Aktualności

Historie prawdziwe i nieprawdziwe….

 

cc-DSCN0912-grupa-250x139 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....Wydawało mi się, że po publikacji dr Krzysztofa Tochmana, dotąd uchodzącego za „głównego specjalistę od Cichociemnych” w Instytucie Pamięci Narodowej, nie trzeba będzie pisać kolejnego odcinka „Rocznicy pełnej błędów”.

Smutny rekord liczby błędów (co najmniej 36) nagromadzonych w tej „rocznicowej publikacji edukacyjnej IPN” wciąż nie został pobity, ale w ślady dr Tochmana – jak się wydaje – podążają następni wybitni historycy…

 

W numerze „Biuletynu Informacyjnego” nr 02 (368), luty 2021 można przeczytać dwa interesujące artykuły nt. Cichociemnych:

  1. dr Andrzej Chmielarz„Prawdziwa historia Cichociemnych”  (pdf)
  2. dr hab. Jacek Sawicki„Cichociemni – nowa jakość na polu walki” (pdf)

Mam uwagi, także krytyczne, do obu publikacji, najwięcej do tej pierwszej… 

 

dr Andrzej Chmielarz – Prawdziwa historia Cichociemnych
w: Biuletyn Informacyjny nr 2 (386), luty 2021 s. 4-12

 

 

Ad. 1 – „Prawdziwa historia Cichociemnych”

 

AK_02_2021-CC-prawdziwa-historia-212x300 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....Dr Andrzej Chmielarz posłużył się sensacyjno – demaskatorskim tytułem („Prawdziwa historia”), który wcale nie oddaje treści artykułu, wprowadza w błąd oraz bardziej przystoi pryszczatemu studentowi niż poważnemu naukowcowi. Bo cóż – wg. Pana Doktora – w historii Cichociemnych jest „nieprawdziwego”?

 

Autor wskazuje jako „nieprawdziwe”:

1.1 – uznanie kpt. dypl. Jan Górski i kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz „za pomysłodawców utworzenia wojsk spadochronowych i rozpoczęcia szkolenia spadochroniarzy dywersantów na potrzeby kraju”.

1.2 – pierwszeństwo kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz w sprawie postulatu „przekształcenia Wojska Polskiego w Polski Korpus Desantowy i Lotnictwo Wsparcia Powstania”.

 

Jako „dowody” tych buńczucznych tez mają służyć:

  • ad. 1.1 – „inicjatywa wykorzystania spadochronu w charakterze środka umożliwiającego skryte przerzucanie ludzi i sprzętu oraz dającego możliwość przeprowadzenia desantu z powietrza w okupowanym kraju” mjr dypl. Włodzimierza Mizgier – Chojnackiego
  • ad. 1.2 – „projekt sformowania Brygady Lotniczo – Desantowej” autorstwa kpt. obs. Lucjan Fijuth

 

37-550-1-1-232x300 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

skoczek po wylądowaniu, plik NAC

Krótko mówiąc, wg. Autora „inicjatywa wykorzystania spadochronu” wyprzedziła propozycje „utworzenia wojsk spadochronowych” a także „szkolenia spadochroniarzy dywersantów”. W drugim zaś przypadku propozycja sformowania brygady wyprzedziła projekt przekształcenia Wojska Polskiego.

Nietrudno dostrzec, że dr Andrzej Chmielarz mocno się rozpędził z tezami o „nieprawdziwości historii Cichociemnych”. Po pierwsze skupił się na zaledwie niewielkim fragmencie tej historii, po drugie porównuje nieporównywalne i na tej nierzetelnej podstawie stawia fałszywą tezę o domniemanym „pierwszeństwie”. Po trzecie, rażąco niezgodnie z faktami wywodzi, jakoby Cichociemni byli „spadochroniarzami dywersantami”

Wyjaśnijmy po kolei: W mojej ocenie teza o „nieprawdziwości historii Cichociemnych” sama jest nieprawdziwa.  Z wielu powodów.

 

1/ Po pierwsze, z faktu, że mjr dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki złożył 7 grudnia 1939 meldunek do dowódcy Polskich Sił Powietrznych o możliwości wykorzystania polskich spadochroniarzy „do desantów spadochronowych o charakterze dywersyjnym i wywiadowczym” wcale nie wynika – jak twierdzi Autor artykułu – że rzekomo „nieprawdziwy” jest fakt złożenia przez kpt. dypl. Jan Górski  30 grudnia 1939 opracowania pt. „Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych”.

Nieprawdziwy jest też wywód, jakoby można było rozważać czyjekolwiek „pierwszeństwo”, skoro meldunek i opracowanie, choć dotyczą tej samej problematyki, mają odmienną treść. Rażąco nieprawdziwa jest teza dr Chmielarza, jakoby 12 stycznia 1940 kpt. dypl. Jan Górski  „dopiero zaczynał formułować swoje tezy”, wystarczy przypomnieć, iż pierwszy raport w tej sprawie złożył 30 grudnia 1939.

Rzetelną odpowiedź kto i co pierwszy proponował mogłaby dać dopiero analiza treści obu propozycji; nawet jednak wtedy nie oznaczałoby to wcale że „propozycja druga” jest rzekomo nieprawdziwa. W mojej ocenie propozycje te prezentowały częściowo takie same, a częściowo zupełnie różne aspekty tego samego zagadnienia. Domniemane „pierwszeństwo” nie jest wcale nadmiernie istotne, to nie były zawody „kto pierwszy”, obie propozycje miały charakter komplementarny. Nawet na takim poziomie ogólności, jak potraktował je Autor, żadna z nich nie jest „pierwsza” w tej problematyce…

 

Lucjan-Fijuth-Jerzy-Orzechowski-250x175 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

Odlewej: Lucjan Fijuth, Jerzy Orzechowski przy samolocie RWD-8, Kraków 1934

2/ Po drugie, z faktu iż kpt. obs. Lucjan Fijuth proponował utworzenie Brygady Lotniczo – Desantowej, a kpt. dypl. Cpt. Maciej Kalenkiewicz przekształcenie całości Polskich Sił Zbrojnych w „Polski Korpus Desantowy i Lotnictwo Wsparcia Powstania” wcale nie wynika – jak twierdzi dr Andrzej Chmielarz, że rzekomo „nieprawdziwy” był ten drugi postulat. Właśnie on był pierwszą najbardziej kompleksową propozycją strategicznych rozwiązań.

W mojej ocenie mało rzetelne są oceny Autora, że minimalistyczny projekt Fijutha był rzekomo „realistyczny”, a kompleksowy projekt Kalenkiewicza „nierealny”. Takie tezy wygodnie formułuje się na wygodnej kanapie, kilkadziesiąt lat po wojnie. Oczywiste jest, że sformowanie najmniejszego związku taktycznego jest łatwiejsze niż przeformowanie całości sił zbrojnych. Wcale jednak to nie oznacza, że ten drugi postulat jest nierealny.

Okazał się nim dopiero po jakimś czasie, wskutek nieudolności polskiego Sztabu Naczelnego Wodza i „polityków londyńskich”. Nie oznacza to jednak wcale, że projekt Kalenkiewicza był nieprawdziwy i nierealny. Był śmiały i znacznie bardziej „nowatorski” niż określony tym mianem pomysł Fijutha sformowania zaledwie jednej brygady. Równie dobrze można byłoby wywodzić, że realne było np. postulowanie zrzutów do Polski stu ton zaopatrzenia – a nierealne tysiąca. Tylko że np. do Francji zrzucono realnie dziesięć tysięcy ton broni, amunicji itp. dla tamtejszego „ruchu oporu”.

Sosabowski-226x300 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

Stanisław Sosabowski

Na marginesie należy zauważyć, że polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa była największą spośród niebrytyjskich jednostek Korpusu Powietrznego Wojsk Lądowych (Army Air Corps). Anglicy zamierzali dowódcę brygady, gen. Stanisław Sosabowski, mianować dowódcą brytyjsko-polskiej dywizji spadochronowej! Nie zgodził się na to Sztab Naczelnego Wodza, bowiem w polskich planach 1 SBS miała zostać użyta do wsparcia planowanego powstania powszechnego w Polsce.

W mojej ocenie, gdyby intelekt polskich dowódców i polityków dorównywał dzielności polskiego żołnierza, wykorzystując brytyjskie chęci można było realnie przeprowadzić operację przekształcenia co najmniej znacznej części (może nawet całości) Polskich Sił Zbrojnych w proponowany przez kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz „Polski Korpus Desantowy”.

 

3/ Po trzecie, Autor nie zechciał wprost zauważyć, że wszystkie projekty, uznane przezeń za „prawdziwe” and „nieprawdziwe” spotkały się w październiku 1940, w nowo utworzonym wydziale studiów i szkolenia wojsk spadochronowych w Oddziale III Sztabu Naczelnego Wodza. Dr Andrzej Chmielarz „odkrył”, że w skład tego wydziału powołano kpt. dypl. Górskiego i kpt. dypl. Kalenkiewicza – ale przemilczał przydzielenie do tego samego wydziału kpt. naw. Lucjan Fijuth. Jak się stawia tezy o „prawdziwości” oraz „nieprawdziwości” czegokolwiek, miło byłoby nie przemilczać podstawowych faktów.

Wojskowe szkolenie spadochronowe – Legionowo 1937

 

4/ Po czwarte, twierdzenie Autora, jakoby mjr dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki rzekomo w Wojsku Polskich oraz Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, był pierwszym który pomyślał o „wykorzystania spadochronu w charakterze środka umożliwiającego skryte przerzucanie ludzi i sprzętu” jest rażąco nieprawdziwe. Dość przypomnieć, że w 1939 utworzono na lotnisku w Bydgoszczy Wojskowy Ośrodek Spadochronowy (WOS), który od 1 maja 1939 szkolił kandydatów do wojsk powietrznodesantowych.

Skoro dr Chmielarz ekscytuje się domniemanym „pierwszeństwem”, to wypada zauważyć, że maj 1939 był znacznie wcześniej niż 7 grudnia 1939. Jeśli natomiast szukać „pierwszego” Polaka, który dostrzegł zalety spadochronu to można wskazać Włodzimierza Mazurkiewicza, który w listopadzie 1914 został instruktorem w armii chińskiej.

 

Przeglad-Lotniczy-wyprawy-specjalne-00-250x262 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....Dziesięć lat przed wybuchem wojny, w 1929 uruchomiono w Legionowie warsztat spadochronów typu Irvin. Także w 1929 – dziesięć lat przed mjr dypl. Mizgierem – Chojnackim – mjr dyplomowany pilot Marian Romeyko opublikował w „Przeglądzie Lotniczym” artykuł „Wyprawy specjalne”, w którym napisał m.in.:

„Przetransportowanie dwoma – trzema samolotami plutonu piechoty wraz z karabinami maszynowymi nie wydaje się już dziś dziełem nie do osiągnięcia. W niedalekiej przyszłości (a na Zachodzie już dziś) – może stać się zjawiskiem normalnym. Natomiast wysadzenie pojedynczych szpiegów będzie się odbywało prawdopodobnie za pomocą spadochronów (wobec udoskonalenia tychże). Pewna ilość zdyscyplinowanych, uzbrojonych żołnierzy z bronią maszynową, stać się może na tyłach dość groźną jednostką, szczególnie wobec obiektów komunikacyjnych”.

Dr Chmielarz może więc, odpowiednio dostosowując kryteria, wybrać swojego „pierwszego” – co nie oznacza, że następni są „nieprawdziwi w historii”. Zdecydowanie nieprawdziwa jest natomiast teza, że mjr dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki był „pierwszy”, a zwłaszcza że jest jakoby „prawdziwym” fragmentem historii Cichociemnych…

 

5/ Po piąte, Cichociemni nie byli „spadochroniarzami dywersantami” – to rażące, nieprawdziwe uproszczenie Autora. Cichociemni byli w sporej mierze indywidualistami – wysokiej klasy fachowcami przeznaczonym do zadań specjalnych. Szkolono Ich w ok. 30 specjalnościach, w ok. 50 tajnych ośrodkach SOE oraz kilku polskich ośrodkach wyszkolenia i bazach. Żaden Cichociemny nie był wyłącznie „dywersantem” – jest to teza równie „prawdziwa” jak to, że był rzekomo jeden „kurs cichociemnego”.

Nawet uproszczone sklasyfikowanie specjalności 316 Cichociemnych każe wskazać 160 CC ze specjalnością w dywersji (ale nie wyłącznie „dywersantów”), 50 CC ze specjalnością w łączności, 37 CC ze specjalnością w wywiadzie, 24 CC staff officers, 22 CC ze specjalnościami „lotniczymi”, 11 CC o specjalności „pancernej i p/panc.”, także 3 CC specjalizujących się w tzw. legalizacji.

 

Uroczystosci_3_Maja_w_Warszawie_-_skoczkowie_LOPP_1939-250x144 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

Spadochroniarze WOS podczas defilady, Warszawa 3 maja 1939

6/ Po szóste, nie są od dawna tajemnicą okoliczności utworzenia w 1939 roku Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy, następnie ukończenia 5 sierpnia 1939 pierwszego pełnego kursu przez 80 oficerów i podoficerów, w tym absolwentów Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Nikt jednak dotąd z tych okoliczności nie wywodził – a przecież kursantów przeszkolono w skokach dziennych i nocnych, walce wręcz, strzelaniu z różnych typów broni oraz w dywersji: niszczeniu mostów, wiaduktów, torów kolejowych – że to było pierwszych 80 „prawdziwych” (używając ulubionej frazy dr Chmielarza) Cichociemnych. Szkoda jednak, że zabrakło o tym choćby wzmianki w artykule odkrywającym rzekomo dotąd ukryte – „prawdziwe” elementy historii Cichociemnych.

 

7/ Po siódme, interesujące jest źródło „ustalenia” przez dr Andrzeja Chmielarza przyczyn braku początkowej reakcji gen. Sosnkowskiego na postulaty kpt. dypl. Górskiego i kpt. dypl. Kalenkiewicza, złożone 21 stycznia oraz 14 lutego 1940. Tezy stawiane przez Autora nie zawierają odniesienia do źródłowych dokumentów, nie bardzo więc wiadomo, czy jest to historyczny fakt, czy tylko domniemanie z kategorii „widzimisię”.

 

8/ Po ósme, jak na „prawdziwą historię Cichociemnych” zadziwia że dr Andrzej Chmielarz pominął milczeniem fakt spotkania kpt. dypl. Kalenkiewicza 20 września 1940 z Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysław Sikorski, podczas którego koncepcja lotniczej łączności z Krajem została zreferowana Naczelnemu Wodzowi. Pominięcie Naczelnego Wodza w „prawdziwej historii Cichociemnych” musi zdumiewać.

