła dokładnie ustalić położenia placówki odbiorczej, tak jak w operacji „Adolphus”.

Powinno być:
Niektóre zrzuty wykonane były „na dziko”, mianowicie załoga samolotu nie mogła lub nie potrafiła dokładnie ustalić położenia placówki odbiorczej, tak jak w operacji „Adolphus”.

Wyjaśnienie RMZ:
Nieprawdziwe jest twierdzenie, że „pierwsze zrzuty były wykonywane na dziko”, a także że tylko pierwsze zrzuty. Na placówkę zrzucono m.in. zrzuty: drugi (Ruction), czwarty (Shirt), piąty (Collar), szósty (Boot) itd. „Na dziko”, tj. poza placówkę z różnych powodów zrzucano we wszystkich sezonach operacyjnych, w 1941, 1942, 1943, 1944.
Więcej info – Wykaz zrzutów Cichociemnych, Operacje lotnicze

Wyjaśnienie KAT:
„Chodziło o pierwsze zrzuty. Zarzut bezpodstawny.”


 

16/ Jest:
Zdarzało się też, że miejsca zrzutu były dekonspirowane przez silne oddziały niemieckie.

Powinno być:
Zdarzało się też, że w sąsiedztwie planowanych miejsc zrzutu operowały silne oddziały niemieckie.

Wyjaśnienie RMZ:
Nie jest mi znany ani jeden przypadek „dekonspiracji miejsca zrzutu przed oddziały niemieckie” czy jakiekolwiek inne. Było natomiast kilka przypadków, że z różnych powodów, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanych miejsc zrzutu operowały oddziały niemieckie. Nie ma to jednak nic wspólnego z rzekomą „dekonspiracją’, chyba że zmienimy znaczenie słowa „dekonspiracja”.

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna.”


 

 

Str. 29

 

17/ Jest:
PRZERZUT DO KRAJU – POLSKA ESKADRA DALEKIEGO ZASIĘGU

Powinno być:
PRZERZUT DO KRAJU – POLSKA ESKADRA SPECJALNEGO PRZEZNACZENIA

Wyjaśnienie RMZ:
Zgodnie z używaną terminologią brytyjską oraz polską, eskadr nie nazywano nazwami definiującymi ich zasięg, tylko – w tym przypadku – specjalne przeznaczenie.
Więcej info: Jan Jaźwiński, Stanisław Kłosowski

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Była to jednak eskadra dalekiego zasięgu, eskadra łącznikowa, 301 dyon …itd., jak zwał, tak zwał …”


 

 

Str. 30

 

18/ Jest:
Tak powstała baza w Brindisi, która mieściła się nieopodal portu i zwana była następnie Główną Bazą Przerzutową (GBP) nr 11 (krypt. angielski „Torment”).

Powinno być:
Tak powstała baza w Brindisi, która mieściła się nieopodal portu – lotnisko Campo Casale, na którym stacjonowała polska 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia. Nieopodal lotniska, w Latiano ok. 20 km. od Brindisi, utworzono Główną Bazę Przerzutową (G.B.P.), zwaną też Bazą nr 11, funkcjonującą pod kryptonimem „Jutrzenka” (brytyjski kryptonim: „Torment”).

Wyjaśnienie RMZ:
G.B.P. oraz lotnisko to były dwie odrębne struktury, w dwóch różnych, choć sąsiadujących miejscowościach. G.B.P. była strukturą polską, podlegała wyłącznie Oddziałowi VI Sztabu Naczelnego Wodza.
Lotnisko było strukturą brytyjską, stacjonowała tam polska 1586 ESP, która w zakresie dotyczącym zrzutów do Polski podlegała polskiemu komendantowi G.B.P.
Dla realizacji zrzutów do Kraju mjr dypl. Jan Jaźwiński, dowódca (komendant) Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano oczywiście współpracował z brytyjskim SOE.
Więcej info – Jan Jaźwiński , Stanisław Kłosowski

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny.”


 

19/ Jest:
[Brindisi] Kompletowano tam m.in. uzbrojenie, sprzęt i inne materiały techniczne.

Powinno być:
W ramach Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano funkcjonowała tzw. Stacja Pakowania. Polacy kompletowali tak m.in. uzbrojenie, sprzęt i inne materiały zapotrzebowane przez Armię Krajową.

