Aleksander Stpiczyński – Kurier na równiku

Aleksander Stpiczyński – Kurier na równiku

 

Spośród wszystkich dokumentów historycznych szczególne znaczenie poznawcze mają oczywiście wspomnienia bezpośrednich uczestników – twórców Historii. To zwykle najcenneijsze źródło frapujących informacji „od kuchni”, z poziomu kreatora istotnych, dziejowych wydarzeń. Właśnie miałem zaszczyt przeczytać niezwykłą publikację – „Kurier na równiku” – wspomnienia oficera wywiadu, Cichociemnego Aleksandra Stpiczyńskiego (wyd. Verena Beata Majchrowska, Warszawa 2021, ISBN 978-83-962828-1-1).
.
Red. Beata Majchrowska podjęła się trudu ich opracowania, po wcześniej napisanej przez siebie świetnej książce „Więcej niż Enigma” o Antonim Palluthu (wyd. Klinika Języka, Szczęsne 2020, ISBN 978-93-64197-97-1), także oficerze wywiadu, m.in. udziałowcu znanej Wytwórni Radiotechnicznej „AVA”, w której inż Tadeusz Heftman  skonstruował m.in. słynne „pipsztoki” – małe, przenośne radiostacje (polish spy radio), używane przez Cichociemnych w Armii Krajowej. Obie te publikacje z całą pewnością godne są naszej uwagi i zainteresowania.

Powiedzieć o Cichociemnym Aleksandrze Stpiczyńskim, że to postać niebanalna i niezwykła nawet w tajemnym świecie wyrafinowanych szpiegów – to niedopuszczalnie spłycić jego wybitną osobowość oraz nader powierzchownie spojrzeć na znakomite rezulaty Jego perfekcyjnej „szpiegowskiej roboty”, wzmocnionej gruntownym patriotyzmem. Jego wyjątkowa historia życia wymyka się wszelkim opisom, jest wielowarstwowa, pełna niespodziewanych zwrotów akcji niczym hollywoodzki thriller.

To fascynująca kronika losów wybitnego Polaka, który osobiście wpływał na bieg historycznych wydarzeń – na tyle, na ile jest to dane agentom wywiadu. Jego wspomnienia są niczym unikalnej wartości patchwork, w którym z pozoru drobne fakty i okoliczności – choć zwyle decydujące o życiu lub śmierci – samo życie twórczo połączyło w biografię wybitnego oficera, tworząc nowy wzór. Wzór dla nas do prób naśladowania…

Przedwojenny szef wywiadu i kontrwywiadu, płk Stefan Mayer, w rozważaniach nad psychologią wywiadu podkreślał – „Wywiad (…) jest funkcją pracy wyobraźni, wyobraźni bogatej, twórczej nie lękającej się przeciwności piętrzących się na drodze wykonawczej. (…) Jakie by nie były techniczne środki i udoskonalenia użyte w wywiadzie agencyjnym w ostatecznym rozrachunku sukcesu pozycją decydującą będzie człowiek…” (źródło: Instytut Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja akt Stefana Mayera, zespół nr 100, teczka nr 709/100/38, całość na tej stronie) Niewątpliwie Aleksander Stpiczyński był wyjątkowo cennym klejnotem w koronie najwybitniejszych polskich oficerów wywiadu w dziejach.

.
Nadzwyczaj interesujące streszczenie biografii Cichociemnego Aleksandra Stpiczyńskiego napotkamy na pierwszych stronach książki. „Rzeczy niemożliwe wykonujemy od razu, na cuda potrzebujemy trochę więcej czasu” – to powiedzenie, popularne w kręgach wojskowych po obu stronach Atlantyku w czasie II wojny światowej, upodobał sobie także Aleksander Stpiczyński – trafnie zauważa Beata Majchrowska. Padało w tych szczególnych chwilach, kiedy swoim sposobem znajdował wyjście z absolutnie beznadziejnych sytuacji. Nadludzka dawka wigoru i optymizmu, połączona z inteligencją, zaradnością i sprytem często ratowały go z opresji.