Należy podkreślić, iż spotkanie nie było kurtuazyjne, a jego efektem było to, że dwadzieścia dni później Naczelny Wódz wydał rozkaz L.408/II – w sprawie przygotowania Polskich Sił Zbrojnych do możliwości przerzucenia transportem lotniczym do kraju, do bezpośredniego wsparcia i osłony Powstania. Rozkazał także rozpocząć formowanie pierwszej polskiej jednostki spadochronowej. Czyżby to, według Autora, były fakty z „nieprawdziwej” historii Cichociemnych?

 

ozn_Dziennik-czynnosci-mjr-Jazwinskiego_600px-300x161 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....9/ Po dziewiąte, niezupełnie prawdziwa jest fraza w artykule dr Andrzeja Chmielarza, iż „Pod koniec listopada 1940 r. brytyjskie Kierownictwo Akcji Specjalnych (SOE) wyznaczyło wstępnie termin próbnego lotu do Polski. (…) Pierwszą dogodną datą planowanego zrzutu był 20 grudnia 1940 r.”

Jak wynika z relacji mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, oficera wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, organizatora łączności lotniczej z okupowaną Polską, polski memoriał w tej sprawie przekazano Brytyjczykom 19 sierpnia 1940, wskazując jako datę pierwszego „lotu łącznikowego” połowę września 1940. Dopiero w połowie października 1940 Brytyjczycy zgodzili się uruchomić pierwszy kurs spadochronowy, 6 listopada 1940 ukończylo go 12 skoczków.

W drugim memoriale z 13 listopada1940 Polacy postulowali pierwszy lot jeszcze w listopadzie 1940. W odpowiedzi z 19 listopada brig. Bridge uznał za „nieprawdopodobne” zorganizowanie pierwszego lotu przed końcem listopada 1940. Po polskich interwencjach Brytyjczycy ulegli. Polski Inspektor Sił Powietrznych zawiadomił szefa Oddziału VI, że pierwszy lot może nastąpić najwcześniej 21 grudnia 1940.

Do 19 grudnia depeszami do KG AK ustalano miejsce zrzutu. Po wymianie depesz Polacy, w porozumieniu z SOE ustalili jako datę zrzutu 20 grudnia. Opowieść o 20 grudnia jako o rzekomej „pierwszej dogodnej dacie planowanego zrzutu” jest więc nieprawdziwa.

Dodać należy, że wciąż historycy także nieprawdziwie głoszą „kliencki” charakter brytyjskich relacji SOE – polski Oddział VI (Specjalny) SNW. Według tego nieprawdziwego założenia Polacy byli „klientami” Brytyjczyków, o wszystkim decydowało i wszystko organizowało SOE, a Polacy byli jedynie „pasażerami” oraz „odbiorcami”.

Warto przeczytać „Dziennik czynności” mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, aby porzucić tego rodzaju opowieści. Fakty są takie, że ze względów formalnych (także w praktyce) wszelkie decyzje musiały mieć charakter dwustronnych, polsko – brytyjskich uzgodnień, co wynikało wprost z podpisanej 30 lipca 1940 umowy polsko – brytyjskiej dot. formowania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz funkcjonowania Sztabu Naczelnego Wodza w Wielkiej Brytanii.

 

Gorski-Jan-Kalenkiewicz-Michal-300x258 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

kpt. dypl. Jan Górski oraz kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz, współtwórcy Cichociemnych

10/ Po dziesiąte, nie jest całkiem prawdziwe twierdzenie Autora: „Termin kolejnego lotu zostaje wyznaczony przez Air Ministry na dzień 15 lutego”. Faktycznie bowiem 29 stycznia 1941 na konferencji w Air Ministry uzgodniono kolejny termin pierwszego lotu na 8 lutego 1941. Od 8 do 12 lutego miała miejsce jednak przerwa w łączności radiowej z KG AK w okupowanej Polsce, stąd też termin tego lotu musiał zostać zmieniony. Termin został uzgodniony (a nie wyznaczony) z brytyjskim ministerstwem lotnictwa, po zapewnieniu „odbioru” w Polsce, zatem kolejny termin pierwszego lotu to był 15 lutego 1941.

 

11/ Po jedenaste, krzykliwym tytułem o rzekomo jedynie „prawdziwej historii Cichociemnych” oznaczono artykuł, który powiela od dawna znane fakty, niektóre zresztą mocno zniekształcając. O domniemanej „prawdziwości” relacji dr Andrzeja Chmielarza mają świadczyć – wg. Autora – mocno naciągane tezy o rzekomym „pierwszeństwie” mjr dypl. Mizgier – Chojnackiego oraz kpt. obs. Fijutha.

 

Byłoby wskazane, aby w narracjach dotyczących Cichociemnych częściej spoglądać w dokumenty, a znacznie rzadziej poszukiwać sensacji czy rzekomego „pierwszeństwa”. Byłoby też wskazane, aby już ustalonych faktów nie przeinaczać lub nie przemilczać.

 

Ryszard M. Zając – Errata / Uwagi do artykułu: 'dr Andrzej Chmielarz – Prawdziwa historia Cichociemnych'
elitadywersji.org, Sosnowiec, 10 marca 2021

 

Do pobrania:

 


dr hab. Jacek Sawicki – Cichociemni – nowa jakość na polu walki
w: Biuletyn Informacyjny nr 2 (386), luty 2021 s. 13-17

 

Ad. 2 – „Cichociemni – nowa jakość na polu walki”

 

AK_02_2021-CC-nowa-jakosc-212x300 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....Artykuł dr hab. Jacka Sawickiego, profesora nadzwyczajnego KUL, przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Mam tylko kilka uwag.

 

1/ Po pierwsze, Autor definiuje Cichociemni (eng. Silent Unseen) takim zdaniem – „Ochotnicy, wyselekcjonowani specjaliści, najlepsi z najlepszych; po kursie spadochronowym zrzuceni do kraju z zadaniem zasilenia struktur Polski Podziemnej i Armii Krajowej”. W zdaniu tym użyto bardzo nieprecyzyjnej frazy – „po kursie spadochronowym zrzuceni do kraju” – co może sugerować, iż szkolenie Cichociemnych sprowadzało się tylko do tego jednego kursu (spadochronowego), zaś innych nie było.

To oczywiście zasadniczy błąd, bowiem nie było jednego „kursu cichociemnego” lecz cztery grupy po kilka kursów. Cichociemnych was trained w ok. 30 specjalnościach, oczywiście nie tylko na kursie spadochronowym. Wbrew pozorom, choć istotny, kurs spadochronowy nie był przecież najważniejszy, bowiem Cichociemni skakali do Polski (z jednym wyjątkiem) tylko raz, a niektórzy wcale (wysiedli z samolotu podczas operacji MOST).

 

2/ Po drugie, z faktu iż gen. Władysław Sikorski „przekazał uprawnienia Komendanta Głównego ZWZ Stefanowi Roweckiemu wcale nie wynika, iż „Tym samym Komenda Główna przeniesiona została do Kraju”. Jeden komendant to nie cała komenda, zaś słowo „przeniesienie” wcale nie jest synonimem „przekazania”.

Wolałbym bardziej precyzyjne sformułowania, zwłaszcza, że „przeniesienie do Kraju” oficerów dawnej KG ZWZ polegało na tym, że zostali przydzieleni do nowo utworzonego w Londynie Wydziału Krajowego, późniejszego Oddziału IV (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza. Na marginesie zauważę, że dr Krzysztof Tochman z IPN wywodzi, że Komendę Główną ZWZ „przeniesiono do Wielkiej Brytanii”. Fakty są zaś takie, iż KG ZWZ na obczyźnie rozwiązano…

 

Oddzial-VI-Londyn-300x253 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....

Unit VI (Special) of the Commander-in-Chief’s Staff, London

3/ Po trzecie, w artykule niejako „tradycyjnie” (to zła tradycja części polskich historyków) zadania Oddziału VI (Specjalnego) spłycono niemalże tylko do roli przerzutu powietrznego do Kraju. Gdyby tak było rzeczywiście, wystarczyłby tylko mjr dypl. Jan Jaźwiński, który w praktyce tym się zajmował.

Warto podkreślać, wciąż pomijaną, podstawową rolę Oddziału VI, ważniejszą nawet od przerzutu lotniczego – administrowanie całością funduszy dla Armii Krajowej oraz pełnienie roli niejako „ambasady AK” dla wszystkich pozostałych oddziałów Sztabu Naczelnego Wodza oraz innych, także brytyjskich instytucji. Nie sposób uznać że to były marginalne, nieznaczące zadania Oddziału VI SNW.

 

4/ Po czwarte, cichociemni nie byli „kurierami wojskowymi”, to rażąco nierzetelne spłycenie Ich roli, zadań, zasług. Wcale nie byli „gońcami w mundurze”, tego rodzaju określenie uwłacza Ich pamięci, podobnie jak stawianie znaku równości pomiędzy CC jako „kurierami wojskowymi” a „kurierami cywilnymi” czyli wysłannikami politycznymi. Wydawało mi się dotąd, że nietrudno odróżnić żołnierza od polityka.

 

5/ Po piąte, zasygnalizowana w tytule „nowa jakość na polu walki” nie została w tekście wspomniana. Choć teza jest prawdziwa, w artykule brak jej uzasadnienia, nie wiadomo na czym miała polegać ta nowa jakość. Za uzasadnienie tytułu może jedynie posłużyć fragment końcowego zdania:

„Cichociemny był nie tylko spadochroniarzem świetnie przygotowanym do pracy w konspiracji, ale przede wszystkim synonimem wolności, żołnierzem Wojska Polskiego, które, chociaż daleko od kraju, nadal walczyło”.

To jednak trochę za mało jak na uzasadnienie – prawdziwej – tezy o „nowej jakości”. Autor nie zechciał choćby przedstawić specyfikacji składników tej „nowej jakości”…

 

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-205x300 Historie prawdziwe i nieprawdziwe....Cieszę się, że historycy piszą o Cichociemnych, choć smuci mnie, że czynią to niejako „przy okazji” (wypada napisać coś w rocznicę). Jeszcze bardziej smuci mnie, że wciąż narracja historyczna o Cichociemnych zawiera podstawowe błędy, wciąż spłyca się Ich dokonania, wciąż przypisuje się polskie zasługi Brytyjczykom (to wspaniałe SOE, które w pełnej krasie zaprezentowało swą niekompetencję np. w Holandii)…

Ale czyż może być inaczej w sytuacji, w której nie ma ani jednej placówki naukowej czy muzealnej zajmującej się kompleksowo tym zagadnieniem? W sytuacji w której liczne dokumenty leżą sobie w archiwach i nikt do nich od wielu lat nie zagląda?

W sytuacji, w której nawet ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Wielkiej Brytanii nie wie, że Cichociemni byli żołnierzami Armii Krajowej? W sytuacji w której nawet Instytut Pamięci Narodowej (sic!!!) depcze pamięć o Cichociemnych oraz rozpowszechnia kłamstwa na Ich temat w rocznicowej publikacji największego swego „znawcy problematyki”?

Ryszard M. Zajac

 

Do pobrania:

 


 

Moje – przedstawione powyżej – uwagi do obu w/w artykułów przesłałem do redakcji „Biuletynu Informacyjnego” z prośbą o publikację… Otrzymałem bardzo rzeczową i życzliwą odpowiedź z redakcji.

Pan Piotr Hrycyk, redaktor naczelny był uprzejmy odnieść się też do niedawnej mojej polemiki z dr Krzysztofem Tochmanem. Napisał m.in. „Z wielkim zainteresowaniem czytałem Erratę [pdf] i wykaz błędów popełnionych, a przez Pana rzeczowo uzasadnionych. Nie spodziewałem się jednak, że podobną Erratę przeczytam w związku z publikacjami w Biuletynie.”

Szczerze mówiąc, też się nie spodziewałem, „Biuletyn” jest jednym z niewielu żródeł naprawdę rzeczowych informacji . Na szczęście jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy błędami dr Tochmana a pewnymi nieścisłościami w artykułach dr Andrzeja Chmielarza oraz dr hab. Jacka Sawickiego. To różnica jakościowa – dr Tochman popełnił fundamentalne błędy, niekiedy nawet co do dat, roli i znaczenia niektórych instytucji czy osób. W artykułach w „Biuletynie” są natomiast pewne nieścisłości oraz potknięcia co do faktów i związanych z nimi ocen.

Moje uwagi do obu tekstów (o treści jak powyżej) zostały przesłane obu Autorom. Pan Piotr Hrycyk uważa – co też popieram – że warto byłoby dojść wspólnie do porozumienia oraz spróbować uzgodnić, w oparciu o źródłowe dokumenty rzeczywiste fakty – „by na przyszłość uniknąć takich niezręcznych sytuacji”. Jestem jak najbardziej „za” takim rozwiązaniem, czekam na reakcję obu Autorów 🙂👍

*     *     *     *     *

Gdy już napisałem powyższe słowa, Pan Piotr Hrycyk był uprzejmy przesłać mi odpowiedzi obu Panów Doktorów.

W skrócie:

  • wg. dr Andrzeja Chmielarza mój tekst powyżej „jest skutkiem braku znajomości materiałow archiwalnych i warsztatu historyka”, a kwestionowanie ustaleń Pana Doktora „jest ślepą uliczką” 
  • wg. dr hab. Jacka Sawickiego wskazane przeze mnie (patrz powyżej) błędy w tekście były „skrótem w tworzeniu narracji na poziomie popularnego artykułu”, a moja wypowiedź w tej sprawie to „próba monopolizowania termatu”.

 

Pełną treść odpowiedzi obu Panów, wraz ze swoją ripostą opublikuję w najbliższą niedzielę 14 marca br., w samo południe. (opublikowane – patrz poniżej)

 

Ubolewam nad tym, że z wyżyn swych katedr Panowie Historycy nie raczą rzeczowo podejść do dyskusji, a jeden z Panów nawet rozpoczął od argumentów ad personam wobec mnie – co jak powszechnie wiadomo, żadnej rzeczowej dyskusji służyć nie może. Przykre, nawet bardzo…

Ryszard M. Zajac

 


 

Historycy z warsztatemi i skrótami myślowymi…

 

Moje polemiki redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego” Pan Piotr Hrycyk byl uprzejmy przed publikacją przesłać Panom Autorom. W mailu do mnie zechciał wyrazić pogląd – który także poparłem – że warto byłoby dojść wspólnie do porozumienia oraz spróbować uzgodnić, w oparciu o źródłowe dokumenty, rzeczywiste fakty – „by na przyszłość uniknąć takich niezręcznych sytuacji”.