Wyjaśnienie RMZ:
Pakowanie zasobników, bagażników, paczek, pasów itp. nie odbywało się w Brindisi lecz w Latiano. Ukrywanie tego, że była to jedna z funkcji Głównej Bazy Przerzutowej jest sprzeczne z faktami oraz obiektywną prawdą historyczną.
Więcej info w haśle Wikipedii mojego autorstwa – Główna Baza Przerzutowa

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Wg mojej wiedzy, w Brindisi też kompletowano i uzupełniano sprzęt.”


 

 

Str. 31

 

20/ Jest:
[lotnisko Campo Casale] Od listopada 1943 r. stacjonowała tam 1586 eskadra specjalnego przeznaczenia w składzie 138 dywizjonu RAF, (…)

Powinno być:
Od 22 grudnia 1943 r. stacjonowała tam polska 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia w składzie 334 Skrzydła Specjalnego Przeznaczenia (334 Wing) RAF (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Podana data rozpoczęcia stacjonowania 1586 ESP na lotnisku Capo Casale jest niezgodna z obiektywnymi faktami. Bazą 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia, po „przeprowadzce” z lotniska RAF Tempsford miało być lotnisko Sidi Amor niedaleko Tunisu. Wykonano nawet stamtąd trzy udane operacje (plus trzy nieudane) zrzutowe zaopatrzenia dla Armii Krajowej.

Lotnisko Sidi Amor dla Halifaxów wracających z Polski było jednak zbyt oddalone. 19 grudnia 1943 dowódca polskiej 1586 eskadry otrzymał brytyjską zgodę na jej przebazowanie na dawne lotnisko Reggia Aeronautica w Campo Casale nieopodal Brindisi we Włoszech.

138 Dywizjon Specjalnego Przeznaczenia RAF nie działał we Włoszech, tylko wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Polska 1586 Eskadra nie wchodziła w skład 138 Dywizjonu RAF – ale w skład 334 Skrzydła Specjalnego Przeznaczenia (334 Wing) RAF. Pięć samolotów eskadry wylądowało na tym lotnisku 22 grudnia 1943. Ta data jest początkiem stacjonowania 1586 ESP na Campo Casale.
Więcej info – Operacje lotnicze, Tempsford, Campo Casale, Jan Jaźwiński, Stanisław Kłosowski

Wyjaśnienie KAT:
„Takie sformułowanie nie jest błędem. Zmiany były ciągłe.”

Uwaga RMZ:
Żadna ze zmian nie spowodowała stacjonowania eskadry na lotnisku CapoCasale „od listopada 1943”, ani też nigdy polska 1586 Eskadra nie była „w składzie 138 dywizjonu RAF”.


 

21/ Jest:
Z ramienia SOE szefem polskiej sekcji SOE o kryptonimie „Force 139” w bazie nr 11 został ppłk Henry McLeod Threlfall.

Powinno być:
Szefem polskiej sekcji SOE o kryptonimie „Force 139” został ppłk Henry McLeod Threlfall.

Wyjaśnienie RMZ:
Polska sekcja SOE oraz baza nr 11, czyli Główna Baza Przerzutowa o kryptonimie „Jutrzenka” to dwie odrębne struktury: pierwsza była strukturą brytyjską, druga (G.B.P.) strukturą polską. Ani „polską sekcją” brytyjskiego SOE nie kierował nikt inny spoza SOE, ani też polską Główną Bazą Przerzutową nie kierował nikt inny spoza polskiego Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza. Nie było też wspólnego kierowania.

Zdanie następne (patrz błąd nr 22) błędnie (dez)informuje, nie tylko, że polska sekcja SOE oraz Główna Baza Przerzutowa były rzekomo jedną strukturą, ale także, jakoby były wspólnie dowodzone przez ppłk. H.M. Threlfall’a („ze strony brytyjskiej”) oraz mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego („ze strony polskiej”). To oczywista nieprawda – brytyjska sekcja SOE zwana „polską” była wewnętrzną komórką brytyjskiego SOE i była dowodzona przez Brytyjczyka.

Polska Główna Baza Przerzutowa była wewnętrzną komórką Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, dowodzoną przez Polaka – mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, który współpracował z SOE w zakresie dotyczącym przerzutu lotniczego do Polski.
Więcej info – Jan Jaźwiński, Special Operations Executive, SOEBajki o SOE oraz w haśle Wikipedii mojego autorstwa – Główna Baza Przerzutowa 

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Wszystkie jednostki polskie miały albo oficerów łącznikowych brytyjskich albo były pośrednio lub bezpośrednio nadzorowane przez oficerów brytyjskich. A w ogóle PSZ znajdowały się pod dowództwem brytyjskim (sic!).”