Dla Stpiczyńskiego nie było rzeczy niewykonalnych – stale to udowadniał. Gdy salwował się ucieczką z pociągu pędzącego do obozu koncentracyjnego – w bydlęcym wagonie pełnym więźniów wyciął otwór za pomocą przemyconego noża – piłki. Gdy z zadrutowanym po operacji kolanem uciekał w stylu, rzecz można klasycznym, spuszczając się na związanych prześcieradłach ze szpitalnego okna. Gdy robił podkop pod obozem w Compiegne, by z niego uciec z całą grupą więźniów – kilkudziesięciometrowy tunel zachwycił… samych gestapowców. Gdy wreszcie po wojnie na „tarabicie wjeżdżał w nowe życie”, mierząc się w nierównej walce z dzikością amazońskiej puszczy w Ekwadorze.” (s.9)

 

Red. Beata Majchrowska, Autorka opracowania wspomnień Aleksandra Stpiczyńskiego podkreśla, że „czyta się je w napięciu jak najlepszą powieść sensacyjną, obfitującą w zwroty akcji i żywe dialogi. Są też poruszające – wyłania się z nich portret człowieka całkowicie oddanego służbie dla Ojczyzny. Dla niego Polska była niczym elan vital – napędem, siłą życiową” (s.10)

Wymowną recenzję ksiązki oraz opinię o Cichociemnym Aleksandrze Stpiczyńskim sformułował jego „kolega po fachu”, także wybitny agent wywiadu, Kazimierz Leski ps. Bradl – „Ksiązka (…) opowiada tamte przeżycia prosto, bez patosu, tak ja się wtedy żyło: jest zadanie – należy je wykonać; są kłopoty, trzeba się zastanowić, jak się z nich wygrzebać. (…) Na tle tej opowieści (…) rysuje się sylwetka człowieka, który nigdy nie uważał, że gra jest przegrana czy chocby zakończona, który w każdej sytuacji potrafił spostrzec jakieś wyjście, często zupełnie zaskakujące.” (s.28)

Obaj wybitni „szpiedzy” mieli także wspólne przeżycia: Kazimierz jako fałszywy niemiecki generał, Aleksander jako fałszywy francuski baron, po spotkaniu razem przekraczali „zieloną granicę” (właściwie białą, bo w zimie) francusko – hiszpańską. Zaraz potem nielegalny przerzut do kolejnego punktu podróży, zdecydowanie mniej ekskluzywnie, „na pace” ciężarówki. Aleksander Stpiczyński tak opsuje ten epizod: „Dziwna jakaś buda, wysoka, drewniana, zamknięta ze wszystkich stron, małe tylko drzwiczki z boku. Ciemno zupełnie, Kazio po omacku wspina się do drzwiczek, wsiąka w budę i słyszę, jak zaczyna kląć w najobrzydliwszy sposób. Wciskam się za nim i natrafiam na jakieś dziwne przeszkody. Drzwiczki zostają zatrzaśnięte z zewnątrz, maszyna rusza. W tej samej chwili zaczynam i ja kląć, jestem bowiem przywalony do ściany wyraźnie przez jakieś bydlę, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Cielak na skutek ruchu maszyny napiera na mnie całym ciężarem, depcząc mi kopytami po nogach, z boku czuję raptem , jak mokry pysk jakiegoś innego bydlęcia smaruje mi po twarzy. Kazio stęka gdzieś obok, ale po chwili słyszę jego śmiech – słuchaj, siedzę na krowie! Niech was diabli! – jedziemy w wozie bydlęcym, i to pełnym „po brzegi”. Ano, co zrobić, jechać to jechać.” (s.44)

Równie urocza jest relacja np. nt. ucieczki z kolejowego transportu do obozu koncentracyjnego – „Noc zapada ciemna i dżdżysta – taka właśnie potrzebna. W wagonie ok. 60 ludzi (…). Już o szarówce zaczynamy robotę. Scyzoryk wypruty z rękawa spełnia swoje przeznaczenie, bieg pociągu głuszy hałas dłubanego i piłowanego drewna, ciemność przesłania kolejno pracującego od reszty współwięźniów. Nie trzeba, żeby wiedzieli (…) jest nas tylko kilku, reszta jakieś typy niepewne i wielu z nich już w ciągu dnia groziło, że nie pozwolą na żadną próbę ucieczki. Sami uciekać nie myślą, a gdyby ktoś próbował, to podniosą alarm. (…) Teraz! Deski wylatują… W wagonie gęsta czarna noc. Tuż nad podłogą rysuje się nagle nieco jaśniejszy kwadrat otworu….” (s.116-117)

Na książkę „Kurier na równiku” składają się właściwie dwie odrębne publikacje. Pierwszą są wydane wcześniej wspomnienia Aleksandra Stipiczyńskiego, zatytułowane „Wbrew wyrokowi losu”. Drugą niepublikowane dotąd – opracowane przez red. Beatę Majchrowską – wspomnienia z powojennego pobytu w Ekwadorze. Każde słowo wydrukowane w tej książce warte jest naszego uważnego zainteresowania. Gorąco polecam 🙂

Aleksander Stpiczyński „Kurier na równiku”, oprac. Beata Majchrowska, wyd. Verena Beata Majchrowska, Warszawa 2021, ISBN 978-83-962828-1-1.

Ryszard M. Zając

ryszardzajac.pl