Niestety reakcja obu Autorów mocno rozczarowywuje, a wartość poznawcza „replik” rozczarowuje. Obaj Autorzy nie odnieśli się wprost do treści mojej polemiki, za to – nie znając mnie wcale – raczyli sformułować pod moim adresem zarzuty personalne.
.

Dr Andrzej Chmielarz:

Uważa, że „nie znam materiałów archiwalnych i warsztatu historyka”. Podkreśla, że wszelka polemika z Nim „jest chybiona”, a nawet że jest „ślepą uliczką”, bowiem dokonał „wieloletniej, żmudnej kwerendy żródłowej” (czyli przeszukał archiwa), na dodatek uczynił to „w archiwach polskich i zagranicznych”. Oczywiście – zarzucając mi nie wiadomo co – nie wskazał mających to potwierdzać domniemanych źródeł, ani publikacji, ani nawet nazw archiwów. Niestety, nie uklękłem na wieść, że był też (osobiście bądź wirtualnie) w archiwach „zagranicznych”.

Pan Doktor nie raczył wcale odnieść się do mojej polemiki, ale wybrał sobie kilka zdań z portalu http://elitadywersji.org/ i polemizuje już nawet nie tylko z ich treścią, ale z tym, co sądzi że z tych zdań wyczytał. Taki sposób „odpowiedzi” powinien logicznie prowadzić do repliki, w której wybiorę sobie jeszcze inną publikację Pana Doktora i będę z jakimiś jej tezami (albo innymi, całkiem wymyślonymi) polemizował. W odpowiedzi Pan Doktor prześle swoją polemikę do jeszcze innego mojego tekstu itp. itd.

Nietrudno zauważyć, że ten rodzaj „dyskusji” nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek dyskusją, czyli wymianą argumentów – rzetelnym odniesieniem się do spornych elementów danego tematu. Ten rodzaj „dyskusji”, który zainicjował dr Chmielarz, jest wyłącznie wywoływaniem chaosu, nie sposób bowiem dyskutować naraz o wszystkim, w całkowitym oderwaniu od argumentów przedstawianych przez oponenta.

Niemniej krótko odniosę się do niektórych uwag Pana Doktora, choć mój iloraz inteligencji (142) oraz zapewne bardzo nikła ilość kwerend i pobytów w achiwach (zwłaszcza zagranicznych) niewątpliwie wpychają mnie prosto w „ślepą uliczkę”, co czyni że nie jestem godzien polemizować z ogłoszeniami historycznymi Pana Doktora…

 

Tematy dyskusji:

Przypomnę, że moja polemika z artykułem Pana Doktora została zawarta w 11 punktach:

  1. mjr dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki wcale nie był „pierwszym” ani też „pomysłodawcą utworzenia wojsk spadochronowych i rozpoczęcia szkolenia spadochroniarzy dywersantów”.
  2. kpt. obs. Lucjan Fijuth nie mógł być ze swoją propozycją „pierwszy” przed kpt. dypl Maciejem Kalenkiewiczem, bo kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz proponował zupełnie co innego niż Fijuth.
  3. kpt. dypl. Jan Górski, kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz oraz kpt. obs. Lucjan Fijuth pracowali razem w wydziale studiów i szkolenia wojsk spadochronowych Oddziału III Sztabu Naczelnego Wodza. Pan Doktor wymienił dwóch pierwszych, „zapomniał” otrzecim.
  4. mjr dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki wcale nie był „pierwszym” proponującym wykorzystanie spadochronu do przerzutu ludzi i sprzętu. Nie był nawet drugi czy trzeci – przed nim było co najmniej czterech innych oficerów.
  5. Cichociemni nie byli „spadochroniarzami dywersantami” – byli szkoleni w 30 specjalnościach, żaden Cichociemny nie był wyłącznie „dywersantem”.
  6. Prekursorami Cichociemnych było 80 oficerów i podoficerów, którzy 5 sierpnia 1939 ukończyli w Wojskowym Ośrodku Spadochronowym w Bydgoszczy m.in. kursy: spadochronowe, dywersji i in.
  7. Dr Chmielarz nie podał źródeł ustaleń ws. początkowej reakcji gen. Sosnkowskiego na postulaty kpt. dypl. Górskiego i kpt. dypl. Kalenkiewicza.
  8. Dr Chmielarz pominął milczeniem fakt spotkania kpt. dypl. Kalenkiewicza 20 września 1940 z Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysławem Sikorskim.
  9. Pierwszy termin próbnego lotu do Polski to nie 20 grudnia 1940 lecz listopad 1940; termin był uzgadniony z Polakami, a nie „wyznaczony” przez SOE”
  10. Termin kolejnego lotu nie został „wyznaczony przez Air Ministry”, lecz uzgodniony z Polakami, nie był nim początkowo 15 lutego lecz 8 lutego
  11. „Prawdziwa historia Cichociemnych” (wg. dr Chmielarza) faktycznie powiela od dawna znane fakty, niektóre zresztą mocno zniekształcając, wcale nie jest „prawdziwa”.

Pełna treść moich zastrzeżeń do artykułu dr Chmielarza – patrz powyżej lub plik pdf

 

Na te 11 zarzutów tak odpowiada dr Andrzej Chmielarz:

"ZAMIAST  REPLIKI"

 

Szanowny Panie,

z przykrością muszę stwierdzić, że Pańska polemika, która w moim odczuciu jest skutkiem braku znajomości materiałów archiwalnych i warsztatu historyka, jest chybiona. Kwestionuje Pan moje ustalenia będące wynikiem wieloletniej, żmudnej kwerendy źródłowej, w archiwach polskich i zagranicznych. Próba konfrontacji moich ustaleń z dotychczasowymi publikacjami na ten temat jest ślepą uliczką.

Swoje zainteresowania koncentruję na okresie obejmującym powstanie koncepcji lotniczej łączności z okupowanym Krajem i ustaleniu, kiedy narodziła się idea przerzutu wyszkolonych spadochroniarzy na potrzeby konspiracji wojskowej. Ten etap historii, rozpoczynający się na przełomie października-listopada 1939 r., a zakończony pierwszym lotem do Kraju w lutym 1941 r., nie został dotychczas w sposób należyty opracowany. Pragnę Pana zapewnić, że wszystkie podane przeze mnie ustalenia są oparte na konkretnych dokumentach archiwalnych. Możemy się oczywiście różnić się w ich ocenie, znaczeniu itp., ale nie zmieni to faktu, że zmieniają one w sposób zasadniczy dotychczasowy opis narodzin idei przerzutu powietrznego do Polski w latach II wojny światowej.

Moja uwaga: nie znam tych „konkretnych dokumentów archiwalnych” na które powołuje się dr Andrzej Chmielarz. Problem w tym, że wcale nie odnosi się do moich zarzutów, tylko usiłuje dyskutować wokół kwestii o których nie pisałem

 

Formułując swoje zastrzeżenie, nie bierze Pan pod uwagę prostego faktu. Znakomita większość opracowań dotyczących historii polskich spadochroniarzy i lotniczej łączności z krajem powstała w okresie, kiedy dostęp do archiwaliów krajowych i zagranicznych był mocno utrudniony.

Moja uwaga: Pan Doktor nie zauważa prostego faktu: moje zastrzeżenia dotyczą zupełnie innych kwestii.

 

Jak ważna jest znajomość i wykorzystanie zachowanych archiwaliów, pokazują dobitnie opracowania oparte na solidnej bazie źródłowej. Mam tu na myśli czterotomowy Słownik biograficzny Cichociemnych Krzysztofa K. Tochmana i Lotnicze wsparcia Armii Krajowej Kajetana Bienieckiego. Te opracowania unaoczniły wszystkim, jak wielkie luki i jak znacząco niepełny był funkcjonujący w dotychczasowej literaturze opis wielu zdarzeń.

Moja uwaga: Refleksje Pana Doktora nie mają żadnego związku z moimi zastrzeżeniami do tekstu, który napisał. Nota bene, w „Słowniku Biograficznym Cichociemnych” autorstwa dr Tochmana jest kilka istotnych błędów.

 

Bazowanie wyłącznie na literaturze skutkuje opisem, który niestety w wielu przypadkach na niewiele wspólnego z faktycznym przebiegiem wydarzeń. Odbicie tego ułomnego stanu wiedzy można znaleźć w bardzo wielu publikacjach, w tym niestety również na stronie www.elitadywersji.org.

Moja uwaga: Pan Doktor nie odnosi się do tematu dyskusji, tj. nie odnosi się do moich zastrzeżeń do jego artykułu.

 

By unaocznić skalę błędnego przekazu, pozwolę sobie na komentarz do zamieszczonego tam krótkiego tekstu zatytułowanego „Łączność lotnicza”:

Moja uwaga: Byłoby wskazane, aby Pan Doktor odniósł się do moich zastrzeżeń do jego artykułu, zaś nową polemikę dotycząca jakiejkolwiek (jednej czy wielu) publikacji adresował do autorów tych publikacji, na których ten tekst został oparty. Chętnie zmienię treść danych tekstów mojego autorstwa, jeśli otrzymam wgląd w źródłowe dokumenty. Publikuję treści nie kwestionowane dotąd przez najpoważniejszych badaczy.

 

[cytat ze strony] Pierwszą propozycję w sprawie nawiązania łączności lotniczej z Krajem 30 grudnia 1939 złożył Dowódcy Lotnictwa gen. Józefowi Zającowi kpt. Jan Górski ps. Chomik.

– Górski nie jest autorem koncepcji nawiązania łączności lotniczej z krajem. Powstała ona w KG ZWZ w Paryżu i była przedmiotem dyskusji z udziałem gen. K. Sosnkowskiego i gen. Józefa Zająca 10 listopada 1939 r. W sztabie Dowództwa Lotnictwa zagadnienie to opracował płk. obs. Czesław Filipowicz.

Moja uwaga: kpt. dypl. Jan Górski jest autorem tego, pod czym się podpisał. Nigdzie nie twierdzę, że nikt inny nie wypowiadał się w sprawie idei łączności z okupowana Polską. Pan Doktor polemizuje więc nie tylko z innymi autorami ale także z tezą, której w moim tekście nie ma.

 

– pismo w sprawie utworzenia oddziałów desantowych skierowane do Dowódcy Lotnictwa gen. Józefa Zająca 7 grudnia złożył mjr. dypl. Włodzimierz Mizgier – Chojnacki, zajmujący się od lat spadochroniarstwem i wówczas oficer Komendy Głównej ZWZ w Paryżu, meldując, że: Na terenie Francji oraz w obozach w Rumunii i na Węgrzech znajduje się spora liczba naszych spadochroniarzy przeszkolonych przez LOPP i Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy. Element ten, składający się z młodzieży ideowej i nadzwyczaj dzielnej mógłby być wykorzystany do desantów spadochronowych o charakterze dywersyjnym i wywiadowczym.

Jego propozycja zorganizowania w porozumieniu z dowództwem francuskim ośrodka spadochronowego (została przedstawiona lista kadry), został przyjęty do realizacji, na co wskazuje pismo mjr Władysława Tuchółki (przedwojenny komendant Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy) do gen. Zająca z 14 grudnia 1939 r., w reakcji na przekazaną mu przez płk. pil. Pawlikowskiego informację, że otrzymał przydział do szkolnictwa spadochronowego. 12 stycznia 1940 r. gen. Zając przedstawił Francuzom obsadę personalną centrum wyszkolenia spadochronowego, którego komendantem (Dir. du Centre d’instr.) został mjr. Mizgier-Chojnacki. Lista liczyła 17 ludzi (plus jeden kandydat na kurs spadochronowy ppor. Jan Rogowski). Szkolenie polskich spadochroniarz miało się odbyć w Avignon. W okresie styczeń – maj 1940 r. Dowództwo Sił Powietrznych monitowało Francuzów w tej sprawie wielokrotnie.

Moja uwaga: To cenne, że Pan Doktor zechciał napisać o inicjatywie mjr. dypl. Włodzimierza Mizgier – Chojnackiego. Przecież tego nie zakwestionowałem. Nie oznacza to jednak, że nie było inicjatywy kpt. dypl. Jan Górski. Pana wywód, jakoby Chojnacki był „pierwszy” nie jest prawdziwy.

 

– pismo 30 grudnia kpt. Górskiego i kpt Kalenkiewicza nie posiada ani tytułu, ani adresata i trudno je z uwagi na treść określać jako propozycję nawiązania łączności lotniczej z krajem: Wiadomości kraju zebrane od kolegów przybywających z Polski oraz częściowo osobiste obserwacje wskazują na konieczność ściślejszej opieki nad społeczeństwem pozostającym pod zaborami. […] Uzupełnienie to powinno być wykonywane przy pomocy: – emisariuszy – naocznych świadków odradzającej się Polski; – samolotów łącznikowych rozrzucających okresowo ulotki; w chwili odpowiedniej przez: – desanty powietrzne – jako – moralne i częściowo materialne oparcie dla Krajowych Władz Powstańczych. […] Desanty powietrzne – mogą być wyrzucone w chwili, gdy siły niemieckie będą związane uderzeniem Aliantów.

Moja uwaga: pismo z 30 grudnia 1939 złożył tylko kpt. dypl. Jan Górski. Wraz z kpt. dypl. Maciejem Kalenkiewiczem złożył je po raz trzeci dopiero 14 lutego 1940. Podobnie wydaje się wyglądać Pana „precyzja” w określeniu jego treści. Cytat z pisma kpt dypl. Górskiego i kpt. dypl. Kalenkiewicza – „Głównym zadaniem wojsk polskich we Francji jest jak najwydajniejsze i jak najbardziej bezpośrednie działanie na korzyść Kraju. Taką właśnie jego formą jest wsparcie powstania przez desanty oddziałów wojsk polskich tworzonych we Francji”.

 

[cytat ze strony] Przygotował opracowanie pt. „Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz dla wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych”.

– w nazwie zbędne drugie „dla”.

Moja uwaga: Nazwa jest cytatem z tytułu dokumentu, którego oryginał znajduje się w Studium Polski Podziemnej. Jeśli wszyscy badacze popełnili ten sam błąd, proszę opublikować skan oryginału.

 

– Jest to kolejna wersja powstałego w kwietniu 1940 r. Planu wsparcia i osłony powstania w Kraju.

Moja uwaga: Pisma: z 30 grudnia 1939, 21 stycznia 1940 oraz z 14 lutego 1940 nie są (nie mogą być, powstały wcześniej) „kolejną wersją” napisanego później, w kwietniu 1940 przez kpt. dypl. Kalenkiewicza „„Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju”.