Uwaga RMZ:
Z faktu iż PSZ na Zachodzie były pod dowództwem brytyjskim wcale nie wynika, że polską sekcją SOE kierował czy współkierował oficer Sztabu Naczelnego Wodza. Nie wynika też, aby polską Główną Bazą Przerzutową kiedykolwiek dowodził ktokolwiek spoza Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza. Oficer łącznikowy nie jest dowódcą…


 

22/ Jest:
W styczniu 1944 r. dowodzenie GBP ze strony polskiej objął mjr/ppłk dypl. Jan Jaźwiński.

Powinno być:
W styczniu 1944 r. dowodzenie GBP objął mjr. dypl. (później ppłk dypl.) Jan Jaźwiński.

Wyjaśnienie RMZ:
Nieprawdą jest, że mjr dypl. Jan Jaźwiński rzekomo objął „dowodzenie ze strony polskiej” Główną Bazą Przerzutową w Latiano. G.B.P. była wyłącznie polską strukturą, podporządkowaną bezpośrednio Szefowi Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza, dowodził nią tylko i wyłącznie mjr dypl. Jan Jaźwiński.

Ukrywanie tego, że istniała całkowicie polska struktura – Główna Baza Przerzutowa oraz pomijanie zasług mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego jest nie tylko sprzeczne z faktami oraz obiektywną prawdą historyczną. To SKANDAL!

Rozkaz organizacyjny i Instrukcja Specjalna dla Dowódcy Głównej Bazy Przerzutowej do Kraju, w: Jan Jaźwiński, Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, s. 268/271/290 – 269/272/291, 21 stycznia 1944, zawierał istotne zastrzeżenie – „wszystkie sprawy związane z całokształtem akcji przerzutowej są zachowane do wyłącznej decyzji dowódcy G.B.P. Tylko i wyłącznie D-ca G.B.P. jest uprawniony do określenia zakresu wglądu w pracę G.B.P. dla władz polskich i Sprzymierzonych. Wgląd ten może mieć miejsce o ile D-ca G.B.P. uzna, że jest to konieczne dla ułatwienia pracy G.B.P.”
Więcej info – Jan Jaźwiński oraz w haśle Wikipedii mojego autorstwa – Główna Baza Przerzutowa

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny, j.w.”


 

23/ Jest:
Od połowy 1943 r. placówki były osłaniane przez oddziały partyzanckie (kilkudziesięciu żołnierzy).

Powinno być:
Placówki zrzutowe były osłaniane przez oddziały partyzanckie głównie Armii Krajowej oraz Batalionów Chłopskich. Liczebność osłony była różna, zależała od miejsca zrzutu oraz siły lokalnych struktur konspiracyjnych – od kilkudziesięciu osób nawet do kilkuset.

Podczas operacji Wildhorn IV (Most 4), odwołanej w trakcie lotu, lądowisko „Świetlik” będące zaplanowanym miejscem lądowania w tej operacji, ochraniało aż ok dwóch tysięcy żołnierzy AK. Szacuje się, że ok. 640 placówek odbiorczych (zrzutowisk) ochraniało ok. 5 – 19 tys. żołnierzy obsługi oraz ochrony.

Wyjaśnienie RMZ:
(Dez)informacja w „broszurze edukacyjnej IPN” degraduje polskie struktury konspiracyjne, wymagała doprecyzowania, zgodnie z faktami i obiektywną prawdą historyczną.

Wyjaśnienie KAT:
„Najczęściej były to oddziały składające się z kilkudziesięciu żołnierzy. Były wyjątki, ale 2 tys.? Pierwsze słyszę. Tyle mogły liczyć dywizje akowskie (sić!).”

Uwaga RMZ:
Ok. dwóch tysięcy żołnierzy AK ochraniało lądowisko „Świetlik” będące zaplanowanym miejscem lądowania w operacji Wildhorn IV (Most 4), która nie doszła do skutku, gdyż samolot lecący do Polski, podczas lotu odwołał Roman Rudkowski, depeszą kodową 333/X.


 

 

Str. 33

 

24/ Jest:
Inną grupę cichociemnych stanowili żołnierze wywodzący się z 1 Samodzielnej Kompanii Grenadierów (SKG) (…)”

Powinno być:
Inną grupę polskich spadochroniarzy stanowili żołnierze wywodzący się z 1 Samodzielnej Kompanii Grenadierów (SKG) (…)”

Wyjaśnienie RMZ:
Polscy spadochroniarze zrzucani poza Polskę nie byli cichociemnymi. Patrz wyjaśnienie do błędu nr 10 oraz uwaga końcowa.

Wszystkie źródła historyczne – jak się je rzetelnie i dokładnie sprawdzi – wskazują, że Cichociemni to WYŁĄCZNIE spadochroniarze Armii Krajowej w służbie specjalnej. Ale jak się odpowiednio naciągnie to pojęcie, to „cichociemnymi” będą także żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a może nawet wszyscy spadochroniarze na świecie…
Więcej info: Kontrowersje wokół liczby Cichociemnych, Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Tą grupę z SKG należy zaliczyć do cichociemnych, już nie AK, ale w odróżnieniu – PSZ. (…) [pseudoargument ad personam]

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi


 

25/ Jest:
Kolejnych kilkudziesięciu spadochroniarzy PSZ-AK pełniło służbę w okupowanych krajach Europy (…)

Powinno być:
Kolejnych kilkudziesięciu polskich spadochroniarzy wywodzących się z PSZ pełniło służbę w okupowanych krajach Europy

Wyjaśnienie RMZ:
Nieprawdą jest, że byli spadochroniarze „PSZ-AK w okupowanych krajach Europy”. Armia Krajowa nie działała poza granicami przedwojennej Polski, a spadochroniarze zrzucani do innych krajów nie podlegali Armii Krajowej – byli agentami SOE lub agentami OSS.
Nie byli także „spadochroniarzami PSZ”, bo przed skokiem byli przekazywani do dyspozycji właściwych władz alianckich lub państw sprzymierzonych.

Zbitka pojęć „PSZ-AK” jest bez sensu – to były całkowicie odmienne struktury, o zupełnie innym statusie prawnym, które ze sobą formalnie nawet nie współpracowały.
Więcej info – Nie tylko Cichociemni\

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. To byli cc AK . Składali przysięgę na Rotę AK i oczekiwali na misje w kraju, jednak zostali przeznaczeni do innych zadań: na zachodzie Europy. (…) [pseudoargument ad personam]


 

26/ Jest:
W „krajowym” okresie zrzutowym (od 16 lutego 1941 do 28 grudnia 1944 r.) (…)

Powinno być:
W czterech sezonach operacyjnych: okres próbny – od nocy 15/16 lutego 1941 do kwietnia 1942, Intonacja – od sierpnia 1942 do kwietnia 1943, Riposta – od sierpnia 1943 do lipca 1944 oraz Odwet – od sierpnia do 28/29 grudnia (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Nie było żadnego „krajowego okresu zrzutowego”, przyjętą powszechnie periodyzacją zrzutów jest podział na sezony operacyjne, przyjęty przez Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza. W żadnych dokumentach historycznych dotyczących zrzutów organizowanych przez O. VI nie ma podziału na „krajowe” czy „zagraniczne” okresy zrzutowe.

Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza organizował zrzuty wyłącznie do Polski, był bowiem „Samodzielnym Wydziałem Krajowym”. Zrzuty do innych krajów, także dla Polonii organizowało SOE.
Więcej info – Sezony operacyjne, Wykaz zrzutów Cichociemnych, Operacje lotnicze

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny – to skrót tożsamy dla broszury.”


 

27/ Jest:
(…) 91 cichociemnych brało udział w powstaniu warszawskim (…)

Powinno być:
(…) 95 cichociemnych brało udział w powstaniu warszawskim (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Od dłuższego czasu IPN, Muzeum Powstania Warszawskiego, a w ślad za nimi PAP oraz inne media błędnie podają liczbę Cichociemnych – uczestników Powstania Warszawskiego. Według moich ustaleń w Powstaniu uczestniczyło 95 Cichociemnych, kolejnych 4 Cichociemnych było obecnych w Warszawie podczas Powstania, z różnych powodów nie uczestniczyli w nim.

Wśród pomijanych przez IPN oraz MPW czterech Cichociemnych jest m.in. Cichociemny ppor. Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon, leczył się po torturach gestapo (chodził o lasce), nie mógł walczyć zbrojnie, uczestniczył w Powstaniu współpracując wywiadowczo z oddziałami Pułku Baszta oraz wraz z żona zbierał lekarstwa dla Powstańców… 24 sierpnia 1948 Naczelny Wódz odznaczył Go Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”.
Więcej info oraz wykaz – Cichociemni w Powstaniu Warszawskim

Wyjaśnienie KAT:
„Wg moich ustaleń w powstaniu brało udział 91 cc.”