 

[cytat ze strony] Wobec braku reakcji ponowił raport 21 stycznia 1940 przedkładając go tym razem gen. Kazimierzowi Sosnkowskiemu. Wraz z kpt. Maciejem Kalenkiewiczem po raz trzeci złożył raport w tej sprawie 14 lutego 1940.

– powtarzana informacja o braku reakcji na wystąpienia Górskiego i Kalenkiewicza jest nieprawdziwa. Przeczą temu adnotacje kancelaryjne na złożonych dokumentach oraz notatka z 25 stycznia 1940 r. świadcząca o prowadzonych rozmowach z obu oficerami: Kpt. Kalenkiewicz oświadczył, że niezbyt chętnie wróciłby do swej organizacji w kraju… […] Wróci, gdy dostanie rozkaz. Natomiast razem [z] kpt. Górskim pójdą na każdą wojskową dywersyjną pracę w Polsce.

Moja uwaga: Być może była jakaś reakcja, a informacja o braku reakcji jest błędna. W mojej ocenie „adnotacja” czy „rozmowa” niekoniecznie musi być uznana za właściwą reakcję. Prowadzi Pan jednak „dyskusję” z ustaleniami innych badaczy – a nie ze mną, powołując się przy tym na nieopublikowane nigdzie dokumenty. Nie mam zdolności jasnowidzenia, aby się do ich treści odnieść.

 

– raport z 21 stycznia i 14 lutego 1940 r. jest tym samym dokumentem i dotyczył sprawy użycia oficerów wychowanków WSWoj. w desantach spadochronowych w Kraju. Referent tej sprawy płk dypl. Albin Habina, szef Wydziału Operacyjnego KG ZWZ, pisał: W sprawie tej wpłynęły zasadniczo 2 załączone referaty, przyczem referat z 21.I b.r. pisany ręcznie i zaopiniowany przeze mnie, iż ma w przyszłości widoki powodzenia, został zwrócony na żądanie autorów i dosłownie przepisany na maszynie dnia 14.II b.r. 21 marca gen. Sosnkowski zgłoszenie grupy wychowanków WSWoj. przekazał Dowódcy Lotnictwa gen. Zającowi pisząc: proszę Pana Generała o umożliwienie tym oficerom przeszkolenia na kursach spadochronowych. 20 kwietnia 1940 r. gen. Zając wydał dyspozycję: Wychowankowie WSWoj. mogą być na dalszej liście kandydatów.

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

 

[cytat ze strony] Podkreślał w nim – „Głównym zadaniem wojsk polskich we Francji jest jak najwydajniejsze i jak najbardziej bezpośrednie działanie na korzyść Kraju. Taką właśnie jego formą jest wsparcie powstania przez desanty oddziałów wojsk polskich tworzonych we Francji. Zgłosił też gotowość grupy 16 oficerów, absolwentów Wyższej Szkoły Wojennej (nazywanych od Jego pseudonimu „chomikami”), do desantowania się do Kraju.

– w piśmie z 14 lutego 1940 r. nie ma przywołanego zdania. Pochodzi z niedatowanego i niepodpisanego dokumentu zaczynającego się od słów: Grono oficerów wychowanków Wyższej Szkoły Wojennej znajdujących się we Francji ustaliło w czasie dyskusji koleżeńskich co następuje… (fakt, że wspomniany dokument znany jest w wersji rękopiśmiennej i maszynowej pozwala przypuszczać, że był to prawdopodobnie załącznik do pisma z 14 lutego, którego nie odnotowano na piśmie przewodnim).

Należy uściślić, że w dokumencie tym owo grono oficerów nie przewidywało żadnego szkolenia dywersantów, czy też nawiązywania łączności z Krajem. Desanty przewidywano dopiero w momencie wybuchu powstania w okupowanym Kraju, a: Do chwili wybuchu powstania chcemy brać udział w oddziaływaniu na społeczeństwo w kraju. Owe formy oddziaływanie to wg nich: utrzymanie ducha w narodzie; podniesienie dumy społeczeństwa, utrzymanie spokoju i zaciętości; wykazanie, że wojsko polskie we Francji jest godne narodu i utrzymanie jedności wysiłku i władzy.

Moja uwaga: Prowadzi Pan „dyskusję” nie ze mną lecz właściwie z autorami wielu publikacji, powołując się nie nieopublikowane nigdzie dokumenty. Nie mam zdolności jasnowidzenia, aby się do ich treści odnieść. Na marginesie – załącznik jest integralną częścią pisma.

 

– pismo z 14 lutego 1940 r. jest wspomnianym wyżej zgłoszeniem grupy oficerów wychowanków Wyższej Szkoły Wojennej: pragnących wziąć udział w desantach spadochronowych w Kraju. […] Melduję, że wyżej wymieniona grupa posiada wystarczającą ilość oficerów fachowo przygotowanych do opracowania szczegółowego projektu wstępnego. Tak więc w połowie lutego 1940 r. nie ma żadnego jeszcze projektu.

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

 

[cytat ze strony] W maju 1940 obaj współtwórcy Cichociemnych zostali przeniesieni do „Biura gen. Sosnkowskiego”. Pod tą zakamuflowaną nazwą funkcjonowała Komenda Główna ZWZ (później przemianowanego na Armię Krajową). Pracowali tam nad planami wsparcia drogą lotniczą powstania powszechnego.

– „współtwórcy cichociemnych”, brak jakiejkolwiek podstawy do takiego twierdzenia.

Moja uwaga: raczy Pan żartować. Kto zatem wg. Pana jest wspóltwórcą? Mizgier – Chojacki?

 

– Ich projekty dotyczyły użycia desantów wojskowych jako wsparcie ruchu powstańczego, a nie przygotowania spadochroniarzy dywersantów, jako wsparcia pracy wojskowej w okupowanym Kraju i w tej roli znaleźli się w komórce gen. Paszkiewicza, prowadzącej na szczeblu KG ZWZ studia nad planem wsparcia powstania przez oddziały transportowane przy użyciu lotnictwa;

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

 

– przydział Kalenkiewicza z Górskim do KG ZWZ był czasowy i obejmował miesiące maj-czerwiec 1940 r. (do jej rozwiązania). Pisze o tym 23 sierpnia 1940 r. gen. bryg. Paszkiewicz dowódca 1 Brygady Strzelców do szefa Oddziału V Sztabu NW, w związku z ich planowanym przydziałem do kadry jednej z brygad kanadyjskich stwierdza: w dalszym ciągu przewidywanym jest użycie ich do prac łączności lotniczej z krajem. Efektem tego pisma było m.in. przydzielenie 11 września Kalenkiewicza na okres 4 tygodni do Oddziału III Sztabu NW, skąd z dniem 6 grudnia przeniesiony został do Oddziału V Sztabu NW.

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

 

[cytat ze strony] Także w maju złożyli do Sztabu Naczelnego Wodza memorandum w tej sprawie. Przygotowali również Instrukcję dla pierwszych lotów łącznikowo – rozpoznawczych w sprawie zrzutów spadochronowych, lądowania lub wodowania samolotów oraz podejmowania poczty z ziemi.

– Kolejność prac była zupełnie inna. Sprawą nierozstrzygniętą pozostaje ustalenie autorstwa. Są one w znanych mi zbiorach identyfikowane jako opracowania Kalenkiewicza. Jako pierwszy, w kwietniu 1940 r., powstał Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju, który po przepracowaniu otrzymał nazwę Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych. Kolejnymi były: Instrukcja dla pierwszych lotów łącznikowo-rozpoznawczych do Kraju i Rozpoznanie lotnisk i lądowisk w Kraju. W połowie czerwca 1940 r. powstało Planowanie wsparcia i osłony powstania (porządek pracy) i Plan pracy nad organizacją wsparcia i osłony powstania. Spis zagadnień do opracowania (dla pamięci).

Moja uwaga: Prowadzi Pan „dyskusję” nie ze mną lecz właściwie z autorami wielu publikacji, powołując się nie nieopublikowane nigdzie dokumenty. Nie mam zdolności jasnowidzenia, aby się do ich treści odnieść.

 

Przeczytałem z ciekawości Pańskie uwagi pod adresem broszury K. Tochmana. Z niewielką częścią uwag się zgadzam.

Moja uwaga: Niestety, Pana wspaniałomyśla deklaracja ma zerową wartość poznawczą – nie wiadomo, z którymi uwagami Pan się zgadza…

 

Szkoda jednak, że w ferworze wytykania niedostatków jego publikacji nie udało się Panu uniknąć również szeregu uproszczeń i błędów.

Najpoważniejsze z nich to:
– spadochroniarze zrzucani na Bałkany składali przysięgę na rotę AK;

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat. Nie kwestionowałem nigdzie faktu składania przysięgi przez niektórych spadochroniarzy. Najistotniejsza jest podległość służbowa żołnierza – polscy spadochroniarze zrzucani w operacjach specjalnych w innych krajach byli oddawani do dyspozycji SOE lub OSS, od tych struktur otrzymywali rozkazy i tym strukturom składali meldunki.

Nota bene – wbrew Pana insynuacji nic mi nie wiadomo o „ferworze wytykania niedostatków” – wcale nie znajdowałem się w „stanie uniesienia”, wręcz przeciwnie, byłem zdumiony i zrozpaczony (lubiłem dotąd dr Tochmana).

 

– Armia Krajowa tworzyła struktury eksterytorialne – „Wachlarz”, placówki wywiadu dalekiego zasięgu, Okręg Berlin (szybko rozbity przez Niemców) i Okręg AK Węgry;

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

Istotą „działania” (takiego określenia użyłem w tym wątku) jakiejkolwiek armii jest walka. Użyłem tego określenia w kontekście operacji specjalnych. Armia Krajowa w tym znaczeniu nie działała poza Polską.

To, że na jej rzecz różne osoby (obojętnie w jakich strukturach), zaprzysiężone na rotę AK, wykonywały rozmaite zadania poza Polską nie ma nic do rzeczy. Z faktu, że oficerowie Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza składali przysięgę na rotę AK chyba nie usiłuje Pan wywodzić nieprawdziwego twierdzenia, że np. „Armia Krajowa działała w Sztabie Naczelnego Wodza”?

 

– nie ma potrzeby żadnego szacowania ilości placówek. W zachowanej kartotece znajduje się 437 placówek (sezon „Riposta” i „Odwet”), z czego duża część nigdy nie została postawiona nawet w stan pogotowia;

Moja uwaga: Prowadzi Pan „dyskusję” nie ze mną lecz właściwie z autorami wielu publikacji), powołując się nie nieopublikowane nigdzie dokumenty. Nie mam zdolności jasnowidzenia, aby się do ich treści odnieść.

 

– bazę włoską organizował ppłk M. Utnik, a o jej dowództwo zabiegał płk L. Okulicki, ale NW odrzucił jego kandydaturę. Jaźwiński nie palił się do objęcia kierownictwa. W meldunku pisemnym do szefa sztabu z 8 stycznia 1944 r. pisał, że do objęcia tego stanowiska brakuje mu „niezbędnych środków”. Jaźwiński bowiem doskonale zdawał sobie sprawę z iluzorycznej samodzielności tej placówki i pisał we wspomnianym meldunku wprost: Całokształt spraw związanych z realizacją przerzutu załatwiony być może w praktyce tylko drogą współpracy Dcy Bazy Przerzutowej z miejscowymi władzami brytyjskimi.

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat.

Co do mjr. dypl. Jana Jaźwińskiego – wybaczy Pan, ale mam więcej zaufania do jego osobistej relacji w „Dzienniku czynności” (mam cyfrową kopię oryginału) oraz „Pamiętniku”, a także do dokumentów Sztabu Naczelnego Wodza (w tym pism, depesz, rozkazów) – niż do Pana oceny jego postaw i reakcji. Nota bene – nie było jednej „bazy włoskiej”, były np. baza 10, baza 11 itd….

 

– cytowana formuła, którą wygłaszał przyjmujący jest błędna. Przyjmujący zgodnie z rozkazem gen. S. Roweckiego nr 58 z 22 lutego 1942 r. odpowiadał: Przyjmuję Cię w szeregi żołnierzy Wolności, obowiązkiem twoim będzie walczyć z bronią w ręku o odzyskanie Ojczyzny.

Moja uwaga: Nie wiem z jakiego powodu Pan o tym pisze, ani w moich zastrzeżeniach do Pana artykułu, ani we fragmencie ze strony, który wybrał Pan sobie do „polemiki zastępczej” nic nie ma na ten temat. Opublikowany przeze mnie (na innej stronie) tekst przysięgi został uchwalony przez Komitet dla Spraw Kraju 12 grudnia 1942.

 

Z poważaniem
Andrzej Chmielarz

 

Moja uwaga: Do żadnego z 11 moich zastrzeżeń do swojego artykułu nie raczył Pan się odnieść. Grzecznościowa formułka nie zastąpi rzeczywistej, poważnej reakcji oraz rzetelnej polemiki na argumenty. Zamiast tego przesłał mi Pan swoje uwagi nie na temat. Przykro mi, ale w mojej ocenie nie jest to poważne.

 

 

Do pobrania:

 


 

Dr hab. Jacek Sawicki

Uprzejmie zarzucił mi jedynie „przesadę i próbę monopolizowania tematu”. Mój domniemany „monopol” polega zapewne na tym, że ośmieliłem się publicznie zabrać głos, a nawet wskazać błędy lub nieścisłości…

 

Przypomnę, że moja polemika z artykułem Pana Doktora została zawarta w 5 punktach:

  1. zakwestionowanie odnoszącej się do Cichociemnych frazy „najlepsi z najlepszych, po kursie spadochronowym” – ze wskazaniem iż CC szkolono w ok. 30 specjalnościach. Kurs spadochronowy choć istotny, nie był najważniejszy, bo Cichociemni skakali do Polski (z jednym wyjątkiem) tylko raz, a niektórzy wcale (wysiedli z samolotu podczas operacji MOST).
  2. wskazanie, iż Komendę Główną ZWZ na obczyźnie nie „przeniesiono” do okupowanej Polski, tylko rozwiązano. Pan Doktor przyznaje, że uprawnienia Komendanta Głównego ZWZ „przekazano” – co utożsamia z przeniesieniem – pomimo iż znaczna część kady KG ZWZ została przydzielona do „samodzielnego wydziału krajowego” w Sztabie Naczelnego Wodza w Londynie
  3. zwrócenia uwagi, iż Oddział VI był przede wszystkim „ambasadą” Armii Krajowej, zaś funkcja organizacji przerzutu lotniczego miała charakter pomocnoczy wobec tej głównej roli
  4. protest wobec określenia Cichociemnych ewidentnie nieprawdziwą frazą „kurierzy wojskowi”
  5. brak uzasadnienia w tekście artykułu tytułu publikacji, tj. wskazania na czym miała polegać „nowa jakość [Cichociemnych] na polu walki”

 

Na to wszystko Pan Doktor odpowiada – „Co do mojego tekstu zarzuty sprowadzają się do użycia przeze mnie skrótów w tworzeniu narracji na poziomie popularnego artykułu. W ten sposób mozna uszczegóławiać (ale i rozbudowywać ponad miarę) każde niemal zdanie. To przesada i próba monopolizowania tematu. Co do kolegi Chmielarza, on sam musi się odnieść do tekstu”.

 

Moja uwaga: Do żadnego z 5 moich zastrzeżeń do swojego artykułu nie raczył Pan się odnieść.

 

Do pobrania:

 

Ubolewam nad tym, że z wyżyn swych katedr Panowie Historycy nie raczą rzeczowo podejść do dyskusji, a jeden z Panów nawet rozpoczął od argumentów ad personam wobec mnie – co jak powszechnie wiadomo, żadnej rzeczowej dyskusji służyć nie może. Przykre, nawet bardzo…

Ryszard M. Zajac

 

*     *    *    *    *

Każdy kto posiada zdolność używania własnego rozumu jest w stanie wyrobić sobie własną opinię nt. jakości – a zwłaszcza zasadności – moich zarzutów oraz domniemanej rzetelności odpowiedzi na te zarzuty Panów Historyków.

Cieszę się, że historycy piszą o Cichociemnych, choć smuci mnie, że czynią to niejako „przy okazji” (wypada napisać coś w rocznicę). Jeszcze bardziej smuci mnie, że wciąż narracja historyczna o Cichociemnych zawiera podstawowe błędy, wciąż spłyca się Ich dokonania, wciąż przypisuje się polskie zasługi Brytyjczykom (to wspaniałe SOE, które w pełnej krasie zaprezentowało swą niekompetencję np. w Holandii)…

Ale czyż może być inaczej w sytuacji, w której nie ma ani jednej placówki naukowej czy muzealnej zajmującej się kompleksowo tym zagadnieniem? W sytuacji w której liczne dokumenty leżą sobie w archiwach i nikt do nich od wielu lat nie zagląda?

W sytuacji, w której nawet ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Wielkiej Brytanii nie wie, że Cichociemni byli żołnierzami Armii Krajowej? W sytuacji w której nawet Instytut Pamięci Narodowej (sic!!!) depcze pamięć o Cichociemnych oraz rozpowszechnia kłamstwa na Ich temat w rocznicowej publikacji największego swego „znawcy problematyki”?

Żywa dyskusja nt. Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej w służbie specjalnej jest bardzo potrzebna, warto byłoby zwracać uwagę, aby dyskutować na temat i używać argumentów merytorycznych, a nie ad personam.

RMZ

 

PS. Na stronie na Facebooku znajomi oraz sympatycy Pana Tochmana rozpoczęli akcję insynuacji na mój temat, w tym m.in. sugerowania iż jestem agentem jakichś niecnych służb, a moje wskazanie błędów jest „atakiem na IPN”. Bez komentarza, szkoda słów…

 

 

 

 

Rocznica pełna błędów…

Znak-Spadochronowy-AK-219x350 Rocznica pełna błędów...

Parachute Marks

 

W nocy 15/16 lutego 1941 (choć jedna z instytucji twierdziła że stycznia) miał miejsce pierwszy zrzut Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. W 80 rocznicę tego wydarzenia pojawiło się wiele publikacji. Niestety, niemało z istotnymi błędami. Rekordową ilość poważnych błędów zawiera rocznicowa publikacja Instytutu Pamięci Narodowej…

 

Przyzwyczaiłem się już do stałego wysyłania maili do różnych autorów oraz redakcji i instytucji, z prośbą o sprostowanie rozmaitych błędów dotyczących Cichociemnych. Nie zawsze odnosi to pożądany skutek, częściej bywam ignorowany. Udało mi się sprostować wiele idiotyzmów zawartych np. w Wikipedii, dzięki wspólnej pracy napisaliśmy wreszcie w miarę porządnie hasło główne – cichociemni a także udało mi się napisać od początku lub poprawić kilka innych haseł (zobacz – Informacja o realizacji projektu).

Ostatnio, głównie za sprawą historyków IPN – dr Waldemara Grabowskiego oraz dr Krzysztofa A. Tochmana (nad czym ubolewam) rozpowszechniany jest fałszywy pogląd, jakoby nie było 316 Cichociemnych, tylko „znacznie więcej”. Ilu? Tego sami autorzy tych głupot nie wiedzą, bo co chwila zmieniają definicje słowa cichociemny. Jak tak dalej pójdzie, cichociemnymi będą wszyscy spadochroniarze na świecie, w tym nawet niemieccy z czasów Hitlera… 

Poglądu, jakoby było więcej niż 316 Cichociemnych, nie podziela The Polish Underground Movement Study Trust w Londynie (konsultowałem się z SPP w tej sprawie), gdzie przechowywane są teczki personalne Cichociemnych. O mnożeniu kontrowersji nt. liczby Cichociemnych można przeczytać na dole strony: Cichociemni – nazwa, przysięga, Znak

 

soe-tablica-296x300 Rocznica pełna błędów...

tablica upamiętniająca wszystkich agentów SOE, na budynku jej dawnej siedziby w Londynie

Drugą kategorią bajek są opowieści o tym, jaka wspaniała była brytyjska agenda rządowa Special Operations Executive, SOE, jak to Polacy (w tym Silent and Unseen) rzekomo „korzystali z jej standardów”, także o rzekomo wiekopomnych dokonaniach „polskiej sekcji SOE”, która miała organizować zrzuty ludzi i sprzętu dla Polaków. Nawet zasłużona Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej rozpowszechniała bzdury, jakoby polska sekcja SOE „miała swoją łączność, swoją kadrę instruktorską oraz kanał rekrutacyjny”. Niejako „przy okazji” pomniejszane są – lub w ogóle pomijane – zasługi Polaków, które przypisywane są Brytyjczykom. Cichociemnych przykleja się do rozmaitych formacji i struktur, zapominając że byli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej and walczyli w okupowanej Polsce. Ostatnio nawet ambasador R.P. w Wielkiej Brytanii publicznie akceptował brednie, jakoby Cichociemni „stali na czele alianckich operacji wojennych”. 

Fakty są takie, że to brytyjskie SOE uczyło się od Polaków, a nie Polacy od SOE; „polska sekcja SOE” była tylko łącznikiem pomiędzy Polakami a władzami brytyjskimi; a zrzuty Cichociemnych i zaopatrzenia dla Armii Krajowej organizował oficer wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza – mjr dypl. Jan Jaźwiński, o którym nikt nie pamięta. Napisałem Jego - biographical entry on Wikipedia (in Polish), ale bardzo smutne jest, że nigdy i nigdzie w Polsce nie został upamiętniony. Zamiast tego wciąż czytamy bajki o SOE… 

 

szkolenie-cc-300x207 Rocznica pełna błędów...Dwa inne kluczowe, wciąż powielane błędy to brednia o „kursie cichociemnego”, jaki podobno wystarczyło ukończyć, aby zostać Cichociemnym oraz nierzetelna (dez)informacja, jakoby „91 Cichociemnych uczestniczyło w Powstaniu Warszawskim”. Fakty są takie, że proces szkolenia Cichociemnych – którzy byli indywidualistami, wysokiej klasy fachowcami w swoich specjalnościach – to szkolenie w czterech grupach po kilka kursów. Cichociemnych szkolono w ok. 30 specjalnościach w ok. 50 ośrodkach SOE oraz w kilku polskich. Według moich ustaleń, w Powstaniu Warszawskim uczestniczyło nie 91 lecz 95 Silent and Unseen. Wśród Nich Cichociemny ppor. Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon, który leczył się po torturach gestapo (chodził o lasce), nie mógł walczyć zbrojnie, ale jednak uczestniczył w Powstaniu współpracując wywiadowczo z oddziałami Pułku Baszta oraz wraz z żona zbierał lekarstwa dla Powstańców. 24 sierpnia 1948 Naczelny Wódz odznaczył Go Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Nie rozumiem, dlaczego wciąż jest pomijany przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego? Czyżby Naczelny Wódz dał Mu fałszywy order?

 

IPN kłamie?

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-205x300 Rocznica pełna błędów...Rekordową ilość – 36 błędów – znalazłem w wydanej kilka dni temu publikacji Instytutu Pamięci Narodowej: Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021. Wielka szkoda, bo publikacja ciekawa, zawiera sporo interesujących szczegółów i ma ciekawą koncepcję prezentacji. Ale 36 istotnych błędów na 48 stronach (z okładkami) to historyczny horror.

Najpoważniejszy z tych błędów to oczywiście – w oderwaniu od faktów i kontekstu historycznego – rozciąganie definicji cichociemnego na prawie każdego polskiego spadochroniarza (krzywdząco pominięto jedynie spadochroniarzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej). Wśród błędów są również wadliwe interpretacje dat, roli i usytuowania SOE, przypisywanie polskich zasług Brytyjczykom, pomijanie lub pomniejszanie zasług współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. Jan Górski, organizatora przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, pomieszanie z poplątaniem faktów dotyczących wspólpracy Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza z SOE, błędy dotyczące Tempsford, Campo Casale, Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano i in.

 

Krzysztof A. Tochman – Cichociemni 1941 – 1945
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski
IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021

 

W kategorii „błędów życzeniowych” należy chyba umiejscowić opowieść o odprawach Cichociemnych przed odlotem do Polski z tajnegop brytyjskiego lotniska RAF Tempsford „z udziałem wysokich oficerów Oddziału VI, czasem naczelnego wodza PSZ lub premiera”. Odprawy te zawsze prowadził organizator przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jan Jaźwiński. Nie znam faktu domniemanego uczestnictwa w odprawie skoczków w Tempsford „naczelnego wodza PSZ lub premiera”. Nie wspomina o tym mjr. dypl. Jan Jaźwiński, ani w swoim „Pamiętniku” (Jan Jaźwiński – Dramat dowódcy. Pamiętnik oficera sztabu oddziału wywiadowczego i specjalnego, przygotowanie do druku: Piotr Hodyra i Kajetan Bieniecki, tom I i II, Polski Instytut Naukowy w Kanadzie, Montreal 2012, ISBN 978-0-9868851-3-6) ani w swoim „Dzienniku czynności” (Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89).

Gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz i premier (do swej tragicznej śmierci 4 lipca 1943) wprawdzie rozważał przybycie na lotnisko RAF Tempsford, na start samolotów z Cichociemnymi 17 lutego 1943, w operacjach lotniczych: Rivet, File, Brick i Window – ale nie przybył, ponieważ w tym dniu te operacje odwołano z powodu silnej mgły.

chief-in-commander General Kazimierz Sosnkowski jeden raz – 11 listopada 1943 – wizytował polską eskadrę, stacjonującą na tajnym lotnisku RAF Tempsford. Nie mógł uczestniczyć w odprawie skoczków, bo sezon operacyjny (zrzutowy) Riposta zakończył się zrzutami Cichociemnych w nocy 18/19 października 1943.

Co do premiera Stanisław Mikołajczyk – jedynym jego bezpośrednim i realnym „związkiem merytorycznym” z przerzutami lotniczymi z lotniska RAF Tempsford, jest sprawa przerzutu do Polski politycznego wysłannika Józefa Retingera. Decyzję o jego wysłaniu podjął Mikołajczyk – załatwiając to bezpośrednio u szefa SOE, starając się zachować to w tajemnicy przed polskim Oddziałem VI Sztabu Naczelnego Wodza, a nawet w tajemnicy przed Prezydentem i Naczelnym Wodzem!!! 

„Zainteresowanie” przerzutem lotniczym do Polski polskich polityków „z Londynu” tak ocenił mjr. dypl. Jan Jaźwiński:

Przeszło dwuletnia już praktyka wskazuje niezbicie, że Premier i N.W. w jednej osobie nie jest rozwiązaniem korzystnym dla SPRAWY. Przede wszystkim okazało się bardzo niekorzystnym dla naszej działalności wojskowej. W większości wypadków, dotyczących zagadnień wojskowych, a prawie zawsze jeżeli chodzi o przerzut lotniczy do Kraju, istniała przewaga zainteresowań politycznych nad zainteresowaniami Naczelnego Wodza. Nawet „podwórkowej” wagi zagadnienia polityczne „wypierały” na drugi plan zagadnienia wojskowe.

(Dziennik czynności mjr Jana Jaźwińskiego, sygn. SK 16.9, Centralne Archiwum Wojskowe sygn. CAW – 1769/89, str. 146/148)

 

Ryszard M. Zając – Errata do publikacji IPN:  'K.A.Tochman Cichociemni 1941 – 1945
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział Rzeszów 2021′
elitadywersji.org, Sosnowiec, 19 lutego 2021

 

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-1-204x300 Rocznica pełna błędów...Za skandal uważam publiczne oczernianie „blisko 40” Cichociemnych którzy – według Krzysztofa Tochmana – mieli współpracować z bezpieką „Polski Ludowej” – „zgodzili się na werbunek, tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. Po pierwsze, nie opublikowano dotąd wyników żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, a jedynie bodaj trzy (w części powielające te same tezy) artykuły dr Krzysztofa A. Tochmana, odnoszące się rzeczowo jedynie do kilku Cichociemnych. Wynotowane z artykułów dr Krzysztofa A. Tochmana imiona i nazwiska cichociemnych mających współpracować ze służbami „Polski Ludowej” składają się na liczbę 27 osób, nie ma żadnej publikacji wskazującej „blisko 40”…

Ponadto współpraca współpracy nierówna; w „publikacji edukacyjnej IPN” podano (dez)informację jakby nie tylko było „blisko 40” CC współpracowników, ale nawet że „blisko 40” CC „pomagało w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. To ewidentna brednia, bowiem nie wszyscy byli tak samo zaangażowani we współpracę, np. niektórzy dali się formalnie zwerbować, ale nie przekazywali albo żadnych, albo żadnych istotnych informacji, niektórzy nawet tylko użyczyli swego lokalu.