Uwaga RMZ:
Muzeum Powstania Warszawskiego uznało zasadność moich argumentów i zweryfikowało liczbę Cichociemnych w Powstaniu Warszawskim. P. Tochman nawet nie raczył odnieść się do konkretnie wskazanego, niesłusznie pomijanego Cichociemnego.


 

28/ Jest:
[Cichociemni] dziesięciu z nich zostało skazanych przez sądy Polski Ludowej i zamordowanych w majestacie komunistycznego, sowieckiego prawa

Powinno być:
W procesach będących parodią prawa skazano 40 Cichociemnych, 15 torturowano, 9 (lub 10) zamordowano (6 w więzieniu Warszawa-Mokotów, 3 w więzieniu na Zamku w Lublinie), 77 aresztowano (w tym 13 aresztowało NKWD, 5 wspólnie NKWD i UB), 20 skazano na śmierć, co najmniej 2 na dożywotnie pozbawienie wolności, 22 na więzienie.

Wyjaśnienie RMZ:
Podane liczby są sumą informacji zawartych w biogramach Cichociemnych. Najwyższy czas podawać pełne informacje, a (dez)informacje wybiórcze i przekłamane.
Więcej info – Cichociemni w niewoli

Wyjaśnienie KAT:
„Skrót tożsamy dla broszury. To nie jest statystyka dla wszystkich cc.”


 

29/ Jest:
[Cichociemni] Blisko 40 w nowej powojennej komunistycznej rzeczywistości uległo presji, a w wielu wypadkach i szantażowi, godząc się na werbunek przez reżimowe służby specjalne (UB/SB, Informacji Wojskowej), a tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół.

Powinno być:
[Cichociemni] Niektórzy w nowej powojennej komunistycznej rzeczywistości uległo presji, a w wielu wypadkach i szantażowi, godząc się na werbunek przez reżimowe służby specjalne (UB/SB, Informacji Wojskowej), a tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół.

Wyjaśnienie RMZ:
Nieznane jest źródło „ustalenia” że rzekomo „blisko 40” cichociemnych „zgodziło się na werbunek, tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. Po pierwsze, nie opublikowano dotąd wyników żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, a jedynie bodaj trzy (w części powielające te same tezy) artykuły dr Krzysztofa A. Tochmana, odnoszące się rzeczowo jedynie do kilku Cichociemnych.

Wynotowane z artykułów dr Krzysztofa A. Tochmana imiona i nazwiska cichociemnych mających współpracować ze służbami „Polski Ludowej” składają się na liczbę 27 osób, nie ma żadnej publikacji wskazującej „blisko 40”… Ponadto współpraca współpracy nierówna; w „publikacji edukacyjnej IPN” podano (dez)informację jakby nie tylko było „blisko 40” CC współpracowników, ale nawet że „blisko 40” CC „pomagało w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. To ewidentna brednia, bowiem nie wszyscy byli tak samo zaangażowani we współpracę, np. niektórzy dali się formalnie zwerbować, ale nie przekazywali albo żadnych, albo żadnych istotnych informacji, niektórzy nawet tylko użyczyli swego lokalu.

Problem istnieje i nie należy go ukrywać. Nie można jednak – i to w „publikacji edukacyjnej” bezpodstawnie i krzywdząco uogólniać i zawyżać liczby CC – współpracowników – bez jakiejkolwiek możliwości weryfikacji tych domniemanych „ustaleń”. Nie opublikowano przecież nawet nazwisk tych „blisko 40”.

Ponadto stygmatyzowanie wszystkich przypadków współpracy – w oderwaniu od faktów – wysoce pejoratywnym określeniem o domniemanym „pomaganiu w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół” – nie ma nic wspólnego z rzetelnością naukową, ani tym bardziej z edukacją historyczną (nie mylić z histeryczną)…
Więcej info – Kontrowersje

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna.”


 

30/ Jest:
Z grupy ponad 40 skoczków, którzy pełnili misje podziemne na zachodzie Europy – również cichociemnych (…)

Powinno być:
Z grupy ponad 40 skoczków, którzy pełnili misje podziemne na zachodzie Europy (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Cichociemni nie pełnili „misji podziemnych na zachodzie Europy”. Patrz wyjaśnienie do błędu nr 10 oraz uwaga końcowa.

Wszystkie źródła historyczne – jak się je rzetelnie i dokładnie sprawdzi – wskazują, że Cichociemni to WYŁĄCZNIE spadochroniarze Armii Krajowej w służbie specjalnej. Ale jak się odpowiednio naciągnie to pojęcie, to „cichociemnymi” będą także żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a może nawet wszyscy spadochroniarze na świecie…
Więcej info:  Kontrowersje wokół liczby Cichociemnych, Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Uwaga bezpodstawna. Ci spadochroniarze byli cc.”

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi


 

 

Str. 34

 

31/ Jest:
Szkoła Podstawowa w Rudzie Różanieckiej na Podkarpaciu przyjęła imię CC kpt. Władysława Ważnego „Tygrysa”, który zginął w walce z Niemcami 19 sierpnia 1944 r. w Montigny-en-Ostrevent.

Powinno być:
Szkoła Podstawowa w Rudzie Różanieckiej na Podkarpaciu przyjęła imię kpt. Władysława Ważnego „Tygrysa”, który zginął w walce z Niemcami 19 sierpnia 1944 r. w Montigny-en-Ostrevent.

Wyjaśnienie RMZ:
Kpt. Władysław Ważny nie był Cichociemnym, lecz polskim agentem SOE. Został zrzucony przez SOE na teren Francji, w operacji „Darenth” 5/6-03-1944.

Wszystkie źródła historyczne – jak się je rzetelnie i dokładnie sprawdzi – wskazują, że Cichociemni to WYŁĄCZNIE spadochroniarze Armii Krajowej w służbie specjalnej. Ale jak się odpowiednio naciągnie to pojęcie, to „cichociemnymi” będą także żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, a może nawet wszyscy spadochroniarze na świecie…
Więcej info: Kontrowersje wokół liczby Cichociemnych, Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Kpt. W. Ważny był cc (…)! [pseudoargument ad personam]

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi. Kpt. Władysława Ważnego nie ma na liście 316 Cichociemnych; oczywiście nie oznacza to wcale, że ma np. mniej zasług…


 

 

Str. 38

 

32/ Jest:
„Lista 316 cichociemnych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych – Armii Krajowej, (…)”

Powinno być:
Lista 316 cichociemnych żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej, wywodzących się z PSZ (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Przed skokiem do Kraju kandydaci na Cichociemnych składali przysięgę cichociemnych oraz przysięgę na Rotę AK oraz byli „przekazywani do dyspozycji wojskowych władz alianckich”. Przestawali być żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych.

Po skoku do Kraju oraz aklimatyzacji do warunków okupacyjnych otrzymywani przydział do Armii Krajowej, stając się żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej (patrz treść przysięgi Cichociemnych).

Określenie „PSZ – AK” jest rażąco nierzetelne i pozbawione źródłowej podstawy historycznej. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie działały w Polsce (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem ich nazwę). Armia Krajowa nie działała [w sensie militarnym] poza Polską (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej nazwę). To są całkowicie odrębne struktury. Samo złożenie przysięgi na Rotę AK nie czyniło z nikogo „żołnierza AK”. Nota bene, przyjmujący przysięgę oświadczał: Przyjmuję cię w szeregi żołnierzy Armii Polskiej walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Decyzja o zmianie przydziału z AK do działań poza Krajem oznaczała, że żołnierz Armii Krajowej (Polskiej) stawał się żołnierzem„ oddanym do dyspozycji wojskowych sił alianckich”, w przypadku polskich spadochroniarzy stawał się agentem SOE lub OSS, bezpośrednio podporządkowanym tym służbom.

Bałagan z tym związany jest konsekwencją bałaganu (by użyć parlamentarnego określenia) w Sztabie Naczelnego Wodza oraz odzwierciedla racjonalność, a także intensywność „walki o wyzwolenie Kraju” polskich polityków w Londynie. Nota bene, w odróżnieniu od PSZ, w świetle prawa międzynarodowego Armia Krajowa nie miała formalnie statusu wojskowego, bo Sztab Naczelnego Wodza nie uregulował tej kwestii do końca wojny. Polscy politycy nie zdążyli też wypowiedzieć wojny ZSRR…

Łącznikiem pomiędzy Naczelnym Wodzem (a nie pomiędzy PSZ) a Dowódcą Armii Krajowej był Oddział VI (Specjalny) Sztabu Naczelnego Wodza, zwany także Samodzielnym Wydziałem Krajowym. Traktowano go jako część składową Armii Krajowej, jego kadra składała przysięgę na Rotę AK, administrował funduszami Armii Krajowej w okupowanej Polsce itp. Itd.
Więcej info – Łączność z Krajem, Oddział VI (Specjalny)

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. CC nie przestawali być żołnierzami PSZ do swojej śmierci!”

Uwaga RMZ:
Pan Tochman nie odniosł się do mojej argumentacji.