Problem istnieje i nie należy go ukrywać. Nie można jednak – i to w „publikacji edukacyjnej” bezpodstawnie i krzywdząco uogólniać i zawyżać liczby CC – współpracowników – bez jakiejkolwiek możliwości weryfikacji tych domniemanych „ustaleń”. Nie opublikowano przecież nawet nazwisk tych „blisko 40”. Stygmatyzowanie wszystkich przypadków współpracy – w oderwaniu od faktów – wysoce pejoratywnym określeniem o domniemanym „pomaganiu w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół” – nie ma nic wspólnego z rzetelnością naukową, ani tym bardziej z edukacją historyczną (nie mylić z histeryczną). Listę CC – wedłu Krzysztofa Tochmana – współpracowników opublikowałem na stronie Cichociemni – kontrowersje. Jeśłi jest tak samo rzetelna jak krytykowana w tym artykule publikacja – można od razu wyrzucić ją do kosza…

 

Publikacja IPN wprowadza do obiegu publicznego nowy termin „historyczny”, mianowicie frazę „PSZ-AK”. W mojej ocenie określenie „PSZ – AK” jest rażąco nierzetelne i pozbawione źródłowej podstawy historycznej. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie działały w Polsce (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem ich nazwę). Armia Krajowa nie działała poza Polską (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej nazwę). To są całkowicie odrębne struktury, które formalnie ze sobą nie współpracowały. Nota bene, w odróżnieniu od PSZ, w świetle prawa międzynarodowego The Home Army nie miała formalnie statusu wojskowego, bo Sztab Naczelnego Wodza nie uregulował tej kwestii do końca wojny. Polscy politycy nie zdążyli też wypowiedzieć wojny ZSRR…

 

To bardzo przykre, że wciąż rozpowszechniane są istotne przekłamania – i to pod pozorem „publikacji edukacyjnej”. Zdumiewa, że dopuszcza się tego „Instytut Pamięci Narodowej”, który zafałszowuje akurat te elementy historii Cichociemnych, z których powinniśmy być najbardziej dumni, w tym działalność mjr dypl. Jana Jaźwińskiego. Powinniśmy wystawić Mu pomnik, a nie przypisywać Jego zasługi Brytyjczykom, SOE.

 

Audley-End_500px-209x300 Rocznica pełna błędów...Cichociemni nie mieli własnej jednostki, munduru, barw, patrona, tradycji, nie mieli nawet prawa ujawnić – nawet wobec kolegów z konspiracji – że są Cichociemnymi.

Do czasu ustanowienia Znaku dla Skoczków do Kraju (Znaku Spadochronowego AK), 7 lutego 1954, nie mieli nawet żadnego widocznego identyfikatora, oprócz słowa CICHOCIEMNY.

Teraz próbuje się Ich okraść z tego słowa, nierzetelnie naciągając definicję Cichociemnego. Im dalej od wojny – tym więcej cichociemnych…

 

Historycy z IPN tak bardzo pragną „odkrywać” historię Cichociemnych, że bez podstawy źródłowej rozszerzają pojęcie >cichociemny< na wszystkich polskich spadochroniarzy  w operacjach specjalnych, powołując się tylko na to, że np. niektórzy składali przysięgę na rotę AK.

Różnica pomiędzy nimi a cichociemnymi jest oczywista – TYLKO Cichociemni byli żołnierzami AK i nie podlegali Brytyjczykom czy komukolwiek innemu – poza Komendą Główną Armii Krajowej. Polscy skoczkowie zrzucani w operacjach specjalnych do innych krajów byli agentami SOE lub (project Eagle) agentami OSS, podlegali Brytyjczykom lub Amerykanom. Zobacz – Nie tylko Cichociemni

Historycy IPN wywołują zamieszanie, wywodząc, że rzekomo cichociemnymi są… spadochroniarze zrzucani do innych krajów. Te bzdury świadczą o braku elementarnej wiedzy o idei łączności z Krajem autorstwa kpt. Jan Górski and Maciej Kalenkiewicz, braku wiedzy o tym, że podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce    w okupowanej Polsce, a także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także w Polsce.

Nota bene, idea powstania powszechnego – choć była nadrzędną ideą władz polskich, także dowództwa Związku Walki Zbrojnej oraz Armii Krajowej – nie jest współcześnie znana. Podobnie nieznany jest jej ścisły związek z ideą Cichociemnych, mało znany jest także związek tej idei z powstaniem 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, którą utworzono właśnie po to, aby wesprzeć planowane powstanie powszechne. Więcej informacji o tej idei – w haśle Wikipedii mojego autorstwa

Nie każdy człowiek ze spadochronem to cichociemny! 316 Cichociemnych – jak łatwo się zorientować po treści Ich przysięgi, czy choćby nazwie Znaku Spadochronowego AK – Znaku dla Skoczków do Kraju – to żołnierze Armii Krajowej w służbie specjalnej.

Rdzeniem idei Cichociemnych była walka o wyzwolenie okupowanej Polski, walka w szeregach konspiracyjnej Armii Krajowej w Polsce.

Ryszard M. Zajac

prezes Fundacji dla Demokracji
wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko

 

Also see post w tej sprawie na stronie na Facebooku

 

AKTUALIZACJA

24 lutego 2021 otrzymałem oficjalną informację, że problemem zainteresował się Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Jest szansa, że problem nierzetelnej publikacji IPN nie zostanie zignorowany 🙂

 

9 marca 2021 otrzymałem oficjalną informację, że Muzeum Powstania Warszawskiego uwzględniło moją „reklamację” (patrz tekst powyżej) – Cichociemny ppor. cc Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon został uznany za uczestnika Powstania Warszawskiego i ma swój biogram w bazie MPW. W bazie MPW znajduje się obecnie 95 Cichociemnych – uczestników Powstania Warszawskiego, choć IPN wciąż twierdzi, że było Ich 91…

 

10 marca 2021 otrzymałem odpowiedź Kancelarii Senatu R.P.

Zgodnie z przepisami (nie są jednoznaczne, decyduje kwalifikacja pisma): jeśli zgodnie z jego treścią pismo zostanie uznane za wniosek, to prezes IPN oraz VIP-y mają na odpowiedź 30 dni; jeśli potraktują dosłownie słowo w nagłówku, tzn. uznają je za petycję – trzy miesiące.

Pierwsza odpowiedziała już jednak Kancelaria Senatu, treść odpowiedzi na skanach poniżej. Odpowiedż jest uprzejma i zgodna z prawem. Sprowadza się do tego, że:

  1. merytorycznie powinien ustosunkować się do moich zastrzeżeń co do publikacji dr Tochmana oraz „polityki historycznej” IPN – prezes Instytut Pamięci Narodowej
  2. Kancelaria Senatu proponuje sformułowanie petycji w sprawie ewentualnych propozycji zmian w ustawie o IPN
  3. Kancelaria Senatu przyjmuje treść mojego pisma do wiadomości.

Bardzo uprzejma odpowiedż Kancelarii Senatu o treści jak na skanach jest w mojej ocenie rzeczową reakcją. Rozważałem wcześniej wniesienie petycji ws. nowelizacji ustawy o IPN, w zakresie podniesionym w treści mojego pisma. Zachęta Senatu jest akurat całkiem na miejscu. Przygotuję niebawem propozycję takich zmian, przejrzę obecnie obowiązujące procedury legislacyjne i rozważę czy petycję skierować do Sejmu czy do Senatu. Zmiana w ustawie o IPN byłaby w mojej ocenie pożądana.

 

DO POBRANIA:

 

PS. Na stronie na Facebooku znajomi ortaz sympatycy Pana Tochmana rozpoczęli akcję insynuacji na mój temat, w tym m.in. sugerowania iż jestem agentem jakichś niecnych służb, a moje wskazanie błędów jest „atakiem na IPN”. Bez komentarza, szkoda słów…

 


 

L I S T   O T W A R T Y  /  P E T Y C J A

w sprawie rozpowszechniania przez Instytut Pamięci Narodowej
nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych
dotyczących problematyki Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej
w publikacji  Krzysztofa Tochmana  pt. Cichociemni 1941 – 1945.
W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, 2021

 

Szanowny Pan dr Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Szanowny Pan Andrzej Duda, Prezydent R.P.
Szanowny Pan Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów R.P.
Szanowna Pani Elżbieta Witek, Marszałek Sejmu R.P.
Szanowny Pan Tomasz Grodzki, Marszałek Senatu R.P.

 

Szanowna Pani, Szanowni Panowie

Jako wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko oraz prezes Fundacji dla Demokracji, od 2016 realizującej projekt CICHOCIEMNI  mający na celu godne upamiętnienie 316 Cichociemnych spadochroniarzy – żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej, zmuszony jestem niniejszym listem otwartym:

  1. zaprotestować przeciwko kłamliwej „polityce historycznej” IPN, być może także obecnego Rządu, dotyczącej Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej,
  2. wnioskować o sprostowanie licznych i krzywdzących błędów historycznych, opublikowanych kilka dni temu przez IPN Oddział w Rzeszowie, w publikacji dr Krzysztofa Tochmana pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski (patrz załączona moja errata do tej publikacji),
  3. wnioskować o wprowadzenie systemowych rozwiązań w IPN, zapobiegających publikowaniu nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych

 

Ad. 1

          Pismem z 19 listopada 2019 składałem do Pana Prezydenta i Pana Premiera petycję ws. upamiętnienia Cichociemnych z Tempsford, która została zignorowana. Pismem z 20 października 2020 pisałem w sprawie ambasadora R.P. w Wielkiej Brytanii dr hab. Arkadego Rzegockiego, który publicznie akceptował brednie, w treści odsłoniętej tablicy pamiątkowej, m.in. jakoby Cichociemni nie byli żołnierzami Armii Krajowej tylko „Wydziału Specjalnego”, jakoby byli wysyłani „w tajnych misjach do Polski” oraz jakoby „stali na czele alianckich operacji wojennych”. 

Pan Ambasador prawdopodobnie chciał dobrze, podobnie jak brytyjscy inicjatorzy upamiętnienia 158 Cichociemnych przerzuconych do okupowanej Polski po starcie z  lotniska RAF Tempsford. Pomimo wytknięcia przeze mnie rażących błędów w treści tej odsłoniętej tablicy, nikt nie podjął próby sprostowania nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych. Nikt też nie podjął nawet próby systemowego rozwiązania problemu – aby zapobiec kolejnym takim przypadkom.

Tablica odsłonięta w Tempsford fałszuje historię, obraża pamięć o Cichociemnych oraz o Armii Krajowej!

Jak się okazuje, władzom R.P. wcale to nie przeszkadza, pojawiają się nawet nowe przykłady publicznego deptania pamięci o Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej.

 

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-205x300 Rocznica pełna błędów...         Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, opublikował kilka dni temu rocznicową publikację autorstwa dr Krzysztofa A. Tochmana (uchodzącego dotąd w IPN za głównego „znawcę’ problematyki Cichociemnych), pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski, IPN Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2021.

W treści tej 48 stronicowej (z okładkami) publikacji znalazłem co najmniej 36 (trzydzieści sześć!!!) bardzo poważnych błędów historycznych. Koncepcja publikacji interesująca, wiele treści nie było dotąd znanych szerzej opinii publicznej. Ale te kilka zalet przesłania kompromitująca ilość kilkudziesięciu wad – ewidentnych błędów w datach, faktach, roli i znaczeniu kluczowych instytucji a także ewidentnych kłamstw ahistorycznych.

Publikacja IPN autorstwa Krzysztofa Tochmana, lansowana jako „publikacja edukacyjna” to faktycznie w znacznej części zbiór nieprawdziwych informacji oraz krzywdzących treści historycznych.

Szczegółowy wykaz błędów zawiera moja „Errata” dołączona do niniejszego pisma. Dość wspomnieć, że publikacja K.A.Tochmana – w oderwaniu od faktów i kontekstu historycznego – rozciąga definicję cichociemnego na prawie każdego polskiego spadochroniarza (krzywdząco pominięto jedynie spadochroniarzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej), wadliwe podaje daty, rolę i usytuowanie brytyjskiego SOE, przypisuje polskie zasługi Brytyjczykom, pomija lub pomniejsza zasługi współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. Jan Górski, organizatora przerzutu lotniczego do Polski mjr dypl. Jana Jaźwińskiego, (dez)informuje nt. współpracy Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza z SOE, zawiera istotne błędy dotyczące Tempsford, Campo Casale, Głównej Bazy Przerzutowej w Latiano i in.

Publikacja IPN autorstwa K.A.Tochmana wprowadza do obiegu publicznego nowy termin „historyczny”, mianowicie frazę „PSZ-AK”. W mojej ocenie określenie „PSZ – AK” jest rażąco nierzetelne i pozbawione źródłowej podstawy historycznej. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie działały w Polsce (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem ich nazwę). Armia Krajowa nie działała poza Polską (wystarczy przeczytać ze zrozumieniem jej nazwę). To są całkowicie odrębne struktury, które formalnie ze sobą nie współpracowały. Nota bene, w odróżnieniu od PSZ, w świetle prawa międzynarodowego The Home Army nie miała formalnie statusu wojskowego, bo Sztab Naczelnego Wodza nie uregulował tej kwestii do końca wojny. Polscy politycy nie zdążyli też wypowiedzieć wojny ZSRR…

Za skandal uważam publiczne oczernianie „blisko 40” Cichociemnych którzy – według Krzysztofa Tochmana – mieli współpracować z bezpieką „Polski Ludowej” – „zgodzili się na werbunek, tym samym pomagając w prześladowaniu swoich kolegów, a nawet przyjaciół”. Po pierwsze, nie opublikowano dotąd wyników żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, a jedynie bodaj trzy (w części powielające te same tezy) artykuły dr Krzysztofa A. Tochmana, odnoszące się rzeczowo jedynie do kilku Cichociemnych. Wynotowane z artykułów dr Krzysztofa A. Tochmana imiona i nazwiska cichociemnych mających współpracować ze służbami „Polski Ludowej” składają się na liczbę 27 osób, nie ma żadnej publikacji wskazującej „blisko 40”… Jeśli w tej sprawie K.A. Tochman był tak samo rzetelny jak w przypadku rocznicowej publikacji nt. Cichociemnych, to listę domniemanych współpracowników można wyrzucić do kosza.

Strony-od-IPN_Cichociemni_broszura_druk_04-1-204x300 Rocznica pełna błędów...Historycy IPN – dr Waldemar Grabowski oraz dr Krzysztof Tochman wywołują zamieszanie, wywodząc, że rzekomo cichociemnymi są… spadochroniarze zrzucani do innych krajów. Tak bardzo pragną „odkrywać” historię Cichociemnych, że bez podstawy źródłowej rozszerzają pojęcie >cichociemny< na wszystkich polskich spadochroniarzy  w operacjach specjalnych, powołując się tylko na to, że np. niektórzy składali przysięgę na rotę AK. Te bzdury świadczą o braku elementarnej wiedzy o idei łączności z Krajem (której elementem byli Cichociemni) autorstwa kpt. Jana Górskiego i Macieja Kalenkiewicza, braku wiedzy o tym, że podstawowym zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej w konspiracyjnej walce w okupowanej Polsce, a także przygotowywanie powstania powszechnego, które planowano rozpocząć w ostatniej fazie wojny w Polsce oraz odtworzenie Sił Zbrojnych R.P. po wojnie – także  w Polsce.

Cichociemni nie mieli własnej jednostki, munduru, barw, patrona, tradycji, nie mieli nawet prawa ujawnić – nawet wobec kolegów z konspiracji – że są Cichociemnymi.

Nawet po wojnie, do czasu ustanowienia Znaku dla Skoczków do Kraju (Znaku Spadochronowego AK), 7 lutego 1954, nie mieli nawet żadnego widocznego identyfikatora, oprócz słowa CICHOCIEMNY.

Teraz próbuje się Ich okraść z tego słowa, nierzetelnie naciągając definicję Cichociemnego. Im dalej od wojny – tym więcej cichociemnych…

 

          Wśród rozlicznych elementów bolesnej i nieprawdziwej „polityki historycznej” Instytutu Pamięci Narodowej, dotyczącej problematyki Cichociemnych, jest także powielanie od lat fałszywej (dez)informacji, jakoby 91 Cichociemnych uczestniczyło   w Powstaniu Warszawskim. Wystarczy sprawdzić życiorysy 316 Cichociemnych (co uczyniłem), aby ustalić, że w Powstaniu Warszawskim uczestniczyło nie 91 – jak podaje IPN – ale 95 Silent and Unseen, a kolejnych 4 było wówczas obecnych w stolicy, ale z różnych powodów nie mogli wziąć udziału w Powstaniu.

          Wśród czterech Cichociemnych, uczestników Powstania Warszawskiego – od lat pomijanych przez IPN – jest także m.in. Cichociemny ppor. Edwin Scheller – Czarny ps. Fordon, który leczył się po torturach gestapo (chodził o lasce), nie mógł walczyć zbrojnie, ale jednak uczestniczył w Powstaniu współpracując wywiadowczo z oddziałami Pułku Baszta oraz wraz z żoną zbierał lekarstwa dla Powstańców. 24 sierpnia 1948 Naczelny Wódz odznaczył Go Orderem Wojennym Virtuti Militari – „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego”. Nie rozumiem, dlaczego wciąż jest pomijany przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego? Czyżby Naczelny Wódz dał Mu fałszywy order?

W Jego przypadku jest cień nadziei na zmianę – Muzeum Powstania Warszawskiego zwróciło się do mnie o wskazanie źródła informacji o odznaczeniu Go orderem Virtuti Militari, co też uczyniłem (zaświadczenie weryfikacyjne Edwina Mikołaja Schellera, w którym mowa o odznaczeniu Go VM nr 13565 zarządzeniem Naczelnego Wodza z 24 sierpnia 1948 „za wyróżniające się męstwo w akcjach bojowych podczas konspiracji i walk Powstania Warszawskiego” dostępne jest w zbiorach Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej – dział: Archiwum Pomorskie, Scheller-Czarny Edwin, nr inw. M-867/1566 Pom.) – jest ono także dostępne w publikacji Elżbieta Skerska – Edwin Mikołaj Scheller – Czarny „Fordon” – cichociemny, w: Biuletyn Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej 2017 (nr 67), s. 92 – 97 na podstronie z biogramem – Edwin Scheller – Czarny.

 

          Od lat IPN nie raczył zweryfikować ilu Cichociemnych było represjonowanych przez organy represji: niemieckie, sowieckie, „Polski Ludowej”, wciąż podawane są rażąco błędne, zaniżone dane, także o Cichociemnych w niemieckich obozach koncentracyjnych, sowieckich łagrach czy więzieniach i katowniach „Polski Ludowej”.

Te dane są dostępne w biogramach Cichociemnych, więc je ustaliłem, weryfikując w rozmaitych źródłach, następnie opublikowałem m.in. w Wikipedii. Niestety, IPN od wielu lat nie jest zainteresowany ustaleniem rzeczywistej skali represji wobec Cichociemnych oraz wciąż publikuje fałszywe dane na ten temat.

 

          Od lat IPN przemilcza rolę i dokonania wybitnych Polaków, ściśle związanych z historią Cichociemnych –  Tadeusz Heftman, bez którego nie byłoby łączności Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie z Armią Krajową w okupowanej Polsce oraz łączności AK; mjr dypl. Jana Jaźwińskiego oficera wywiadu z Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, organizatora przerzutu lotniczego do Polski Cichociemnych oraz zaopatrzenia dla AK; pilota Stanisława Kłosowskiego, uczestniczącego w ok 70  tajnych operacjach lotniczych SOE, w tym 33 do Polski, jedynego podoficera oraz jednego z dziesięciu lotników odznaczonych Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, jednego z nielicznych dwukrotnie odznaczonych brytyjskim Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym (Distinguished Flying Cross). Powinniśmy postawić Im pomniki – a nie mieli nawet hasła w Wikipedii (musiałem je napisać).

Reasumując – proszę o skorygowanie niewłaściwej „polityki historycznej” IPN dotyczącej Cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. Nigdy Ich bohaterstwo nie zajaśnieje pełnym blaskiem, jeśli wciąż będziemy zafałszowywać podstawowe fakty oraz przypisywać zasługi Polaków Brytyjczykom.

 

Ad.. 2

          Liczne i krzywdzące błędy historyczne, opublikowane kilka dni temu przez IPN Oddział w Rzeszowie, w publikacji dr Krzysztofa Tochmana pt. Cichociemni 1941 – 1945. W 80 rocznicę pierwszego skoku bojowego do Polski (patrz załączona moja errata do tej publikacji) – wymagają pilnego sprostowania.

W mojej ocenie publikacja może spełnić swą rolę edukacyjną, jeśli błędy, kłamstwa, przekłamania oraz nieścisłości zostaną poprawione. Zwracam się do Pana Prezesa IPN o pilne podjęcie działań w tym zakresie, chętnie także włączę się w te działania.

 

Ad. 3

          Po analizie ustawy o IPN oraz zarządzenia nr 22/16 Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu z dnia 16 czerwca 2016 w sprawie regulaminu organizacyjnego tej instytucji można dojść do przekonania, że zarówno ustawodawca, jak i prezes IPN założyli, że Instytut Pamięci Narodowej – z definicji – nie będzie podejmował działań depczących „pamięć narodową”.

Niestety, jak dowodzi publikacja dr Krzysztofa A. Tochmana – ignorancja także może być obecna w działaniach IPN, zatem również IPN, wbrew swym podstawowym celom i zadaniom może rozpowszechniać nieprawdziwe informacje i krzywdzące treści historyczne. Ani w ustawie, ani w regulaminie IPN nie ma zapisów dających możliwość rzeczowej reakcji na takie działania, w tym przede wszystkim – umożliwiających zapobieganie tego rodzaju szkodliwej działalności IPN.

          Zgodnie z par. 20 pkt. 2a ppkt.3 regulaminu IPN wprawdzie jednym z zadań Wydziału Komunikacji Społecznej jest monitoring „pod kątem nieprawdziwych informacji i krzywdzących treści historycznych” – ale zgodnie z tym zapisem ów monitoring ma dotyczyć jedynie „mediów krajowych i zagranicznych”.

Zgodnie z par. 14 pkt. 2 ppkt. 1a regulaminu IPN nadzorowanie działań edukacyjnych realizowanych przez IPN należy do zadań „Sekcji Edukacji” działającej w Wydziale Edukacji Historycznej – ale widocznie ten nadzór jest fikcją, skoro IPN opublikował opracowanie dr Krzysztofa Tochmana, zawierające kompromitujące IPN, fundamentalne błędy dotyczące problematyki Cichociemnych.

Proszę zatem o podjęcie odpowiednich działań systemowych, aby uniknąć kolejnych przypadków rozpowszechniania przez Instytut Pamięci Narodowej nieprawdziwych informacji i krzywdzących treści historycznych.

 

W związku z deptaniem pamięci o Cichociemnych przez IPN, nieprawdziwymi i krzywdzącymi treściami zawartymi w publikacji Krzysztofa Tochmana, jako wnuk jednego z 316 Cichociemnych zastrzegam sobie prawo wystąpienia z powództwem cywilnym o naruszenie dóbr osobistych. W tym kontekście wzywam do zaprzestania naruszania dóbr osobistych oraz niezwłocznego usunięcia skutków tych naruszeń.

 

Ryszard M. Zajac

prezes Fundacji dla Demokracji
wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko

 

Find of more:

 

 

 

 

Arkady Rzegocki – ambasador ojkofobii…

 

22 września 2020, dr hab. Arkady Rzegocki  ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Wielkiej Brytanii raczył odsłonić na terenie dawnego lotniska RAF Tempsford (Wielka Brytania) tablicę, mającą upamiętnić 158 Cichociemnych.

Okazuje się, że można mieć tytuł doktora, a nawet być wykładowcą akademickim, a pomimo tego publicznie uwiarygadniać – nota bene w imieniu R.P. – ewidentne bzdury.

 

IMG_8481-300x220 Arkady Rzegocki - ambasador ojkofobii...W reakcji na ten skandal, Ryszard M. Zając, prezes Fundacji dla Demokracji, wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko, skierował petycję do właściwych władz Rzeczpospolitej Polskiej.

Petycja adresowana jest do prezydenta R.P. Andrzeja Dudy, Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Marszałek Sejmu R.P. Elżbiety Witek, Marszałka Senatu R. P. Tomasza Grodzkiego and Marka Kuchcińskiego, przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych a także Bogdana Klicha, przewodniczącego senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej.

W treści petycji prezes Fundacji dla Demokracji domaga się usunięcia tablicy z kłamliwą treścią, zastąpienie jej tablicą z treścią zawierającą rzetelną prawdę historyczną  oraz wprowadzenia systemowych rozwiązań zapobiegających zakłamywaniu naszej historii przez przedstawicieli R.P. Postuluje także podjęcie odpowiednich działań przez ministra spraw zagranicznych wobec Arkadego Rzegockiego – ambasadora publicznie fałszującego polską historię…

 

Poniżej pełna treść pisma:

 

 

Szanowny Pan  Andrzej Duda
Prezydent Rzeczypospolitej PolskiejIMG_8104-300x224 Arkady Rzegocki - ambasador ojkofobii...

Szanowny Pan  Mateusz Morawiecki
Prezes Rady Ministrów

Szanowna Pani  Elżbieta Witek
Marszałek Sejmu R.P.

Szanowny Pan  Tomasz Grodzki
Marszałek Senatu R.P.

Szanowny Pan  Marek Kuchciński
Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych

Szanowny Pan  Bogdan Klich
Przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej

 

 

P E T Y C J A

w sprawie upamiętnienia 158 Cichociemnych

przerzuconych do okupowanej Polski z lotniska Tempsford

  

Szanowna Pani, Szanowni Panowie

Jako wnuk Cichociemnego por. cc Józefa Zająca ps. Kolanko oraz prezes Fundacji dla Demokracji, od 2016 realizującej projekt CICHOCIEMNI –  mający na celu godne upamiętnienie 316 Cichociemnych spadochroniarzy – żołnierzy Armii Krajowej w służbie specjalnej, zmuszony jestem zaprotestować wobec skandalicznego sposobu „upamiętnienia” Cichociemnych przez ambasadora R.P. w Wielkiej Brytanii Pana Arkadego Rzegockiego.

Pismem z 19 listopada 2019 składałem do Pana Prezydenta i Pana Premiera petycję ws. upamiętnienia Cichociemnych z Tempsford, która została w istocie zignorowana. Nikt nie raczył też zauważyć, że wśród jej inicjatorów znajduje się m.in. wnuk współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. cc Jan Górski ps. Chomik

ambasada-001-300x241 Arkady Rzegocki - ambasador ojkofobii...W sprawie upamiętnienia Cichociemnych przerzucanych do okupowanej Polski po starcie z lotniska RAF Tempsford pisaliśmy także do ambasady R.P. w Londynie, z prośbą o pomoc. Pan Ambasador R.P. Arkady Rzegocki także nas zignorował, by po kilku miesiącach 22 września 2020, w medialnym blasku, na miejscu dawnego lotniska RAF Tempsford, uroczyście odsłonić tablicę mającą upamiętnić 158 Cichociemnych z Tempsford.

To smutne wydarzenie, bowiem Pan Ambasador bardziej zaszkodził niż pomógł. Jako inicjatorzy upamiętnienia 158 Cichociemnych z Tempsford prosiliśmy go o pomoc, ale nie o taką. Pan Ambasador nie tylko nas zignorował – nawet nie powiadomił Rodzin Cichociemnych o uroczystości odsłonięcia tablicy.

W mojej ocenie Pan Ambasador Arkady Rzegocki wykorzystał Cichociemnych do medialnej promocji samego siebie. Po odsłonięciu tablicy prowadziłem korespondencję mailową z ambasadą w celu wyjaśnienia problemu, ale jedynym jej efektem było wyrażenie opinii, że zignorowanie Rodzin Cichociemnych jest efektem… pandemii covid.

Uważam za skandal, że na uroczystość odsłonięcia tablicy nie zaproszono nawet wnuka współtwórcy Cichociemnych mjr dypl. Jan Górski, który skakał do Polski właśnie po starcie z RAF Tempsford! A przecież można było zaprosić 1-2 osoby reprezentujące środowisko Rodzin Cichociemnych oraz np. zorganizować transmisję przez internet.

Jeszcze większym skandalem są fundamentalne błędy merytoryczne w treści odsłoniętej przez Pana Ambasadora tablicy. Na temat tych błędów merytorycznych ambasada milczy, uważając zapewne, że wszystko jest OK i nie trzeba niczego prostować...

W mojej ocenie odsłonięta przez Pana Ambasadora Rzegockiego tablica powinna zostać niezwłocznie zdjęta oraz zstąpiona inną, zawierającą historycznie prawdziwą treść.

 

Treść tablicy odsłoniętej przez ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Wielkiej Brytanii urąga prawdzie historycznej oraz jest przejawem ojkofobii (niechęć do wszystkiego co rodzime) oraz / lub anglomanii (uwielbienie wszystkiego co angielskie). Niewykluczone, że są one tylko podłożem, zasadniczym zaś powodem fundamentalnych błędów jest „zwykła” ignorancja historyczna

Tablica o takiej treści fałszuje historię, obraża pamięć  o Cichociemnych oraz o Armii Krajowej!

 

Arkady_Rzegocki-300x292 Arkady Rzegocki - ambasador ojkofobii...

Arkady Rzegocki

Okazuje się, że można mieć tytuł doktora, a nawet być wykładowcą akademickim – jak ambasador R.P. w Wielkiej Brytanii – a pomimo tego publicznie uwiarygadniać nota bene w imieniu R.P., ewidentne bzdury.