 

 

Str. 39, 41

 

33/ Jest:
Wewnątrz tekstu zatytułowanego „Lista Cichociemnych”, na dwóch wkładkach (stronach) z fotografiami nierzetelnie opublikowano (bez żadnego wyjaśnienia) fotografie osób, których nie ma na tej liście, bo nie byli Cichociemnymi.

Powinno być:
Wewnątrz listy Cichociemnych – zdjęcia Cichociemnych, wewnątrz list innych polskich spadochroniarzy – zdjęcia tych spadochroniarzy.

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Opublikowano listy cc, zgodnie z ich przeznaczeniem.”

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi.


 

 

Str. 42

 

34/ Jest:
Lista 22 cichociemnych – żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych – Armii Krajowej, (…)

Powinno być:
Lista 22 spadochroniarzy, (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Wskazani spadochroniarze nie byli Cichociemnymi – patrz uwaga do błędu nr 10 oraz wyjaśnienie końcowe.
Wskazani spadochroniarze nie byli „żołnierzami PSZ – AK” – patrz uwaga do błędu 32.
Więcej info – Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Opublikowano listy cc, zgodnie z ich przeznaczeniem.”

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi.


 

 

Str. 43

 

35/ Jest:
Lista 24 cichociemnych – żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, którzy ostatecznie zostali zadysponowani przez Sztab Naczelnego Wodza – Wydział Specjalny Ministerstwa Obrony Narodowej do działań poza krajem, (…)

Powinno być:
Lista 24 polskich spadochroniarzy, wywodzących się z Samodzielnej Kompanii Grenadierów, zrzuconych na teren Francji, (…)

Wyjaśnienie RMZ:
Wskazani spadochroniarze nie byli Cichociemnymi – patrz uwaga do błędu nr 10 oraz uwaga końcowa.
Wskazani spadochroniarze nie byli „żołnierzami PSZ – AK” – patrz uwaga do błędu 32.
Więcej info – Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Zarzut bezpodstawny. Opublikowano listy cc, zgodnie z ich przeznaczeniem.”

Uwaga RMZ:
Nie tylko ja, ale także Studium Polski Podziemnej (gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych) prezentuje stanowisko, iż było 316 Cichociemnych – skoczków zrzuconych do Polski, a polscy skoczkowie zrzucani do innych krajów nie byli Cichociemnymi.


 

 

Str. 42 – 43

 

36/ Publikując listy polskich spadochroniarzy z niezrozumiałych względów pominięto:
* 217 Spadochroniarzy zaprzysiężonych na Rotę AK, przeszkolonych na kursach dla Cichociemnych, nie zrzuconych do Kraju – (kandydatów na Cichociemnych):
* 32 polskich spadochroniarzy, agentów OSS („Joes”), zrzuconych na teren Niemiec, w ramach Project Eagle.
Więcej info – Nie tylko Cichociemni

Wyjaśnienie KAT:
„Żołnierze PSZ, których tylko zaprzysiężono, a nie podjęli misji- nie są obiektem moich badań, jak również agenci. (…)” [pseudoargument ad personam]


 

 

Uwaga końcowa (RMZ):
To bardzo przykre, że wciąż rozpowszechniane są istotne przekłamania – i to pod pozorem „publikacji edukacyjnej”. Zdumiewa, że dopuszcza się tego „Instytut Pamięci Narodowej”, który zafałszowuje akurat te elementy historii Cichociemnych, z których powinniśmy być najbardziej dumni, w tym działalność mjr dypl. Jana Jaźwińskiego. Powinniśmy wystawić Mu pomnik, a nie przypisywać Jego zasługi Brytyjczykom, SOE.

Cichociemni nie mieli własnej jednostki, munduru, barw, patrona, tradycji, nie mieli nawet prawa ujawnić – nawet wobec kolegów z konspiracji – że są Cichociemnymi. Do czasu ustanowienia Znaku dla Skoczków do Kraju (Znaku Spadochronowego AK), 7 lutego 1954, nie mieli nawet żadnego widocznego identyfikatora, oprócz słowa CICHOCIEMNY.

Teraz próbuje się Ich okraść z tego słowa, nierzetelnie naciągając definicję Cichociemnego. Można powiedzieć, że im dalej od wojny – tym więcej cichociemnych… Historycy z IPN tak bardzo pragną „odkrywać” historię Cichociemnych, że bez podstawy źródłowej rozszerzają pojęcie >cichociemny< na wszystkich polskich spadochroniarzy w operacjach specjalnych, powołując się tylko na to, że np. niektórzy składali przysięgę na rotę AK.