Z przykrością zmuszony jestem powiadomić, że tablica zakłamuje historię R.P. oraz przemilcza istotne aspekty działania Armii Krajowej – najliczniejszej, najdłużej działającej, a także stosującej najbardziej zróżnicowane formy walki konspiracyjnej formacji zbrojnej w okupowanej Europie.

Gdzie na tablicy jest mowa o Armii Krajowej? Ano właśnie – nigdzie. Według Ambasadora i autorów tablicy Armia Krajowa nie istniała i nie ma nic wspólnego z Cichociemnymi. Sądząc z treści tej tablicy można nawet przypuszczać, że Cichociemni to np. zasługa „aliantów” – a nie efekt działań Polaków…

Według Pana Ambasadora i autorów tablicy, Cichociemni byli „żołnierzami Wydziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza”. To piętrowe, fundamentalne kłamstwo.

Po pierwsze – Cichociemni byli żołnierzami Armii Krajowej w służbie specjalnej. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem treść Ich przysięgi, gdzie jest o tym mowa. Dodać tylko można, że część z Nich (nie wszyscy) mieli przydział do Oddziału VI (zwanego specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza – ale na okres szkolenia. Po przeszkoleniu składali przysięgę AK, skakali do okupowanej Polski jako żołnierze Armii Krajowej, po skoku i aklimatyzacji do realiów okupacyjnych dostawali przydziały do jednostek Armii Krajowej. Podlegali wyłącznie dowództwu AK, nie byli „agentami SOE”.

Po drugie, Ambasador i autorzy tablicy mieli zapewne na myśli to, że Cichociemni byli „żołnierzami Oddziału VI (zwanego także specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza„. Takie twierdzenie także jest oczywistą bzdurą. Jeszcze większym kłamstwem jest zawarte na tablicy twierdzenie, że „Cichociemni byli żołnierzami Wydziału Specjalnego„…

Trzeba odróżniać >Oddział VI (Specjalny)< od >Wydziału Specjalnego< będącego częścią tego Oddziału. Wydział Specjalny istniał jedynie jako część Oddziału VI, w składzie którego utworzono z czasem osiem wydziałów.

Oddział VI (Specjalny) był przede wszystkim instytucją łącznikową Naczelnego Wodza (w Londynie) z Komendantem Głównym AK (w kraju). Twierdzenie, że miał własnych „żołnierzy” mogło zrodzić się tylko w głowie kompletnego ignoranta. Dodać należy, że Oddział VI (Specjalny) traktowany był jako część składowa Armii Krajowej, szef oddziału jako rzecznik Komendy Głównej Armii Krajowej, a wszyscy pracownicy Oddziału VI składali przysięgę na Rotę Armii Krajowej. Oddział VI (Specjalny) administrował całością spraw Armii Krajowej, w tym środkami finansowymi i sprzętem dla AK.

Zadaniem Wydziału Specjalnego (jako części Oddziału VI, zwanego specjalnym) było wyłącznie organizowanie (w porozumieniu z brytyjskim SOE) lotniczych operacji przerzutowych do Polski oraz kompletowanie zestawów zaopatrzenia zrzucanego w zasobnikach, bagażnikach i paczkach do okupowanej przez Niemców i Sowietów Polski. Oficerowie i pracownicy tego Wydziału (poza ścisłym kierownictwem) nie mieli żadnego kontaktu z Cichociemnymi…

Dodam, że sprawami Cichociemnych w Oddziale VI (Specjalnym) Sztabu Naczelnego Wodza zajmowały się bezpośrednio dwa wydziały: Wydział Wyszkoleniowy (W) – m.in. rekrutacja i szkolenie Cichociemnych wg. zgłaszanego zapotrzebowania Armii Krajowej oraz Wydział Personalno – Organizacyjny (PO) – całość spraw kadrowych, bazy, ośrodki, placówki (także łączności radiowej), stacje wyczekiwania, również depozyty Cichociemnych.

Jedyna Cichociemna, prof. gen. Elżbieta Zawacka ps. Zo (zrzucona po starcie z lotniska RAF Temsford) zapewne ogromnie by się zdziwiła, gdyby ktoś nazwał ją „żołnierzem wydziału specjalnego” – została wysłana przez KG AK z okupowanej Polski do Londynu, aby właśnie skontrolować pracę Oddziału VI (Specjalnego) oraz wprowadzić usprawnienia w łączności Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie z Komendą Główną AK w okupowanej Polsce…

Według Ambasadora oraz autorów tablicy, Cichociemni odlatywali „na swoje tajne misje do Polski„. To kolejna brednia. Cichociemni odlatywali do Polski, aby walczyć w szeregach Armii Krajowej. Nie mieli żadnych „tajnych misji”, ale konkretne przydziały do konkretnych jednostek podziemnej Armii Krajowej. Tajne, nawet ściśle tajne były „wszystkie czynności związane z lotem do Kraju” – patrz rozkaz Naczelnego Wodza L.dz.2525/tjn.43. „Tajne misje”, tj. ściśle określone zadania do wykonania mieli agenci SOE, zrzucani w innych okupowanych krajach Europy (wśród nich było także 17 Polaków).

Zadaniem Cichociemnych było wsparcie Armii Krajowej, udział w działaniach przygotowujących planowane powstanie powszechne w Polsce oraz uczestnictwo w odtworzeniu Wojska Polskiego, po zakończeniu wojny.

Według Ambasadora oraz autorów tablicy, Cichociemni byli „zrzucani i zaopatrywani z powietrza„. To częściowe kłamstwo. Po pierwsze, zrzuty zaopatrzenia nie były dla Cichociemnych, ale dla Armii Krajowej. Po drugie, Cichociemni także sami przerzucali zaopatrzenie (w tzw. bagażnikach, zakładanych przez skoczków) a zwłaszcza środki finansowe (w parcianych pasach) dla Armii Krajowej.

Dla ścisłości należy dodać, że w późniejszym okresie nie wszyscy Cichociemni byli „zrzucani z powietrza”, niektórzy z Nich wylądowali na polowych lotniskach.    

    

Według Ambasadora oraz autorów tablicy, Cichociemni zrzucani po starcie z lotniska RAF Tempsford „stali na czele alianckich operacji wojennych„. To oczywista brednia.

Po pierwsze Cichociemni kierowali oraz brali udział w „operacjach wojennych” Armii Krajowej. Alianci nie prowadzili na terenie Polski „operacji wojennych”, nie mieli tu nawet ani jednego agenta wywiadu. Po drugie, spośród 158 Cichociemnych z Tempsford część pracowała w łączności, część w wywiadzie, więc nie mogli kierować jakimikolwiek „operacjami wojennymi”.

Wreszcie najważniejsze – Cichociemni walczyli m.in. w „Wachlarzu”, „Związku Odwetu”, „Kedywie”, walczyli w „Akcji Burza”, także w największej „bitwie” Armii Krajowej – Powstaniu Warszawskim. Nie były to jednak wcale „alianckie operacje wojenne”…

Warto dodać, że zanim powstała brytyjska SOE, istniała i działała polska Armia Krajowa. SOE uczyło się od nas – Polaków oraz przyjęła w swych działaniach polskie wzorce. Więcej info – Bajki o SOE

Alianci, w tym Brytyjczycy – zapatrzeni w Stalina – nas zdradzili. „Dzięki” zachodnim mocarstwom, także kiepskiej polityce rodzimych decydentów, Polska na długie lata stała się łupem ZSRR. To oczywiście uwaga, choć istotna, ale na marginesie.

Najważniejsze jest to, że tablica mająca upamiętnić Cichociemnych nie może zakłamywać historii oraz przemilczać podstawowych faktów, w tym istnienia i działania Armii Krajowej. Cichociemni byli przecież żołnierzami AK w służbie specjalnej!

 

Zwracam się do kompetentnych władz Rzeczypospolitej Polskiej o podjęcie działań mających wyeliminować przejawy tego rodzaju ignoranckiej „polityki historycznej”.

Byłoby wielce wskazane, aby każdy przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej, zanim autorytetem swego urzędu wesprze jakiekolwiek działania mające upamiętnić fakty historyczne, skonsultował je z odpowiednią placówką naukową, np. z IPN.

Jak się bowiem okazuje, nawet osoby z tytułem naukowym doktora oraz będące wykładowcami akademickimi – jak ambasador Rzegocki – mogą publicznie zakłamywać historię Rzeczypospolitej Polskiej. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca – jesteśmy winni potomnym rzetelną prawdę o naszej historii.

Zwracam się z prośbą o wprowadzenie systemowych rozwiązań zapobiegających zakłamywaniu naszej historii przez przedstawicieli Rzeczpospolitej Polskiej. Ośmielam się także prosić o niezwłoczne zdjęcie tablicy z kłamliwą treścią na terenie byłego lotniska RAF Tempsford oraz zastąpienie ją treścią rzetelną, zgodną z prawdą historyczną.

Sądzę także, że Minister Spraw Zagranicznych powinien podjąć odpowiednie kroki wobec ambasadora publicznie fałszującego polską historię, w tym tak piękne jej karty jak historia Cichociemnych oraz Armii Krajowej.

z wyrazami szacunku

Ryszard M. Zajac

wnuk Cichociemnego por cc Józefa Zająca ps. Kolanko

prezes Fundacji dla Demokracji

Informacja o realizacji projektu CICHOCIEMNI

Redaktor Wikipedii, autor lub współautor haseł m.in.:
Silent and Unseen
Silent Unseen list
Cichociemni w powstaniu warszawskim
The 6th Section of the Polish Commander-in-Chief’s Staff
Powstanie powszechne
Special Operations Executive
Jan Jaźwiński


Zapraszamy na stronę http://elitadywersji.org/ – kompendium wiedzy o 316 Cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej

Zapraszamy do naszej grupy na Fb – Cichociermni Spadochroniarze Armii Krajowej

 


Aktualizacja – 16 grudnia 2020

 

Pod koniec listopada 2020 otrzymałem pismo Sławomira Kowalskiego, dyrektora Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Oto streszczenie jego treści:

  • Ambasada RP w Londynie nie była ani inicjatorem ani organizatorem „wydarzenia upamiętniającego Cichociemnych w Tempsford”
  • Treść tablicy była konsultowana z JW GROM oraz historykami „którzy uznali jej treść za prawidłową”.
  • „W konsekwencji przedstawionych przez Pana zarzutów treść tablicy została dodatkowo skonsultowana z historykami z Instytutu Pamięci Narodowej i Wojskowego Biura Historyczne [tak w piśmie – red.], którzy potwierdzili, że w zakresie funkcji jaką pełni tablica, jej treść jest poprawna (…) nie będą podejmowane działania w celu wprowadzenia zmian treści.

 

Po otrzymaniu w/w pisma – na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej – zwróciłem się o udostępnienie wyników tych domniemanych „konsultacji” oraz ujawnienie nazwisk „historyków z Instytutu Pamięci Narodowej i Wojskowego Biura Historycznego”. Dyrektor Departamentu – wbrew prawu – nie odpowiedział – chociaż minął już ustawowy termina na odpowiedź.

Pan Dyrektor Kowalski zachował się jak szatniarz w „Misiu” Barei – „ja tu jestem kierownikiem tej szatni! Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi!”

 

16 grudnia 2020 otrzymałem pismo Pana dr Arkadego Rzegockiego, ambasadora R.P. w Wielkiej Brytanii. Oto jego streszczenie:

  • Treść umieszczona na tablicy w Tempsford została w całości przygotowana przez inicjatorów projektu – stowarzyszenie STS 43 Cichociemni
  • „Zgodność treści umieszczonej na tablicy została także potwierdzona przez. p. Bogdana Rowińskiego z Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej”
  • Ambasada R.P. w Londynie nie była ani inicjatorem ani organizatorem, ale „w drodze nieformalnych konsultacji telefonicznych, przedstawiła treść historykom z Instytutu Pamięci Narodowej i Wojskowego Biura Historyczne [tak w piśmie – red.], którzy potwierdzili, że w zakresie funkcji jaką pełni tablica, jej treść jest poprawna”.

Jak łatwo zauważyć, oba pisma zawierają podobne, w niektórych miejscach identyczne sformułowania, nawet ten sam błąd w nazwie Wojskowego Biura Historycznego…

 

Pisma Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ambasadora R.P. w Londynie:

 

Pozwoliłem sobie przesłać Panu Ambasadorowi Arkademu Rzegockiemu swoją odpowiedź. Ponieważ już dotarła, publikuję ją tutaj w całości:

 

Szanowny Panie Ambasadorze,

Dziękuję za odpowiedź. Jej treść jest dla mnie bardzo przykra – świadczy bowiem, że skala ignorancji jest znacznie większa niż przypuszczałem.

Lubię dr Rowińskiego i uważam, że Jego fundacja [Fundacja im Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej – przyp. red.] często podejmuje dobre działania. Niestety, to nie pierwszy przypadek rozpowszechniania nieprawdy – http://elitadywersji.org/bajki-o-soe/

Nigdy prawda o historycznych dokonaniach Polaków nie zajaśnieje pełnym blaskiem, gdy sami  będziemy ją zaciemniać historycznymi – mniej lub bardziej istotnymi – fałszerstwami. Niestety, także uznani historycy (dr Grabowski) piszą czasem ewidentne głupoty (Kontrowersje dot. liczby CC – na dole strony) – http://elitadywersji.org/cichociemni-nazwa-przysiega-znak/

Ufam, że zechce Pan podjąć działania propagujące prawdę o Cichociemnych, chętnie się w nie włączę.

z wyrazami szacunku

Ryszard M. Zajac

 

Ponowiłem wniosek o udostępnienie informacji publicznej – chcę się dowiedzieć imion i nazwisk „historyków z Instytutu Pamięci Narodowej i Wojskowego Biura Historyczne”Wniosek został skierowanytakże do rzecznika prasowego MSZ, który zajmuje się udostępnianiem informacji publicznej na wniosek. W przypadku braku odpowiedzi sprawa trafi do sądu administracyjnego z wnioskiem o nakazanie udzielenia tej odpowiedzi.

Niestety, ale będzie ciąg dalszy tej żenującej historii niekompetencji oraz próby jej zatuszowania… Nadal też nie ma rozwiązania systemowego – o co wnioskowałem w petycji do prezydenta i premiera – aby obowiązkowo konsultować treść wszelkich form upamiętniania Polaków – by nie rozpowszechniać kłamstw historycznych. Mam nadzieję, że ci „historycy z IPN oraz WBH” którzy rzekomo potwierdzili iż tablica powieszona w Temspford nie zawiera kłamstw historycznych, to zwykła ściema, a niekompetencja oraz ignorancja nie sięgnęła także i tam…

RMZ

Tutaj link do postu w tej sprawie na Facebooku