Różnica pomiędzy nimi a cichociemnymi jest oczywista – TYLKO Cichociemni byli żołnierzami AK i nie podlegali Brytyjczykom czy komukolwiek innemu – poza Komendą Główną Armii Krajowej. Polscy skoczkowie zrzucani w operacjach specjalnych do innych krajów byli agentami SOE lub (project Eagle) agentami OSS, podlegali Brytyjczykom lub Amerykanom.

Imienna lista 316 Cichociemnych, którym przyznano odrębną wersję Znaku Spadochronowego – Znak dla Skoczków do Kraju, od początku była jednoznaczna, kompletna i nie budziła żadnych kontrowersji. Warto podkreślić, że gdy 7 lutego 1954 ogłoszono zarządzenie ustanawiające Znak dla Skoczków do Kraju, czyli Znak Spadochronowy AK – żyło jeszcze w Polsce oraz na emigracji kilkudziesięciu Cichociemnych.

Niejeden chciałby zajaśnieć blaskiem bohaterstwa Cichociemnych, stąd też np. niektórzy kurierzy (Tadeusz Chciuk ps. Celt) oraz niektórzy spadochroniarze sami siebie nazwali – wbrew faktom – „cichociemnymi”.

Historycy IPN wywołują zamieszanie, wywodząc, że rzekomo cichociemnymi są… spadochroniarze zrzucani do innych krajów. Te bzdury świadczą o braku elementarnej wiedzy o idei łączności z Krajem autorstwa kpt. Jana Górskiego i Macieja Kalenkiewicza, braku wiedzy o tym, że podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce w okupowanej Polsce, a także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także w Polsce.

Nota bene, idea powstania powszechnego – choć była nadrzędną ideą władz polskich, także dowództwa Związku Walki Zbrojnej oraz Armii Krajowej – nie jest współcześnie znana. Podobnie nieznany jest jej ścisły związek z ideą Cichociemnych, mało znany jest także związek tej idei z powstaniem 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, którą utworzono właśnie po to, aby wesprzeć planowane powstanie powszechne.
Więcej info w haśle Wikipedii mojego autorstwa – Powstanie powszechne

Nie każdy człowiek ze spadochronem to cichociemny! 316 Cichociemnych – jak łatwo się zorientować po treści Ich przysięgi, czy choćby nazwie Znaku Spadochronowego AK – Znaku dla Skoczków do Kraju – to żołnierze Armii Krajowej w służbie specjalnej. Rdzeniem idei Cichociemnych była walka o wyzwolenie okupowanej Polski, walka w szeregach konspiracyjnej Armii Krajowej.

Polscy spadochroniarze zrzucani do innych krajów:
– Polacy, żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej,
– 17 Polaków, agentów SOE, zrzuconych do krajów europejskich,
– 24 Polaków, agentów SOE, żołnierzy Samodzielnej Kompanii Grenadierów, zrzuconych na teren Francji,
– 32 Polaków, agentów OSS zrzuconych na teren Niemiec,
– 26 Polaków, spadochroniarzy, prawdopodobnie zrzuconych pod koniec wojny na teren ZSRR (poszukuję bliższych informacji)
a także 31 Kurierów i Emisariuszy zrzuconych do Polski
– wszyscy Oni byli polskimi spadochroniarzami i zasługują na nasz szacunek i wdzięczność za Ich bohaterstwo. Ale nie byli Cichociemnymi.

Słowo „cichociemny” nie jest orderem za zasługi, tylko pojęciem definiującym wyłącznie żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej. Skoro sami Cichociemni (ani nikt inny) nie zgłaszali zastrzeżeń do listy 316 CC, skoro Studium Polski Podziemnej w Londynie także uznaje za błędne teorie, jakoby nie było 316 Cichociemnych – to robienie zamieszania wokół liczby Cichociemnych oraz próby „dopisania” na listę kolejnych dziesiątek, setek czy tysięcy osób nie mają żadnego sensu. Wyszkolenie, zadania oraz bojowe akcje Cichociemnych różnią się zasadniczo od zadań i działań kurierów czy innych spadochroniarzy…

Wyjaśnienie KAT:
Pan Tochman nie odniosł się do w/w argumentacji.

Wszelkie uwagi, wyjaśnienia, uzupełnienia można przesyłać na adres: cichociemni@elitadywersji.org

Ryszard M. Zając
Prezes Fundacji dla Demokracji, wikipedysta
wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko
 
autor portalu elitadywersji.org oraz strony Fb – CichociemniAK